O źródle

W internecie dziś można znaleźć całą gamę przeróżnych informacji. Wiedza dostępna jest na wyciągnięcie ręki. Chyba każdą informację można znaleźć, trzeba tylko wiedzieć jak szukać i czego. Warsztaty, szkolenia, porady online. Wszystko jest, a ludzie o klienta walczą każdym możliwym sposobem. Mnóstwo ludzi korzysta z warsztatów i szkoleń. Często na blogach jest informacja o przebytych szkoleniach, tytułach uzyskanych, co ma zachęcić do korzystania z ich usług czy czytania ich bloga. Wszystko, co dotyczy budzenia świadomości. Pełna gama, oby tylko kasy w portfelu nie zabrakło. Treningi rozwoju osobistego, uzdrawianie, mindfulness, medytacje, czakry. Cuda na kiju Panie… Mając tylu specjalistów od budzenia, tylu specjalistów od świadomości, duchowości czy rozwoju osobistego, świat powinien być oazą spokoju. Jestem więc ślepa? Czemu to do mnie nie przemawia?

Wchodzę sobie na stronkę pewną. Nawet dobrze ktoś gada, nawet się zgadzam z człowiekiem. Kolejny wpis to medytacja uzdrawiająca. Jednak coś każde mi wyjść.

Słyszę wewnętrzny głos intuicji: Wyjdź, to nie twoje. To nie twoje…

Rozumiem, że bez odpowiedniego szkolenia, bez konkretnej wiedzy, nie nauczę się składać kości do kupy po złamaniach. Świadomość jednak jest czymś, co odkrywa się w sobie. Wcale nie trzeba do tego specjalnych narzędzi ani szkoleń. Tę wiedzę nosisz w środku. Ona jest w nas. Niczego i tak nie przyspieszysz. Wszystko musi się dziać we właściwym tempie. Żadne pieniądze tego nie przyspieszą. Żadne… Jeśli nawet za grubą forsę ktoś ci to daje na tacy wręcz. Kiedy wmiesza się w świadomość pieniądze, automatycznie traci to jakby swoją czystość, swoją ciszę i delikatność. Traci swoją…. Nie mogę znaleźć najlepszego określenia. Mam je gdzieś na końcu języka, ale nie mogę ująć w słowo.

Nigdy nie byłam na żadnym szkoleniu, ani na żadnym warsztacie dotyczącym rozwoju osobistego, duchowego, świadomości. Nie wchodziłam w ezoterykę i czakry. To nie moje. Przeglądałam często oferty, interesowałam się nimi. One docierają do mnie ze względu na takie zainteresowania a nie inne. Nie mogłam jednak zrozumieć, czemu takie miejsca mnie odpychają. Ani tego, skąd ta pewność we mnie, że w żadnym z takich miejsc niczego się nie nauczę. Choćby i dobrze gadali, to i tak nie będzie moje. Myślałam może, że to jest jakiś rodzaj oporu wewnętrznego, któremu powinnam się przyjrzeć, ale po latach doświadczeń stwierdzam, że to jednak nie to. Bo tak naprawdę, to czasem chętnie tam wchodziłam, czytałam i byłam czasem zawiedziona, czemu widzę wewnętrznie jakby znak zakazu wjazdu.

Sama mogłabym poprowadzić jakiś warsztat. Zrobić szkolenie, sprzedać to, co wiem. Nie kochani… Bo nikt nigdy mnie nie przekona do pewnych rzeczy, prosząc mnie wcześniej o forsę. Bo jak zapłacisz, to ja podam receptę na zdrowe i szczęśliwe życie. No way… A nie mogę wymagać od innych więcej niż od siebie. Tak rozumiem życie w zgodzie ze sobą.

Mogę to tylko oddać..

Wiele razy słyszałam już to moje Wyjdź stąd, nie wchodź tam. I jak wspomniałam wcześniej, nie rozumiałam źródła tego. Ostatni komunikat był już czytelniejszy.

To nie twoja energia…

I pojęłam. To nawet nie chodzi o to czy się z kimś zgadzam, czy nie. Nie o to, że to nie moja częstotliwość, nie moje wibracje. Bo czasem autentycznie we mnie jest coś podobnego, co współgra. Tu chodzi o czerpanie z własnego źródła. Tamten facet przekazuje swoje źródło, swoją energię [nazwij to jak sobie chcesz]. On dzieli się swoją energią, swoim źródłem. A we mnie jest jakiś wewnętrzny nakaz, aby czerpać jedynie z własnego garnka. Nie podbierać z innych garnków. Bez względu na to, czy coś ze mną współgra, pasuje mi czy zupełnie nie. Tak będzie ponoć bezpieczniej dla mnie. Nawet, jeśli przez chwilę poczuję się lepiej. Bazować na własnym zasilaniu. Sama być tym generatorem. Bo to, że poczuję się lepiej po jakiejś terapii może być mylące i niekoniecznie dla mnie dobre w ogólnym rozrachunku czy po dłuższym czasie. Nie wiem jak to jeszcze ująć inaczej.

Tu chodzi o to, że we mnie jest wszystko, tylko muszę to sama znaleźć. Sama odrobić własne lekcje. Niczego nie przyspieszać. Nic co z zewnątrz mi nie pomoże tak jak to, co jest wewnątrz.

I nie mogłabym brać za to kasy. Tak samo, jak nie wydałabym na to ani jednej złotówki.

Chcesz to bierz. Nie? To spadaj.

W jednym ze starszych wpisów „W przestrzeni poza myślą” napisałam coś, co się nie zdezaktualizowało do dziś.

„Mądrość przychodzi wraz ze zdolnością przebywania w CISZY. Wystarczy patrzeć i słuchać. Nic więcej. Przebywanie w stanie CISZY, patrzenie i słuchanie aktywuje nie związaną z umysłem inteligencję”  – Eckhart Tolle, „Cisza przemawia”. W cytacie trzeba zwrócić uwagę na fragment o inteligencji nie związanej z umysłem. Autor mówi w tej książce o czystej świadomości, jako o inteligencji, o głębszej wiedzy, która wychodzi jakby poza znane nam pojęcia. Inteligencja bazuje na umyśle, na pojęciach. Umysł z kolei interpretuje i wyciąga wnioski. Trzeba umieć wyjść poza umysł, poza myślenie, zaakceptować fakt, że czegoś nie wiesz. Wiedza jest ważnym elementem, ale sama nie wystarczy, by zdobyć mądrość. To jedynie pierwszy element układanki i rzekłabym, że wcale nie najważniejszy. 

Bo nie chodzi o to, aby w życiu mieć taką wiedzę, aby umieć błyskotliwie odpowiedzieć na każde pytanie, ale o to, by wybrać z tych pytań te, które naprawdę mają znaczenie dla ciebie. Nasz umysł to nie śmietnik. Dusza to nie śmietnik. Pytania są ważniejsze od odpowiedzi, a na niektóre zwyczajnie nie warto odpowiadać, ani tracić na nie czasu. Bo nie są twoje. Bo i tak najważniejsze są te pytania, które sam sobie zadajesz, które powstają w tobie.

Najstabilniejsza zmiana, najlepsze lekcje i najstabilniej zakotwiczona w człowieku wiedza, to dla mnie ta, co pochodzi z własnego źródła. Ze środka… Pisząc o wiedzy, tak naprawdę mam na myśli mądrość, wgląd, świadomość, rozwój osobisty, duchowy. W sumie nazwij to sobie jak chcesz. Rozwój jakoś do mnie nie przemawia. Słowa mądrość również staram się nie nadużywać, dlatego używam pojęć wgląd i świadomość. Jednak słowo wiedza zdaje się być najbardziej zrozumiałe dla innych, dla mnie nie do końca wyraża to, co rzeczywiście chciałabym powiedzieć. Nie określa tego w pełni ani właściwie. Jest zbyt szerokie, zbyt ogólne. Nie adekwatne.

Niektórzy oburzają się czasem, kiedy ktoś neguje wiedzę nie pochodzącą z własnego doświadczenia. W pewien sposób właśnie to teraz robię. Nie wmawiam nikomu, że to najlepsza droga dla wszystkich. Nie mam również na myśli wiedzy w jakimś ogólnym pojęciu, co już wyjaśniłam. Piszę o sobie. Niczego nikomu nie wciskam, ani nie sprzedaję. Nie neguję innych sposobów. To jest po prostu moje. Słucham swojego wnętrza. Ta droga jest dla mnie najlepsza. Dla mnie… Nie pokazuję drogi, którą powinien ktoś wybrać, tylko kierunek w jakim ja poszłam. Tu są moje decyzje.

Dzisiejszy poziom kształcenia chyba niewiele wspólnego ma dziś z wiedzą tak naprawdę. O mądrości nawet nie wspomnę. Czasem zamiast nauki jak myśleć, uczy się co myśleć. Często za spore sumy, pokazuje się ludziom jak żyć, co najlepiej jeść, kiedy wstawać, co robić po wstaniu, jak myśleć i czasem co widzieć, żeby… No właśnie, żeby co? Żeby dać się potulnie prowadzić i nie musieć myśleć samodzielnie? Bo jednostkę niepokorną strasznie trudno ułożyć?

Myślicie, że bez solidnego wykształcenia niczego w życiu się nie osiągnie? Co w takim razie z tymi geniuszami, o których mówi cały świat, a którzy nie mają właśnie żadnego solidnego wykształcenia? Z tymi, którzy postawili na samokształcenie, bo mieli czasem ogromne problemy w szkole, a którzy wyrośli na geniuszy? Wśród nich są znani pisarze. Stefan Żeromski nigdy nie dostał świadectwa maturalnego. Karol Dickens ukończył szkołę w wieku lat 12. George Bernard Shaw, który napisał kiedyś, że szkoły „to nie miejsca, w których się zdobywa wykształcenie, a więzienia”. Jan Lechoń, któremu udało się zdać maturę, choć z trudem. George Orwell, Mark Twain i inni. A Tomasz Edison? W szkole spędził 3 miesiące. Ciekawa historia, bo nauczyciel wystawił mu opinię tępego i nie nadającego się do dalszej nauki. A genialny matematyk i samouk Stefan Banach? Nadano mu tytuł doktora, choć żadnych studiów nie ukończył. Zaczął wprawdzie, ale wtedy akurat nie skończył. Alberta Einsteina chyba wszyscy znają. A miał on przecież poważne problemy z czytaniem i mówieniem. Podobno nie mógł nawet zapamiętać własnego numeru telefonu. Takich nazwisk można znaleźć dużo więcej w sieci bez problemu.

Ci ludzie realizowali swoje pasje, mimo wszystko. Mimo problemów, zbyt stromych schodów czy mimo tego, że nikt w nich nie wierzył. Udało im się odkryć w sobie to coś. Czasem bywa tak, że ludzie nawet nie próbują czegoś, bo mówi się im, że tego się nie da, tego nie można, to nie wypada. Znajduje się jednak ktoś taki, kto o tym nie wiedział, że nie można, że nie wypada. I zrobił to, czego nie dało się wtedy zrobić, co nie wypadało. Może jednak warto być sobą?

Dlatego nie nadaję aż takiego znaczenia żadnemu z papierków, żadnemu tytułowi czy dyplomowi. To tylko kawałek papieru. Dlatego nie mówię moim dziewczynom, że wykształcenie jest najważniejsze. One są najważniejsze. One… Radzę im szukać własnej drogi i tego, co lubią, co sprawia im przyjemność. Przyjrzeć się sobie i zobaczyć co w nich drzemie. Dać sobie czas. Nie udało się z czymś tam, mimo starań? To nic… To nie jest najważniejsze. Nie musisz być dobra ze wszystkiego. Chcesz iść na studia? Ok. Nie chcesz? Masz inny plan na siebie? Ok. Tylko znajdź go w sobie. Odszukaj, odkryj. Ważne, aby odnaleźć siebie i być sobą, choćby cały świat uważał ciebie za pasożyta, tępaka czy przypadek beznadziejny, tylko dlatego, że jesteś inny, myślisz inaczej czy wyłamujesz się z jakiegoś schematu. Jeśli tak czujesz, to miej odwagę wyjść poza utarte schematy i pójdź za swoim głosem. Jeśli coś cię zainteresuje, to zawsze znajdziesz sposób, by się na ten temat czegoś dowiedzieć. Nie znalazłaś jeszcze siebie i tego w czym jesteś dobra? To nic, wszystko przyjdzie we właściwym czasie. Może tak jak ja, znalazłaś, tylko go jeszcze nie widzisz, a on w tobie cały czas jest i cichutko ci szepcze. Tylko posłuchaj… Przyjdzie czas, że zrozumiesz, odkryjesz. Nie kieruj się w życiu papierkiem, tytułem czy forsą, jeśli chcesz odkryć siebie i to, co w tobie najważniejsze. Idź za pasją, za intuicją, jeśli nawet ludzie ci mówią, że to kompletnie nie jest dochodowe. Nie rób niczego bo tak wypada, bo trzeba, bo inni tego oczekują, bo z tego będzie kasa. Nie szukaj odpowiedzi, tylko pytań – swoich własnych, nie cudzych. Historia pokazała, że właśnie tacy ludzie mają największe szanse… Ci, którzy mają odwagę pójścia własną drogą. Ci, którzy mają odwagę wyjść poza jakiś schemat.

Nie jest ważne to, co inni uznali dla mnie za wartościowe czy odpowiednie, tylko to, co ja sama za takie uznałam. Kiedy rezygnowałam ze studiów po IV roku, jakoś w wakacje już i został został mi jedynie rok, inni mówili, że jestem wariatką. Dla mnie to była najlepsza decyzja, jaką w życiu podjęłam. Prosili w dziekanacie, żeby nie zabierać papierów, dać sobie czas. Zabrałam… Byłam pewna jak nigdy niczego w moim życiu. Nie osiągnęłam wg innych nic. Zajmuję się domem, ogrodem. Dzień za dniem taki sam. Często sama przez pół dnia. Obiad, sprzątanie. Rutyna? Nuda? A skąd. Nie dla mnie. Nigdy… Ustawiłam swoje życiowe priorytety. Dokładnie realizuję swój życiowy plan i te ustawione priorytety. Żyję tak, jak zawsze chciałam. Osiągnęłam to, co dla mnie tak naprawdę było najważniejsze. Kiedyś w szkole wmawiali mi, że to niezbyt dobrze rokuje, kiedy nie ma się planów na karierę, pracę, a w odpowiednich rubrykach u mnie było pusto i wykres wyszedł jakiś taki nijaki. Wykresy innych członków klasy wyszły znakomicie. Były barwne i dynamiczne. Myślałam, że jestem do niczego po rozmowie z psychologiem, bo jestem inna. A to nie była prawda. Już wtedy miałam konkretny plan na życie, który jednak nie mieścił się w pojęciu ówczesnej normalności. Już wtedy wiedziałam, czego chcę w życiu najbardziej na świecie. Tego nie było w tych testach. I kurcze, dokładnie to mi się udało. Marzenia, które bałam się na głos wypowiadać. Sama w to nie wierzyłam wtedy. Bałam się o tym marzyć i mówić. Ale to było we mnie. Udało mi się to odkryć.

Myślicie, że pisać nauczyłam się w szkole? Nie. Zawsze miałam ogromne problemy z pisaniem. To nie szkoła mnie tego nauczyła. Zaczęłam pisać po rzuceniu studiów tak naprawdę. Wszystko, co dla mnie najważniejsze i najwartościowsze, wyniosłam z życia, nie ze szkoły. Szkoła w żaden sposób nie pomogła mi odkryć siebie i moich zainteresowań.

Najwyraźniej mam w sobie wszystko, czego mi potrzeba, aby obudzić to, co uśpione. Aby wydobyć z siebie wszystko, co mi potrzebne. Do tego nie potrzebuję ani kasy, ani szkoleń czy warsztatów.

I wiem, że to moje źródło wciąż płynie. Ono nie wyschło… Jest czyste i obfite. I jeśli czemuś mam w życiu ufać, to właśnie jemu… Nie innym ludziom.

Reklamy

2 myśli w temacie “O źródle

  1. Moja droga, miałam właściwie Tobie to już dawno napisać…
    Nie bardzo jednak byłam pewna, czy dobrze myślę i czy aby ten „głos” to „coś we wnątrz” dobrze mi podpowiada….
    Tym artykułem jednka mnie w tym utwierdziłaś! Że nie mogłam się mylić! Bardzo podoba mi się to, jak piszesz! Moim zdaniem jesteś BARDZO ciekawą i mądrą kobietą +to Twoje podejście do życia, a zwłaszcza to, że to BARDZO STARASZ SIĘ POLEGAĆ TYLKO NA SOBIE!

    1. Staram się polegać na sobie, ale nie tak znowu we wszystkich dziedzinach. Na pewno nie polegam tylko na sobie w kwestii finansowej, z racji podejścia do życia oczywiście. 🙂 Tu polegam na innych.

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.