Ja tu nie pasuję

Wiecie jak ciężko, zwłaszcza w tych najtrudniejszych momentach, powiedzieć TAK wszystkiemu, co może się wydarzyć? Wiecie jak trudno znaleźć wtedy w sobie ciszę? Czy wiecie jak ciężko dostrzec świecące słońce czy padający deszcz i ucieszyć się z ich istnienia? Jak ciężko zaakceptować to, że skoro jest się na tym popapranym świecie, to jakoś trzeba funkcjonować i zaakceptować ten fakt, że jest, jak jest.

Ważne jest, aby cieszyć się tym, co jest i tym, co się ma. Czasem, kiedy słońce świeci, ale i kiedy deszcz pada. Tym, że twarz ukochanej osoby mogę ucałować po powrocie do domu. Życie wciąż trwa, z nami czy bez nas. Cykl narodzin i śmierci wciąż się powtarza. W nas samych ciągle coś się zaczyna i kończy. My też kiedyś się skończymy. Trudno jest akceptować takie rzeczy, wiem. Zwłaszcza, kiedy ból doskwiera. Jednak nie jest to niemożliwe. Coś o tym wiem. Mało tego, można zacząć cieszyć się z tej przemijalności.

Ból jest ze mną od kilkunastu już lat nasilający się. Mija, nasila się. Raz lepiej, raz gorzej. Wiele lat obserwacji doprowadziły mnie chyba do źródła moich problemów. Kiedy bolało mnie w klatce piersiowej, jak miałam naście lat, wszyscy lekarze dawali mi leki uspokajające i wysyłali do psychologa. Nikt nie sprawdził kręgosłupa. W wieku prawie 40 lat znaleziono skoliozę dziecięcą. Od tego problemy się zaczęły. Kiedy bolały mnie uszy, wysyłali do laryngologa, który przez lata nic nie stwierdzał. Nikt nie sprawdził mojego zgryzu i stanu uzębienia. Kiedy był problem z zębem nie do pokonania w wieku dziecięcym, wyrywano mi zęby. Nikt nie zmartwił się, że to może mi destabilizować stawy i szczękę. A kiedy była już możliwość leczenia kanałowego, bez mojej wiedzy przeleczono mi ząb i zrobiono to źle. Przez 14 lat chodziłam z tykającą bombą. Zgłaszałam problemy wielu dentystom, nikt nie wiedział czemu. Dziś problem urósł do tego stopnia, że nie pozwala normalnie funkcjonować. Choć tego zęba już nie ma, konsekwencje błędnych decyzji zostały. Wysiada kręgosłup, najbardziej w odcinku szyjnym. Wysiadają stawy żuchwowe, a wieloletnie leczenie ortodontyczne nie przyniosło żadnego efektu. Podliczając wydane pieniądze na leczenie, uzbiera się być może kilkanaście tysięcy złotych. Przez ostatni rok wydałam u endodonty kupę kasy, gdzie leczono mi zęby kanałowo. Z jedną wypłatą było nam ciężko. Czy słusznie? Oto jest pytanie. Zachodzi podejrzenie, że nie zawsze słusznie. Bo kiedy bolą wszystkie zęby; raz ten, za chwilę inny, to trzeba pomyśleć dlaczego, a nie od razu zatruwać po kolei. Sama miazga przy moich problemach może być podrażniana przez problem wynikły z mięśniami, stawami itd. W tym wypadku zatruwanie zęba, to jak podanie tabletki na ból głowy, podczas gdy może komuś tętniak pękł.

Podsumowując pracę lekarzy i służby zdrowia, nikt, absolutnie nikt nie dotarł do źródła moich problemów. Zrobiłam to sama. Metodą prób i błędów. Długo mi się z tym zeszło. Płacę wysoką cenę za błędy popełnione przez innych – ciągłym bólem. Za brak zainteresowania tym, co dziecko zgłaszało, aż po dorosłość. I to jest chyba w tym wszystkim najgorsze, że żaden lekarz nie odzyska już nigdy straconego zaufania. Nie potrafię powiedzieć, że lekarze pomagają, że służba zdrowia pomaga. Nie dość, że nie pomogli, to udało się wszystkim zaszkodzić. Ogromną krzywdę mi wyrządzono. Stopniowo, latami, krok za krokiem, decyzja za decyzją.

Moje problemy zaczęły się od powyrywanych zębów w dzieciństwie i skoliozy. Gdyby ktoś w porę o mnie zadbał, dziś mogłabym normalnie otwierać buzię, nie mieć problemów ze słuchem, z szumami, bólem, trzaskami, kręgosłupem. Nie miałabym tylu stanów zapalnych w organizmie, gdyby ząb mi usunięto, zamiast leczyć kanałowo, nie opracowując kanałów do końca, z powodu mojej ciąży. Można było usunąć i wstawić coś. Błąd za błędem i zniszczone zdrowie. Same błędy. A utrata słuchu? Moim zdaniem wpływ na to miały stawy skroniowo-żuchwowe, a konkretnie stan zapalny ich, który wpłynął na stan ucha środkowego. Ale to jest tylko moje podejrzenie, które ostatnio jeden z lekarzy poparł. Za każdym razem, kiedy ból się nasila, mąż zauważa osłabienie słuchu. Ciągle proszę go wtedy o powtórzenie. Zdaję sobie sprawę, że w każdej chwili to się może powtórzyć i ogłuchnę…

Nigdy nie zaniedbywałam swojego zdrowia, zawsze się leczyłam, chodziłam do lekarza, dentystów. Dbałam o siebie. I to się na mnie zemściło? Aż trudno uwierzyć. Miałam jednak w sobie tyle rozumu, aby szukać samej przyczyn. Czytać, zgłębiać wiedzę a nie bezrozumnie poddawać się kolejnym pomysłom. Lekarze mówią, aby nie leczyć się u dr Google. Gdyby nie internet, dziś pewnie byłabym kaleką. Sama do tego doszłam, nie lekarze, to chyba coś znaczy.

Zmiany w moim życiu, zaczęły się już jakieś 8 czy może już 9 lat temu, od zmiany myślenia. Potem stopniowo, jak w efekcie domina, szły za tym inne zmiany. Zmiana miejsca do życia i przeprowadzka na Podlasie. Potem doszło leczenie ziołami. Świadomość wniosłam również do kuchni i przestałam jeść mięso. Pomimo ogólnego niezadowolenia dalszej rodzinki i znajomych, którzy twierdzą do dziś, że mięso jest konieczne i robię sobie tym krzywdę, trwam do dziś w swoim postanowieniu. Niech się zastanowią nad własnymi krzywdami. Kiedy tu się przeprowadziłam, byłam wrakiem człowieka. Non stop antybiotyki, bo a to nerki, a to uszy, a to coś innego. Mały wiaterek mnie owiał a ja już byłam chora. Układ immunologiczny zaprzestał chyba jakiejkolwiek pracy. Duża w tym zasługa lekarzy, niestety. Chodziłam okapturzona, w grubych swetrach, bo było mi zimno nawet latem. I bałam się wiatru. Byłam słaba i bolało mnie wszystko, nawet szklanki czasem nie mogłam utrzymać, tak bolały ręce. Pierwszą ulgę przyniosły mi zioła i unikanie lekarzy przy byle problemach, którzy leki wyciągali jak z rękawa, bez powodu i rzetelnych badań. Infekcja? Przyczyna nieznana? Antybiotyk. Boli ucho? Antybiotyk, w pastylkach, nie kroplach do uszu. Zatoki miałam w fatalnym stanie, bo krople przepisywane działały wręcz odwrotnie i po jakimś czasie śluzówka wręcz zanikła. Jej stan pozostawiał wiele do życzenia. Obrzęk był tak duży, że nie mogłam normalnie oddychać. Odstawiłam więc wszystkie krople (zwłaszcza te, w których składnikiem jest ksylometazolina!) i wlewałam litrami sól fizjologiczną. Nawet przy infekcjach, z kompletnie zapchanym nosem i bolącymi zatokami, pilnowałam się mocno, by nie zastosować konwencjonalnych środków, nie pójść do lekarza i zostać potraktowaną jak zwykle. Chodziłam z czosnkiem w nosie i wlewałam sól. Tylko w razie silnego bólu pozwalałam sobie na Ibuprom zatoki. Stosowałam zioła, przeróżne mieszanki i leki na bazie ziół. Zakraplałam sobie nawet do nosa niektóre napary z ziół. Udało się! Wyprowadziłam organizm na prostą. Moja odporność się poprawiła. Przestałam chorować, zatoki się uspokoiły. Jednak wiedziałam, że to nie koniec pracy, bo ból stawów i kręgosłupa (który od góry do samego dołu pozostawia wiele do życzenia) dalej postępują. Po rezygnacji z mięsa przyszła kolej na cukier. Zauważyłam, że pogarsza on stan moich stawów i bóle są silniejsze. Zrezygnowałam, mimo że mój reumatolog twierdził inaczej, że cukier wpływu nie ma. I każdy najmniejszy powrót, czy jakiekolwiek odstępstwo przypłacam bólem. Dalsze eksperymenty naprowadziły mnie do nabiału i mlecznych przetworów. Ewidentnie po ich odstawieniu było już lepiej. Każdy powrót to znów pogorszenie i duży ból. Będę słuchać swojego organizmu i uczyć się na nim, co mi szkodzi, a co nie. Od dawna piję mleko roślinne, z mięsa jem jedynie ryby okazjonalnie. Z produktów zwierzęcych jem jajka, w których jest cała masa potrzebnych rzeczy. Ostatnio, po jednej konsultacji, odstawiłam również gluten, raptem dwa dni temu. Ból jest mniejszy już po dwóch dniach. Jedno małe ciastko z mąki pszennej, cukru i jakiejś masy mlecznej i ból się wzmaga na tyle, że leki nie pomagają. Przypadek? Następnego dnia na ścisłej diecie ból jest do wytrzymania. Hmm…

Plan już mam. Postanowiłam wstawić sobie brakujące zęby, najtańszym kosztem, bez piłowania tych, które mi zostały. Najpierw wyrwanie tego, co konieczne, potem przygotowanie zębów pod protezę. Nie pozwolę już zniszczyć żadnego zęba a jeśli do tego dojdzie, to też już wiem, co robić. Do tego dieta i zioła. Muszę też pomyśleć o właściwej fizykoterapii, a za taką niestety trzeba płacić bardzo często. Skąd na to wziąć pieniądze jeszcze nie wiem, ale nie mam zamiaru położyć się i czekać na śmierć. Zrobię to, co mogę, po prostu. Są lekarze, którzy zajmują się tymi problemami. Jednak żadnego nie znajdę w ramach funduszu NFZ. Wszyscy przyjmują prywatnie. Niektórzy podliczyli mnie znów na kilka tysięcy złotych. Kazali robić kosztowną analizę zgryzu, znów zakładać aparat ortodontyczny, potem protetyka i cholera wie co jeszcze. Powiedziałam im, gdzie mam ich pomysły. Najpierw się załamałam, potem poddałam, a za tym przyszło działanie. Wstałam i stwierdziłam, że wiem co mam zrobić. Umówiłam się do protetyka i jestem już po pierwszej konsultacji. Zrobię co mogę.

Zdrowe zęby to zdrowy człowiek. Ludzie nie mają pojęcia jak ogromny wpływ na cały organizm mają zęby i cała szczęka. Nie poddam się również więcej żadnemu zabiegowi higienizacji, czyli czyszczenia zębów tymi wszystkimi szczotkami, które na tyle zniszczyło mi szkliwo, że mam nadwrażliwość dużą. Czyszczenie związane z zakładaniem i zdjęciem aparatu kosztowało mnie ogromną nadwrażliwość. Ostatnie czyszczenie dobiło mnie całkowicie, ból był tak wielki, że potrzebne było znieczulenie, aby to wytrzymać. Pani twierdziła, że powinnam pojawiać się u nich co 6 miesięcy. O losie, co by zostało z mojego szkliwa po tych ścieraniach? Aparat ortodontyczny jest ogromnym błędem w sytuacji, kiedy szkliwo z jakiś przyczyn szwankuje. Tego dowiedziała się córka od ortodonty. Szkoda, że mi tego nikt nie powiedział i nie sprawdził stanu szkliwa. Miałam problemy ze szkliwem zapewne z powodu braków zębowych. Dbając o głos, nie piłam bowiem napojów gazowanych, czy kwaśnych. Odstawiłam także pasty z fluorem i przestawiłam siebie oraz dzieci na pasty BioRepair. Zobaczymy czy coś się poprawi.

Robiłam wszystko, co zalecali lekarze w dobrej wierze, tymczasem widzę, że najważniejsza była kasa w tym wszystkim. Każdy chce zarabiać. Czasem jednak kosztem nieświadomych niczego pacjentów. Bo przecież trzeba dbać o zęby… Tymczasem wszystko ma swoje plusy i minusy. I o tych minusach zbytnio nikt nie informował. Kiedy świadoma wszystkiego, rozmawiam inaczej z lekarzem, ten dopiero wtedy mówi: „No tak, rozumiem Panią, nie chce Pani siedzieć na tykającej bombie. Obawia się Pani stanów zapalnych”. Ach, czyli jednak… Dla wszystkiego odwiedziłam innego lekarza i potwierdził to samo, że rozumie powody odmowy. Leczenie kanałowe ma poważne minusy. Nie jest na wieki, a kiedy coś się zacznie dziać, to nie poczujemy bólu zęba, bo miazgi już nie ma. Poczujemy stawy, głowę, stany zapalne organizmu, w okolicznych miejscach. Piłowanie zębów, pod mosty czy inne zabiegi, też ma poważne minusy. Szkliwo i zębina to nasze ważne zabezpieczenie. Aparat ortodontyczny również nie dla każdego jest… Wymaga czyszczenia zębów i ingerencji w szkliwo. Wszystko, co wymaga ingerencji w szkliwo nie każdemu może służyć. Jeśli jest spękane i słabe, trzeba przemyśleć. Ale żeby o tym się dowiedzieć, trzeba inaczej z lekarzami rozmawiać. A może dla pieniędzy niektórzy celowo ominą minusy? Nie wiem. Moje doświadczenia były traumatyczne w tym względzie. Najważniejsze, żeby kasa się zgadzała. Będzie Pani zadowolona, to pomoże. Nie pomogło, pogorszyło. Dziś uważam, że każdy powinien mieć swój rozum, swoją wiedzę. Każdy powinien sam interesować się, czytać, mieć jakieś pojęcie. A przede wszystkim to SŁUCHAĆ SWOJEGO ORGANIZMU. SŁUCHAĆ SIEBIE.

Tak robiłam do tej pory i widzę tego efekty. Słuchałam swojego organizmu, nie lekarzy. Czy wyszłam na tym źle? Nie. Gdybym dalej ich słuchała, byłoby ze mną bardzo źle, byłabym już wrakiem człowieka, być może wkrótce na wózku inwalidzkim. Chora przy byle kichnięciu. Organizm sam nam mówi, co jest dla niego dobre, a co mu szkodzi i czego mu brakuje. Słuchanie organizmu, a nie tego, na co się ma ochotę, bo to trochę dwie różne sprawy, biorąc pod uwagę, że niektórzy mają wiecznie ochotę na słodycze. Wiadomo, że najlepiej przyswajalne są witaminy znajdujące się w owocach czy warzywach, ale suplementuję także te kupione w aptece, bo wiem jak one są ważne. Kiedy słucha się swojego organizmu, łatwiej wychwycić fakt, kiedy jakiejś witaminy brakuje.

Ważne jest też, aby patrzeć całościowo na siebie, swoje dolegliwości. Ból jest cenną informacją, ale nawet lekarz nie zawsze potrafi znaleźć jego przyczynę. Zbyt mało jest lekarzy, którzy podchodzą do człowieka holistycznie. Zbyt mało… W sumie, to nie spotkałam żadnych jak dotąd. Podejście całościowe, które uwzględnia sposób życia, klimat, środowisko, stan duszy, psychikę, żywienie. Wprowadza go w stan równowagi i głównie polega na zapobieganiu chorobie. Powinniśmy korzystać z niego, kiedy jesteśmy jeszcze zdrowi. Pisałam już kiedyś, że po zioła sięgać należy kiedy jesteśmy jeszcze zdrowi. Bardzo żałuję, że tak późno zrozumiałam pewne rzeczy. Tymczasem medycyna konwencjonalna, akademicka czy jeszcze inaczej zwana tradycyjną zajmuje się już człowiekiem chorym. Wchodzi do gry wtedy, gdy człowiekowi coś dolega i nie zajmuje się nim całościowo. Gdy boli nas wątroba, zajmuje się tym narządem. Dostajemy leki, jakieś badania, czyli leczenie symptomów choroby. Nie spotkałam jeszcze takiego lekarza, który by zadbał wtedy o mnie jako o całość; czyli psychika, umysł, ciało, dusza, dieta, środowisko w jakim żyję. Nikt nie zastanawiał się nad tym, w jakim momencie problemy się zaczęły i co na nią wpłynęło oraz co by zmienić w moim życiu. Nie ma czasu na to, ani wiedzy, bo z psychiką odeśle nas do psychologa, z dietą do dietetyka. Czy chodzenie od lekarza jednej specjalności do innego lekarza można nazwać holistycznym? Jak ktoś się uprze, to wszystko można, prawda? Chyba jednak nie o to chodzi. To nic innego jak niezrozumienie podejścia holistycznego, błędne jego pojęcie. Osobiście, dla mnie jest to wielką pomyłką.

Myślałam już, że nie ma dla mnie żadnej nadziei, że nic już nie da się zrobić, bo nie mam milionów na koncie. Bo nie stać mnie na te wszystkie propozycje, ani na tych lekarzy, którzy krzyczą za wszystko wysokie sumy, po czym to nic nie pomaga a czasem wręcz szkodzi. Bo nie poddaję się tej komercji, nie idę po trupach (w tym swoim), aby zdobyć forsę. Olać ich, ot co…

Olać to…

Zrobię, co mogę. Znalazł się jeden lekarz, który poparł moje podejście i pokazał możliwości nowe; dietę bezglutenową. Pomyślę o rehabilitacji, bardziej w takim znaczeniu, aby robić to samodzielnie, codziennie, a nie przez krótki okres i potem nic. Może nie takim kosztem, nie przy pomocy super sprzętów, ale codziennie. Muszę tylko wiedzieć co mogę robić sama i jak ćwiczyć, żeby nie robić sobie krzywdy ani nie przeprowadzać już eksperymentów na sobie.

Dziś jedyną wartość stanowią pieniądze. Zarabia się na cudzej krzywdzie. Życie nie jest warte funta kłaków, bo tylko kasa dziś się liczy. Masz forsę, to masz możliwości. NFZ jest, idą na to spore pieniądze z mężowskiej wypłaty, ale jak przychodzi co do czego, to trzeba chodzić prywatnie, bo akurat na to refundacji nie ma. W moim przypadku, więcej wizyt jest prywatnych, niestety. Idziesz do jakiejś firmy i słyszysz od jego pracownika to, co firma oferuje. Zachwala swój towar. Robi wszystko, żeby to się sprzedawało, bo ma rodzinę, dzieci, potrzeby własne. Koło się kręci. Wszystko to jest dla mnie zrozumiałe, wiem jak działa ten świat.

Jednak jest jeszcze coś takiego jak karma… Z tego już tak wielu ludzi sprawy sobie nie zdaje.

Każda decyzja nasza jest ważna, zwłaszcza ta, przez którą ktoś kiedyś ucierpiał. Nie umiałabym zarabiać na krzywdzie innych ludzi. A dziś jest ona najdroższą kartą przetargową. Nie umiałabym pomagać ludziom, ciągnąc z nich kasę na prywatnych wizytach za duże pieniądze. Ja wiem, to norma. Dla mnie jednak, cała służba zdrowia jest do poprawki.

Przepraszam Wszechświecie. Nie nadaję się tutaj. Przecież sam widzisz. Skąd ja się urwałam Wszechświecie? Z jakiej choinki tyś mnie zdjął?

Nie nadaję się na ten świat. To nie moja bajka. To są wszystko proste zależności, proste zasady, które znam. A jednak ja tak nie umiem. Cała ta komercja…. Wszystko dziś nią jest. Brzydzę się tym. Nie chcę brać w tym udziału.

Nie chcę…

Ale znajdę kasę na to, żeby choć spróbować żyć bez bólu. Znajdę. Zrobię, ile się uda. Z prywatnych wizyt będę rezygnować i niech się dzieje co chce. Ile wydać muszę, to wydam. Co muszę zrobić, to zrobię. 

Karma wraca. I mam dbać o swoją karmę, nie cudzą.

To, co w nas nieświadome, też wpływa na karmę. Myślisz, że pomagasz, wykonujesz zawód, który ma pomagać, a nieświadomie krzywdzisz. I to wpływa na ciebie.

Reklamy

8 odpowiedzi na “Ja tu nie pasuję”

  1. Mocny wpis. Nie będę współczuć, bo doskonale znam Twój ból i koszmary z NFZ, tudzież schrzanione dzieciństwo. Zęby, masz rację… Mam dwa kanałowe i póki co dobrze się trzymają, bo nie szczędziłam pieniędzy i nie szczędzę na swojego arcydrogiego stomatologa, którego trzymam się od ponad 20 lat, a który potrafi powiązać mój stan zębów z resztą ciała (wątroba plus sprawy ginekologiczne). Rano myję pastą babci Agafii a wieczorami własnoręcznie robioną pastą do zębów na bazie oleju kokosowego, sody, wody utlenionej i olejku z goździków, no i niezawodny polski dentosept – wszystko to działa świetnie na okolice żuchwy, ślinianek, uszu i zatok. Nie pamiętam bym od tej pory miała jakiekolwiek zakażenia w jamie ustnej. Zęby po swojej przeszłości mam tak porypane, że co roku poprawiam wypadające plomby lub naprawiam kruszące się zęby. Bo wiem, że od nich idzie cały ludzki kościec… Masakra…

    Trzymaj się Anita, najważniejsze, że już wiesz na czym stoisz i wiesz jak się ogarniać. Medycyna jest dobra tylko w nagłych przypadkach, resztę naprawdę lepiej samemu ogarnąć… Obie dobrze to wiemy!!

    1. No właśnie… Co do sody i i wody utlenionej, to też tak robiłam i niestety mocno pogarszało mi to moją nadwrażliwość. Przypadek? Nie wiem, ale już sprawdzać nie chcę więcej, bo mam dość bólu. Ta pasta moja, nie znosi bólu nadwrażliwości całkiem, ale chyba działa najlepiej ze wszystkich past, więc zostanę przy tym.
      Problem ze mną jest taki, że mogę jedynie zahamować jakieś tam procesy. Nie da się usunąć zwyrodnień i zniszczeń już dokonanych. Mogę tylko zapobiec nowym. Bólu całkowicie też pewnie nie uda się zlikwidować. Ale skoro coś jednak zrobić mogę, to zrobię to.

      1. Rób, na chwilę obecną rób wszystko by minimalizować ból, bo to stresuje ciało i okrutnie go napina. Reszta przyjdzie w swoim czasie, jak się ciało ustabilizuje, unormuje, uspokoi, kiedy poczuje się bezpieczne, że nie będziesz go już torturować tym, co nie pasuje. I dopiero wtedy zajmie się autoregeneracją i samouzdrawianiem. Nie trać nadziei, krok po kroku…

  2. Dobra, napisałaś „Wal śmiało” 🙂 Byłam na warsztatach pracy z ciałem. I była taka dziewczyna jedna. I miała kosmiczny problem z zębami. Stawy żuchwowe ciągle bolące, zęby pościerane. Nie pamiętam dokładnie, ale powyrywane zęby też. W końcu trafiła na jakiegoś dentystę, który jej coś tam porobił i jakaś ulga była. Mam też koleżankę, która śpi z czymś w buzi, takim silikonowym. Bo zgrzyta zębami w nocy i strasznie je ściera. Mam koleżankę, która w depresji, bo jest dwubiegunowa, nie mogła buzi otworzyć, tak ją stawy bolały. Sama mam zmniejszoną lordozę szyjną….A wiesz o co chodzi? O potwornie tłumioną złość 🙂 Ja dobrze wiem co ty mówisz. Cukier, gluten, lekarze…Ja to wsio przeszłam. W twoim poście jest mnóstwo złości na innych. Ciekawe, jak tam ze złością na siebie? Napisałaś „wal śmiało”, przypominam 🙂

    1. No pewnie, że wal śmiało. Nie ma się czego bać. Nie gryzę. 🙂 No u mnie tak też ma być. Też będę miała szynę relaksacyjną, noszoną w nocy. Ale to potem. Teraz nadbudowa i proteza. Widzisz, próbuję sobie pomóc jak umiem, wysokimi kosztami, a wypłata jest jedna, do tego trójka dzieci, które też chorują. Na błędy lekarskie wydaje się kupę kasy. A potem wychodzi, że to był kręgosłup a nie nerwica… Albo, że aparat nie był dobrym wyjściem. Ostatnio od mamy usłyszałam, że „nie wiem jak ten Paweł z Tobą wytrzymuje”, kiedy wytłumaczyłam jej, że to są zaniedbania z dzieciństwa, za które nikt się nie wziął. To nie jest moja wina i zwyczajnie nie rozumiem, czemu winą za to obarcza się mnie. Przecież nie położę się na łóżku czekając na śmierć.
      Na to składa się szereg czynników. Wiem, że mama nie wiedziała, nie miała świadomości. Trudno wymagać, żeby miała wiedzę lekarską, choć przyznam, że sama dziś staję na głowie, jeśli chodzi o dzieci. I czasem odmawiam decyzji lekarskich, nie zgadzam się. Teraz chociażby, córa sama chodzi do lekarza, jest daleko od domu i na odległość poprawiam złe decyzje i złe leki, które wyrządzą jej krzywdę. Mam sporą wiedzę internistyczną, tylko recept wypisać nie mogę. To były dla mnie bardzo trudne momenty, kiedy uświadomiłam sobie ogrom problemów, ich źródło. Tak, byłam zła; na lekarzy, na świat, do którego nie pasuję ze swoimi zasadami. Była i jest we mnie złość oraz żal, że nikt nie zauważył, nikt się nie zajął. I nie tylko złość… Jest w tym jeszcze coś silniejszego, czego nazwać nie umiem a co pomogło mi uporać się z emocjami w jednej chwili i wziąć się w garść. Najbliższe słowo to TĘSKNOTA.
      Jednak zawsze powtarzałam, że emocje nie są złe. Ani złość, ani rozpacz. Po prostu są. One nas uczą. Są naszymi nauczycielami. Nie neguję tego. I nie ukrywam tego. Tak samo, kiedy ktoś mnie opluje, to nie udaję, że deszcz pada. Staram się autentycznie wszystko pisać, jak jest, bez udawania czegokolwiek.
      I choć o tym wszystkim wiem, jestem tego świadoma oczywiście, to i tak dziękuję. 😉

    2. Nie zauważyłam jednego pytania. Złość na siebie? Nie… Nie podchodzę do życia w ten sposób, żeby myśleć co by było gdybym była zdrowa i miała inne życie, myśląc o tym, co nie ma związku z rzeczywistością. Nie mam na to czasu, cenię go sobie. Robię to, co mogę i na tym się skupiam. Dziś już przyjmuje co jest, co dają i użytek robię z tego, co mam. Szukam możliwości, co widać.
      Wiesz co? Jest to jakiś rodzaj zadowolenia z tego, że daję radę, że tak dużo zrozumiałam, ze swojej wartości i tego, że zaszłam tak daleko. To nie jest złość. To jest, hmmm… wdzięczność.

    1. Tak, masz rację. Skojarzyłam od razu ze słowami na moim własnym blogu, że umysł pomija to, czego nie zna, czego nie umie dopasować do własnych schematów. 😉 I też nad tym pomyślałam. Poczytam.

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.