O śmierci i snach

Świadomość umierania była we mnie odkąd sięgam pamięcią do lat dziecięcych. Przez wszystkie lata jednak się zmieniała, przeobrażała. Najpierw był strach, który powoli odchodził. Długo miałam wątpliwości, czy o tym rzeczywiście pisać. Czy wchodzić głębiej w tak trudny temat. Postanowiłam to puścić. I powiedzieć o czymś, co jest mega trudne, jednocześnie piękne.

O tym, o czym mówić dotąd nie chciałam, jednak czuję, że powinnam.

O czym tu mówić, skoro nigdy jej nie przeżyłam? Skoro nikt z nas, z was jej nie przeżył? Tego akurat też nikt nie może być pewny… Jakkolwiek dziwnie i niedorzecznie to zabrzmi.

Moje doświadczenia poszły gdzieś w dalszą drogę i dalsze odkrycia. Dzięki tym wszystkim mniejszym i większym lekcjom dotąd przerobionym, mogłam dziś zrozumieć coś znacznie większego.

Co się takiego stało?

Pisałam kolejny fragment książki dla moich dziewczyn. Ten kawałek, którego tu na blogu w ogóle miało nie być. I po raz pierwszy w życiu pokażę zdjęcia dziecka z dzieciństwa, ponieważ to bardzo ważne jest. Jedno zdjęcie powiedziało mi tak dużo… Popatrzyłam i bach! Łzy, emocje… Zobaczyłam… Aż mną wstrząsnęło to, co zobaczyłam. To były łzy radości. Poczułam się, jakbym dotarła do domu. Kolejny raz to samo uczucie. Cudne, silne, piękne, czyste, spokojne bardzo, choć z emocjami.

Pisałam o zbiegach okoliczności, o zdarzeniach synchronicznych. Takim był pewien sen, kilkanaście lat temu.

„Przyśnił mi się znajomy naszych rodziców, który od wielu lat już nie żyje, Paweł. Bardzo go lubiłam jako dziecko. Pokazywał mi w tym śnie obrazy; biegające po podwórku dziecko o blond włosach, z delikatnymi falami. W pewnym momencie to dziecko popatrzyło na mnie. Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia… Jakby właśnie mnie wybrało wtedy na rodzica – usłyszałam głęboko we mnie. Po 9 miesiącach od snu oczywiście urodziła się Marysia.

Kiedy popatrzyłam na szereg jej zdjęć z pewnego okresu, znalazłam to,  które wręcz uderzyło mnie tym, co do mnie mówiło. Przez te wszystkie lata pamiętałam tę dziewczynkę ze snu i to spojrzenie. Oglądając inne zdjęcia, widziałam ją dokładnie w mojej Marysi. A te zdjęcia są już totalną masakrą, jeśli chodzi o przekaz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To samo spojrzenie… Jak z tego snu. Czułam, że będzie dziewczynka. Magia…”

Tak, Marysia miała dokładnie takie samo spojrzenie, jak tamto dziecko; poważne, jednocześnie jakby jej się oczka uśmiechały. Ona cała była jak z tego snu. Te zdjęcia rozkładają mnie totalnie na łopatki. Nazywałam ją małym Pawełkiem, bo w tym czasie była tak podobna do swojego taty. Mocno w tym śnie wyczuwałam obecność wujka (tak go nazywałam), choć go nie widziałam. Już kiedyś ostrzegł mnie przed wypadkiem. To był ostatni sen z jego udziałem. Po tym kontakt ustał, co przez wiele lat mnie dziwiło.

Po napisaniu tego kawałka, wszystko samo potoczyło się i popłynęło. Te dwa zdjęcia córki uruchomiły jakby falę domina. Tylko nie wiem czy będę umiała znaleźć właściwe słowa by wyrazić to, co czuję. I by przekazać to we właściwy sposób. Tak jak czuję naprawdę. Bez ocen, sądów, bez analizy czy przekonywania kogokolwiek o moich racjach.

Czy obawiam się śmierci?

Nie. Oczy tego dziecka powiedziały mi wszystko. Ale nie wtedy. Teraz, po kilkunastu latach. Całkiem niedawno. Wcześniej nie zastanawiałam się nad tym spojrzeniem. To przyszło teraz. Zdjęcia powyżej mi o tym przypominają, za każdym razem, kiedy pomyślę. I tak naprawdę wtedy, kiedy patrzę w oczy córki. Wiem, że nie ma się czego bać. Wiem, że chcę i powinnam być wtedy świadoma. Wiem, że nie powinno się wtedy bać i że to jest ważne. Trzeba wejść w to z jasnym umysłem, bez strachu. Muszę być wtedy świadoma tego, że cokolwiek w mojej głowie, w umyśle będzie się działo, to jest tylko jego przejaw. Muszę rozpoznać własny umysł. Muszę już teraz uczyć się roli obserwatora. Być świadoma każdego sądu czy jakiegokolwiek wnioskowania i wyzbywać się tego.

Siedzi też we mnie, tak głęboko, coś takiego, czego nie umiem do końca ująć w słowa. Nie jest tu ważne nasze wyznanie czy jego brak, jak właśnie to, co będzie działo się z naszym umysłem. Czy będziemy spokojni, świadomi i pogodzeni. Czy wychwycimy procesy naszego umysłu i zachowamy przy tym spokój. Relacje ze śmierci klinicznej są skrajnie różne, w zależności od tego, w co ktoś wierzył lub nie. Jedni widzieli kogoś, kogo uznali za Jezusa, inni nie widzieli nikogo i cały proces był zupełnie inny. Bo to właśnie zależy od wielu czynników.

I kiedy jesteśmy spokojni, wtedy nie ma znaczenia co będzie dalej lub czego nie będzie. Bez różnicy czy zobaczę Buddę, Jezusa, czy nic. Nie boję się, cokolwiek to będzie.

Nasz umysł wyrzuci na wierzch wszystko, czym żyliśmy. Pokaże błędy, nasze myśli, wszystko co ważne. Możemy zobaczyć jasno i wyraźnie, co próbowaliśmy zamiatać latami pod dywan. Możemy zobaczyć film ze swego życia i każdą chwilę, kiedy nie żyliśmy w zgodzie ze sobą, z własnymi zasadami czy wierzeniami.

Dlatego dziś już nie sprzeczam się o dowody na cokolwiek czy ich brak. Nie wchodzę w religijne polemiki typu; czy jest Bóg, czy go nie ma itp. Nie próbuję przekonywać mojego byłego wykładowcy, że ateiści umieją kochać. Bo po co? To wszystko nie jest ważne. Kiedyś bym wysuwała moje argumenty, broniła własnego zdania. Dziś to jest nieważne. Jeśli przynosi ci to spokój wewnętrzny i dzięki temu odnajdujesz siebie, swoją prawdę i szczęście, i nie idziesz za czymś ślepo, to krzyżyk ci na drogę. Cieszę się. Trzymaj kurs. Szerokiej drogi. Jeśli wciąż szukasz tego spokoju i nie możesz go znaleźć tam, gdzie jesteś, to masz problem. Ważna jest twoja dusza, jej spokój, twoja świadomość i droga, którą do tego dochodzisz. Nie ma lepszej czy gorszej. Jest twoja własna. Nie ma tego, że ta religia jest lepsza, a tamta gorsza. Te wszystkie argumenty za czy przeciw, to wszystko bez znaczenia. Liczy się twoja droga, twój właściwy dla ciebie sposób, ty sama. Nie przekonuj innych o tym, że twoja droga jest jedynie słuszna, a wiara czy niewiara lepsza, bo to ma znaczenie tylko dla ciebie. Twoje życie i szczęście w  tym życiu zależy tylko od Ciebie, nie od Jezusa, od Buddy czy kogokolwiek. Jeśli chodzi o śmierć i to, co może być potem, tu też wiele zależy od nas samych.

„Ty sam jesteś dla siebie przywódcą, jesteś też swoim wrogiem, a także jedynym świadkiem tego, co robisz” – Budda Siakjamuni.

Co posiałam, to i zbiorę… Biblia również o tym mówi. I tutaj można nie zauważyć pułapki. To już moja własna refleksja wynikła z buddyjskich rozważań różnych tekstów, w tym również moich własnych przerobionych lekcji. Siejąc dobro, dostajemy w gratisie również zło. Bo gdzie jest dobro, jest też zło. Siejąc niebo, nieodłącznym jego elementem wg wierzeń i religii jest piekło. Warto się dobrze zastanowić, co się wybiera do zasiewu. Ja posiałam Prawdę i Rzeczywistość; widzenie czegoś takim, jakie jest. Nie posiałam ani nieba, ani dobra.

Te doświadczenia mi pokazują, że to całe moje pisanie nie jest na darmo. Jest w tym sens i cel. Kiedy zaczynam pisać, nie mam planu, nie mam wizji, obrazu całego tekstu. On pojawia w trakcie pisania. W trakcie pisania pojawiają się słowa, które dziwią nawet mnie samą. Ja wtedy odkrywam wiele rzeczy we mnie… Czasem wtedy dopiero karty się przede mną odkrywają.

Tak, buddyzm jest mi bliski i to, co ze sobą niesie. Bez wnikania w szczegóły. Nie potrzebuję tu żadnych dowodów, żadnej wiary w cokolwiek. I cholernie trudno jest mi to wyjaśnić.

31 października we śnie przyszedł do mnie dziadek, który zmarł w lutym tego roku. Poprosił, bym powiedziała mamie, że z babcią jest gorzej, że ma ją zabrać, że nie powinna być sama. Coś w tym stylu. W tym śnie poinformowałam mamę o tym. Udała się do babci, niby przez chwilę było ok. Potem nastąpiło załamanie i karetka zabrała ją do szpitala. Widziałam babcię w niezbyt dobrym stanie psychicznym, szlochającą, czasem wręcz wyjącą przeraźliwie. Obok niej leżał dziadek i mówił do babci, ale ona nie słyszała. Próbował jej powiedzieć, żeby nie płakała już, żeby się uspokoiła, że już niedługo, że niepotrzebnie się smuci, bo nie ma powodów do tego. Że ma być spokojna. Czułam, że ten spokój jest ważny. Trzeba być spokojnym. Cały czas czułam, że mam to przekazać, mam to powiedzieć, bo to jest ważne. Potem gdzieś babcię zabrali, dziadek zniknął, a  mnie coś obudziło. W sumie obudziłam się spokojna, jednak czułam, że to ważny sen. Długo czułam takie ponaglenia, żeby powiedzieć.

W maju, podczas rozmowy z rodziną w Otwocku o śmierci i odchodzeniu (wtedy odchodził powoli mój teść), wypowiedziałam na głos mój żal, że nie mogłam pożegnać się z umierającą ciocią Ewą, ale uszanowałam fakt, że nie chciała pielgrzymek do szpitala. Rozumiałam to, że chciała w spokoju przeżyć ten trudny czas. Zdawałam sobie sprawę z tego, że to nie ja jestem najważniejsza w tej chwili, nie moje potrzeby. Następnej nocy, po powrocie do domu, Ewa mi się przyśniła. Zobaczyłam ją wyraźnie. Stanęła koło mnie i patrzyła. Odwróciłam głowę i zauważyłam ją. Ewuniu! – krzyknęłam. Potem po cichu szepnęłam znów jej imię. Była żółta na twarzy. Taka, jak przed śmiercią. Moja mama była u niej w szpitalu i od niej to wiem. Podeszłam i przytuliłam ją mocno. Nic nie mówiła. Popatrzyłyśmy sobie głęboko w oczy. Wystarczy. Po przebudzeniu, równie gorąco jej podziękowałam za to pożegnanie.

Takich spotkań mam już trochę. Wielu zmarłych we śnie widziałam lub czułam ich obecność. Babcia Irena, która mnie wychowywała, przyszła wiele lat po śmierci. Dużo młodsza i ładna. Wszystko będzie dobrze – powiedziała szeroko się uśmiechając. I wtedy wiedziałam, że idę dobrą drogą.

Te historie, te moje sny są dla mnie czymś ważnym. Ważną informacją. I tu nie potrzeba mi wiary, naprawdę. Ona tu jest kompletnie zbędna. Choć może trudno to pojąć czy zrozumieć. Podchodzę do wszystkiego bardzo specyficznie. Staram się nie oceniać, nie zaprzeczać, nie analizować. Nie szukam dowodów na prawdziwość. A jeśli to robię, nie znajduję odpowiedzi. Informacje znikają. Nie zastanawiam się czy to dobre jest czy złe, że dziadek coś do mnie mówi i czy rzeczywiście to on, tylko słucham co mówi. Nie ma wiary we mnie czy niewiary, ani wątpliwości. Czysta obserwacja i otwartość na wszystko, czymkolwiek to jest. To pomaga mi widzieć MOJĄ PRAWDĘ. Być może tylko tak ją można odkryć; obserwując. Nie wiem. Innej drogi nie znam. Zawsze w ten sposób dochodziłam do wszystkiego. Nie jestem ani wierząca, ani niewierząca. Nie jestem też wątpiąca. Jestem jakby poza tymi kategoriami. Jestem gdzieś indziej…

W snach znalazłam już wiele odpowiedzi, wiele wskazówek… Czasem też pytań, na które odpowiedź przychodziła później. I te sny uczą mnie też umierania, odchodzenia. Mówią o śmierci, jak i o tych, co odeszli. Nie widzę sensu, by oceniać czym to jest.

Jak niektórzy mają liczby, które je prześladują, tak mnie prześladuje imię.

Paweł.

Z tym imieniem zwykle coś się wiąże dziwnego.

Przypomniała mi się teraz dziecięca wróżba andrzejkowa. Kto będzie twoim mężem? Imię? To był Paweł. Bzdury – pomyślałam, bo zauroczona byłam wtedy chłopakiem o innym imieniu. Pomyłka, na pewno pomyłka. Kompletnie o tym zapomniałam, aż do teraz, bo to były wygłupy. Wydaje się, że głupie dziecięce zabawy, ale muszę powiedzieć, że się sprawdziło.

Cały czas coś się we mnie zmienia. Nie wiem co odkryję jutro czy za tydzień. Nie wiem jakie to będzie. Może to wywróci mój dotychczasowy świat do góry nogami. Może zmieni w pył wszystko, co do tej pory napisałam. Ok. Nie zastanawiam się nad tym. Nie interesuje mnie to. Nie muszę snuć wyobrażeń o śmierci czy o tym, co będzie po. O to jestem spokojna. Cokolwiek będzie…

Oczywiście, muszę założyć możliwość błędów myślenia. Za każdym razem zastanawiam się czy to wszystko nie jest przypadkiem jakimś psikusem mojego umysłu, zamiast widzeniem czegoś takim, jakie jest. Dlatego właśnie stawiam siebie w pozycji obserwatora. Staram się nie osądzać tego, co widzę, co mi się śni. Obserwować i nie zakładać, że to jest jedyna prawda dla wszystkich. Ja jedynie odnalazłam w tym siebie.

Bo tym jest właśnie dla mnie buddyzm… Odnajdywaniem…

Jest jeszcze jedna kwestia – Święto Zmarłych. Dla mnie to jedynie jakaś tragifarsa w obecnej wersji. Rewia mody nagrobkowej. Kto więcej, kto ładniej. Na jednym grobie zniczy tyle, że mysz ledwo się wciśnie, na innym nic nie ma. Osobiście wolę odwiedzać cmentarz poza tym świętem, kiedy jest mniej ludzi i panuje tam cisza. Ten hałas i chaos panujący w te dni jest nie do zniesienia. Być może nie tylko dla żywych.

Powiedziałam już moim dzieciom, że jeśli poustawiają na moim grobie tyle zniczy i te sztuczne wiązanki to wszystkich postraszę zza grobu. W ogóle nie chcę typowego nagrobka. Tym bardziej wypasionego. To nie moja bajka. Chciałabym mieć taką możliwość, aby na moich prochach posadzono drzewo, a na nim karmnik dla ptaszków. I huśtawkę też bym chciała. Może być ławeczka zamiast niej. Z tego co wiem, to Paweł nie ma nic przeciwko takiemu pochówkowi. Dwa drzewa i ławeczka pomiędzy.

I jedyny żal, jaki czuję, to kiedy patrzę na tych żywych na cmentarzu…

Cieszę się, że Ci ludzie byli w moim życiu. Uśmiecham się, kiedy o nich myślę. Wiem jak ważne jest, aby pozwolić zmarłym odejść. Jak ważne jest, by nasz żal ich nie zatrzymywał. Najlepiej nie płakać, kiedy odchodzą, a przynajmniej nie tkwić w tym żalu za długo. I tu nie chodzi o nas, a o osobę, która odchodzi lub odeszła. Odpowiednie podejście do śmierci minimalizuje żal czy rozpacz. A jeśli spadnie łza, to wzruszenia i wdzięczności za minione chwile. Taka łza, kiedy usta się unoszą do góry, nie w dół. Ważne jest, by odchodzącemu nie udzielał się nasz strach, żal czy niepokój.

Ważne, by dzielić się spokojem. On jest wtedy ważny. Od tego spokoju wiele może zależeć…

„Każdy musi umrzeć, jednak jak będzie umierał, jaką postawę przyjmie w obliczu śmierci, zależy od niego samego i w związku z tym u różnych ludzi wygląda to różnie. Droga do grobu jest nieuniknioną koniecznością, jednak tylko i wyłącznie ode mnie zależy jak będę wędrował.” – Garma C. C. Chang.

Bo życie i śmierć to wędrówka…

Reklamy

2 myśli w temacie “O śmierci i snach

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.