Statek bez sterów i kapitana?

Nasz umysł może naprawdę wiele. Czasem jesteśmy kompletnie nieświadomi, jak wiele… Bywa, że nadajemy mu rangę kapitana statku i pozwalamy mu kierować naszym życiem. Fakt, dzięki odpowiedniej „manipulacji”, możemy wyjść cało z burz życiowych, omijać je nawet czasem. Mamy pomocnika, który nam pomaga i wspiera. Tworzy rzeczy nawet nierealne, aby nas ta burza nie uśmierciła. Jesteśmy w stanie zmieniać świat, wpływać na niego i w ogóle, ale to jest bardzo grząski grunt. Można uwikłać się we własne sidła. Prawdziwa świadomość, to odebranie umysłowi rangi kapitana.

Bo tak naprawdę, nasz kapitan jedynie stara się sam pozostać przy życiu. Jedna chwila i możemy mieć na pokładzie wroga, który stanie przeciw nam. Nasze ego ma się znakomicie, póki walka w nas trwa.

Ten wpływ może być pozytywny z pozoru, jednak nie można tutaj dać się zwieźć. Jeśli przyznasz, że coś jest dobre, automatycznie budzisz też zło. Jeśli jest dobro, jest też zło. Tak to po prostu jest. Za pomocą umysłu tworzysz różne wizje, budzisz różne twory myślowe. Wydaje Ci się, że robisz dobrze, bo skutek czasem jest taki, jaki chcesz, aby był. Jednak za tym czyha duże niebezpieczeństwo, którego świadomym często już się nie jest.

„Trzeba przede wszystkim zrozumieć, że we wszechświecie żaden stan nie jest dobry czy zły. Po prostu jest. Wiec przestań wydawać wartościujące sądy. Po drugie, wszelkie stany są tymczasowe. Nic nie jest wiecznie takie samo, nic nie pozostaje w bezruchu. To, na co się zmieni, zależy od ciebie” – „Rozmowy z Bogiem” cz. 1.

Ode mnie? Naprawdę? Mogę zmieniać, omijać, tworzyć? Mamy wybór i go dokonujemy. Lepiej lub gorzej. Jako ludzie, ograniczeni mocno, nie jesteśmy świadomi tego – tak po prostu – co możemy i tego, co jest prawdą a co fałszem. Nie jest nam to dane, ot tak. Bo mieliśmy, mamy i mieć będziemy. Niestety, tak to nie jest. Musimy zapracować sobie na to. Dojść do tego. Mogę zmieniać, modyfikować, tworzyć, mogę uciec, przecież wiele razy to robiłam. I co? I nic. Kurde nic… Kompletne nic. Wcale nie było lepiej.  A tak chciałam, żeby to było wielkie coś. Bum!

Powiadają niektórzy, że trzeba samemu przejąć kontrolę i  pokierować swój statek a umysł odsunąć od władzy. Umieć obsłużyć busolę, aby omijać burze i poprowadzić swój statek bezpiecznie. Hmmm… Kiedyś pisałam już o kontroli.

CYTAT 4

Jak to się ma do naszego statku? Czy tu potrzebna jest jakakolwiek kontrola? Znów trzeba zweryfikować wszystko. Ech…

Czy dziś, po czasie dłuższych doświadczeń to zmienię?

Nie, nie wydaje mi się, aby tu cokolwiek się zmieniło dziś. Moje doświadczenie wciąż pokazuje to samo. Tu potrzeba jedynie zrozumienia. Nie trzeba omijać, uciekać… Nie ma w tym żadnej siły. Siła to umieć przepłynąć przez środek burzy, gdzie nasz statek się akurat kieruje. Tylko wtedy zrozumiemy pewne rzeczy, pojmiemy te tajemnice wszechświata. Podczas ucieczki żadnych doświadczeń nie zbierzemy, nie zyskamy nic. Nie otworzymy żadnych drzwi. One wciąż będą zamknięte przed nami. One się otworzą, jak będziemy w stanie przez nie przejść. Nie da się zdobyć doświadczeń czy wiedzy, które są za drzwiami a nie przejść przez ich próg. I wielu nie otwiera, nie przechodzi. Wybiera inaczej, inną wiedzę, nie popartą doświadczeniem. Boją się nacisnąć klamkę…

Potrzeba kontroli jest postawą roszczeniową wobec świata. Chcę tego, tamtego. Nie chcę burzy, chcę słoneczko, lekkie życie itd. To już nie jest akceptacja. To jawny brak nawet najmniejszego przejawu zrozumienia. Brak jakichkolwiek chęci. Droga do zrozumienia  wiedzie jedynie poprzez uwolnienie się od chęci zmiany tego co jest. Tylko tak mogę zrozumieć kim jestem, dokąd idę, co jest za tą burzą i dlaczego mam przez nią przejść. Innej drogi jak dotąd nie odkryłam.

Umysł sam ustąpi, jeśli zobaczy, że nikt nie startuje z nim do żadnej walki i nie próbuje go okiełznać. Następuje pełna współpraca. Każdy robi coś ważnego, co ratuje tonącą jednostkę. Wyrzucamy zewnętrzny, fizyczny ster. Statek bez steru? Bez kapitana? Czy to ma sens? W tym przypadku ma, jeśli w grę wejdzie świadomość. Będzie nam oświecać nasz umysł, całą jednostkę. Wewnętrzne światło, które nie kieruje, nie obejmuje dowodzenia, nie rości sobie prawa do kontroli czy bycia kapitanem. Fenomenalne światło, które wprowadza spokój na wszystkich polach. Nie mówi Ci co masz robić, którędy płynąć. Nie rozkazuje nikomu i niczemu. Nie jest kapitanem. Ono tylko sprawia, że widzisz. Sama dokładnie wiesz, którędy płynąć, co zrobić. Widzisz dokładniej i głębiej, dalej, bardziej wyraziście, ostro. Siłą własnej świadomości zmierzasz tam, gdzie trzeba. To Cię niesie wręcz przez tą burzę. Jest lżej. Jest spokojniej. A czasem powoduje taką wręcz eksplozję wewnętrzną. Eksplozję spokoju i światła. Nie wiem jak to ująć słowami, bo to trudne jest. Płyniesz, niesie Cię. Poddajesz się temu. Czysta ekspresja. Często zdarza mi się, gdy piszę. Zwłaszcza kiedy medytuję jednocześnie. Dochodzi do chwili, kiedy umysł cichnie, sam z siebie. Robi miejsce ciszy. Bez żadnego wysiłku ego cichnie. Bo ego kocha walkę, rywalizację, kontrolę. Bo kiedy umysł i ego ustępują, kiedy myśli nie ma, tworzy się jakby rodzaj pustki. I ta pustka w pewnym momencie tworzy coś pięknego, co nas wypełnia po brzegi. I unosi… Na pokładzie panuje cudowny spokój i cisza, mimo huraganu na zewnątrz. Pełna koncentracja, pełne zanurzenie się w chwili obecnej, jasność umysłu. Łatwiej wtedy zmierzyć się z tym, co na zewnątrz nas. Warto mieć sprzymierzeńców, partnerów, nie wrogów czy poddanych. Magia? Nie… To tylko efekt braku kontroli, braku walki. Bo próba przejęcia kontroli jest próbą siły. Nie widzę tu sensu, zwyczajnie.

Tu nie ma dla mnie miejsca na kontrolę czy walkę. Czasy poddanych i służących dawno minęły. Tu można jedynie zrozumieć… Inaczej nigdy nie odkryje się przed nami to, co zakryte.

Nie próbuj więc sprawować kontroli nad własnym umysłem. Nie dawaj mu również władzy. Słuchaj, obserwuj. Wszystko może być twoją lekcją, twoim drogowskazem, wskazówką, partnerem, przyjacielem. Kontrola oznacza skupianie się na „ja”, podczas gdy lepiej jest tworzyć to „my”, jako silną jednostkę na tym statku. Nie na zasadzie kto lepszy, kto gorszy. Razem, wspólnie.

Sprawna jednostka, to spokojna jednostka. Chaosowi jeszcze nigdy nie udało się pomóc. Targa wtedy statkiem na wszystkie strony. Jeśli uda Ci się wprowadzić spokój wewnętrzny, masz największe szanse, aby przetrwać burzę, choćbyś i był w samym jej centrum.

Wiele zależy od stanu twojego umysłu. Naprawdę wiele…  Wiele zależy od tego, czy będziesz zdawać sobie sprawę z jego przejawów. I będziesz umieć być ponad to, obserwować, stanąć jakby z boku. Nie bać się tego, co zobaczysz. Wyjść poza dobro, poza zło, poza własny umysł. Czyli zobaczyć coś takim, jakim jest. Bez dobra, bez zła, bez własnych ocen, oczekiwań.


Jeśli coś sobie uświadomisz, uwolnisz się od tego. To coś jest oczywiście nadal w tobie, jednak nie stanowi dla ciebie przeszkody: nie kontroluje cię, nie zniewala. I na tym polega podstawowa różnica.” – Antony de Mello. 

Reklamy

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.