Potężniejsze od słów

Wiele razy Buddzie zadawano pytania, na które on nie odpowiadał. Zwyczajnie milczał. Wielu buddyjskich mistrzów to praktykuje. Rozumiem to teraz bardziej niż kiedykolwiek, ile daje praktyka milczenia i jak ważne jest czasem nieudzielenie odpowiedzi czy nie zabranie głosu, choćby w ważnej kwestii.

„Nikt nas nie może uratować prócz nas samych. Nikt nie potrafi i nikt nie powinien. Powinniśmy sami przejść naszą ścieżkę.” – Buddda.

Dlaczego to miejsce ma taką formę a nie inną? Dlaczego teksty są takie a nie inne? Nie piszę poradnika. Nie piszę pamiętnika. Nie udzielam tu porad nikomu, może poza sobą. Nie jestem tu dla Was a dla siebie najbardziej. Czy to znaczy, że nie chcę ludziom pomagać? Jestem nieczuła na innych, na ich problemy? Nie chcę im pomóc z nich wyjść?

To jest mój sposób praktykowania milczenia. Płyną słowa, jednak nie wydobywa się żaden dźwięk z mojego wnętrza. Taki, może wydać się dziwny, rodzaj ciszy. Bo te słowa wypływają z tej ciszy właśnie, z tego milczenia.

Co z tą pomocą?

Nie taki jest mój cel. Nie taki jest cel tego bloga. Założeniem jego było, aby pomóc samej sobie. Ja nie Wam tu pomagam, tylko sobie. Pomoc innym jest „efektem ubocznym”. Pomaga to komuś? Dobrze. Jednak nie jest to celem mojego życia czy tego miejsca. Celem jest sama podróż, nie dotarcie do jakiegoś celu. To moja podróż. Pomaga to temu, komu ma pomóc. Kto jest na tę pomoc w tej chwili gotowy. W odpowiednim czasie i miejscu, znajduje to, co jest mu potrzebne do wybudzenia się ze snu. W rzeczywistości, ten człowiek pomaga sobie sam, ja nic nie robię. Nic…

I niech tak zostanie. Tak jest najlepiej.

Jakiekolwiek próby wyjścia poza to, zwykle nie skutkują. Dostałam już niejedną cenną lekcję w tym względzie. Najlepsze, co mogę zrobić, to robić to, co do tej pory. To, co zwykle robię… Nic ponadto. Żaden specjalny wysiłek nie jest potrzebny, ponieważ ten, kto ma coś z tego wynieść, wyniesie sam, bez mojej pomocy. Jeśli ktoś jest ślepy i głuchy, takim zostanie, bez względu na moje wysiłki. Choćbym stawała na głowie… Choćbym bardzo chciała…

Co ma się wydarzyć, to się wydarzy. Ta chwila, ta sytuacja, to cierpienie, jest dla nas najlepszym nauczycielem. Nikt nikomu nie przekaże żadnej prawdy na siłę. Nie można jej dać, bo nikt z nas jej nie ma. Ona się nam pokazuje. Albo nie… Każdy musi chcieć znaleźć ją. Sam, we własnym sercu. We własnej duszy. To nie jest takie proste, jak się wydaje. Jeśli nie widzi nic, mimo wysiłków innych ludzi czy wyraźnych wskazówek jakie dostaje od życia, to znaczy, że to nie ten czas, nie ta chwila. On ma swoją chwilę. To jest moja chwila, jego jest inna. I trzeba to zaakceptować. Nie zmieniać człowieka na siłę. Nie ma to sensu. Być może teraz nie zauważy błędu, nie zrozumie lekcji. Nie zobaczy tego, co widzę ja czy inni. Tej prawdy, jaką my zobaczyliśmy. Ok. To nie jest ani złe, ani dobre. Jest takie, jakie jest. Czasem trzeba pozwolić komuś się przewrócić, po prostu. Pozwolić podjąć własną decyzję i ponieść tego konsekwencje. Każda lekcja będzie wracać. Kiedyś zrozumie… Kiedyś zobaczy… We właściwym czasie. Jeden zrozumie to w tym życiu, innemu i 1000 lat nie pomoże. Tak też bywa i nie ma sensu brać tego na siebie. Nie na tym polega prawdziwa pomoc. Czasem prawdziwa pomoc to właśnie milczenie i wydawałoby się brak pomocy.

Widzisz, że ktoś jest zamknięty, zaślepiony? Widzisz, że śpi i nie możesz go obudzić? Zaakceptuj to i idź dalej. Nie budź go. On musi sam… Nie traktuj tego, jako zło. Idź dalej, po prostu. Bądź życzliwa, życz mu słodkich snów, ale nie próbuj tego zmieniać. Jeśli będzie gotowy na zmiany, to sam to zmieni. Jeśli nie, to trudno. Jego decyzja. Zaakceptuj to, że ktoś widzi inaczej. Dana chwila jest dla niego najlepszym nauczycielem. Najlepszym z możliwych w tej chwili. Zaakceptuj to. Na jego spostrzeganie; na to, co widzi, ma wpływ tak wiele czynników. Kiedy będzie gotów dostrzec coś innego, coś więcej poza własną perspektywą, to sam zacznie to zmieniać, bez niczyjej pomocy. Kiedy będzie gotów, obudzi się sam.

Wielu ludzi w moim życiu próbowało mi pomóc, wpłynąć, zmienić. Działali na pewno w dobrej wierze, jednak skutek był mizerny i czasem odwrotny do chęci. Musiałam sama zrozumieć, dojść, zobaczyć.

Kiedy prosi mnie ktoś o radę, zwykle mówię o własnym doświadczeniu, jeśli ktoś chce słuchać. O ile w ogóle się decyduję. Mówię tylko o sobie, o własnym doświadczeniu. Nie próbuję jednak dźwigać problemów innych czy brać na własne barki, z racji pomocy i szczerych chęci. Czasem najlepszą odpowiedzią jest właśnie milczenie, bo słucha, ale nie słyszy, nie rozumie. Szkoda więc marnować słowa i własną energię. A już na pewno nie widzę sensu, aby zawracać bieg rzeki kijem czy czymkolwiek innym. Niech płynie, co ma płynąć. Jeśli zadajemy właściwe pytania, sami znajdujemy na to odpowiedzi. One po prostu przychodzą, tylko trzeba umiejętnie słuchać i chcieć przyjąć to, co przyjdzie. Bez oczekiwań i życzeń. I sprawne uszy tutaj nie wystarczą…

Podobno dobry nauczyciel nie pokazuje tego, co masz widzieć, tylko gdzie patrzeć. A moje doświadczenie mi mówi, że czasem nawet tego nie warto robić. Trzeba wiedzieć, kiedy się wycofać i zamilknąć. Schować ręce do kieszeni i zwyczajnie pójść dalej, przesyłając jedynie serdeczne pozdrowienie.

Milczenie czasem mówi więcej niż słowa… Nie zawsze jest spowodowane brakiem słów, choć bywa i tak, że zamyka nas na wszystko inne. Nie tylko milczenie to potrafi. Słowa też potrafią zamykać. Nie udzielając odpowiedzi, Budda mówił znacznie więcej niż gdyby tych słów użył. Zmuszał do własnego wysiłku i do doświadczenia tej odpowiedzi. Kiedy milczę, to zwyczajnie nie uznaję za stosowne, by dzielić się z kimkolwiek słowami. Nie widzę powodu. Pozwalam słowom przypływać, odpływać, przelewać się, wylewać. Obserwuję je. I tyle. Nie czuję potrzeby, aby wypowiadać. Nie muszę. Nie ma po co. To przecież moja prawda. Słowa nie wystarczą, aby rozumieć. Komunikacja międzyludzka jest bardzo skomplikowana i nie należy do łatwych. Kiedy milczę, dzielę się wtedy ciszą. Ona jest jeszcze piękniejsza, pełna treści i duchowych bogactw. Bo wtedy sami możemy doświadczać, tym bardziej jest to wartościowe.

Puść to. Puść… Oni muszą sami…

Tolkien i Budda mieli rację – kto nie zrozumie mojego milczenia, nie pojmie też moich słów.


Tyle dziś udało mi się wymilczeć. 🙂

Reklamy

12 myśli w temacie “Potężniejsze od słów

  1. Idealne zgranie czasu z tym postem. Mimo, że tak jak piszesz – jest głównie dla Ciebie, to dobrze było przeczytać, że jedynie my sami możemy coś zmienić i to nie w innych, a w sobie.

    1. Na chwilę obecną nie wiem o czym mówisz, jest mi to nieznane i nie umiem tego dopasować do niczego. To jest rodzaj nieszczerości. Pytanie tylko wobec kogo… Wobec innych czy może samego siebie. Nie wiem też skąd to się bierze. Z konformizmu? Nie mam doświadczenia w tej kwestii. I chyba mieć specjalnie nie potrzebuję.

        1. Oskarżenie kogo? Bo nie rozumiem… Nie ma tu mowy o kimś szczególnym, z tego czytam. Czytam trzeci raz i nie mogę dojrzeć. Bywa, to bywa… Może i bywa, ale nie u mnie. To tylko Ty Stasiu poczułeś się zaatakowany i oskarżony. 🙂 Z mojej strony żadnego oskarżenia nie było, bo nie było tu mowy o nikim i tak też odpowiadałam, ogólnie.

            1. Oskarżenie to nic innego jak słowny atak. Jeśli odczułeś atak, to zajrzyj w ostatni mój wpis. A najwyraźniej odczułeś, skoro napisałeś to, co wyżej : „Mocne oskarżenie”. Jeśli nie ma adresata, to nie było oskarżenia. List niewysłany. Nie oskarża się Stasiu nikogo a kogoś. Tak Ci ujmę najprościej jak potrafię własne stanowisko. Należy zastanowić się więc nad sensem komentarza. Skoro nikt tu nikogo nie atakuje, nie oskarża, to nie było i nie ma tematu.

  2. nawet, jeśli ktoś twierdzi inaczej, pisze blog wyłącznie dla siebie. wyrażanie w słowach zawsze było ważne dla auto- rozwoju/terapii/akceptacji/zaspokojenia

    1. Darku (jeśli tak właśnie masz na imię), niby tak, ale czasem coś gdzieś się ukryje…. Jak u mnie właśnie. Czasem wychodzi, że może przy okazji to komuś pomoże. Może zrobisz dobry uczynek. Czasem w tej pomocy można się zagubić i nawet nie wiesz, kiedy twoja równowaga się zaburza a pierwotne założenie znika z pola widzenia. Dlatego teraz weryfikuję, co dla mnie znaczy, że piszę wyłącznie dla siebie.

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.