Przypływy i odpływy

Tak wiele się w mojej duszy teraz dzieje, że nie sposób ująć to w słowa. Ciężko zebrać w całość. Czasem nie piszę nic, zatrzymuję się i obserwuję, co nie znaczy, że nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie. Przepływa tak wiele obrazów, myśli, doświadczeń, że nie sposób wszystko ująć. Przypływ tak duży, że można się zachłysnąć i zacząć tonąć. Bywa też tak, że wcale nie chcę, by to ujmować…

Był taki moment, że wszystko, do czego doszłam, wywróciło się do góry nogami. Nie byłam pewna niczego. Jakby mi ktoś zabrał wszystko i dał czystą kartkę. Zabrał doświadczenia,  wszystko co ważne dla mnie.  Wprowadził chaos w już poukładanym miejscu. Bardzo cenne doświadczenie, choć niezwykle trudne. W dalszym ciągu odczuwam tego skutki. Wszystkie teksty stanęły pod znakiem zapytania. Jeszcze większy dystans w stosunku do własnych myśli, tekstów, doświadczeń. Poddane zostały próbie, testom wytrzymałościowym, jak i moja dusza.

Nigdy nie wiem jaka z tego wyjdę…

Na pewno potrzebuję zdystansować się do tego wszystkiego.  Wiele spraw, wiele pytań wypłynęło na wierzch. Zaczęłam dostrzegać coś, co jest dla mnie nowe, dziwne. Nie wiem co mam przez to rozumieć. Bardzo chciałabym poznać wszystkie odpowiedzi. Najlepiej zaraz, natychmiast. Wiem jednak, że to jest zgubna droga. Można wtedy bardzo łatwo dać się wpuścić w kanał. Najlepiej jest wtedy odpuścić pytaniom. Puścić je wolno na wiatr i zapomnieć. Przynajmniej się postarać. Gdybym zaczęła szukać odpowiedzi w słowach innych ludzi i zabrnęła za daleko w poszukiwania, mocno bym się pogubiła i jeszcze bardziej pogrążyłabym się w chaosie. To nie tędy droga… To już dziś wiem.

Potrzebuję również złapać dystans w stosunku do ludzi. Jest mi on potrzebny jak tlen do życia. Jak samotność. Nowe doświadczenia, nowo poznani ludzie. To wszystko muszę puścić… Czuję jakąś presję na swoich barkach. Jakieś obciążenie, które nie jest dla mnie komfortowe. Mam wrażenie, jakby ktoś chciał mnie ograniczyć, zamknąć w jakichś ramach, schematach, podczas gdy ja cenię sobie wolność i obserwację z boku, poza grupą, z dala od ludzi. Zaczęłam więc przyglądać się tym uczuciom i patrzeć co z tego wyniknie.

Kochani, jestem samotnikiem. Mogę wprawdzie na siłę to zmienić, ale po co? Lubię siebie taką. Lubię też ludzi. Moje podejście do człowieka bardzo się zmieniło przez ostatnie lata. Bardzo… Mam w sobie mnóstwo życzliwości do ludzi, mnóstwo miłości, troski i tego wszystkiego, czego we mnie dotąd nigdy nie było. Bo był tylko żal i złość…  Umiem już być z ludźmi, rozmawiać, funkcjonować. Moja samotność jednak się nie zmieniła, nie zmalała ani na milimetr, mimo otwarcia na ludzi.  Nie zmalała również chęć dążenia do tej samotności, wnikania w nią. Ostatnio wręcz zwiększyła się tęsknota za nią. Czuję potrzebę schowania się przed światem, przed ludźmi, aby poukładać sobie to i owo. Aby pobyć ze sobą. Tak długo jak będzie to konieczne.

Teraz już rozumiem skąd we mnie takie uczucia a nie inne.

Chciałabym, aby to było jasne dla wszystkich.  Mam jednakowy stosunek do każdego człowieka. Poza moją rodziną naturalnie, bo oni są najbliżsi mojemu sercu. Cała reszta jednak, jest dla mnie jakby jednakowo równa. Nie mam przyjaciół jako takich, nie mam też wrogów. Do każdego tak samo podchodzę. Każdemu staram się pomóc. Umówmy się jednak, że nadal jestem samotnikiem, introwertykiem. W tej kwestii nic się nie zmienia. Nie nadaję się na głębokie, regularne relacje, ciągłe rozmowy.

Chadzam własnymi drogami.

W sierpniu byłam kilka dni w Krakowie u koleżanki i muszę przyznać, że bardzo wyczerpały mnie te wakacje energetycznie. Ten zgiełk, ta ilość ludzi, zbyt dużo bodźców, impulsów. Zbyt dużo rozmów. Wszystkiego zbyt dużo… Lubię rozmowę, ale mam dużo niższy próg tolerancji na bodźce napływające z zewnątrz. Potrafię rozmawiać długo, ale po tym milknę i znikam na jeszcze dłuższy czas. Nie ma mowy o regularności. Kiedyś zastanawiałam się nad tym czy inni mogą wysysać z nas energię.  To pytanie nie zostało ostatecznie zamknięte. W sumie, to żadnych pytań chyba ostatecznie nie zamykam, tak z zasady. Ostatnio ten temat bardzo mocno wrócił, ponieważ tak się czułam, jakby ze mnie wyssano energię. Odpowiedź przyszła, a jakże. Maksymalnie prosta. Ludzie są przecież różni. Jedni potrzebują człowieka, aby się naładować, ciągłej jego obecności, rozmowy, paplania, a inni natomiast odwrotnie. Ładują się w samotności. I jeśli spotykają się tacy dwaj odmieńcy, to dla introwertyka nie jest to fajna sytuacja. Czuje się wtedy mocno wyeksploatowany energetycznie. Nie ma tu żadnej magii, żadnych wampirów, przynajmniej jak dotąd. Jest za to totalny i książkowy wręcz introwertyk, zwyczajnie zmęczony. To moja natura.  Ot i cała magia… Wystarczy znajomość siebie i odrobiny psychologii. Jeśli to się zmieni i odkryję obecność wampirów energetycznych, nie omieszkam poinformować.

Wszystkie inne wątpliwości rozwieją się również w odpowiednim czasie. Odpowiedzi przyjdą, kiedy przyjdą. Nie ma sensu się gorączkować i szukać ich na siłę.

Co przypłynęło, puszczam dalej, niech odpływa.

Nie zatrzymuję.

I jestem szczęśliwa z tym, że wróciłam do swojego „nic już nie muszę”.  To jak powrót do domu.

Witaj mój świecie.  🙂

fala-rzeczywistosci

Reklamy

16 myśli w temacie “Przypływy i odpływy

  1. 🙂
    dystans w stosunku do ludzi…
    moje relacje z innymi zmieniają się jak w kalejdoskopie, wirują i tak mnie czasem zaskakują, ze chciałabym wysiąść z tego wagonu….

    z ciekawością czytam Twoje posty, wiele prawdy i przemyśleń dostrzegam.
    A.

    1. Alis, nic nie stoi na przeszkodzie. Możesz wysiąść, aby przyjrzeć się w spokoju sobie i swoim emocjom. Fajnie mieć swój azyl, w którym można poskładać myśli i przyjrzeć się temu czy owemu. To nic złego.

  2. Ja tak samo mam, w Anglii mam swój azyl, ciszę, samotność, sama sobie wybieram kiedy i gdzie chcę jechać do znajomych (czyli nigdy :))) ale kiedy czuję potrzebę socjalizacji to lecę do przyjaciółki do Łodzi, na weekend, skrzykuje się mała, stała paczka i idziemy na Offa. Weekend wystarczy, bym się podładowała. Wielkie miasta typu Londyn, Cambridge, itd też chętnie odwiedzam, by być wsród ludzi, ale siedzę w swoim kokonie i żadna energia do mnie się nie wpycha. To ważne, taka izolacja przed wampirami. Ty masz być ponad nimi, ludzkie energie nie moga mieć nad Tobą żadnej władzy. Ale nigdy nie zostaję u kogoś na noc, zawsze, nawet o 6 rano, wracam do swojego łóżka :)) jest balans. Ale ja to inna jestem – nosi mnie, jedno miejsce na całe życie nie jest dla mnie.

    1. Fajnie byłoby móc zawsze wrócić do własnego łóżka. 🙂
      Mnie nie nosi właśnie. Typowy domator ze mnie. Tutaj, w domu, ładuję się więc najlepiej. Być może są inne miejsca, ale jeszcze ich nie odkryłam. Zapewne wszędzie tam, gdzie będę mogła się schować, pobyć sama, wśród natury. Jednak w domu najlepiej. 🙂 Moi domownicy pozwalają mi być sobą. To duży komfort.

  3. Napisałaś: Mam wrażenie, jakby ktoś chciał mnie ograniczyć, zamknąć w jakichś ramach, schematach…Och, jakie to znane. Nikt tego nie robił, bo nikt nie może tego zrobić, jeśli ja na to się nie zgodzę. To wypłynęło z wnętrza mnie, to moje uczucie, to ja sama.
    Tak samo ludzie pozbawiający energii. Są tacy wokół, normalka, karmią się w różny sposób, ale tylko wtedy, gdy wejdę w relację i dam pozwolenie. Ja sama.
    Mnie też przemieliło ostatnio…I naprawdę mam ochotę schować się w mysią dziurę, ale wiem, że, niestety, tylko w działaniu mogę coś zmienić. W czuciu i uważności na ciało, i emocje. Bo wokół znalazłam sporo narcyzów…piękne kwiaty, ale toksyczne dla mnie 😉 Automatycznie podlewam, ale chciałabym już przestać.

    1. Czyli wychodzi na to, że lepiej byłoby, aby introwertyk nie wchodził w głębsze relacje z ekstrawertykiem, bo wtedy może być ciężko. 🙂 Głównie dla introwertyka. Ciekawa jestem bardzo jakie są doświadczenia innych ludzi w tej kwestii. Ja mam obok drugiego introwertyka, od 20 lat, więc nie wiem. Jednak kiedyś, żadne relacje głębsze z ekstrawertykami na dłuższą metę nie wchodziły w grę, bo się męczyłam bardzo. Powietrze ze mnie schodziło jak z balona. Wtedy jeszcze nie wiedziałam kim jestem, kim jest ekstrawertyk. Myślałam, że to coś ze mną nie tak.

  4. Wiesz co jest najśmieszniejsze? To, że za każdym razem gdy człowiek myśli że już twardo stoi na ziemi i nic go nie zaskoczy, życie potrafi wszystko to, co przez tak długi czas sobie układaliśmy w jednym momencie powywracać do góry nogami… Jakby ktoś wymieszał długo układane puzzle… Sam jestem samotnikiem, nigdy do ludzi się nie garnąłem, życie zmusza mnie do obcowania z nimi, ale innego wyjścia nie mam… Żeby to obcowanie było jeszcze zawsze przyjemne… Ech… Trzymaj się.

    1. Dla mnie osobiście to nie jest coś złego. Nigdy nie zamykam niczego. Zostawiam sobie możliwość wywrócenia tego do góry nogami i budowania od początku. To jest jak burzenie schematów, sprawdzanie siebie, własnych teorii, myślenia. Czasem tak jest, że życie nam coś wywróci, abyśmy zrozumieli to i owo. Wole wtedy być otwarta na ten głos, na tę lekcję. Lepiej nie mówić wtedy życiu: „spieprzaj dziadu”.

      1. Z tym że budowanie od początku bywa męczące, a jeśli robi się to któryś raz z kolei, frustrujące… Ja lubię stabilizację, (o ile coś takiego w życiu w ogóle występuje) jak ją tracę zaczynam panikować…

  5. Introwertyk i ekstraweryk, mieszanka wybuchowa.
    Wydawało mi się, że jestem jakaś pokopana, bez serca, z choinki urwana, emocjonalnie niestabilna.
    Za doświadczenia z tym człowiekiem jestem wdzięczna, otworzyłam oczy na siebie, on pomógł mi otworzyć na innych Tworzę sobie na tym balans, tak, żeby dając komuś coś z siebie nie zatracić swojej odrębności.
    Teraz już wiem, że jeśli tworzyć z kimś związek, to tylko z kimś podobnym do siebie. Doświadczenia praktyczne są dla nas samych podstawą w poznawaniu tego, kim jesteśmy, ale nie lubię negowania „nie wyczytane z książki, więc prawdziwe”. To kwestia sprawdzenia na sobie, potwierdzenia przez nas, przecież nie podzielimy się z nikim teorią do której nie mamy przekonania. Zanim się czegoś doświadczy, to ile razy poprzedzi to teoria. która nas odpowiednio ukierunkuje i nieważne, czy będą to słowa usłyszane w cztery oczy, albo wyczytane z książek. Wszystko ma znaczenie. Znałam kogoś, kto prychał na to czego dowiedziałam się z książek, co i tak w życiu mi się sprawdziło w praktyce, a gloryfikował słowa usłyszane od bliskiej osoby. Jakie to ma znaczenie skąd czerpiemy inspiracje, w kontekście tego, komu lub czemu my nadajemy znaczenie?
    A może chodzi tylko o to, że nie przywiązuje uwagi do więzi społecznych.
    Miło czytać o doświadczeniach „alienów” 😉

    1. Dokładnie tak samo czułam się w większości relacji z ekstrawertykami. Szkoda, że wtedy nie wiedziałam tego, co wiem dziś. Byłoby mi łatwiej. Co do czytania, jasne, że wszystko ma znaczenie. Sama czytam słowa innych. Lubię książki. Inspiruję się. Jednak słowa innych dla mnie są drogą już przetartą. Oczywiście ma to znaczenie. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie. I chyba już o tym gdzieś pisałam. Zaraz znajdę gdzie. O tutaj: https://whoanita.wordpress.com/2017/12/12/czy-wystarczy-znajomosc-liter-by-nauczyc-sie-czytac/
      Dla mnie większe znaczenie ma doświadczenie. Powtarzam; dla mnie. Ktoś inny może widzieć to inaczej i nic mi do tego. No i te przekonania. One dla mnie też nie są specjalnie jakąś wartością czy miarą prawdziwości. To tylko przekonanie. Czytając słowa innych ludzi nie szukam w nich odpowiedzi na własne pytania. Staram się też, aby one mnie nie ukierunkowywały. Zdarza się, że coś przechodzi przez bramę mojego doświadczenia, ale na tej zasadzie, że odkryłam to już sama, tylko ktoś to ujął wcześniej w słowa. Czytam, patrzę i łał, to dokładnie to, co ja odkryłam, tylko już ujęte. I wtedy okazuje się, że Kolumbem niestety nie zostanę. 😉

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.