Być człowiekiem

Wszystkie moje koty są uratowane przed śmiercią, a mam ich 3 i starszą, niedowidzącą już suczkę ze schroniska. Nigdy nie odmówiłam pomocy żadnemu zwierzęciu, które do mnie przyszło prosić o pomoc. Nigdy nie przejechałam obok, zostawiając jakieś zwierzę na pastwę losu. Czy trzeba być szalonym, żeby pomagać jeszcze zwierzakom, kiedy samemu nie ma się zbyt wiele, a na barkach dźwiga mnóstwo własnych problemów?

Poznajcie Mruczka.

mruczek
Mruczysław

Trafił do nas taki maleńki, że mieścił się w dłoni. Dzieciaki go znalazły w lesie. Gdyby tam został, pewnie by zginął z głodu lub w pysku zwierzaka. Nikt go nie chciał, więc został u nas. To nasza pierwsza znajda. Minęło już sporo latek od tego czasu.

Tuż po nim, pojawiła się w naszym mieszkaniu suczka. Zabrałam dzieci do schroniska. W schronisku w Józefowie spotkaliśmy jedynego pieska, który nie skakał, nie prosił, tylko siedział skulony w kącie. I ten wrócił z nami do domu.

Poznajcie Małą.

Mała
Mała
rudzia
Rudziunia

Rudzia przyszła do nas w zimowy dzień 2011 r. W nocy temperatura spadała do -30 stopni. Byliśmy na spacerze, daleko poza domem. Wkoło lasy i pola. Ona tak szła i szła za nami. Nie mogłam nie dać jej jeść i pić. Weszła do domu jak do siebie, rozstawiła po kątach Mruczka i Małą. Została. Jest naszą królewną, kruszynką. Miała koci katar, który sama leczyłam antybiotykiem, co został mi po Małej, wysterylizowałam i dziś nie wyobrażamy sobie bez niej tego świata.

Felek
Feluś

Feluś trafił do nas także zimą. Wydłubywał z garnka zmarzniętego pora z resztek rosołu stojącego w garnku przed tarasem. Wyglądał jakby już był trupem. Mąż bez wahania wpuścił go do domu. Okazało się, że będziemy musieli walczyć o jego życie. Zapadnięty kręgosłup przyblokował głowę tak, że nie mógł jej podnieść. Lejącego się przez ręce sama niosłam do kolegi weterynarza i robiłam co tylko było można. Udało się. Wprawdzie przeszedł jeszcze dwie operacje, z powodu zerwanych więzadeł i zwyrodnienia, jednak do dziś jest u nas. Z nami kocisko zmieniło się nie do poznania. Złagodniał i lęki troszkę odpuściły. Poza domem nie je, nie lubi przebywać. Tylko tu czuje się bezpiecznie. Prawdopodobnie będzie potrzebował leczenia w związku z tym zwyrodnieniem.

Czy wiecie, jak wielka jest wdzięczność tych zwierząt wobec nas? Nie wyobrażacie sobie nawet, jak się zmieniają po przyjściu. Jak ufają. Mówią, że koty nie kochają. To nieprawda. Całe szczęście nie „kochają” tak jak ludzie, ale po swojemu. I to jest piękne.

Byłabym zapomniała. Pewnego lata, w nieziemski upał przybłąkała się do nas sunia i odejść już nie chciała. Oczywiście na początek sterylizacja, bo zlatywały się okoliczne psy. Po dwóch miesiącach znalazł się dla niej domek, w którym do dziś jest, własne podwórko i mamy z nią stały kontakt. Niedawno nas odwiedziła.

diana

Koty przychodziły do mnie same, nie prosiłam o nie. Robiłam to, co czułam, że zrobić trzeba. Leczyłam, sterylizowałam. Zawsze wiedziałam, że to mój dar, choć czasem wydaje się przekleństwem. Co rzeka życia przynosi…

Jednak ostatnie wydarzenia wstrząsnęły mną do bólu. Zobaczyłam jak naprawdę wygląda ten świat. Zobaczyć człowieka w człowieku, to dziś bardzo trudne. Ludzkie podejście do tego świata, innych istot niezmiennie mnie przeraża. Skala znieczulicy jest ogromna, coraz większa. Zero empatii, zero wrażliwości. Egoizm w czystej postaci. Wiem, że odrobina zdrowego egoizmu nikomu nie zaszkodzi, ale to, co widzę to jest morze ogromnego i niezdrowego, niszczącego Wszechświat od środka egoizmu. Po co mi pies? A jeszcze duży to w ogóle… Za dużo je, za dużo obowiązków, trzeba do weterynarza chodzić, szczepić, odrobaczać, leczyć. Po co? Skoro można sobie wygodnie żyć samemu, mieć święty spokój, mniej odpowiedzialności na głowie i więcej pieniędzy na własne przyjemności. Lepiej nie widzieć, nie słyszeć i nie narobić sobie kłopotu. Stoi przy drodze? Ja nic nie wiem… Lepiej się nie wychylać. Myślicie, że ja to mogę sobie pozwolić na akty dobroci, bo forsy i miejsca pod dostatkiem? Bo mam możliwości? A w domu będzie pies miał jak w bajce? Nic bardziej mylnego. Nie mam żadnych możliwości. Mam tylko serce, tylko… I ten, co nic nie ma, to się podzieli. Ja te „przeciw” mam wszystkie naraz. Nie stać mnie, z trójką dzieci i jedną wypłatą, ale pomagam. Mam zwierzęta, własne problemy. Każda decyzja jest podjęta kosztem naszej wygody, moich sił fizycznych, kosztem reszty zwierząt, kosztem dzieci i mojej rodziny. Potrzebny jest spory wysiłek, aby to wszystko pogodzić. Aby się dogadać, oswoić. Zawsze robię to, co mogę a czasem nawet to, czego teoretycznie nie mogę. Próbuje udźwignąć, to co mi życie przynosi i staram się ratować każde życie. Ratuję wróbelki, przenoszę ślimaki na pobocze z ulicy. Omijam je samochodem, gdy jadę, przynajmniej się staram. Pomagam motylom czy trzmielom wydostawać się z zamkniętych pomieszczeń. Jaszczurki, żabki. Nie zabijam pająków, wynoszę je na dwór lub pozwalam im przynosić nam szczęście. Takie zwykłe rzeczy, proste bardzo, ale wymagające uważności. Śmieszne? Do tego dochodzi świadomość w jedzeniu, w codziennych wyborach. Pomagać tym mniejszym, to moje zadanie, mój dar. Tak rozumiem to moje człowieczeństwo. Taka jest prawda, że wolę pomagać zwierzętom i teraz już wiem dlaczego…

Dla wielu ludzi słowo „odpowiedzialność” jest przykrywką dla innych słów. Od wszystkiego wymigają się odpowiedzialnością. A przecież dużo nie trzeba. Nie możesz przygarnąć dużego psa, bo mieszkasz w bloku? Przygarnij małego. Jest mnóstwo bezdomnych i wyrzucanych. Jest tyle sposobów, aby wspierać zwierzęta i tych, co je ratują. Kup karmę, wyślij złotówkę na leczenie. Dla dużej grupy osób, to niewiele, a dla psiaka to dużo. Dwa razy pomagały mi fundacje dla zwierząt, wesprzyj je, żeby miały jak pomagać takim osobom jak ja, które opiekują się znajdami. Uświadamiaj wszystkich, żeby nie topili szczeniaków, tylko sterylizowali i kastrowali swoje zwierzaki. Każda matka bardzo cierpi po ich utracie. Wysterylizuj, wykastruj nie będzie problemu. Pomóż sąsiadom w opiece nad pieskiem. Wyjdź z nim czasem na spacer. Popilnuj go, kiedy właściciel nie może się nim zająć. Kup mu czasem jakiś smakołyk. Pomóż układać psa, z którym właściciel sobie nie radzi, jeśli wiesz jak. Doradź mu coś. Zwyczajnie się rozejrzyj. Zauważ życie poza sobą. Ten porzucony pies ci nie skłamie, nie wyłudzi kasy na alkohol czy narkotyki. Nie będzie udawać, jak ludzie. Nie chce kasy, wystarczy kawałek kąta, odrobinę czułości i jedzonko, choćby skromne. Odwdzięczy ci się za cokolwiek tak, jak żaden człowiek nie będzie w stanie. Nie burknie ci, że za mało.

I nie wiń psa za agresję. Za to odpowiada człowiek. Tym, że go nie uczył lub wręcz uczył agresji, że nie poświęcał czasu, nie próbował zrozumieć lub trzymał całe życie na smyczy. Zwierze, podobnie jak małe dziecko trzeba wychowywać. Jak go człowiek wychował, takim jest. Jeśli go nie wychowywał, to czego można po psie oczekiwać? Zrównoważony właściciel = zrównoważony pies.

Można nie mieć możliwości finansowych, mieszkaniowych. To jednak nie jest powód, aby przestać być człowiekiem. Wiem, że zawsze robiłam tak, jak powinnam. Wychodzę z założenia, że jakoś damy radę, zawsze dawaliśmy, choć było biednie. Ostatnio pomógł mi nasz weterynarz, znajdując fundacje, które sfinansowały leczenie operacyjne Felusia. Nie zapłaciłam ani złotówki, za pobyt w placówce weterynaryjnej również nie wziął pieniędzy, bo Feluś ze stresu nic nie jadł.

Teraz mam pod opieką znalezionego owczarka przy drodze. Piękne, duże psisko. Ktoś go zostawił przy tej drodze, prawdopodobnie bardzo wczesnym rankiem na pewną śmierć. Tego ranka jechaliśmy po kota do lecznicy. Patrzyłam w niebo i myślałam o tym filmie obejrzanym poprzedniego dnia, który pojawił mi się na YT. O nagraniu (ponoć autentycznym oczywiście) zlatujących z nieba aniołów. Tak sobie myślałam, co by było, gdybym zobaczyła teraz takiego anioła? Wtedy mąż krzyknął:

-Widziałaś?!

Aż się przeraziłam. Bez żartów… Nie, bo wyglądałam na niebie aniołów. Tymczasem na poboczu leżał taki aniołek, wprawdzie bez skrzydeł, za to z długim ogonem, wielki, puchaty i mega przyjazny. Nie miałam żadnych wątpliwości, że miałam go znaleźć, że miałam go wziąć i że on jest nasz.

Pech dla niego, że był to teren Radysów. Szczęście, że jechałam tą drogą. Mogłabym go oddać do tej „mordowni”. To miejsce, z którym podpisaną umowę mają nasze gminy wiejskie – Radysy. Nikt nikomu tego miejsca nie poleci. Swoją drogą, jak to jest możliwe, że Państwo pozwala na istnienie takich miejsc jak Radysy? Dlaczego gminy mają za nic życie zwierząt i podpisują umowę z takimi miejscami? Gdzie się podziała ludzka wrażliwość i troska? Skąd tyle egoizmu w ludziach?

Wróci do was to całe zło, które innym wyrządzacie. Wróci…

Próbuję mu więc pomóc na własną rękę, skoro nie mogę liczyć na pomoc gminy. Piesek miał kleszcza na łepku, który zauważyliśmy dopiero następnego dnia. Okazuje się, że wywołał chorobę odkleszczową. Teraz walczy o życie po podaniu leków. Nie pomyślałam, żeby od razu podać mu antybiotyk. 😦 Ciężko w jeden dzień zorganizować wszystko, zwłaszcza w weekend. Całe szczęście nie jest sam w wielkim lesie, tylko z nami, pod czułą opieką. Liczne telefony do wszelakich organizacji i fundacji początkowo nic nie dały. Za dużo zwierzaków pod opieką. Porzucenia i ludzka znieczulica przybrały na sile do monstrualnych rozmiarów. Rejonizacja sprawiła, że nie mogliśmy nigdzie pieska oddać w dobre ręce.

W pewnym momencie się poddałam. Usiadłam i zaczęłam płakać z bezsilności. Pies ma jakiś problem, a ja nie wiem jak mu pomóc i czy w ogóle jest to możliwe. Podejrzewaliśmy ten problem, jaki zwykle mają owczarki, kiedy pojawia się niedowład tylnych łap. Potem zaczęło się gwałtownie pogarszać. Usiadłam i płakałam. Wtedy postanowiłam spróbować ostatni raz. Szukaj– coś mi mówiło. Ostatni raz.

I wtedy zadzwoniłam do Fundacji „Przytul Psa”. Załamana, że znów usłyszę to samo, co wszędzie. Bez nadziei już. A tu niespodzianka. Pani podniosła mnie na duchu, dała nadzieję, że nie zostawi nas bez pomocy. To ona dała nam namiary do fajnej kobiety, która pomaga pieskom z województwa podlaskiego – Moje Wszystkie Kundle. Pani Aniu, dziękuję. To dzięki niej odkryliśmy u psiaka tę chorobę. Sama na to nie wpadłam. Ona doradziła szybko wezwać weterynarza, bo może to od kleszcza. Poprosiłam znajomego weta we wsi i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Mam nadzieję, że to ocali mu życie, że wyzdrowieje i wspólnie znajdziemy mu domek. Nie myślałam, że przez te 4 dni można tak zżyć się ze zwierzęciem i że on sam z nami tak bardzo się zżyje.

Bardzo się martwimy, ale zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Może uda nam się znaleźć mu nowy domek z pomocą dobrych ludzi, jeśli przetrwa to najgorsze. Ludzi, których jest chyba coraz mniej, niestety… Czy wrażliwość i empatia jest dziś już na wymarciu?

Nie pozwólmy, by ta znieczulica panoszyła się jak najgorszy wirus. Reagujmy. Nie porzucajmy zwierząt. Prośmy o pomoc. Sterylizujmy, aby łatwiej było nam pomagać i reagować na krzywdę tych, którzy sami się nie obronią. Edukujmy dzieci od małego. Róbmy to, co możemy zrobić. Nie udawajmy, że nie widzimy i że nas to nie dotyczy. Nie trzeba być bogatym. Nie trzeba mieć możliwości. Sama jestem tego przykładem. Nie mam praktycznie nic, ale nie udaję, że nie widzę. Pomagam lokalnie, tym zwierzakom, które przychodzą, które spotykam. I od niedawna proszę o pomoc. Przychodzi moment, kiedy trzeba…

Oby pieniądze na koncie czy własna wygoda, nigdy nie były dla mnie priorytetem, a człowieczeństwo. Przecież do grobu ich nie zabiorę.

Obym zawsze miała siłę, odwagę i serce, by pochylić się nad tym, nad którym nikt się nie pochyla. Pieniędzmi nikogo nie wesprę, bo sama nie mam, ale abym umiała podzielić się tym, co mam. Nawet, jeśli to jest tak niewiele.


Puszczam wszystko i przyjmuję to, co rzeka życia przyniesie. Puszczam cały ten strach, jak sobie dam radę z tym wszystkim i jak to się potoczy. Każdy dar jest po coś… Przyjmuję…

Trzymaj się Misiek.

Misiek

Reklamy

4 myśli w temacie “Być człowiekiem

  1. Mam takie swoje powiedzenie, że kto nie potrafi kochać zwierząt nie potrafi kochać też i ludzi. Sam kocham zwierzaki, moja chrześnica na szczęście też rośnie na zwierzoluba 🙂 Bardzo fajnie że ratujesz te zwierzaki, że dajesz im serce, bo tego im najbardziej potrzeba. Miłego weekendu życzę.

  2. Jesteś wielka. Dzięki za to, że pomagasz zwierzakom. Sama mam dwie psie znajdy w domu i na koncie trochę uratowanych zwierząt. Zawsze będę pomagać, ratować, adoptować i znajdować domy, dla tych cudownych stworzeń. Wspaniale, że jesteś i że są jeszcze ludzie, którym obce jest okrucieństwo i znieczulica. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Gosiu, chodzi właśnie o to, że nie robię nic wielkiego. To jest takie minimum. Działam w zasadzie tylko lokalnie, z tym, co mnie spotyka. To nic wielkiego. Są inni, którzy robią wielką robotę. Gdyby każdy z nas poświęcił takie minimum dla innych, sterylizował i dbał o swoje zwierzaki odpowiedzialnie, nie byłoby tyle sierot i bezdomnych w naszych schroniskach.

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.