O puszczaniu

Od jakiegoś czasu słyszę w mojej duszy takie słowa: „Puść to, puść”. Postanowiłam im się przyjrzeć. Od wielu lat pracuję nad tym, by każdego człowieka i różne problemy puszczać wolno. Jednak te wszystkie moje lekcje mają to do siebie, że wracają. Żadna lekcja nigdy nie jest ostateczna.

Czym jest to puszczanie?

Dla mnie osobiście jest to praca z własnym umysłem. To puszczanie wolno tego wszystkiego, co nasz umysł zanieczyszcza, co próbuje nas więzić. Co trzymamy i nie chcemy puścić, ponieważ mamy oczekiwania względem jakichś osób, sytuacji czy zdarzeń, które tkwią w nas jak zadra. Nie pozwalają pójść dalej, trzymają w swoich szponach.

Najtrudniej jest odrabiać tę lekcję z ludźmi, którzy są dla nas najbliżsi, z którymi łączy nas głęboka relacja. Puścić wolno osobę, którą się kocha, to już najwyższa szkoła jazdy.

Pozwolić wszystkiemu płynąć i nie próbować zatrzymywać tej rzeki – to jest właśnie puszczenie. Pozwalać przepływać emocjom, zdarzeniom, ludziom, wszystkiemu. Nawet temu, co określam jako zrozumienie. Nie przywiązywać się, bo wszystko jest zmienne. Nie trzymać kurczowo ludzi przy sobie. Dać im wybór. Puścić ból, cierpienie, pragnienia i nawet szczęście, radość, wszystko to, co przyjemne. Pozwolić się rzeczom, sytuacjom, życiu wydarzać. To najlepsze co mogę zrobić.

Puścić wolno moje własne cierpienia, ból i wszystko to, co do tej pory nie grało. Przyjąć to, co jest.

Puszczam wszystko i przyjmuję to, co rzeka życia przyniesie.

Kiedy puściłam ból i problemy zdrowotne, kiedy pozwoliłam im płynąć i poddałam się, nagle zrozumiałam, co mam dalej ze sobą począć i w jakim kierunku pójść. Długi czas stałam w miejscu, maksymalnie zatrzymana.

Jeśli nie mogę sobie z czymś dać radę, nie mogę zrozumieć, wtedy wypowiadam magiczne słowo.

Olać to!

Ostatnio było tak ciężko, że padło bardziej dosadne słowo. I wiecie co? Zadziałało. Męczyły mnie sny, których pojąć nie mogłam. Spałam w mieszkaniu, w którym w niejasnych okolicznościach zmarła niedawno osoba. Dziwna energia tam była, nie było mi tam przyjemnie. Czułam się, jakby mnie zmuszano do obrony, do walki. Jakby chciano wprowadzić mnie w pomieszanie, zburzyć balans, wyprowadzić z równowagi, zmanipulować.  Złe sny wracały i wracały, noc w noc. W pewnym momencie, we śnie, zmęczona tymi wydarzeniami, krzyknęłam: „Pierdolić to!”. Zdziwiłam się, bo zwracam uwagę na swoje słownictwo. Odwróciłam się na pięcie i odeszłam. Nie podniosłam rękawicy, nie stanęłam do walki. Nie pozwoliłam się zniszczyć, wciągnąć w sidła. Zwyczajnie odeszłam. Następnej nocy był jeszcze jeden zły sen, po którym zrozumiałam, że dokładnie to powinnam zrobić, totalnie olać wszystko to, co mnie przytłacza. Puścić to wolno. Nie przywiązywać się i nie próbować zrozumieć. Bo przecież wszystko co konieczne przyjdzie samo, we właściwej chwili. Helo! Anitko, wiedziałaś to przecież. Nie wnikać w tę historię. Nie mieszać się. Z tego powodu chciałam więc nawet wyjechać, ale postanowiłam zmierzyć się z tym. Poddać się temu, co przeze mnie przepływa i nie wnikać w toNie nazywać. Bo czułam, że to jest moja lekcja. Dzięki temu coś zrozumiem. Wypowiedziałam dokładnie to, co powiedziałam we śnie. Olałam. I wtedy pojęłam, że jedyną odpowiedzią na zadawane mi pytania może być tylko jedna.

Nie wiem.

Następna noc była spokojna i przespana. I tak do końca całego pobytu. Wiedziałam, że ucieczka nic nie da i że nikt mi żadnej krzywdy nie zrobi, jeśli mu na to nie pozwolę. Wtedy mój umysł zaczął się otwierać, czyścić. Przyszła wiedza, której mi brakowało. Nie zdawałam sobie sprawy, ile jeszcze rzeczy trzymałam przy sobie, nie pozwalając im odejść.  Niby wiedziałam, że trzeba puszczać, znałam tę wiedzę, jednak za każdym razem w tym samym zdaniu, można odkryć coś nowego. Nie wiedziałam co mam puścić, co jeszcze trzymam. W jednej chwili odkryłam cudowne rzeczy, które dały mi… Hmmm, jakby pewien rodzaj wolności. Uwolniły od ogromnego ciężaru. Zdjęły kamień z serca. Być może jeszcze nie raz taka lekcja wróci…

Używałam myślenia. Zwyczajnie za dużo myślałam. Kiedy wyrzuciłam myśli z mojej głowy, zrozumienie samo przyszło. Przyszedł spokój, który tamto miejsce mi zabierało. Poczułam się bezpieczna. Jednocześnie zrozumiałam, że nie dzieje się to dzięki jakimś magicznym siłom, ale dzięki tej sile, którą mam w sobie. To moja praca. Każdy sam musi sobie na nią zapracować.

Ja pracuję na siebie, ty na siebie. Tylko to ma sens. Nikt za ciebie tego nie zrozumie. Nikt za ciebie tego nie wykona. Każdy sam znajdzie własne odpowiedzi, jeśli nauczy się słuchać siebie, nie mnie. I tylko to mogę komuś przekazać. Komuś, kto być może oczekuje ode mnie odpowiedzi i pomocy. Niektórzy powiedzą, że to jest trudne. Myślę, że nic nie jest ani trudne, ani łatwe. Jest takie, jakim sami to czynimy. Kiedy puścisz wolno swoje oczekiwania, myśli i pragnienia, dopiero wtedy widzisz coś takim, jakie jest. Myślenie sprawia, że nie widzisz rzeczywistości taką, jaką ona jest. Dopiero kiedy odpuścisz, poczujesz cudowny smak wolności.

Po wypadku samochodowym, jako pasażerka, miałam w sobie dużo lęku. Bałam się jeździć i podróżować. Przełomowym momentem był koszmarny sen pewnej nocy (całkiem niedawno), a rano miałam jechać wiele kilometrów do teścia w hospicjum. Najpierw przez chwilę pojawił się lęk, bo może oznacza to wypadek. Zaczęłam myśleć, projektować i wybiegać w przyszłość. Nie byłam w TERAZ. Mój umysł był ciemny, przysłonięty. Bałam się jechać, ale potem puściłam to. Cokolwiek będzie to będzie, mój lęk tylko to pogorszy. W jednej chwili poczułam zrozumienie. Ono jakby spłynęło na mnie. Poddałam się, zrobiłam to, co miałam zrobić, wsiadłam w samochód i pojechałam. Spokojna jak nigdy. Gotowa na wszystko. Powiedziałam tylko TAK. Wczoraj, kiedy wracałam autobusem, zamknęłam oczy, ze słuchawek płynęła muzyka, a ja czułam taki spokój… Kiedyś nie umiałam zamknąć oczu i usnąć podczas jazdy.

Wtedy zrozumiałam, że moje sny muszę również puszczać wolno. Nie nazywać, nie próbować wyjaśniać czy zrozumieć, nie oczekiwać.

Podczas tego puszczania, w jednej chwili przyszło do mnie coś, co ma związek z medytacją i modlitwami. W buddyzmie jest wiele modlitw, próśb o błogosławieństwo itd. Coś mi w tym nie grało. Były piękne, ale… Kiedyś, jako katolik, również uczono mnie modlitw, próśb i pobożnych życzeń. Teraz też musiałam zdobyć własne doświadczenie, żeby osiągnąć zrozumienie. Wypróbowałam wiele z nich, zwłaszcza tych, które miały związek z Tarą. I kiedy otworzyła się przede mną ta brama, nie pierwsza zresztą i nie ostatnia w moim życiu, to zrozumiałam, że to nie ma nic wspólnego z czystym umysłem. Zrozumiałam, dlaczego prośby i modlitwy nie pomagają i skąd w ludziach tyle zgorzknienia, że to wcale nie działa. Nie mamy polegać na innych. Mamy zrozumieć. Mamy sami sobie zapracować na czysty umysł. Nikt za mnie tego nie zrobi. Nikt mi nie machnie czarodziejską różdżką i nie pomoże, bo ja o to proszę. Nikt nie spełni moich życzeń. Na nic zdadzą się wszelkie modlitwy, na nic prośby. Dopóki nie zrozumiem; sama, własną pracą, to nic z tego nie będzie. Najlepsze co mogę zrobić, to pozbyć się tych słów, zwłaszcza cudzych i zacząć z pustą kartką, nie zapisaną. Tabula rasa…

Czysty umysł, nic więcej…

Nie proś o nic, nie oczekuj zmian. Pozbądź się słów. Słowa nie są ani dobre, ani złe, jednak musisz nauczyć się, kiedy ich używać, a kiedy je puszczać. Zaakceptuj tę chwilę. Jeśli prosisz, oczekujesz lub chcesz zmiany tego, co jest teraz, to znaczy, że nie akceptujesz. Bez porzucenia chęci zmiany, bez tej akceptacji, żadna zmiana nie nastąpi. Istnieje tylko TERAZ. I od tej chwili zależy twoja przyszłość.

Świadomie powiedz TAK. Nie oszukasz siebie. Prawda zawsze wyjdzie, nawet nie próbuj. Jeśli nie ma zmiany, to znaczy, że akceptacji nie było. Nie było puszczenia.

I nie mówi tego ktoś, komu życie upływa lekko, łatwo i przyjemnie. Mówi to ktoś, kto wiele w życiu przeszedł, wiele wycierpiał i zawsze miał pod górkę. Ktoś, kto bardzo mocno wie, czym jest ból;, zarówno fizyczny, jak i duchowy.

DNC9hC7XkAA9ZEHa

I jeszcze jedno… Aby pozwolić czemuś odejść, trzeba najpierw zaakceptować w sobie istnienie tego czegoś. Nie puścisz niczego, czego nie jesteś świadomy i czego nie zaakceptujesz.

Reklamy

13 myśli w temacie “O puszczaniu

  1. Jejku, ta notka wisiała w moim mailu od publikacji i dopiero teraz przeczytałam, bo czułam, że będzie warto przysiąść i spokojnie poczytać, a czasu nie było. I się nie zawiodłam 🙂 Jakbym siebie czytała, niby wszystko wiadomo, niby się to wszystko zna, ale i tak za każdym razem w czyichś słowach odkrywasz sens na nowo. I te puszczanie, a jakże, z czasem staje się bardzo łatwe i się ciagle dziwisz ile potem dostajesz, bo ile miejsca na nowe zrobiłaś !! 🙂

    1. Witaj Aniu w moich progach.
      Przeczytaj proszę mój wpis „O zaufaniu inaczej” – https://whoanita.wordpress.com/2015/04/02/o-zaufaniu-inaczej/ i spróbuj złożyć te dwa wpisy w całość. Zaufanie to wiara, przeświadczenie. Jest mi to kompletnie obce i nie ma nic wspólnego z przyjęciem takiej rzeczywistości, jaką ona jest. Można byłoby powiedzieć, że ufam sobie, ale to też nie tak.
      Osho idealnie oddaje to, co chciałabym powiedzieć:
      „Człowiek, który wie, nie potrzebuje wiary. […] Prawda jest w tobie, wiara przychodzi z zewnątrz. Nic, co przychodzi z zewnątrz, nie pomoże ci”.
      Aniu, w tym wpisie nie ma ani słowa o zaufaniu. Nie ma nic o tym, co przychodzi z zewnątrz, za to całe mnóstwo o wiedzy, która pochodzi z wnętrza. Konkretnie mojego wnętrza.
      „Zaufanie wobec jakiegoś obiektu jest to wiedza lub wiara, że jego działania, przyszły stan lub własności okażą się zgodne z naszym życzeniem” – Wikipedia.
      A ja przecież piszę o braku nastawienia, o braku oczekiwań i braku życzeń.

      1. Procesuję…jak na razie myślę, że aby puścić tak naprawdę, muszę absolutnie zaufać sobie. Ty piszesz o puszczeniu nawet zaufania…level Master 🙂 Jeszczem nie gotowa 🙂

  2. Puszczanie wolno tego co zanieczyszcza nas umysł? Może się mylę, ale na każdym kroku coś go zanieczyszcza, więc to oznacza ciągłą pracę nad sobą? Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że nic nas tak nie zanieczyszcza tak jak my sami. Sam sobie zabrałem już sporo zdrowia i życia, sam na każdym kroku się zanieczyszczam… Ale czy tylko ja? Podejrzewam że to raczej ludzie tacy jak Ty, potrafiący nad sobą pracować, są w mniejszości…

    1. No dobrze Stasiu rozumiesz. I tak, to jest praca non stop. Raczej uważność w każdej chwili. Nie wiem kto jest w mniejszości, kto w większości, bo nie robię statystyk. Nie interesuje mnie to. Nie patrzę na innych. Miłego wieczoru.

  3. Nie umiem puścić, bardzo się nakręcam. To wszystko co czuję jest bardzo nowe bo towarzyszy mi już od roku lub półtora roku. Byłam wychowana w wierze, że nic nie jest mi potrzebne i identyfikowalam się z tym. Potrafiłam wszystko oddać i puścić wolno. Miłość, syna, żeby kochał kogo chce czy mnie czy babcie, czy dziadków. Skoro jednak to wiem było to świadome działanie. W jakimś stopniu wytachowane? Ale sprawdzalo się. Byłam prosta, wolna kochałam i cenilam wolność. Lubiłam pomagac dla samego pomagania. Sielanka i spokój. A teraz nie potrafię. Może za sprawą pieniądza ale też zmarł jakiś czas temu mój sąsiad, Pan Tadeusz. I wszystko się zmieniło. Dlatego, że to był ważny człowiek ale w raz z nim odeszła też część krajobrazu. Cos co mnie wydawało się niezmienne. Piękne. Chodziłam drogą blisko ich ogrodu -jego i jego mamy. Podziwiałam tamaraszka, magnolie. One były wszystkich. To było w powietrzu, wspólnota i wolność. I piękne 40letnie jabłonie i orzechy. Ale pan Tadeusz zmarł i obraz sielanki odszedł. Mama 95letnia pani Emilia wyjechała do syna.. Kury, ogrod…a nowy właściciel wszystko wyciął i zmienia dom. Oni się nie znali więc to zrozumiałe…i normalne. ale nagle doszło do mnie że też jego matrix znikł..caly ten piękny świat, który kochałam. I moi sąsiedzi zza płotu. Posadzi piękne hortensje i jakieś trawki. I posadzili piękny ogród iglasty. I nagle pojawił się powoj między naszą siatką…albo bluszcz. Więc wiem, że niedługo, w przyszłym roku już nie zobaczę ich ogrodu. i kupiłam róże bo zapragnęłam tego piękna. Chce też kupić piękny obraz. I mam wrażenie że zaczął się pęd…to uczucie które chce nazywać nowe rzeczy i sama nie wiem czy to się skończy. Bo wiem że nie znam się na różach…i żyłam nimi 3dni a teraz znalazłam obraz. Później znów coś znajdę…i ja muszę to mieć. Będę to miała…gdzie tu opuszczenie, zostawienie. To chyba idzie nie tak….jak powinno. Zaczęłam się gubić. Ale chyba tego potrzebuje, żeby się sprawdzić i postarać zaczarować moja rzeczywistośc…

      1. 🙂
        Dziękuję, bardzo płakałam po napisaniu tego komentarza. Ta relacja z tymi ludźmi była dla mnie bardzo ważna. Wiem, że wszystko co najważniejsze On mi przekazał. Ale nadal to trudne. Puścić wolno. Puszczanie wolno czasem polega na tym żeby kupić te róże.. Spróbować. Popłakać się. Później zrozumieć, że on też tak leciał za kasą i jego żona i powiedział że najważniejszy jest związek. Żebyśmy o tym nie zapomnieli bo ich małżeństwo przez to się skończyło (pani Emilia to jego mama). Czyli najważniejsze to niezaharowywac się…nie. najważniejsze to żyć z drugą osobą która się kocha i wspólnie tworzyć świat. Na spokojnie. Powolutku.
        P.S. wiem że mój komentarz jest bardzo niezrozumiały ale mogę wytłumaczyć.

        Najważniejsze że twój wpis i to do czego teraz dochodzę bardzo mi pomaga.

        1. Najważniejsze jest to, żebyś Ty to wszystko rozumiała i abyś umiała z tych lekcji wycisnąć ile się tylko da. Nie muszę wiedzieć wszystkiego, aby wesprzeć drugą osobę. A łzy też są formą oczyszczenia. Żadne emocje nie są złe. Złymi czynią je tylko ludzie. Pisząc te teksty, do niedawna nie miałam pojęcia, że one pomagają komukolwiek poza mną. Cieszę się, że jest inaczej i przynosi to jakiś szerszy pożytek.

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.