Z prądem czy pod prąd?

Wkraczając w dorosłość, młody człowiek nie zawsze wie, w jakim kierunku iść, czym się zająć, jaką obrać ścieżkę kariery. Nie ma w  tym nic dziwnego.

Osobiście miałam z tym wielki problem. Nikt mi w tym nie pomagał. Nigdy nie interesowało mnie zarabianie pieniędzy. Nie miałam planów zawodowych. Od lat żyję tak, jak zawsze chciałam, wbrew wszystkiemu. Z racji tego, że nikt mi w żaden sposób nie pomagał w dokonywaniu wyboru, ani nie wspierał, priorytetem jest dla mnie pomoc w odnalezieniu przez moje dzieci własnych ścieżek, czymkolwiek by się okazały. To normalne dla mnie, że przychodzi się z pytaniami do rodzica. Najważniejsze, to nie podciąć mu skrzydeł, nie zamknąć drogi do siebie. Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby odpowiedzieć pytaniem: „To Ty jeszcze tego nie wiesz?! Ty mnie się pytasz kim chcesz być?!”. Nie wiesz? Nie szkodzi. Pomogę ci, ale nie powiem kim masz być i co robić. Pomogę ci poznać siebie. To chyba najlepsze, co mogę zrobić.

Najgorsze, co można usłyszeć, to o sukcesach tej osoby. Bo ja to już wiedziałam… Ja to, ja tamto. A ty nie wiesz? Ja… Jest tylko jeden szkopuł. Tu nie chodzi o ciebie, o mnie, a o twoje i moje dziecko. O to, że każdy jest inny i inne ma zadania do wykonania. Osobiście, nigdy nie zwróciłabym się już z żadnym pytaniem czy problemem do matki, która tak odpowiedziałaby mi na zadane pytanie. Spaliłaby za sobą wszystkie mosty prowadzące do niej.

Wybór drogi życiowej jest mi niezwykle bliski ze względu na dzieci, które przez ten etap właśnie przechodzą. Jednak nie tylko o dzieci chodzi, a także o mnie samą. Ten temat jest niezwykle ważny dla mnie. Przewija się do dziś w różnych chwilach. Wraca jak bumerang. Bo nie zarabiam. Bo żyję jak pasożyt na czyjś koszt. Nie pracuję (czyżby?).

Czy dobrze zrobiłam? Co jeśli…? Zawsze sprawdzam czy wybrana ścieżka na pewno jest odpowiednia. Zawsze zadaję pytania sprawdzające. I odpowiedzi przychodzą, a jakże. Czasem nie od razu, ale przychodzą. We właściwej chwili.

Te rozmowy z własnymi dziećmi są dla mnie niezmiernie ważne, ponieważ ze mną nikt nie rozmawiał. Nikt mi nie pomagał. Nie mogłam się odnaleźć na żadnej z proponowanych i dostępnych ścieżek. Byłam inna. Przez to czułam się gorsza. Mój wybór, a właściwie jego brak, był dla mnie bardzo trudny kiedyś, z powodu presji społeczeństwa, otoczenia i ogólnie przyjętych norm. Nie osiągnęłam pod względem zawodowym absolutnie nic. Wybrałam inne życiowe cele. Czy dziś tego żałuję? Nie, nigdy nie żałowałam. Okazało się, że ta droga obudziła mnie ze snu, otworzyła mi oczy. I tak naprawdę czuję, że to była ta właściwa ścieżka, na której się w pełni odnajduję. Ona miała mnie doprowadzić do zrozumienia. A emerytura? W życiu pewna jest tylko śmierć. Moja intuicja jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Ona mi mówi, że mam robić to, co robię i się nie martwić. Co potrzebne samo przyjdzie we właściwej chwili. Hmmm, nie łatwo było mi tego kiedyś słuchać, przyznam. Wbrew pozorom wcale nie jest łatwa ta droga. W dzisiejszych czasach ciężko jest żyć z tego, co dostaniesz, funkcjonować bez własnych pieniędzy. Nie każdy taką drogą może iść. Niektóre buddyjskie klasztory w taki sposób się utrzymują, żyją z tego, co dostaną. Mnisi jedzą to, co dobrzy ludzie im przyniosą, z tych pieniędzy, jakie dostaną. Mam 42 lata i nie mam własnych pieniędzy. Niespotykane dzisiaj, co?

Mój status zawodowy jest zerowy. O czym więc mogę rozmawiać z dziećmi, jaki przykład im dać? Co mogę im pokazać, skoro sama nic nie osiągnęłam w tym kierunku? Otóż, coś chyba mogę… Trzeba zapoznać ich nie tak z wybranymi zawodami i możliwościami, jakie ze sobą niosą, jak ZE SOBĄ. I to jest zadanie rodzica; POMÓC DZIECKU POZNAĆ SIEBIE. Cierpliwie odpowiadać na czasem mega trudne pytania, wyskakujące jak z karabinu maszynowego przez całą dobę. Przyznawać że czegoś nie wiem. Rozmawiać, uczyć obserwacji. Co z tego wyjdzie nie mam pojęcia, jednak spełniam swoją rolę najlepiej jak umiem. Wspieram, rozmawiam, jestem, pokazuję możliwości. Bardzo się staram, aby dziewczyny rozmawiały ze mną i umiały zapytać, co też jest trudne. Nie wyobrażam sobie, by dziecko zostawić samo z takim pytaniem, choć i tak bywa. Zrobiłam co mogłam, choć wiem, że zapewne nie wszystko zauważyłam, ale dałam z siebie 100% w każdej z chwil.

Usłyszałam kilka dni temu od jednej z córek, że znalazła nieprawdę u mnie na blogu. Ciekawe, pomyślałam. Otóż, nie jestem nieidealną matką, wręcz przeciwnie. Dla niej jestem matką idealną. Przy czym ideał rozumie jako równowagę między zaletami i wadami a nie tak, jak jest on rozumiany dziś. Mam wady, jak każdy, jednak nie chciałaby mieć innej matki. Według niej jestem tą równowagą. Co czuje matka, kiedy to słyszy? Ma poczucie spełnienia. Już wie na pewno, że warto było ponad wszystko zrezygnować z pieniędzy i żyć tak, jak się uważa. Być dla tych dzieci. Żyć po swojemu, według własnych zasad. Warto było słuchać intuicji i iść kompletnie niepopularnym szlakiem.

I usłyszeć takie słowa od dziecka…

Nie czekałam na nie. Nie spodziewałam się ich. Bez względu na wszystko, robiłabym swoje. Tak, jak uważam. Tyle, ile jestem w stanie.

Te słowa chwyciły za serce i dały poczucie spełnienia.

To wszystko jest jakby potwierdzeniem tego, że cały czas szłam właściwą ścieżką. Dziwna ta moja droga była i nadal jest. Większość moich znajomych miała pasje, plany, marzenia, a ja biernie się życiu poddawałam. Jak mnie ktoś zapytał o marzenia, to miałam tylko trzy tak naprawdę; dom, rodzina i spokój duszy. Nic więcej? Wysil się – mówiłam sobie w duchu przez lata. Kariera? Nic a nic nie świtało mi w głowie i tak nie świta do dziś. Na testach w szkole średniej, w poradni psychologiczno – pedagogicznej, nie wyszło mi nic. Nic. Jesteś zerem – myślałam. Czy mam pasje? Tak. Przyszły do mnie wraz z kupnem domu, tworzenia ogrodu. Przyszły wraz z pierwszym tekstem na blogu. Wraz z zobaczeniem człowieka inaczej niż zwykle. Inaczej niż dotąd, z szerszej perspektywy.

Moja dusza za nic miała sobie kasę, karierę i moje pobożne życzenia. Jakby nie rozumiała czemu ludzie wszystko przeliczają na forsę i uważa to za rzecz kompletnie bez wartości. Jakby cały czas żyła w czasach, kiedy pieniędzy nie było. Ot, urwała się z kosmosu. Dziś wszystko jest za forsę. I tego nie mogę pojąć. Być może całkowicie się nie dostosuję do czegoś, co nie ma dla mnie wartości, ale moje zdrowie jest właśnie tak przeliczane. Albo kasa, albo ból. Tego też nie rozumiem… Czasem myślałam, że w mojej głowie jest chyba średniowiecze, albo i jeszcze wcześniejszy okres. Nie umiem przystosować się do chorego społeczeństwa. To jest dla mnie chore! Ale tak dziś świat funkcjonuje.

Do czego tak naprawdę zmierzam?

Mam takie wszechogarniające przeczucie, że to nie ja wybieram, że to mnie coś wybiera. Pasje mnie wybierają, nie ja je wybieram. Te marzenia, jakie miałam. Nie wybrałam ich sama. Były chwile, kiedy wolałam mieć inne, być normalną, robić karierę, jak wszyscy i zarabiać kasę. Tymczasem ona mi zwisała i powiewała. Przez lata zadawałam sobie pytanie, czemu jestem taka a nie inna. Przez całe życie się poddawałam, przyjmowałam co życie przynosi. Nie walczyłam. Nie planowałam zbytnio. Pozwalałam się nieść tej rzece.

Czy to źle?

Kiedyś tak właśnie myślałam, że jestem beznadziejna, właśnie dlatego, że nie wiem czego chcę, co chcę w życiu robić. Wszystko przyszło we właściwym czasie. I jestem mega wdzięczna za to, co mam, choć pieniędzy z tego nie ma. Kurcze, to najlepsza rzecz, jaką mogłam zrobić. Mam takie poczucie, że wykorzystałam wszystko maksymalnie. Wszystko to, co mam wycisnąć z tego życia, wyciskam jak należy, na 100%. Ta droga miała mi pomóc wzrastać, rozwijać to, co jest mi potrzebne. Zrobiłam, co trzeba było. Zrobiłam to, co najlepsze. I dobrze, że się poddawałam. Nie trzymałam się na siłę czegoś, co mi się wydawało, tylko otwierałam się na to, czego rzeczywiście potrzebowałam, co realnie mi pomogło. To nic, że nie mam kasy, że nie zrobiłam kariery. Mam coś, co jest bezcenne… Coś, czego inni mogą nigdy nie zdobyć, bo żadne pieniądze tu nie pomogą.

Przez wiele lat nie byłam otwarta na ludzi. Wszystko, co najlepsze zawsze przychodziło do mnie z czasem, kiedy w środku byłam na coś gotowa. Kiedy wyrażałam gotowość, kiedy poczułam ją, zawsze wydarzały się rzeczy piękne, niezwykłe. I ten człowiek obok… Niewłaściwi ludzie sami zaczęli znikać. Zaczęłam wyczuwać ludzi ukrytym zmysłem. Wiedziałam co w trawie piszczy. Kiedy zapalała mi się czerwona lampka, na początku uciekałam, byłam ostrożna. Dziś nie uciekam. Stawiam czoła, bez strachu, bez lęku. Nie muszę już uciekać. Otwieram się…

Kiedy otworzyłam się na życie, na ludzi, na śmierć i cierpienie, zaczęły wydarzać się sytuacje niecodzienne, dziwne, niewytłumaczalne. I relacje z ludźmi zaczęły się same zmieniać. Nadal nie zabiegam o przyjaźnie, o ludzi, zainteresowanie czy jakiekolwiek relacje. Nie muszę. Każdego człowieka puszczam wolno. Ten, co wraca jest właściwym człowiekiem w moim życiu. Niczego nie szukam, to wszystko znajduje mnie samo. Marzenia, ludzie na mojej drodze, czy nawet pieniądze na to, co jest konieczne. Niczego nie chcę od życia, przyjmuję jak leci. Ono samo mi podaje; pasje, spełnia moje marzenia, w których realizację nigdy nie wierzę i nawet na to nie czekam. Wszystko, co się ma wydarzyć, wydarzy się, jeśli będę wystarczająco otwarta, spokojna, uważna i świadoma tego, czym naprawdę jest akceptacja i poddanie.

I to cudowne uczucie, kiedy odkrywam, że już nie boję się ludzi. Kiedy widzę, że naprawdę ich lubię i cieszę się ich obecnością. Nie smucę się, kiedy mijają i odchodzą. Jestem gotowa…

I wtedy spotykam na swojej drodze wyjątkowego człowieka. Jakby gwiazdka spadła z nieba (dosłownie i w przenośni), zupełnie nieoczekiwanie. I w tym przypadku sprawdziła mi się moja zasada; nie szukaj, to znajdziesz. Dziś to zmodyfikuję. Nie szukaj, pozwól się znaleźć. A właściwi ludzie sami się pojawią. To uczucie, kiedy masz wrażenie, że znasz tę osobę 100 lat, albo i dłużej. I to coś, ten wyjątkowy spokój. W przypadku drugiego człowieka, czułam to tylko wtedy, kiedy poznałam męża. Wiedziałam od razu, że jest to właściwy człowiek na mojej drodze. Nigdy nie był żadną połówką jabłka, ale wiedziałam, że był tym właściwym, mi przeznaczonym. Moją najważniejszą lekcją. Kiedy spotykam człowieka, po prostu wiem… Czuję pewne rzeczy. I tutaj chcę podziękować pewnej gwiazdce, która niedawno spadła mi z nieba. Dziękuję, że pojawiłaś się w moim życiu, że mnie znalazłaś… Otwierasz mi oczy; na ludzi, na nowe, jeszcze tak dziwne…

Mam takie przeczucie, że wszechświat mi sprzyja, mimo tego bólu fizycznego i problemów zdrowotnych, jakie mam. Moje nogi wiodą mnie tam, gdzie mam coś do wykonania, do spełnienia. Tam, gdzie powinnam dojść, najwłaściwszą z dróg, choć czasem tak trudną.

Dlatego kochani moi (tu myślę w szczególności o tych młodych istotach wchodzących dopiero w życie, do naszej młodzieży), nie martwcie się, jeśli nie od razu znajdziecie swój życiowy cel, bo samo życie jest największym i najlepszym celem. Nie czujcie się gorsi, kiedy nie wiecie dokąd iść, co zrobić, czym się zająć w życiu. Jeśli otworzycie się na życie, wasze nogi zaprowadzą was tam, gdzie trzeba. Pozwólcie się ponieść tej rzece, zwanej życiem. Walka zawsze oznacza, że tak samo jak wygrać, możecie też przegrać. W przypadku braku walki nie ma wygranych i przegranych. Jest to, co najlepiej wam posłuży, najlepiej nauczy i zaprowadzi tam, gdzie trzeba.

Walka oznacza zamknięcie. Kiedy się poddasz, zobaczysz jak wszystko się w tobie otwiera. Tylko wtedy dostrzeżesz własną prawdę, własną drogę. Kiedy walczysz, możesz nie dostrzec wszystkiego, jesteś częściowo ślepy. Jak zaprzestaniesz walki, stajesz się uważny. Twój wzrok się wyostrza i zaczynasz więcej widzieć, szerzej i głębiej niż podczas walki. Dlatego nie walcz. Jeśli nie wiesz jaki postawić krok i gdzie, nie stawiaj go. Wyostrz wzrok i słuch, trenuj uważność. Otwórz się na życie i poczekaj. Zatrzymaj się. Nic na siłę. Nawet się nie spodziewasz, jak wartościowe rzeczy możesz wtedy dostrzec…

Mówią, że tylko martwe ryby płyną z prądem, więc wszyscy zgodnym chórem ruszyli pod prąd. Z prądem popłynęłam sama. Odmieniec, outsider. Nie bój się pójść drogą nieuczęszczaną, niemodną, niepopularną. Nie idź z wszystkimi, tylko dlatego, że nie wiesz gdzie iść. Nie bierz tego powiedzenia dosłownie. Ono mówi o tym, aby nie podążać za większością. Znajdź swój styl, swoją drogę. Nie bój się popłynąć z prądem. Wbrew pozorom, w tym kierunku nie spotkasz większości, możesz być jedyną osobą i nikogo w zasięgu wzroku. Delektuj się tym, masz miejsca w brud. Droga pusta, pełen luz. Mnóstwo możliwości. Nie myśl o tym, co inni powiedzą. Zostaw za sobą stereotypy, przyzwyczajenie, normy, reguły. I nie będzie trzeba szukać siebie. Stopisz się ze sobą, swoim wnętrzem i staniecie się jednym. Tylko posłuchaj siebie… Co ci w duszy gra… A droga sama cię znajdzie, wyrośnie ci pod nogami. I nogi cię powiodą.

To jest moja własna odpowiedź na moje pytanie dotyczące tego, czy powinnam wybrać jakąkolwiek pracę, aby tylko zarobić. Wybrać to, co dostępne i pójść tam, gdzie większość idzie. Za kasą… To jest właśnie moja odpowiedź sprawdzająca.

Reklamy

8 odpowiedzi na “Z prądem czy pod prąd?”

  1. Poruszasz trudne, chociaż ważne tematy, na dodatek dosyć szeroko tekstowo. Myślę, że niewielu czytając, dotrwa do końca. Ja bym podzielił, choćby na trzy części.

    1. Niektóre teksty dzielę, kiedy uważam, że mogę lub sama potrzebuję tego podziału, bo po zakończeniu powstał ciąg dalszy. Tego czuję, że nie mogę dzielić. On musi być całością. Bo tym jest. Nie piszę tego, aby przyciągać czytelników. Sama czytam dużo dłuższe. Nie piszę dla innych, najbardziej dla siebie. Jeśli ktoś ma coś z tego wyciągnąć, to wyciągnie i będzie sam dzielił informacje. Tak, jak czyta się książkę, grubą i pełną tekstu. Jak kogoś to nie interesuje, to krzyżyk mu na drogę. Kiedyś już pisałam zdaje się, w jakimś wpisie, jak powinno się czytać moje teksty. Nic się nie zmieniło w tym względzie.

  2. Piękny tekst i taki prawdziwy. Myślę bardzo podobnie do Ciebie choć ja jeszcze pracuje to praca nie jest dla mnie całym światem. Ten świat dzieje się poza pracą. I nagle trafiłam do ekipy gdzie 2dni pracujemy z domu i mogę nadgonić życie tutaj. I nie dojeżdżam. I jestem w domu a dla mnie to moja działka, słońce, zielone pola, spacer z dzieckiem, ogród. I wiele innych ważnych dla mnie rzeczy. Z dala od „miasta”na słoneczku bo to mnie uszczęśliwia na chwilę obecną.

  3. Już samo to że żyjesz jak Tobie pasuje jest sukcesem… Ja takiego luksusu nie mam i raczej mieć nie będę… Płynę z prądem życia, gdzie mnie pchnie tam zmierzam, a jedynym wytłumaczeniem takiej sytuacji jest tu, że po prostu nie mam siły brnąć pod prąd… Ale mam wrażenie że wielu ludzi płynie z prądem… Może dlatego że tak łatwiej… Jeśli Twoje życie daje Ci szczęście, spełnienie, to cieszę się Twoim szczęściem. Mi do tego stanu niestety cholernie daleko…

    1. Przeczytaj Stasiu ten tekst jeszcze raz. Zauważ, że piszę w nim, że iść z prądem jest niemodne dziś i wszyscy chcą być oryginalni i tak pchają się pod prąd. Wychodzi więc na to, że większość idzie pod prąd. Bo z prądem ponoć płyną zdechłe ryby. A ja te tezę podważyłam. Płynę z prądem i nie jestem martwa. I taką decyzję uważam za najlepszą. Sam fakt życia jak się chce jest odwagą i świadomym wyborem, na który mało ludzi stać. Większość woli iść pod prąd, razem ze wszystkimi. Robią, co trzeba i czego się od nich oczekuje. Zastanów się więc jak to z Tobą naprawdę jest. Czy rzeczywiście płyniesz z prądem? Czy przypadkiem nie robisz tego, co się od Ciebie oczekuje. Czy nie spełniasz może oczekiwań społecznych, bo tak trzeba, bo tam Cię pcha. Tylko co Cię pcha? Twój świadomy wybór czy może ten motłoch siłą swojego ścisku, pcha Cię z innymi pod prąd?

      1. Ja to widzę jednak inaczej. Zwykły,szary człowiek idzie pod prąd? Według mnie płynie z prądem codzienności… To nie jest mój świadomy wybór, takie wybory wymusza na mnie życie… A ja się jedynie podporządkowuję…

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.