W moim ogrodzie, gdzie czas leniwy…

Dwa dni spędzone poza domem i jedna noc. Nie pamiętam kiedy ostatnio mi się to zdarzyło, aby nocować poza domem. Jestem typową domatorką. Nie przeszkadza mi monotematyczność, regularność, ciągle ten sam widok. Inni powiedzą, że nuda. Wciąż potrzebują nowych widoków, krajobrazów, zmian, podróży, intensywności uczuć czy emocji. A ja nie znam tego słowa będąc w domu. Zmiany mi nie przeszkadzają, jednak rutyna również nie. Cisza i spokój nie są dla mnie nudne. Ten czas pozwolił mi spojrzeć z dystansu na moje miejsce na ziemi, na mój mały świat. Na ten kawałek ziemi, który kocham.

Kiedy jestem w ogrodzie mojej teściowej, wtedy widzę dokładnie, jak nie chcę, by wyglądał mój własny ogród. Właśnie tak. I to jest lekcja niezwykła. Pokazuje mi własną drogę, coraz wyraźniej i dokładniej. Wiem, jak nie chcę by wyglądało moje życie.

Kiedy sadziłam w nim pierwsze krzewy i kwiaty, nie wiedziałam czego chcę. Nie miałam wizji tego miejsca. Absolutnie nigdzie nie mogłam znaleźć żadnego szablonu, który mogłam przenieść w mój ogród. Pierwsze nasadzenia były więc robione na ślepo. Wszelkie gazety ogrodnicze już dawno wyrzuciłam na śmietnik. To było ostatnie miejsce, gdzie cokolwiek dla siebie bym znalazła. Wręcz przeciwnie, utrudniały mi znalezienie własnej drogi. Coraz rzadziej zaglądałam na różne fora ogrodnicze, gdzie miałam konta.  Aż w końcu i te miejsca okazały się do niczego mi niepotrzebne. Powolutku likwiduję wszystkie konta. To nie jest moja droga.

W ten niedzielny poranek, kiedy wszyscy jeszcze spali, wyszłam na ogród i wdychałam ciszę, niezwykły spokój. Cieszyłam się z nocy spędzonej u siebie. Tu nocna cisza jest wprost niezwykła. Ciemność czasem zapada tak wielka, że nie mogę trafić do łazienki. Bez różnicy czy otwieram oczy, czy je zamykam. I to jest cudowne. Oczy odpoczywają. W nocy ciemność jest potrzebna. Poza domem przeszkadzał mi hałas, jeżdżące samochody, motory, wyjące psy, wszystko. Tak bardzo doceniłam to, co mam. Wyszłam o poranku na słoneczko szczęśliwa jak nigdy. Nabrałam chęci do pracy, również jak nigdy. Kiedy moja rodzinka wstała, ja miałam przycięte wszystkie krzewy, które prosiły mnie o to już od dawna. Miałam wypieloną rabatkę, zrobione porządki, pranie, śniadanie, medytację. I wykopane do suszenia ziele szczeci, które urosło nie do końca w odpowiednim miejscu, ale pozwoliłam mu tam być. Pięknie i dostojnie zakwitło, ale nadszedł czas, by spełniło inne zadanie.

IMG_20180710_0824221
Szczeć wysiana jeszcze w innym miejscu. Zostawiona, aby się rozsiewała. Czasem skubię sobie z niej listki.

Nawet nie zauważyli, ile zrobiłam, bo zastali mnie przy kompie i kawie zbożowej, jak zawsze z rana… Tak, mama siedzi na blogu i nic nie robi. 😉

Kocham poranki.  Za tę ciszę, za chwile samotności, której potrzebuję jak tlenu do życia.

Wracając do domu, cieszyłam się z każdego miejsca, które mnie do niego przybliżało. Wysiadłam z samochodu, rozpakowałam się i usiadłam na fotelu na dworze. Potrzebowałam popatrzeć, nawdychać się. Nareszcie odpocząć. I utwierdzić się w przekonaniu, że mój ogród również zmierza wraz ze mną w dobrym kierunku. Pokazuje mnie samą i to, w jaki sposób podchodzę do życia.

Dzisiaj, w dobie techniki, internetu, gazet i standardów ogrodniczych, jakie tworzą media, bardzo ciężko jest mi znaleźć równowagę w tworzeniu ogrodu. Gdzie okiem nie sięgnąć tam widać dążenie do ideałów i do tych ogrodów, które media pokazują w TV czy gazetach. Mam niezły ubaw, kiedy oglądam czy czytam jak dbać o trawnik, jakich sprzętów używać do wyrywania chwastów z trawnika lub jak uzupełniać luki. Śmieszy mnie to, autentycznie. Mniszek, babka lancetowata czy perz. Po co to usuwać? Przecież to jest skarb. Co z tego, że poza trawą rośnie tam masa innych roślin? Wiosną specjalnie nie przycinam zbyt często trawnika, aby móc zbierać liście mniszka. Wyciskałam je na soki. Daje kopa, muszę przyznać, lepiej niż kawa. Szkoda, że taki czas jest praktycznie tylko wiosną, kiedy można go zbierać. Wielka szkoda. Mam takie miejsce, gdzie rośnie babka lancetowata. Jak zdążę, informuję męża aby tam nie kosił, bo chce zebrać listki. Czasem nie zdążę i skosi, ale ona ślicznie odrasta. Nie trafia mnie szlag, kiedy mój trawnik nie wygląda idealnie, albo z jakichś tam powodów nie przytnę go. Nic z nim nie robię, tylko koszę, czasem zgrabię czy podleję w upały. I wystarczy. Babka zwyczajna również jest cudowną roślinką. Nic tak nie leczyło obitych kolan moich dziewczyn, jak były małe. Żaden specyfik z apteki, tylko okrągłe listki babki.

Wiem, w jakim kierunku chcę iść, planując mój ogród. Nie dowiedziałam się tego ani podczas czytania gazety ogrodniczej, ani podczas programów TV, ani również na forach internetowych. Na nic zdało się obejrzenie setek ogrodów forumowiczów. Dopiero w ogrodzie mojej teściowej znalazłam wizję mojego własnego ogrodu. Dopiero tam zobaczyłam jaką drogą mam na pewno nie iść. Po powrocie do domu, popatrzyłam na swój ogród i odkryłam, że jest taki, jaki powinien być. Autentycznie byłam dumna, że jest taki nieidealny, z miejscami, z którymi niejeden ogrodnik by dziś walczył, kiedy ja to akceptuję. Najbardziej naturalny, na ile to możliwe. Jednak nie chodzi mi o taką naturalność, że niech rośnie sobie, co się tam samo wysieje, zielsko i chwasty, bez żadnego nakładu pracy, bez ładu i składu, a o taką pracę, która będzie tę naturalność pięknie pokazywać. Czyli sadzenie roślin bezproblemowych, dostosowanych do warunków i klimatu, w miarę gęsto i dopiero wtedy pozwolenie temu miejscu, aby żyło swoim życiem.

Mam już takie miejsce. Przy drodze, na skalniaku.

Wymagało to 6 lat pracy, sadzenia, pielenia, czekania aż wszystko urośnie, ale uważam, że warto.  Teraz ciężko jest tam wejść, aby wypielić. Wyrywam tylko z grubsza duże chwasty i tylko tam, gdzie mogę postawić nogę, aby nie podeptać roślin. Resztę zostawiam jak jest. Mąż twierdzi, że to miejsce jest najpiękniejsze w całym naszym ogrodzie, takie dziewicze i zabronił mi wprowadzać tam jakiekolwiek zmiany. Mam je zostawić w spokoju, niech żyje swoim życiem.

Naturalność, to dla mnie również zwykły polny kamień, poprzez który przełazi trawa. Takich obrzeży mam najwięcej w ogrodzie. Lubię kamień.

Mam też inne obrzeża, z odzysku, jednak z wielu już zrezygnowałam i jeszcze mam w planach wykopanie ich z jednej rabatki, gdzie mi przeszkadzają i są zbędne. Na pewno zostaną w warzywniaku i przy różach.

Nie mam równo wytyczonych dróżek, podjazdu z kostki, tylko zwykły piasek ze żwirkiem, który podczas deszczu przykleja się do butów i wnosi na taras. I jak już kiedyś wspomniałam, nie zamierzam tego zmieniać.IMG_20180710_082005

Tak, czasem na tarasie jest piach i pełno sierści psiej czy kociej. Mogę co prawda oddać zwierzaki do schroniska, wyłożyć ogród kostką i trzymać wszędzie idealny porządek, praktycznie bez nakładu pracy, ale PO CO? Kiedy ja jestem szczęśliwa ze zwierzakami, a brud mogę sprzątnąć. Mój dom, to także te zwierzaki i brud z nimi związany. Byłabym zapomniała… Jeszcze dzieci trzeba byłoby oddać do sierocińca, mężowi znaleźć inny dom, bo oni też są strasznymi bałaganiarzami. Te mokre i brudne łapki, które tak kocham, mimo że wchodzą do domu bez używania wycieraczki. Tak pojmuję szczęście, a nie jako idealną czystość i muzealny wręcz wygląd domu.  Właśnie tak, brudne ślady łapek na płytkach w kuchni, to jest oznaka szczęścia w domu, jak i pajączek w kącie. I ślady futra na kanapowej narzucie, którą trzeba co rusz prać. Zmniejszę ilość w pracy w ogrodzie, żeby mieć ten czas na sprzątanie domu po zwierzakach. To nic, że czasem tu i ówdzie znajdzie ktoś w nim chwasty. Dobrze, że tylko tu i ówdzie, a nie cały ich gąszcz.

IMG_20180710_082504
To jest mój zielnik, są w nim chwasty, owszem. I co z tego? Najważniejsze, aby utrzymać odpowiednie proporcje, czyli więcej właściwych roślin, mniej chwastów i będzie ok. Poza tym, te pozorne chwasty bywają małymi cudami. 🙂

Ogród nie może być całkiem zostawiony samemu sobie. Jakiś nakład pracy jest konieczny, jednak najważniejsze jest w tym wszystkim to, aby móc cieszyć się tym ogrodem, a nie pracować do ostatniego tchu, nie mając już siły na życie i cokolwiek innego.

Nie mam włókniny w ogrodzie. Korę stosuję tylko dla iglaków. Między roślinami wysypuję skoszoną trawę tam, gdzie rośliny nie zajęły jeszcze wszystkich wolnych miejsc, aby nie spędzać każdego czasu na pieleniu.

Stary rozlatujący się płot sąsiada zakryłam roślinkami, a nie tak modnymi dziś płotami lamelowymi.

IMG_20180710_082750

Chodzi mi o taką gęstość nasadzeń, abym nie musiała wszystkiego pielić. Aby ten chwast mniej rzucał się w oczy.

Na rabatce pod oknami za domem pielę z tych większych chwastów jedynie, nawet nie zruszam ziemi motyką, bo wszędzie jest sporo korzeni. Usuwam przekwitnięte kwiaty, przycinam. Ta rabata jeszcze wymaga dopracowania, ale również zaczyna już żyć swoim życiem, rzadko tam wchodzę. W przyszłości mam inne plany na to miejsce i być może zostanie zlikwidowana.

Właśnie w taki sposób wolę dążyć do zmniejszania nakładu pracy. Wiem już z czego powoli będę w miarę upływu lat rezygnować, aby nie okazało się, że zrobiłam wielki ogród, z którym w pewnym momencie życia nie dam sobie rady sama i który będzie mnie pożerał. Nie chcę „uszczęśliwić” tą pracą kogoś, dla kogo to szczęściem wcale nie będzie.

Nie oglądam już TV, ale z teściową oglądałam ostatnio „Rok w Ogrodzie”. Tam był pokazany modelowy wręcz ogród małżeństwa ok 50-60 lat. Zastanawia mnie fakt czy są świadomi tego, że po odejściu jednego z nich mogą w pojedynkę nie dać sobie rady z taką ilością pracy, jaką na siebie nałożyli dziś. Co ta kobieta zrobi z tym ogrodem, jeśli zostanie sama?

Ogród jest dla Ciebie czy Ty dla ogrodu? Jakże często widzę właśnie tę drugą opcję. Ktoś żyje dla ogrodu. Pochłania jego cały czas, pieniądze, zdrowie, życie. Rozbudowuje ogród, tworzy nowe rabatki, realizuje wciąż nowe pomysły. A potem przychodzi czas starości, zostaje sam i płacze, że nie daje rady z tak wielkim ogrodem. Dopiero wtedy pojawiają się pytania: „Co ja teraz mam zrobić?”.

Muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, abym sama tego błędu nie popełniła. Abym prawidłowo ustawiła własne priorytety i na końcu okazała się rozumnym ogrodnikiem. Przykładem są dla mnie nasze podlaskie wioski, z babciami na ławkach i zadbanymi ogródkami. Przycięta trawa, kwiatki, krzewy, drzewa. Wszystko bardzo skromnie, ale schludnie, tak po wiejsku i co najważniejsze, te babcie same dają sobie radę z całym tym kramem. Tylko takiej babci w żadnym programie ogrodniczym nie widziałam, ani takiego ogrodu.

Trzeba mierzyć siły na zamiary…


Aż pewnej nocy puściły lody,

Ogrodu serce mocniej zabiło,

Przyszłaś, nabrałaś źródlanej wody

I napoiłaś, a wszystko ożyło.

Daab – Ogrodu serce

Wkrótce minie 7 lat, jak zaczęłam ożywiać to miejsce. Pomyśleć, że zastałam tu zielsko do pasa.

Reklamy

3 odpowiedzi na “W moim ogrodzie, gdzie czas leniwy…”

  1. Intuicyjna permakultura 🙂 no pięknie, pięknie 🙂 ja uwielbiam takie miejsca, pozornie dziko rosnące, ale natura jest najlepszym ogrodnikiem i sama daje nam energetycznie znać, gdzie co sadzić, jak dbać i czego nie robić 🙂 ja tu widzę świetne połączenie na tym tle, czystą harmonię Twojej duszy z naturą 🙂 na tym polega właśnie pierwotna permakultura.

  2. Każdy ma swoją wizję ogrodu i najważniejsze by za nią podążać. Mi nie podobają się ogrody robione pod linijkę, ogród powinien zawierać cząstkę naszej duszy, tylko wtedy cieszy. Sam lubiłem rano wyjść z kawą na dwór, usiąść na ławce, wtedy kawa lepiej smakuje… Sprawdzałem w necie status Twojej paczki, jest na pewno w urzędzie pocztowym Kleszczele i czeka na odbiór, tylko dziwne że nie dostałaś awizo…

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.