Małe wielkie sprawy

Czy ja wierzę w cuda?

Kochani moi! Ostatnie dni były dla mnie trudne. Wylądowałam w szpitalu z podejrzeniem Kleszczowego Zapalenia Opon Mózgowych. Tuż po pogrzebie teścia. Teraz czekam na wynik badania w domu. Wszystkie doświadczenia zdobyte ostatnio, mimo trudności, są dla mnie niezwykle cenne. Uzmysłowiły mi, że cuda się zdarzają. Doświadczyłam ich już wielu, tylko byłam zwyczajnie ślepa. Nie dostrzegałam ich.

Człowiek pod pojęciem cudu rozumie rzeczy wielkie, coś czego nie jest w stanie rozumem ogarnąć, rzeczy niewyobrażalne. Nie widzi tych małych rzeczy, takich zwyczajnych, które nie przychodzą z rozmachem i wielkością, tylko w ciszy, niezauważenie czasem.

Czasem bywa tak, że człowiek modli się, śpiewa mantry i prosi, czekając na ten cud. Czekając na coś, co by chciał, aby się wydarzyło. Ma jakieś tam swoje oczekiwania. Jednak, wszystko to, co ma się wydarzyć, to się wydarzy. Tylko nasz stan świadomości pozwoli nam wyjść z tego zwycięsko. Jeśli mamy spaść z drzewa czy drabiny, to spadniemy. Jeśli ma być wypadek, to do niego dojdzie. Jeśli mam zachorować, to zachoruję. Tylko to, co będzie dalej, jak to zniesiemy i czy wyjdziemy z tego zwycięsko, zależy już od nas. W tym popełniamy błąd, że czekamy na cud, oczekując czegoś konkretnego. Oczekując zmiany. Czyli nie ma w nas zgody na to, co może być. Na to, co jest. A najpiękniejsze cuda dzieją się tylko wtedy, kiedy właściwie rozumiemy słowo AKCEPTACJA.

Czy pobyt w szpitalu może być miły? No cóż, nawet tam można zdobyć cenne doświadczenia. Nawet tam może być fajnie. Wszystko dzięki poznanym tam ludziom. Dzięki  Ordynator Oddziału Zakaźnego w Hajnówce. Niezwykle ciepła kobieta, która swój zawód wykonuje z pasją. Miałam okazję z nią rozmawiać i ze łzami w oczach ją uściskać. Jestem tak bardzo wdzięczna za tych wszystkich ludzi, którzy pojawiają się w moim życiu. Za moje współlokatorki z sali, z którymi przyjemnie było mi spędzać czas. Za pielęgniarkę, która przyniosła mi kopytka. Za każdą wartościową rozmowę. Za każdą chwilę dla siebie, spędzoną na medytacji.

Nie mogę wyjść z tego zadziwienia życiem. Z tego, co sobie właśnie uświadomiłam. Z tego, ile tych cudów w życiu już doświadczyłam i nawet ich nie zauważyłam.

Pierwszym cudem są moje marzenia, które się spełniły. Te największe, najskrytsze, o których nigdy nie wspominałam, nie mówiłam. Wypowiedziałam je na głos, dopiero wtedy, kiedy zrozumiałam, że się spełniły. Drugim cudem są ludzie, których spotykam. Właściwi ludzie, we właściwym miejscu i czasie. Ci niewłaściwi znikają z mojego życia, również jakimś cudem. Niektórzy nawet nie mają okazji dobrze w moim życiu zagościć a już ich nie ma. I wtedy wiem, że tak będzie lepiej dla mnie. Chociaż cieszę się nawet z tej krótkiej chwili, bo każdy człowiek mnie czegoś uczy. Każdy…

Kolejnym cudem jest moje miejsce na ziemi. Jakimś cudem je znalazłam, nie szukając. Drugim cudem kupiłam, a trzecim cudem się cieszę. Do dziś nie rozumiem jak to się stało. Jakby coś działo się poza mną, samo się układało. Bez mojego udziału. Ja tylko powiedziałam TAK.

Mój ogród, moje kwiaty, drzewa. Kocham to miejsce.

 

Natura jest najpiękniejszym cudem. Tak samo cisza i spokój w sercu. Od niej powinniśmy uczyć się jak znosić przeciwności losu. Z jaką ciszą i spokojem znosi huragany, tornada czy wszelkie inne tragedie. Jak trwa w tej ciszy, kiedy wokół widać jedynie obraz nędzy i rozpaczy. Na miejsce starych, połamanych drzew rosną nowe. Budzi się nowe życie.

Wszystkie moje cuda, te większe i te całkiem małe, co wydarzają się każdego dnia, dzieją się wtedy, kiedy mówię TAK; życiu, napotkanym ludziom, sytuacjom, zdarzeniom czy nawet problemom. Nawet śmierci… I to już jest cud sam w sobie.

Przewidziałam swoją chorobę. Wiedziałam, że coś się wydarzy.  Zawsze wiem… Nie wiem tylko co. Powiedziałam temu to magiczne TAK. Dawna Anitka nie wyszła by przez najbliższe dni z domu, zamykając się na cztery spusty. Wsiadłam ze spokojem do samochodu i przemierzyłam nim może nawet 300km, jadąc do Otwocka po akt zgonu. Miałam tę świadomość, że równie dobrze mogę zginąć w wypadku. Ten spokój był szokiem nawet dla mnie samej. Okazało się, że jednak chodzi o chorobę. Już przed pogrzebem źle się czułam, jak i na samym pogrzebie. Wytrzymałam na lekach, pogorszyło się dopiero następnego dnia. W szpitalu spotkałam fajnych ludzi. Począwszy od pielęgniarek, po współlokatorki. Widziałam ciepły uśmiech na twarzy, nawet od tej pielęgniarki, która określana była jako wredna. Zawsze znajduję właściwych ludzi we właściwym miejscu i czasie.

Tak, drugi człowiek to cud i tak go trzeba postrzegać. I nawet zagorzali twardziele zaczynają mięknąć pod wpływem twojego TAK. Kiedy ty się zmieniasz, zmienia się otoczenie. Zmieniają się ludzie. Powoli, czasem ledwo dostrzegalnie, ale jeśli patrzysz uważnie, dostrzeżesz nawet najmniejszą zmianę.

Kropla drąży skałę…

A tak naprawdę nie robisz nic. Tylko się do nich uśmiechasz, wypowiadając w głębi siebie to magiczne słowo. W zamian dostajesz też uśmiech. I to jest dopiero cud, nie wygrana w Lotto.

Te małe rzeczy, uważane często przez nas za nieistotne, tworzą prawdziwą wielkość. One są tym sensem. One stanowią istotę każdego cudu.  Nie cudowne zmartwychwstanie czy uzdrowienie a przejście przez chorobę. Nie wielka wygrana i kasa na koncie, a uśmiech duszy (nie grymas twarzy, tylko prawdziwa radość w sercu) i mówienie życiu TAK. Te zwykłe małe wielkie rzeczy.

Nie, nie wierzę w cuda. Nie muszę wierzyć. Widzę je. Nareszcie… One się dzieją. Każdego dnia… W tych małych wielkich sprawach, małych wielkich rzeczach. Zupełnie niepozornych, cichych. W chwilach, które nie krzyczą, nie biją po oczach. W tym spokoju. W tej zgodzie na rzeczywistość.

 

Reklamy

5 odpowiedzi na “Małe wielkie sprawy”

  1. Wierzę w cuda, one naprawdę się zdarzają, tylko czasem trzeba im pomóc, choćby pozytywnym myśleniem, nastawieniem (i ja to piszę! 🙂 ) Całe nasze życie to jeden wielki cud, na który składa się wiele mniejszych cudów. Czasem przechodzimy nawet ich nie dostrzegając, a szkoda…. Zresztą pod tym względem sam nie jestem święty. A Tobie życzę byś szybko wróciła do zdrowia. Miłego dnia.

      1. Miejmy nadzieję, że problemy zdrowotne masz już za sobą… DBAJ O SIEBIE! Wystarczy że ja jestem durniem który olewa zdrowie!!!

  2. Tak, czasem buntuję się przeciw wydarzeniom. Nie ma we mnie zgody, buntuję się, kłócę z życiem. Dzięki Twoim wpisom właśnie wciąż na nowo dociera do mnie przesłanie – odpuść, poddaj się, nie walcz nie szarp się.
    Pozdrawiam.

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.