O rodzicielstwie

Być dla swoich dzieci takimi rodzicami, jakich samo chciałoby się mieć? Czy to wystarczy? Nie wiem. Różnie w życiu bywa. Być może są tacy, co marzą tylko o tym, by rodzice się od niego jedynie odczepili i dali mu święty spokój. Jednak mi takie podejście bardzo pomaga. To jest dokładnie to, co od lat robię i co czuję. To, czego sama nie dostałam, bardzo pomogło mi w wychowywaniu moich własnych dzieci.

Nie miałam wyobrażeń, nie robiłam im własnych planów na ich życie. Od samego początku pozwalałam im dokonywać wyborów, uczyć odpowiedzialności i samodzielnego myślenia. Czasem ta nauka samodzielnego myślenia, to własne zdanie naszych pociech, wychodziło nam bokiem, ale w głębi serca wiedziałam, że tak musi być, że nie ma innej drogi. Bo tutaj nie ma miejsca na moje pobożne życzenia. To jest odrębny człowiek, który musi odnaleźć samego siebie, a ja mogę go tylko w tym wesprzeć. Najbardziej świadomie i najbardziej mądrze, jak tylko potrafię.

Każdy problem z dzieckiem staramy się rozwiązywać nie groźbą, nakazem czy zakazem, lecz pytaniami, które pomogą mu w samodzielnym jego rozwiązaniu. Co zamierzasz z tym zrobić? Jakie kroki zamierzasz przedsięwziąć? Czy jesteś zadowolona ze swoich ocen? Nigdy nie zrobiliśmy dziecku awantury o złe oceny. Żadne z dzieci nie bało się naszego powrotu z wywiadówki. Żadne nie bało się powiedzieć o ocenie niedostatecznej. Nie zawsze jesteśmy zadowoleni z tego, co się dowiadujemy i co widzimy, czemu dajemy wyraz, jednak nigdy nie groźbą. Czy jesteś zadowolona z tego, co widzisz? Jeśli masz problem, to poproś nas o pomoc. Czasem taka praca wymaga czasu, ale dajemy go dziecku tyle, ile potrzebuje. Wychodzę z założenia, że czasem trzeba ten czas dać także na błędy/lekcje. Może szybciej byłoby poradzić sobie po żołniersku, oznajmić dziecku, że ma zrobić to i to w taki sposób, najlepiej natychmiast, bo jak nie, to… [I tu konsekwencje]. Bardzo często odnosi to skutek, bo dziecko nauczy się karności. Wolę jednak, jeśli dziecko samo zrozumie, że musi mniej siedzieć przy komputerze a więcej nad lekcjami. Wolę, jeśli to nie strach będzie motorem działań, ale zrozumienie. Jeśli mimo ostrzeżeń typu „Uważaj, kamień”, mimo wszystko postanawia się koniecznie potknąć, uznając, że mama przesadza, to pozostaje mi tylko powiedzieć „Ok”, pomagając córce wstać i opatrując rozbite kolano. Jeśli koniecznie musi jakąś lekcję odebrać osobiście, to mogę tylko czujnie stać z boku i w każdej chwili jej pomagać. Nie zawsze wszystko dociera. Nie zawsze dziecko pozwala sobie pomóc. Jednak zdaję sobie sprawę, że to jest człowiek, nie marionetka.

Jedna córka jest już dorosła, ale tak naprawdę nigdy nie dawałam jej wytycznych, o której powinna wracać do domu. Prosiłam tylko, aby nas informowała i dawała znać, że wszystko w porządku. Sama wracała na czas, o przyzwoitej porze. Nigdy nie wyznaczałam dziewczynom granic. Nie zdarzyło się, by kiedykolwiek wykorzystały ich brak. Nie przypominam sobie, by którejś nadmiar wolności odbił się czkawką czy czymś gorszym. Nam tym bardziej. Cokolwiek by nie było, zawsze mogą na mnie liczyć. Nie wszystko musi mi się podobać. Mogę mieć inne zdanie, jednak to nie może przeszkodzić mi kochać, szanować i pomagać. One muszą wiedzieć, że bez względu na wszystko mogą na rodziców liczyć. Przy czym, pomoc ma być pomocą a nie spełnianiem życzeń.

Pamiętam swoje zdjęcie w jakiejś skrzynce na podwórku. Nie umiałam jeszcze chodzić. Zapytałam się mamy, co tam robiłam w tej skrzynce, wielkości jakby tej po piwie. Babcia wychodziła do pracy, mama jeszcze nie wróciła, więc czasem musiałam siedzieć sama i dwie godziny. Babcia mnie usypiała i zostawiała z zabawkami. Jak się obudziłam, grzecznie się bawiłam aż do powrotu mamy. Nie sprawiałam żadnych problemów. Co groziłoby mi dziś, gdybym zostawiała niemowlę samo w domu? Nie chcę nawet o tym myśleć. Tamte czasy były inne. Doświadczenia z dzieciństwa sprawiły, że życiowe cele praktycznie ustawiły się same – być dla moich dzieci, słuchać, wspierać i rozmawiać – to czego sama nie dostałam. Słuchać, jeśli nawet jest niespotykaną gadułą, która lubi podkreślać własne zdanie na każdym kroku. 😉 Kochać, nawet wtedy, kiedy bywa to dla innych męczące czy irytujące. Pozwalać im na odkrywanie tego świata i siebie samych. A jest to coś, czego ja w dzieciństwie nie poznałam, odkrywając jedynie coraz to nowsze tajniki strachu.

Nie jestem idealną matką. Zapewne wiele błędów gdzieś po drodze popełniłam i pewnie jeszcze popełnię. Moje dzieci również. Jednak nigdy nie miałam takich aspiracji, by być matką idealną. Ani takich, by mieć idealne dzieci. Nie ma w moim słowniku takiego słowa jak „ideał”.

Znam moje dziewczyny jak nikt inny. Wiem, jakie mają zalety i jakie wady. Jednak żadnej z nich nie zmieniłabym ani na jotę. Nigdy takich zapędów nie miałam i mam nadzieję, że moją akceptację zawsze wewnętrznie czują. Przyjmuję je takimi, jakimi są. I kocham bezgranicznie.

Jak wszystko w życiu, tak i to podejście obarczone jest pewnym ryzykiem. Bywa też tak, że czasem chcemy dzieciom nieba przychylić i dajemy im to, czego sami nie mieliśmy. Nam wiecznie brakowało pieniędzy, więc dbamy, by dzieci miały lepiej. Dajemy mu tę rybę, zamiast wędki. Nie, nie o takie dawanie mi chodzi.

Razem z bratem nigdy nie byliśmy traktowani po równo. Chory brat zawsze był ważniejszy. Wszystko kręciło się wokół niego. Ja byłam tą „normalną”, która poradzi sobie świetnie sama. I tak w sumie było. Radziłam sobie, jak umiałam najlepiej. Nie było wyjścia.

Moje dziewczyny nie są już dziećmi. Jedna zdaje w tym roku maturę i zaczęła pracować. Pierwsza prawdziwa praca przez 12h na nogach. Samodzielne dojazdy do pracy. To dla mnie jest chyba większym stresem niż dla niej. Moja córeczka mi dorosła… Wsiada w samochód i odjeżdża. Tak po prostu.  Kurcze, jeszcze nie mogę w to uwierzyć. Niedawno były takie malutkie, uczepione mamusinej nogawki, a dziś idą coraz bardziej samodzielnie przez życie.

Wzięło mnie na wspomnienia. Łezka się kręci w oku, gdy patrzę na stare zdjęcia. Na moje maluchy… Na te blond loczki, na cechy charakterystyczne dla każdej z nich, poważny wzrok jednej i zawsze uśmiech na twarzy drugiej. Przypominam sobie zachowania, powiedzenia. Czasem tak bym chciała, by przybiegły mi na kolana i przytuliły się, jak wtedy.

Chciałabym te malutkie łapki jeszcze raz wycałować, tymczasem rzeczywistość jest nieco inna.

Tu trzeba puścić te ręce i pozwolić dzieciom iść ich własnymi drogami. I starać się zachować w tym wszystkim spokój…

 

Reklamy

6 odpowiedzi na “O rodzicielstwie”

  1. Co prawda mam swoje wyobrażenia jakim rodzicem chciałbym być (zupełnie innym niż mój ojciec) ale o samym rodzicielstwie wiem niewiele…albo raczej nic… Ale myślę że największym sukcesem rodzica jest wychować dzieci na dobrych ludzi… Ale tego o czym piszesz tak naprawdę nie zrozumiem puki sam rodzicem nie zostanę, czyli raczej nigdy… Fajne Cię znów czytać.

    1. ,,Ale myślę że największym sukcesem rodzica jest wychować dzieci na dobrych ludzi…”

      Pięknie i zwięźle powiedziane Stasiu. Z tekstem postu również się całkowicie zgodzę. Choć matką jeszcze nie jestem, więc potraktuję go jako poradnik… 😉

      Moi rodzice byli w pewnym stopniu właśnie takimi rodzicami – z ogromną wiarą we mnie i zaufaniem, pozwalali mi rozwijać skrzydła. I choć mam im kilka spraw za złe, to ogólnym spojrzeniu jestem im wdzięczna za to na jakiego człowieka mnie wychowali.

      1. Ja też rodzicem nie jestem, ale jakieś tam wyobrażenie tego, jak chciałbym wychowywać dziecko mam.. Na pewno nie chciał bym żeby moje dziecko się we mnie wdało 🙂 Miłego dnia życzę i pozdrawiam serdecznie 🙂

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.