Wybaczanie

Jedna z pierwszych i najważniejszych życiowych lekcji, jaką dostałam do przerobienia. Wybaczyć tym, którzy mnie skrzywdzili. Lekcja, która przewijała się dość często w moim życiu. Wybaczaj – powtarzano…

Pracowałam nad wybaczaniem wiele lat. Te doświadczenia siedziały we mnie i siedziały. Myślałam, że coś robię źle, skoro różne procesy wybaczania nie skutkują. To wciąż siedzi. Stosunkowo niedawno zrozumiałam, że nie mam nic nikomu do wybaczenia, ponieważ nigdy nikogo nie potępiłam. Myślałam, że jeśli ktoś mnie krzywdzi, to trzeba wybaczyć. Tak, jeśli potępiasz, oceniasz.

To nie znaczy, że nie boli kiedy zadają ci ból, zwłaszcza fizyczny. Boli i dusza, i ciało. Boli wszystko, dopóki tego nie przerobisz, nie przepracujesz. I nie chodzi wtedy o innych, tylko o nas. O mnie, proste… Bez sensu jest skupiać się na innych, skoro problem leży we mnie, w moim własnym poczuciu własnej wartości, które mocno kulało. Inni niech sami nad sobą pracują. I ja właśnie skupiałam się tylko na sobie, nie na tych, którzy mi zadali ból. Jednak wiem, że może czasem najprościej jest obwinić za coś innych, obrazić się i dusić w sobie żal czy nienawiść za doznane krzywdy. Niektórzy dla odmiany potrafią obwiniać siebie, zamiast innych, jednak to też żadne wyjście z sytuacji. Tutaj rzeczywiście wybaczenie jest koniecznością. Potępiłeś? Wybacz. Innym i sobie. Tak będzie lepiej dla ciebie.

To, co siedzi we mnie, siedzieć będzie. Wcale nie muszę o tym zapominać, wymazywać z pamięci. To nie o to chodzi. Bardzo dobrze, że pamiętam. Tak powinno być. Każde doświadczenie jest we mnie zapisane jak w książce. To moja lekcja, przepracowana, wykonana. Niektóre są odłożone już na bok, ale w dalszym ciągu są moje. W każdej chwili mogę po nie sięgnąć. Trudne doświadczenia czy ból są moimi lekcjami, przerabiam je na coś pozytywnego, na coś, co stanowi wartość samą w sobie i dopiero wtedy zapisuję w mojej księdze, czyli sercu. Wtedy już nic nie boli. Moje wnętrze jest jak filiżanka. Dbam o to, by się nie przelewało, ale i o to, by byle czego do niej nie wlewać. Bo to nie jest śmietnik… Nie ma tu miejsca na urazy, żale, pretensje. Przerabiam i one znikają, zmieniają się. Praca nad sobą, to nic innego jak przerabianie, sprzątanie, porządkowanie, zapisywanie i opróżnianie tej filiżanki, by można było zobaczyć jej dno, czyli spojrzeć w głąb siebie. To, co za każdym razem robię tutaj. Jak zasyfisz siebie, to nic nie dojrzysz. Tylko syf…

Tak zaczynała się każda praca nad sobą. Od każdego problemu, każdej krzywdy. Rozbierałam moje własne emocje na części i wnikałam głęboko.

Hmmm… Tylko dlaczego nigdy nie usłyszałam, aby nie potępiać? Przecież to takie proste… Nie potępiaj, nie będziesz musiał wybaczać. Jeśli coś wybaczyłam, to znaczy, że kogoś potępiłam.

Zapomnij o wybaczaniu, nie potępiaj. Nie oceniaj. Bo potępiasz i oceniasz zwłaszcza siebie… Robisz krzywdę jedynie sobie. Siebie zatruwasz. Zasiewaj w sobie tylko wartościowe rzeczy. Bo co zasiejesz, to zbierzesz. Nie siej lęku, złości, nienawiści, potępienia.

Proces wybaczania zakończył się wtedy, kiedy zrozumiałam, że drugi człowiek jest tylko naszym lustrem. Dopiero wtedy te puzzle ułożyły się w całość.

Zdarzyło ci się potępić kogoś? Masz żal, pretensje do kogoś? Czujesz niechęć, urazę? Może nieświadomie kogoś unikasz, nie lubisz? To znaczy, że osądzasz. A jeśli osądzasz, to nie rozumiesz.  Warto mieć świadomość, że to uderza tylko w ciebie. Ty jesteś nadawcą i adresatem swoich emocji. One ciebie ranią najbardziej, choć tego nie widzisz. Warto wtedy robić wszystko, by zrozumieć. Warto starać się nie oceniać, nie osądzać, tylko obserwować. Warto stanąć z boku, wyjść poza dobro i zło.

Kiedy pracowałam nad własnymi emocjami, starałam się wyciągać z każdego doświadczenia jakąś lekcję, przekuć to na coś pozytywnego. Na coś, co przyniesie korzyści, co mnie zbuduje, podniesie na duchu, poprawi moją świadomość. Coś, co mnie rozwinie. I takim sposobem, zamiast wybaczać, skupiałam się na….DZIĘKOWANIU. Byłam, jestem i mam nadzieję, że będę wdzięczna za wszystko, co przeżyłam trudnego. Nie raz płakałam, wyrywałam sobie włosy z głowy, obgryzałam pazury do krwi, załamywałam się, upadałam, ale nigdy nie miałam do nikogo pretensji. Nie marnowałam energii na coś, co by mnie niszczyło. I zapewne to pomogło mi stać się dziś tym, kim jestem. To sprawiło, że któraś z bram się przede mną nie zamknęła i drzwi czekały otwarte, aż będę gotowa je przejść. Bardzo się cieszę, że mi się udało. Takie chwile sprawiają, że gdybym jutro miała umrzeć, odeszłabym z uśmiechem w sercu. Każdy człowiek, który był moją lekcją, w moim sercu był, jest i będzie. Nigdy nikogo z niego nie wyrzuciłam. Każdego uśmiechem przywitam. Może nawet łzami radości. Nawet tych, przez których płakałam i którzy zadali tylko ból. Wszystkich chciałabym dziś móc uściskać. Każdemu chciałabym pomóc wyjść z tego kręgu nieszczęścia, w którym tkwią. Ile bym dała, by móc z nimi porozmawiać…

Nie warto żywić urazy do nikogo. Nie warto dźwigać tego brzemienia. Kiedy to brzemię zrzucimy, dusza staje się tak lekka, taka cicha, spokojna. Nie warto zatruwać czy zaśmiecać własnej duszy.

Nie potrafię zrozumieć, czemu niektórzy tak wytrwale pielęgnują swój żal i złość. Nie rozumiem, czemu osądzają i obwiniają innych, podczas gdy przyczyna tkwi w nich samych. Nie rozumiem czemu obrażają się na siebie, z głupich czasem powodów. Nie ma dla mnie takich powodów, aby krzywdzić samych siebie. Czemu są tak zacietrzewieni w tej swojej ślepocie. Mówią, że chcieliby coś zmienić, ale nie wiedzą jak, choć czasem rozwiązania dostają pod sam nos. I nie widzą tych wskazówek. Być może wolą tę złość, bo nigdy nie zaznali spokoju. Nie poczuli jej smaku. Gdyby tylko choć raz poczuli ten spokój, tę cudowną ciszę, zrobiliby wszystko, by jej nie utracić. Jeśli w czyjejś duszy wciąż jest lęk przed ludźmi, żal, nienawiść, obwinianie innych, pretensje czy poczucie krzywdy, to znaczy, że tego spokoju nigdy ona nie zaznała. Raz poczuć to i spojrzenie na życie zmienia się bezpowrotnie. Tego nie da się wymazać, zapomnieć. Nie da się już odzobaczyć tego, co się zobaczyło. To zostaje… Czy tego chcesz, czy nie… Niezapomniane przeżycie, które trudno opisać. Wszystko się zmienia; świat, ludzie, nawet przeszłość. Powoli i systematycznie odpadają schematy, filtry. Wszystko to, co zasłaniało nam właściwy widok. I to, co widzimy w pierwszej chwili zapiera nam dech w piersi, by zaraz potem wziąć bardzo głęboki oddech. I ten oddech jest głębszy, niż kiedykolwiek w życiu. Zaczynamy odkrywać wszystkie plusy takiego oddychania. Chcemy więcej… Chcemy więcej czuć tego spokoju, więcej widzieć, głębiej oddychać. Tak właśnie rodzi się w nas medytacja… Jedna zmiana powoduje drugą zmianę. Jest jak domino. Już nie ma odwrotu.

Tylko raz to poczuj… Tylko raz… Tylko raz zrób coś inaczej niż zwykle, a domino się potoczy. Zmiana za zmianą… Powoli, w swoim czasie, bez pośpiechu.

I dojdziesz do tego momentu, że wybaczanie nie będzie ci do niczego potrzebne.

Reklamy

19 odpowiedzi na “Wybaczanie”

  1. Ocenianie to nic innego jak podświadoma chęć przekształcenia rzeczywistości (ludzi) do naszych oczekiwań i potrzeb. Oceniamy tak naprawdę to, czego nam brakuje, przeszkadza, uwiera. Akceptujemy to, przyzwyczajamy się, przestajemy oceniać. Spływa.

    1. Słowa bywają trudne, kiedy są niepoukładane, nieprzepracowane. Kiedy przychodzi zrozumienie, kiedy coś sobie przepracujesz, trudności znikają. Owocnej pracy. Alis.

  2. Mówią że wybaczanie przynosi ulgę…Temu który wybacza, bo podejrzewam, że większość tych którzy nam zawinili ma gdzieś czy im wybaczamy… Ja wybaczać nie umiem ,przyznaję to z żalem, ale wybaczenie wymaga siły, której mi brak. 3 lata temu zostałem oszukany przez pracodawcę na 1200złotych, mimo że zapierdzielałem na 300% i mimo upływu czasu nadal to mocno we mnie siedzi… O tym panu za którego wyszła moja siostra już nawet nie wspomnę, bo tej gnidzie było by co wybaczać… Niestety łaska wybaczania nie była mi dana, a wybaczanie komuś kto ma w d…e czy mu wybaczaliśmy czy nie wydaje mi się bezsensowne… Poza tym poczucie krzywdy i tak w człowieku będzie siedzieć… Od wybaczania jest Bóg, my jesteśmy od zbierania w dupę od złych ludzi i życia…

  3. Swoją drogą, już nie pierwszy raz zazdroszczę Ci podejścia… Może to Twoja mądrość życiowa… Nie wiem, ja tak nie umiem, nie chcę nosić w sobie nienawiści, uraz, ale nie noszę ich przecież ze swojej winy… Choć nienawiść jest chorobą duszy…Ciężarem…

    1. Stasiu, ubawiłam się. 🙂 Całe szczęście nie muszę w ogóle myśleć na temat zamiany. Mogę dzielić się z innymi, bez żadnego uszczerbku dla samej siebie.

      1. Inna sprawa że ze mną na pewno byś się nie zamieniła 🙂 🙂 Cieszę się że dałem Ci powód do uśmiechu 🙂 A jeszcze bardziej że dzielisz się mądrością i wiedzą z innymi.

  4. Anito, pozytywnie zazdroszczę Ci umiejętności wybaczania… jest jedna osoba na tym świecie, której nie umiem wybaczyć i nie wybaczę – wiem to na pewno… tak bardzo skrzywdziła mnie i moją rodzinę, że nie umiem tego nazwać… pozbawiła nas tego co było dla nas najcenniejsze (żadne rzeczy materialne), pozbawiła nas życia, którego nigdy już nie zaznamy… nawet jeśli wrócimy do punktu wyjścia, nie będzie już tak samo… zapytasz dlaczego to zrobiła? bo sama to straciła i nie mogła się pogodzić, że mam to ja… właśnie dlatego ilekroć czytam o tym, że trzeba wybaczać, to… Anito, moje dłonie zaciskają się w pięści… wstydzę się tej nienawiści, bardzo się wstydzę, ale to uczucie, którego nie potrafię okiełznać…

    1. Czy wiesz, że czego nie wybaczysz innym, najbardziej nie wybaczasz sobie samej? Że brak tego wybaczenia uderza najbardziej w Ciebie? Wiesz, że jedyną osobą, która potrzebuje tego wybaczenia jesteś Ty sama? Potępiając innych, tak naprawdę potępiamy siebie. Wybaczając innym, wybaczamy sobie. Warto przerobić te lekcje, póki jeszcze mamy taką możliwość.

      1. Anito, wybacz mi, ale ja tego nie pojmuję… nie pojmuję co mam wybaczyć sobie? to, że pozwoliłam się skrzywdzić, że uwierzyłam tej osobie? chciałabym to zrozumieć, ale nie umiem

        1. Kurcze, nie wiem czy będę umiała wyjaśnić to lepiej niż do tej pory.
          Jeśli nie umiesz wybaczyć komuś, to nie pozwalasz zagoić się swoim ranom. Wciąż je jątrzysz i sama siebie niszczysz. Jeśli nie umiesz wybaczyć innym, to sobie też nie umiesz. Czego? To musisz sama odkryć. Potraktuj tę osobę jak lustro, które może powiedzieć Ci coś o Tobie samej. Wszystko, czego nie wybaczasz, truje Ciebie. To ta wspomniana zasada lustra. Wraca do Ciebie i uderza. Im bardziej walczysz, stawiasz opor, potepiasz kogoś, tym bardziej wzmacniasz to, z czym walczysz i co potępiasz. I możesz nie być świadoma tego, czego sama sobie dotąd nie wybaczyłaś a co tego wymaga. Co to jest, tego ja już Ci nie powiem. Nie da się tego przepracować w komentarzu.

          Poza tym, aby coś zmienić, trzeba tego chcieć. Z Twoich słów wynika, że Ty tak naprawdę nie chcesz. Nie chcesz wybaczyć. Nie chcesz więc też zrozumieć. Jak więc mam Ci wytłumaczyć? To jest trudne.
          Wybaczenie, to krok do przodu i życie w chwili obecnej, jego brak, to zatrzymanie się w przeszłości i brak możliwości wyjścia. Wybór jest tylko Twój. Nic jednak nie poradzę, jeśli ktoś nie zechce i wie, że na pewno nie wybaczy.

  5. Anitko, z natury jestem osobą, która stara się rozumieć wszystko, tłumaczyć największe błędy ludzi, więc chyba też wybaczać im… jednak w tym jednym jedynym w moim życiu przypadku nie umiem tej kobiety zrozumieć – rozumiem, że to co ją spotkało było dla niej ogromną stratą, domyślam się co czuła i pewnie czuje, ale nie jestem w stanie zrozumieć moim umysłem (może zbyt płytkim) dlaczego zrobiła to drugiej osobie? nigdy nie rozumiałam zemsty, nie zrobiłabym nigdy świadomie komuś tego, co mnie bardzo bolało, ale ona robiła to z pełną premedytacją a potem jeszcze swoje błędy związane z wychowywaniem dzieci, traktowaniem męża zrzuciła na mnie, ufajdała mnie w łajnie swoich postępków i tak mnie przedstawiała w oczach ludzi, którzy w obcym kraju mnie nie znali… a ponieważ uchodziła za tą „biedną i nieszczęśliwą” większość jej uwierzyła… ci ludzie pewnie nigdy mnie na oczy nie widzieli i nie zamienili ze mną ani jednego zdania, ale już wiedzieli od niej kim jestem – wszystkie swoje grzechy przypisała mnie nazywając mnie wyrodną matką, żoną… czy to był jej sposób na oczyszczenie się? kim trzeba być żeby robić takie rzeczy? czy to oznaka zła czy nieszczęście? mam nienawidzić czy współczuć? widziałam zachowania tej kobiety – całe dni potrafiła leżeć nieruchomo w łóżku, albo miała napady euforii albo nie mówiła nic i była nieobecna… dla mnie to był oczywisty dowód na to, że coś jej jest – coś się z nią dzieje, ale jej dzieci – może przez to co im zafundowała w dzieciństwie – mówiły mi, żeby nie zwracać uwagi, bo zawsze taka była… chciałabym mieć siłę zamknąć te drzwi w mojej pamięci…

    1. Widzisz, tu wcale nie chodzi o to, abyś zamknęła te drzwi. Ty masz to pamiętać. To są Twoje lekcje. One są po to, abyś pamiętała. W którymś tekście już poruszałam kwestie tych drzwi i pamięci. Nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Nie trzeba zamykać żadnych drzwi. Niech będą otwarte. Masz pamiętać, tylko bez bólu i oceniania. Jeśli przestaje boleć, to znaczy, że zrozumiałaś i wybaczyłaś. I że przestałaś też oceniać.
      Poza tym, widzę, że za dużo myślisz o tej osobie, zamiast o sobie. Nie masz tłumaczyć błędów innych ludzi. Nie zaczynaj również od zrozumienia innych. Najpierw zrozum siebie. Zajmij się sobą, tę osobę zostaw w spokoju. Przestań oceniać jej czyny i zachowanie. Ty jesteś tą, nad którą masz pracować. Zajrzyj w siebie, nie w nią. Dopóki nie zrozumiesz samej siebie, nie zrozumiesz też nikogo innego.
      I powtórzę to kolejny już raz, nie piszę tego wszystkiego czytając o tym gdzieś w książce. Mam swoje własne trudne doświadczenia i przeżycia. Niektóre bardzo trudne. Nigdy o nich nie zapomnę. W taki sposób nad nimi sama pracowałam. Tak, jak piszę.

      1. Anitko, dziękuję Ci bardzo za te słowa. Bardzo cenię i szanuję to co piszesz. Spróbuję zajrzeć w siebie i zrozumieć. Nie wiem czy jestem gotowa, bo nadal boli bardzo. Spróbuję…

  6. Anito, dziękuję. Wybaczanie mam przerobione. Wszystko rozumiem – niby:) Czasem jednak przychodzi stan dryfowania i dobrze gdy ktoś wtedy przypomni od czego trzeba zacząć aby płynąć dalej. Pozdrawiam cieplutko

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.