O tym, czego ból nas może nauczyć…

Ostatni czas był dla mnie bardzo trudny. Znów nasiliły się problemy, które mam od kilku lat. Nie bardzo wiedziałam, do którego lekarza udać się z bólem, ponieważ większość z nich nie miała pojęcia co mi dolega. Chodziłam i prywatnie, i na NFZ. Przepisywano mi nawet antybiotyki, tylko na co nie wiem i chyba sami lekarze tego nie wiedzieli. Bo kiedy badanie USG nie wykazuje stanu zapalnego jajników, ani żadnych odchyleń, ale lekarz wdraża antybiotyki, to chyba coś jest nie tak. A ja, wtedy jeszcze bez żadnego doświadczenia, ufałam im, że wiedzą co robią. Leczono same objawy. Raz lepiej, raz gorzej, czasem kompletnie nieskutecznie. Taka widać Pani uroda – słyszałam. To właśnie słyszą ludzie od lekarzy, którzy nie mają wystarczającej wiedzy. Poszłam do prywatnej kliniki, do lekarza mającego najlepsze opinie w internecie. Kiedyś już tam byłam, robiono mi mały zabieg, całkowicie refundowany. Tym razem dowiedziałam się, co mi może dolegać.

Endometrioza – padła diagnoza. Ciężka, przewlekła i bolesna choroba, trudna do zdiagnozowania. Najwidoczniej wielu lekarzy nie ma na ten temat wystarczającej wiedzy. Pobrano mi krew na badania, w tym na marker nowotworowy. O wynikach dowiedziałam się przez telefon, że marker jest podwyższony i że podczas laparoskopii dowiem się czy to endometrioza czy… rak. Bo to może być rak. Koszt 3500 zł, tylko częściowo refundowany. Zachwalano korzyści, lepsze znieczulenie, lepsza opieka, jakieś żele antyzrostowe, których nie ma na NFZ. Słyszałam o odwoływanych zabiegach na NFZ, braku anestezjologów, jakichś tam problemach, długich kolejkach. A w Pani przypadku, to im szybciej, tym lepiej. Nie muszę mówić, że nogi mi się lekko ugięły, świat zawirował? Przez jakiś czas nie byłam w stanie myśleć o niczym innym jak rak i zdobycie kasy. Tak to zostało ładnie przekazane, że człowiek wydałby każdą złotówkę, aby zawalczyć o zdrowie i własne życie. Popada się niejako w pewien marazm, otępiałość. Mówią, że trzeba robić to i to, i w tym szoku człowiek gotów to robić. Pierwsze emocje to strach i łzy, bo w najlepszej sytuacji stracę macicę, w najgorszej życie. Wtedy się jeszcze nie myśli świadomie. Wtedy strach zasłania rozum.

Oczywiście też musiałam przejść taki etap; strachu, łez i szukania wszelkich możliwości znalezienia pieniędzy. To pierwszy odruch. Całe szczęście nie trwał on u mnie długo. Bardzo szybko wzięłam się w garść i zaczęłam myśleć. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, co ja takiego robię i co czuję. Czy jestem świadoma? Kiedy ból zmalał, wyszłam na dwór, ponieważ bardzo potrzebowałam kontaktu z naturą. Nie przeszkadzał mi bałagan w domu, bagno w ogrodzie (jak każdej wiosny). Wzięłam się za porządki wiosenne. Wszystko było takie cudne; słońce i wiosenny deszczyk, który padał mi na głowę. Trawa nagle zrobiła się zieleńsza, kolory żywsze. Zawsze byłam świadoma tego piękna, jakim jest życie, ale tego dnia zobaczyłam to jeszcze wyraźniej. To, co przez te kilka dni przeżyłam, powiedziało mi wiele o mnie samej. A zwłaszcza o ogromnej sile, którą mam w sobie. Czasem sama się dziwię, jak wielka ona jest i gdzie jej się tyle we mnie mieści. Nie tylko w uśmiechu się kryje, ale czasem we łzach. Bo łzy są także oznaką siły. Siły i pokory.

Wiecie jak ciężko, zwłaszcza w tych najtrudniejszych momentach, powiedzieć TAK wszystkiemu, co może się wydarzyć? Wiecie jak trudno znaleźć wtedy w sobie tę ciszę? Kiedy umysł wypuszcza mnóstwo wizji na minutę. Czy wiecie jak ciężko dostrzec świecące słońce czy padający deszcz i ucieszyć się z ich istnienia?

To wyjście na słońce z grabiami było najlepszym rozwiązaniem. Przypomniałam sobie powody do radości, powody do życia i do akceptacji tego, co się jeszcze będzie wydarzać w moim życiu. Wszystko inne przestało się liczyć, ważna była ta chwila. Ten wróbelek na gałęzi. Najpiękniejszy widok. Potem nawet deszcz, który zaczął padać nie przeszkadzał. Stałam zachwycona tą chwilą.

Czy ból może nas oczyścić? Najwyraźniej tak.

Nie jest ważne, ile ma się powodów do niezadowolenia. Ważne jest, aby cieszyć się tym, co jest i tym, co się ma. Czasem, kiedy słońce świeci, ale i kiedy deszcz pada. Że twarz ukochanej osoby mogę ucałować po powrocie do domu. Że było kilka ciepłych, wiosennych dni. I drewno na opał udało się kupić, więc nie zmarzniemy podczas nadchodzących mrozów. Że życie wciąż trwa, z nami czy bez nas. Cykl narodzin i śmierci wciąż się powtarza. W nas samych ciągle coś się zaczyna i kończy. My też kiedyś się skończymy.

Uklękłam w pokorze przed życiem i przed śmiercią. Poddałam się bez walki, od razu. Popłakałam sobie i powiedziałam: Ok, jestem gotowa. I co? Nastąpił ogromny spokój. Przyparł z ogromną siłą. I ta radość z tej chwili. Chyba mogę nazwać to szczęściem. Żyję tak, jak chcę. Nie każdy ma tyle odwagi. To życie dało mi wiele szczęścia. Osiągnęłam wszystko, czego pragnęłam. Przywitałam męża z wielkim uśmiechem zamiast łez. I wiedziałam już co zrobię.

Zdecydowałam, że konieczna będzie konsultacja u innego lekarza, najlepiej u kogoś, kto pracuje w państwowym szpitalu i w razie czego tam mnie skieruje. Nie będę prosić o pieniądze. Tak też uczyniłam. Poszłam do samego ordynatora na oddziale ginekologii w jednym z dużych szpitali. A tam? Profesor był zdziwiony, bo jego zdaniem marker wcale nie był podwyższony. Lekko ponad normę podwyższone było jakieś inne badanie, ale na tym etapie i według jego wiedzy, to nie jest nic strasznego i nie muszę się aż tak martwić. Rak? O losie… Dowiedziałam się, że tak, to może być endometrioza. Mogą to być również inne problemy. Pomyślałam, że może to te zioła nasiliły dolegliwości z jakiegoś powodu… Zobaczymy. Dostałam termin laparoskopii na lipiec. Poinformowano o możliwości leczenia radykalnego. Zapytano czy jestem przywiązana do macicy i czy wyrażę zgodę na ewentualne usunięcie jej. Lekarz nie straszył, nie namawiał, abym zrobiła ten zabieg w prywatnej klinice, w której byłam. Nie patrzył na mnie tak poważnie, jakbym jedną nogą była na drugim świecie. A ja sama przestałam dopisywać do tego niestworzone historie.

Co będzie, to będzie.

I wtedy odkryłam w sobie kolejne marzenie… I takie przeczucie, że mam w tym życiu jeszcze misję do spełnienia. W krótkim czasie, odebrałam niespodziewany telefon, od osoby, która właśnie o tym wspomniała, o misji…

Bo najpiękniejsze rzeczy dzieją się, kiedy się poddasz.

Reklamy

12 odpowiedzi na “O tym, czego ból nas może nauczyć…”

  1. Czemu nie pójdziesz na biorezonans? Uzupełnisz niedobory? Postawisz na macę? Na radykalne wybaczanie? Akceptację swojej kobiecości? Uwolnienie się od klątw rodzinnych ze strony żeńskiej? Oczyszczenie duszy od jej wspomnień, ślubowań, itd? Jestem po histerektomii 2 lata temu, ale gdybym miała taką wiedzę, jak mam teraz – do tej operacji nie dopuściłabym. Walcz, słońce !

    1. Widzisz Anetko, ja pracuję własnymi metodami. Idę przez życie intuicyjnie. I wiesz co? Nigdy w życiu nie byłam tak świadoma swojej kobiecości. Z macicą czy bez, jestem i będę nią. Bardziej niż kiedykolwiek w życiu. To jest moje dość świeże odkrycie, ta kobiecość. Bo to nie tylko organ. Wybaczanie? Myślisz, że nigdy o tym nie myślałam? Że takich lekcji nigdy nie przeszłam? Doznałam wielu krzywd, jednak odkryłam, że nie mam nikomu nic do wybaczenia, bo nigdy nikogo nie potępiłam. Moją duszę oczyszczam w sposób dla siebie najlepszy. Ten ból był takim swoistym oczyszczeniem. Tego, jak uzupełniać niedobory właśnie próbuję dojść. Swoimi sposobami oczywiście.

    2. Cześć Aneta, czy mogłabyś napisać coś więcej na wspomniane tematy. Jestem po operacji pół roku.
      Pozdrawiam, Dorota

  2. Wiesz, kiedy Cię czytam zaczyna mi się robić głupio i wstyd, że tak ciągle jęczę, marudzę i narzekam… Na usprawiedliwienie dodam że w Tobie jest ta moc której mi brak, i ta wewnętrzna radość… Tylko czy to mnie usprawiedliwia? Tak czy siak, z całego serca Ci zdrowia życzę i dziękuję, że jesteś w moim świecie.

    1. Stasiu, jeśli to pomoże Ci cokolwiek zrozumieć, to jęcz ile trzeba. 🙂 Żeby się odbić od dna, czasem trzeba na nie spaść. Nigdy nie sądź co jest dobre a co złe, bo nie wiesz, co Ci pomoże. Możesz się zdziwić… Ty więc będziesz jęczał, ja będę Ci mówiła swoje. 🙂 Czy Ci się to podoba, czy nie… 😛
      Robimy co możemy, tak? A możemy znacznie więcej niż myślisz. 😉

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.