Kadr z życia

O popełnionych błędach. O mądrości życiowej. O tym także, jak ważne są nasze myśli, które gnieżdżą się w naszych głowach.

Wydaje ci się, że jestem w lepszej sytuacji, bo już wiem, bo umiem sobie z czymś poradzić psychicznie, duchowo? Myślisz, że do czegoś już doszłam? Przyznam, że to jest nawet zabawne. Nigdzie i do niczego nie doszłam. Wciąż idę i nie skupiam się na celu, a na samej podróży. Tak, to prawda, wiele odpowiedzi znalazłam, jednak nie wszystkie. To jest pewne.

Pokażę wam jeden kadr z mojego życia. Pokażę, jak buduję to, co tu piszę.

Obserwuję siebie i swój organizm od bardzo dawna. Wydawać by się mogło, że po takim czasie człowiek nabiera wprawy i jest w stanie wyłapać każdy szczegół. Tymczasem jedyną rzeczą, której potrzebuję jest lekcja pokory. I właśnie ją dostałam.

Czułam się słaba od jakiegoś już czasu. A konkretnie moje mięśnie. Z trudem dźwigałam się rano z łóżka na codzienne ćwiczenia. Koniecznie przed śniadaniem, bo z pełnym żołądkiem ponoć nie wolno. A bez ćwiczeń kręgosłup mi wysiadał. Zawsze słyszałam; ranek po wstaniu jest najlepszy, więc ćwiczyłam… W ogóle moje mięśnie dziwnie reagowały na wysiłek. Zastanawiałam się już nawet czy to może nie jest wina mojego żywienia, a konkretnie tego, że nie jem mięsa. Osłabłam tak bardzo, że kilka dni temu zaczęły drżeć mi ręce i nogi. Kręciło mi się w głowie, a w nocy intensywnie się pociłam. Oczy traciły na ostrości. Nie zwracałam też uwagi na to, że w ostatnim czasie intensywnie organizm domagał się różnych rzeczy, choćby słodkiego. Bez przesady. Cukier? To jest niezdrowe i kompletnie niepotrzebne. A jednak w pewnej chwili, to cukier mi pomógł, a konkretnie ciastka u sąsiada. Po nich drżenie mięśni ustąpiło. Okresy osłabienia wciąż wracają, mięśnie są wciąż słabe, jednak wiem już co robić. Zaczęłam obserwować siebie intensywniej i zrozumiałam, że muszę zadbać o regularne posiłki, z czym ostatnio miałam duży problem. Brakowało mi apetytu, posiłki były niezbyt dobrze zbilansowane, czym rozregulowałam sobie organizm. Między kolacją a śniadaniem miałam zbyt dużą przerwę. Czasem nawet 14 godzin. Trochę się nasłuchałam w tej kwestii od męża. No, słusznie, trzeba przyznać. Czasem trzeba dostać opiernicz, żeby coś dotarło. Teraz muszę co chwila coś przegryzać, jeść na siłę. Uzupełniać witaminy, białka, cukry, które są niezbędne, aby utrzymać zaburzoną równowagę w organizmie. Odstawić wysiłek fizyczny, bo moje mięśnie męczą się bardzo szybko. I mam nadzieję, że to wystarczy, że przyczyna nie jest poważniejsza. A przede wszystkim, muszę przestać sugerować się opinią innych, zwłaszcza tych, którzy uważają się za guru w swoim fachu i doradzają innym jak to najlepiej jest żyć zdrowo. Co człek, to inne doświadczenia. Jedni mówią, aby jeść częściej a mniej. Są tacy, co uważają inaczej, że żołądek nie powinien być zajęty wciąż trawieniem i wystarczą nawet dwa posiłki. Mogą być trzy, ale to aż nadto. Tym drugim osobiście życzę więc zdrowia. Jadłam ostatnio mało, bo zima, siedzę w domu, więc myślałam, że nie potrzebuję więcej. Czułam zmęczenie, ssanie, ale nie czułam głodu. A może wystarczyło jeść jak kiedyś, często. I nie czekać, aż mi zawyje pustka w żołądku.

To nie tak, że nie jadłam słodkiego. Jadłam owoce przecież i pieczywo razowe, kasze, warzywa, w których też są cukry. Miód, daktyle. I osłabłam mimo to. Dopiero ciastka sąsiada postawiły mnie jako tako na nogi. I regularność, której muszę pilnować. Ta jest w moim przypadku najważniejsza. Kiedy nogi i ręce zaczynają robić mi się zbyt miękkie i drżą, wiem, że czas na posiłek, urozmaicony. Muszę znów nauczyć mój organizm regularności, żeby nie obawiał się braków i przestał korzystać z zapasów organizmu. Jeśli chodzi o wyłączenie mięsa z diety, to bilansowanie pokarmów nie wyszło mi najlepiej. Muszę nad tym popracować, jeśli mam nie zrobić sobie krzywdy. Muszę się pilnować bardziej, zwłaszcza wtedy, gdy jestem słabsza. Zwłaszcza wtedy, kiedy z powodu żołądka nie mogę jeść strączkowych zbyt często.

Uczono mnie, że nie wolno jeść tuż przed snem, że najlepiej jeść ostatni posiłek o 18.00. Tymczasem, podobnie jak mój brat cukrzyk, najwyraźniej muszę coś zjeść przed snem, jeśli chcę przespać noc. Przez ostatnie dni moich posiłków pilnował mąż i odniosło to skutek. Dodam, że mój wygląd wcale nie przypomina anorektyka. Nie jestem wychudzona. Przy wzroście 157 cm ważę 62 – 64 kg. BMI mówi, że mam nadwagę, a mój organizm czuje się, jakbym go zagłodziła. Poza tym, moim może mało skromnym zdaniem, wyglądam dobrze. Na pewno nie na kogoś z nadwagą. Gdybym miała dostosować wagę do wskaźników BMI, nie miałabym siły żyć, próbując wcisnąć się w ich wskaźniki. Już kiedyś próbowałam, schudłam do granicy możliwości. Byłam chuda, bardziej już nie dałabym rady, a BMI pokazywało, że dopiero przekroczyłam granicę normalności i jeszcze by się przydało. Więc… Słuchajcie swojego ciała, nie wskaźników BMI. Możesz mieć grubsze kości i nie dać rady wpisać się w schemat.

W nosie ze wszystkimi mądrymi teoriami. Nie potrzebuję cudzych mądrości. Muszę tylko jeszcze nauczyć się dokładnie słuchać siebie. Tak, mi także coś umyka. I umówmy się, że umykać będzie. Nie jestem, nie byłam oraz nie będę alfą i omegą. Nigdy za kogoś takiego się nie podawałam i chętnie dziś to podkreślę. Ale wiecie co? Ta wiedza wzięła się właśnie z tych błędów. To jeden z wielu. Wyobraźcie sobie, ile błędów popełniłam, znacznie poważniejszych. Być może nawet więcej niż wy. I wiem, że wiele jeszcze tych błędów popełnię. Tylko, że ja się już ich nie boję. Jestem otwarta na błędy. Otwarta na życie, nawet, jeśli są złe dni i mam chęć tylko płakać. Ciężko pracuję, by te drzwi się nie zamknęły.

Bo droga do mądrości nie jest i nie będzie prosta. Mądrość to także błędy. Błędy to lekcje. Lekcje, to rzecz nieodzowna w nauce, prawda?

Ludzie dążąc do szeroko pojętej mądrości życiowej często chcą, żeby to się stało już, najlepiej łatwo, gładko i przyjemnie, po przeczytaniu ton mądrych książek. Nie wiedzą, że idą w kompletnie przeciwnym kierunku i nie dojdą tam, gdzie chcą. Na tych naszych dróżkach jest mnóstwo drogowskazów, ale niektóre mogą nas mylić i czasem trudno rozważyć, który drogowskaz jest dla nas właściwy. Żadna książka, żaden profesor czy doktor tego ci nie powie. Tylko ty sam musisz to odgadnąć.

I nawet, jeśli popełnisz błąd, wybierzesz niewłaściwy drogowskaz, zawsze możesz to zmienić. Błąd nie jest zły sam w sobie. Jest lekcją, możesz z niej wyciągnąć wnioski i przekuć na doświadczenie, na coś wartościowego.

Wiele przeróżnych teorii, o których czytałam, wiele kategorycznych wypowiedzi, stanęło pod wielkim znakiem zapytania. Zawsze powtarzałam, że jeśli coś będzie mi szkodziło, to zmienię sposób żywienia. Jeśli czegoś nie doświadczę, nie będę wiedzieć. Nastała moda na zdrowe żywienie i czasem zwyczajnie nie wiadomo kogo słuchać, choć wielu uważa się za specjalistów. Powstały schematy. Jedni polecają ten schemat, inni tamten. Jedni mówią, że to prawda, a tamto to kłamstwo, inni odwrotnie. Nie jem mięsa z konkretnych powodów i nie należy do nich nawet zdrowe żywienie, a tym bardziej odchudzanie. Nie odchudzam się. Nabiał z czasu jadam, wyłącznie w postaci twarogu czy żółtego sera. Czytałam w wielu miejscach, nie wiem czy nie u dr. Tombaka również, jeśli dobrze pamiętam, że ludzie kiedyś jedli mniej i rzadziej, a byli zdrowsi. Nie myślałam, że jedząc mało i rzadko mogę się wykończyć. Schudłam 10 kg, może więcej, choć wcale nie chciałam. Ostatnio, fakt, ta waga spadała. Super, nie? Ile ludzi patrzy na mnie przez pryzmat mojego wyglądu? Byłam grubsza, teraz schudłam, jest super. Jest czego gratulować? Czy jestem zdrowsza przez to? Nie. I nie chodzi też o to, że przytyję teraz, to wyzdrowieję. Nie, to nie tak. Tu chodzi o naszą równowagę. Naszą… Nie dr. Tombaka, nie jakiejś specjalistki, która uważa że tak jest dobrze, a inaczej źle. Nie tych wszystkich, którzy twierdzą, że chleb na zakwasie jest najzdrowszy, a mi akurat rozwalił żołądek, przez co musiałam odstawić strączkowe. Żaden schemat nie jest dobry dla wszystkich. Nie chodzi tu o równowagę kogoś innego, tylko naszą. Tam jest ich równowaga. Albo i też jej nie ma, o czym być może przekonają się za lat kilka, jak ja teraz. Kto wie… Nie jest wcale łatwo zbilansować posiłki. Organizm jechał długo na zapasach, ale ile można? Czytałam też, że bez białego cukru można i trzeba żyć. Bo to zło wcielone. Tylko, że w tej chwili to zło mi życie ratuje. Mojemu bratu, jako cukrzykowi, ten cukier też wiele razy życie uratował. Sama mu go w dzieciństwie podawałam, kiedy prawie tracił już przytomność. Mam nadzieję, że sytuacja awaryjna minie i wrócę do jako takiej normy. Najwyraźniej nie znalazłam jeszcze mojej żywieniowej równowagi, bo moje ciało jest kompletnie z niej wytrącone. Może jednak z czasem uda mi się ją znaleźć.

Ile razy czytałam też, że dieta owocowo-warzywna jest najzdrowsza, najlepiej w postaci surowej, podczas gdy u mnie witarianizm, zwłaszcza zimą kompletnie nie przejdzie. Brak gorącego posiłku to kolejna cegła do gigantycznego osłabienia. Muszę jeść zimą gorące i basta, inaczej zamieniam się w sopel lodu. Z tego co wiem, są pierwiastki, które łatwiej przyswajamy po gotowaniu, choćby taki krzem. Dla mnie temperatura posiłku jest ważna, po prostu. Mnóstwo jest polecanych teorii, które u mnie zwyczajnie się nie sprawdzą i nie ma sensu nawet próbować, bo na bank zrobię sobie krzywdę. Przeczytałam również gdzieś w necie, że fruktoza zawarta w owocach bywa przyczyną hipoglikemii. Hmm?

Też macie takie wrażenie, że im więcej czytacie cudzych mądrości, tym bardziej durniejecie? No właśnie, dlatego podchodzę do wszystkiego z dystansem, a ten dystans mi pomaga w wybraniu właściwej drogi lub zejściu z niewłaściwej. I uczulam zawsze, że tu szukam własnej równowagi. Nikomu nie każę tak żyć. Tu szukam własnej prawdy.

To chyba tyle na temat błędów i mądrości. Tak właśnie wygląda moja mądrość, usłana nie różami czy tekstami z mądrych książek, lecz kolcami, błędami i często bólem. Każdy tekst jest już wynikiem przepracowania tego bólu, błędu czy innego doświadczenia. Czasem, jak ten tekst, jest pisany w trakcie przepracowywania. I nie ważne czy to mały błąd, czy wielki. Każdemu trzeba poświęcić czas i każdy zauważyć, przepracować. Nawet, jeśli to jest tylko krzywe spojrzenie na innego człowieka lub mało ważna naszym zdaniem emocja, która prawie niepostrzeżenie nam przemknęła przez umysł. Bo uważność, to także obserwowanie mało ważnych rzeczy… Doświadczam, uczę się, popełniam błędy, cierpię, płaczę. Czasem jestem silna, czasem słaba bardzo. Czasem nie ma tu nic łatwego ani przyjemnego. Lekcja o poddaniu zrodziła się w tym cierpieniu właśnie. Każda lekcja, każdy tekst, to stanie oko w oko ze sobą, swoimi emocjami, czasem z radością, ale czasem też z cierpieniem i bólem. Bo to, co wartościowe nie zawsze przychodzi łatwo. Na tym polega życie, na tej szerokiej skali, jaką posiada. Na radości i bólu. Na przyjemnościach i trudach. Na zdrowiu i chorobie. Na tym, że nic nie jest czarne lub białe. Czasem jest to wielkie pole przepięknych i kolorowych róż, a czasem tylko ich kolce widzimy lub czujemy.

Tym razem życie pokazało mi, jakie błędy popełniłam próbując złapać równowagę. Jak mało trzeba, żeby ją stracić. Bo równowaga, to właściwe korelacje między ciałem i duszą. A ja zaburzyłam ten stosunek. Moje ciało odmówiło posłuszeństwa.

Chcesz mądrości? Chcesz poradzić sobie z problemami? A umiesz stanąć w prawdzie przed tym, co w tobie niełatwe, co będzie bardzo trudne? Umiesz spojrzeć sobie w oczy, w serce i zaakceptować ten ból z jakim na pewno się spotkasz? Zaakceptować coś, czego czego możesz nie zechcieć przyjąć do wiadomości? Jak często uciekasz, myśląc, że odsuniesz problem od siebie? Kiedy zrozumiesz, że nie warto?

Tego, co dzieje się w naszych głowach, często sobie nie uświadamiamy. A ma to wielki wpływ na wszystko, co w naszym życiu się dzieje. Nie zwracamy uwagi na błahostki. Nie zdajemy sobie sprawy, jak ważna jest świadomość naszych myśli. Tego, o co prosimy, do czego dążymy. A zwłaszcza, czego życzymy innym ludziom. Te życzenia nie spełnią się im, wbrew powszechnym przekonaniom, a wam. Wam najszybciej spełni się wszystko, czego innym życzycie. Wszystko, co myślicie o innych ma wpływ największy na was. Nawet to, co skrywasz głęboko i udajesz, że tego nie ma. Trawi cię złość, frustracja? Masz żal do kogoś? Do siebie? Myślisz, że ten czy tamten to okropny człowiek? Uważaj… Głównie na siebie. Zasada lustra – pisałam o tym. Ta złość wróci do ciebie. Złe słowa wypowiedziane czy nawet pomyślane. Wszystko, czego sobie nie uświadamiamy wychodzi po pewnym czasie. Czasem nie uświadamiamy sobie jakiejś myśli w nas ukrytej, a ona projektuje nam przyszłość i wpływa na nasz kolejny krok. Wszystko jest ze sobą powiązane, nasze ciała z naszymi duszami, myślami, emocjami.

Obserwacja jest potężnym narzędziem. Większym, niż mi się zdawało. Nie doceniłam jej należycie. Nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, jaką szkodę wyrządza nam to, czego sobie nie uświadamiamy. Jak i to, że wartościujemy wszystko; to jest ważne, tamto ważniejsze, a najmniej ważnymi rzeczami nie zawracamy sobie głowy. Tymczasem zaczynam odkrywać, że samo życie ma na to zupełnie inny pogląd. Dla niego ważne jest nawet to, co my określamy jako nieważne.

Kochani, dbajmy o siebie, o naszą codzienną uważność. Ta kawa wypita zbyt późno, ta noc nieprzespana, śniadanie zjedzone w biegu i kompletnie niezbilansowane. Te małe sprawy, które nie zwracamy uwagi. Złe zdanie wypowiedziane o innych, niewinna plotka. To wszystko jest ważne. Doceńmy te błędy, które popełniamy, bo one są ważne w naszym życiu. Są niezwykle cenne. Każda nawet negatywna emocja jest niezwykle cenna. Uczmy się z nich. Obserwujmy siebie, każdą najmniejszą emocję, każdy mało ważny symptom, jaki obserwujemy w naszym ciele. Nie oceniajmy jednak niczego. Obserwujmy….I nie bójmy się postawić kolejnego kroku tylko dlatego, że możemy popełnić błąd. Właśnie dzięki nim możemy możemy dokonywać zmian, uczyć się i iść wciąż do przodu. Czasem damy jeden krok w tył, ale zaraz możemy dać dwa do przodu.

Życie jest jak walc…

Uważność… to wielka siła. Nawet, gdy pozornie czuję słabość. Tak, jak w tych łzach, w nich też kryje się siła.

Namaste…

Reklamy

4 odpowiedzi na “Kadr z życia”

  1. Prawda jest taka że uczymy się do samej śmierci, jeżeli ktoś twierdzi że już wszystko wie,to znaczy że jest idiotą… Piszesz wiele mądrych rzeczy, których podejrzewam że nigdy nie będę potrafił zastosować w swoim życiu, z jednej strony wiem że masz rację, a z drugiej to co piszesz jest jak nie pasujący puzzel do mojego świata. Nie wiem czy kiedykolwiek będę potrafił tak żyć, brak mi tej mądrości, umiejętności patrzenia na siebie z innej perspektywy, patrzenia w głąb siebie… Dla mnie życie jest jak rwąca rzeka, ciągle coś do zrobienia, ani chwili tak naprawdę dla siebie, milion zmartwień, problemów, zmaganie się z chorobą duszy…Widzę w tym co piszesz olbrzymią mądrość, ale nijak się ona ma do mojego głupiego życia…

  2. od zawsze powtarzam, że w życiu potrzebny jest najbardziej umiar i nieco pokory… jeśli przesadzimy z czymkolwiek – zaszkodzi nam… a pokora? a czym ja jestem, by uważać się za kogoś kto wie lepiej, kto wie wszystko? wiem tyle ile przeżyłam, nic nadto 🙂

  3. Moim zdaniem nie trzeba dążyć do żadnej mądrości. Trzeba być dobrym człowiekiem dla siebie i innych i to wystarczy. Dla każdego mądrość jest czymś innym, za to dobroć uniwersalna. Moja siostra zachłysnęła się kiedyś mądrościami, których w sumie nie umiała „ugryźć” i tak nas ustawiała, aż zaczęliśmy unikać jej towarzystwa. Właśnie tak jest z ludźmi, którzy dotykają jakiejś nowości, np. zmieniając religię stają się fanatykami, albo dążąc do samodoskonalenia stają się guru większymi od nauczycieli. Bardzo się tego boję.

    1. Dobrym dla kogo? Dla siebie i wszystkich naraz? Jeszcze się taki nie narodził, żeby wszystkim dogodził. Jeśliby funkcjonować według takich kategorii, to dobro dla Ciebie może być złem dla innych. Bo za tym dobrem będzie czaiło się też zło. I każdy wartościuje według własnego uznania. Ty uważasz, że robisz dobrze dla kogoś, jednak on wcale nie musi tak uważać. I odbiera to jako zło. Przykład? Może właśnie Twoja siostra… Zapewne chciała dobrze.
      Dlatego właśnie staram się nie myśleć takimi kategoriami.
      Nie bardzo rozumiem czego się boisz? Tego, że w ogóle dążą, że zmieniają? To znaczy, że nie boją się błędów, nie boją się żyć. Brawo. Wypijmy za błędy, jak to śpiewał Rynkowski. Czy o to, że fikną na tym, jak na skórce od banana? Nic innego mi do głowy już nie przychodzi. Skąd taki strach u Ciebie? To ich błędy, ich życie. Kiedy widzę, że ktoś ma zamiar na tej skórce się wywrócić i obić tyłek, to zwyczajnie mu mówię:
      – Zobacz, skórka od banana. Patrz pod nogi.
      Jeśli jednak nie słucha i bardzo chce obić sobie dupsko, to czekam aż go sobie obije, żeby potem wyszczerzyć zęby w jak najbardziej szczerym uśmiechu i zrobić chłodzący okład na bolący tyłek. Oczywiście bez żadnego „ a nie mówiłam”. Okłady wystarczą.:D Z zachłyśnięciem jest podobnie. Nawet, jeśli zachłyśnie się tylko wiedzą. Uważam też przy tym, żeby nie przeoczyć własnej skórki i sama się nie wyłożyć.
      Właśnie tak, wypijmy za błędy Teresko. 🙂
      Z tym dążeniem do mądrości to masz zupełną rację. Nie trzeba do niej dążyć. Trzeba ją odkrywać tu, gdzie się jest i w obecnej chwili. W tym, co zastajemy, nawet jeśli zamiast pałacu widzimy rozpadającą się ruderę. Odkrywanie to nic innego, jak odkrywanie siebie. Dzień po dniu, minuta po minucie. Teraz.
      Bo z nią jest jak z podróżą. Nie ważny jest cel, tylko sama podróż. Ona już jest celem samym w sobie.

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s