Na pograniczu dwóch światów

O miejscu, które tak naprawdę trudno określić i opisać, czym jest. Bo na pewno jest dla mnie czymś więcej niż tylko krainą Polski. To miejsce, w którym odnalazłam to „coś”. W którym odnalazłam siebie i które zmieniło mój sposób patrzenia na życie.

To miejsce, w którym ścierają się i wzajemnie przenikają różne światy. Światy, które staram się zrozumieć i poznać. Ich czasem skrajne oblicza, których nie zrozumie się, nie będąc między tymi ludźmi, nie żyjąc tu i nie znając ich historii. Ludzie, którzy mówią w języku tutejszym, czyli mieszaniną języków. W języku, który nie zawsze rozumiem, jednak nie przeszkadza mi to czuć się jak u siebie. W domu… Miejsce charakterystyczne, ze względu na swą wielokulturowość.

DSC_0038
źródło: zasoby własne

Gdzie wciąż są ławeczki we wsiach. I babcie na tych ławkach. Widok dla mnie tak ciepły, swojski, bliski. Miejsce, w którym dochodziło do wielu konfliktów etnicznych. Gdzie historia krwią była pisana jeszcze długo, długo po II wojnie światowej. Gdzie żyją rdzenni Białorusini. Miejsce, które mieści w sobie tak wiele inności. Historia, która skłoniła mnie do dzisiejszych przemyśleń. Pobudziła do zadawania sobie pytań.

Miejsce dla mnie ważne, dzięki któremu tak wiele zrozumiałam. Kiedy w pewien zimny marcowy dzień stanęłam na tej ziemi, po raz pierwszy w życiu poczułam się u siebie. Miałam wrażenie, że tu jest inny świat. Jeżeli zaczniemy myśleć w kategoriach dobra i zła, to różnicy możemy nie uchwycić, bo wiadomo, znajdziemy i to, i to. Jak wszędzie, spotkać można różnych ludzi, kłótnie, problemy. To jest właśnie fenomen tego miejsca, który trudno ująć w słowa. Piękne widoki? Tak, owszem, ale te można spotkać wszędzie. To też nie to. Może bardziej chodzi o tę ciszę, ten spokój, o prostotę życia. O to, że gdzieniegdzie czas jakby wręcz stanął. O to, że zmusił mnie do tego, abym i ja się zatrzymała.

Przejeżdżając ten Bug po raz pierwszy, miałam wrażenie, jakby ktoś przekręcił we mnie gałkę, w miejsce z napisem SPOKÓJ. Autentycznie. A kiedy stanęłam pod moim już dziś domem, to był totalny odjazd. Nieomal się udławiłam tym spokojem. Miałam wrażenie, jakbym wchodziła właśnie w inny świat. Ludzie jeździli wolniej, co trochę mnie denerwowało, przyznam się. Mówili wolniej, może nawet myśleli wolniej. Nikt się nie spieszył. Nawet, jeśli chodzi o ruch drogowy. Bez cb-radia kiedyś nie dało się jeździć, to była podstawa. Za Bugiem odkryłam, że nawet nie ma kogo zapytać się o drogę, bo większość samochodów go nie posiadała. Ba, w ogóle mało ich mijałam. Ruch zmniejszył się znacznie. Zrobiło się tak pusto, cicho, spokojnie… Raz z czasu jakiś samochód, sunący niezbyt spiesznie do celu. Za każdym razem zachwycałam się absolutnie wszystkim. Każdym bocianem mijanym po drodze. A było ich mnóstwo. Nigdy tylu na raz nie widziałam. Tymi chatkami, okiennicami, babciami na ławkach, do których uśmiechałam się zza szyby. Wjeżdżając do Warszawy zawsze czułam się fatalnie. Ten pośpiech, powietrze, wszystko mnie przytłaczało i przyprawiało od razu o ból głowy. Białystok jest wprawdzie mniejszym miastem, ale jak dla mnie jest ogromny. Czuję jednak różnicę, kiedy do niego wjeżdżam. Warszawy szczerze nie znosiłam. Tak samo, jak i innych wielkich miast. Jestem wieśniarą i najlepiej czuję się na totalnym zadupiu. A jednak Białystok lubię. Tam mogę wracać, wpadać na chwilę. Mimo dużego natężenia ruchu i większego pośpiechu, nie czuję się tym pośpiechem przytłoczona. Nie ma tak wielkiej nerwówki na drogach, jak w Warszawie. Jest o wiele spokojniej. W Warszawie dawno nie byłam, myślę jednak, że i na to miejsce dziś spojrzę innymi oczyma, choć przytłaczać mnie będzie nadal. Ból głowy zapewne też będzie.

Co tu jest takiego w tej wsi, że właśnie to miejsce wybrałam? W sumie to nic takiego. Ot, ludzie, domy, psy i koty. To wszystko. Żadnego sklepu, fryzjera, przychodni, świetlicy, urzędu. I wokół cisza, przerywana szczekaniem psa czy pianiem koguta. W sezonie jak żaby kumkają cudnie. W czasie żabich godów muszę ostrożnie stawiać nogi, żeby żadnej nie rozdeptać, bo pełno ich wszędzie. Czasem piła pracuje, kosiarka. Ot, to jest nasz hałas. Większość czasu ta cisza aż w uszach dzwoni. Zimą, to wieś jakby zasypia. Jak tu się żyje? Powoli… Szczególnie teraz, zimą. Bardzo powoli. Mój kontakt z ludźmi jest mocno ograniczony, praktycznie zerowy. Tyle co czasem do sklepu wpadnę i ukłonię się komuś. Zajmuję się głównie domem i ogrodem. Sprzątanie, gotowanie, pranie. Zwykłe, codzienne czynności. Znajduje również czas dla siebie, na medytację, pisanie, czytanie. W tygodniu cieszę się samotnością przez pół dnia, w weekendy całodobową obecnością dzieciaków i męża. Równowaga jest najważniejsza. Takim sposobem cały tydzień jest fajny. Zimą czasu jest sporo. Latem kurczy się bardzo szybko, jednak niezmiennie pracuję również nad tym, nad czasem. A konkretnie nad własnymi wyborami. Bo ten czas, to są nasze wybory. Zimą, by ograniczyć pracę przy komputerze, latem, by zrównoważyć czas między ogrodem a domem. I tak mijają mi dni. Głównie samotnie w domu, zanim rodzinka nie wróci. W tej ciszy… Nie oglądam telewizji, nie słucham radia, ostatnio coraz mniej zaglądam również do wiadomości w internecie. Jestem mocno niecywilizowana i dobrze mi z tym. Lubię to moje życie, mimo że czasem jest lepiej, a czasem gorzej. Jak to w życiu.

Podlasie, bo o tym dziś mowa oczywiście, jest krainą, którą sobie ukochałam. Życie tutaj jednak diametralnie zmieniło mój sposób patrzenia na życie. Zauważyłam nareszcie, że to nie świat się nagle zmienił, tylko ja sama. Moje wnętrze. Ta cisza sprawiła, że ten spokój odnalazłam również w sobie. I gdziekolwiek nie pójdę, on ze mną będzie. Cokolwiek nie zobaczę, on ze mną będzie. Patrząc na życie w kategoriach dobra i zła, to ta kraina zbytnio się nie wyróżnia. Jak wszędzie, mamy tutaj i dobro, i zło. I tak naprawdę nie dotyczy to tylko tej części kraju. Myślę teraz bardziej globalnie. Te wszystkie zmiany we mnie sprawiły, że inaczej zaczęłam patrzeć na cały mój kraj i na jego mieszkańców. Widzę dobro, widzę też zło. Nie da się tego nie widzieć. Różnica polega na tym, że nie oceniam tego. Nie patrzę na życie takimi kategoriami jak przed przeprowadzką; to dobre, tamto złe. I to właśnie zrozumiałam dziś w nocy, kiedy obudził mnie dźwięk przychodzącego e-maila. Zapomniałam wynieść telefonu z sypialni. Po przeczytaniu tego e-maila próbowałam zasnąć, lecz nastąpił jakiś nawał myśli. Właściwie, to zrozumiałam wtedy o co mi chodzi. Zrozumiałam kierunek tego tekstu, o co chodzi z tym Podlasiem, ze mną i całym moim krajem czy nawet światem. Próbowałam zasnąć, jednak coś mi mówiło: „Wstań i pisz!”. Musiałam wstać.

Zrozumiałam, że tak naprawdę to ja sama stoję na pograniczu tych światów. I przyglądam się im. Obserwuję. I już nie oceniam. Kiedy czytałam, jak ktoś źle wypowiada się o naszym kraju i jego mieszkańcach, panujących realiach, nienawiści czy agresji, jak źle się tu teraz czuje, włączał się we mnie hamulec. Zaraz potem bieg wsteczny. Wtedy jednak nie rozumiałam, dlaczego tak się dzieje. To dla mnie nowość, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, jak patrzę na pewne sprawy. Że nie jestem przecież za specjalnie związana z granicami jako takimi. Nie jestem nawet patriotą, w klasycznym rozumieniu tego słowa. Czyżby nagle Polacy się zmienili? Realia w Polsce się zmieniły? Być może nie, a może tak, może nawet na gorsze, nie wiem. Stałam się nagle patriotą? Nie. To w ogóle nie o to chodzi. Ten hamulec włącza mi się zawsze wtedy, kiedy stykam się z osądem. Bardzo często robimy to kompletnie nieświadomie.

Tego, co zobaczyłam, nie da się „odzobaczyć”. Tego, co zrozumiałam nie da się „odzrozumieć”.

Pamiętam, jak nie lubiłam wracać do miejsca, w którym mieszkałam kiedyś. Drażniła mnie tamtejsza mentalność. Nie potrafiłam się w niej odnaleźć. No cóż, ona się zapewne nie zmieniła, mimo to dziś wracam tam i widzę to miejsce inaczej. Już się nie boję. A przecież ono się nie zmieniło. Mój „ulubiony” sąsiad być może dalej „umila” życie innym mieszkańcom. Dalej są kłótnie, spory, waśnie. Nadal jedni topią innych w łyżce wody. A jednak…

To ja się zmieniłam. Ja…

Czyżby tutaj, gdzie jestem tego nie było? Nienawiść, agresja jest wszędzie. Wszędzie, gdzie jest dobro, jest też zło.

Ludzie mogą zmieniać się na gorsze, świat może się zmieniać na gorsze. Polska może iść w złym kierunku. To nie tak, że tego nie dostrzegam. Widzę rzeczywistość, jednak jej nie oceniam. Kurcze, jak ciężko to wytłumaczyć… Staram się rozumieć każdą stronę z pogranicza tych światów. Można patrzeć na coś bez oceniania, nawet na zło, jakie widzisz dookoła. Bo staram się rozumieć. Staram się zaglądać do źródła i wychodzić poza własną perspektywę. Poza te kategorie dobra i zła.

Muzułmanie są źli, muzułmanie są dobrzy, polskie realia są złe lub dobre, Polacy są źli, agresywni (tu wstaw co chcesz), lub może dobrzy, wspaniali – to wszystko są tylko etykietki, nasze oceny. To tylko nasz wartościujący sąd. Każda z tych ocen jest nieprawdziwa i mocno ograniczona. To jest właśnie wąska perspektywa, mała cząstka. Tymczasem świat składa się z wielu takich części, które tworzą całość. Całość, której nie widzisz z powodu własnych ograniczeń. A te tworzysz sam. Układasz je jak warstwa na torcie. I one świat ci zasłaniają.

Kiedy wyjechałam z poprzedniego miejsca zamieszkania, zauważyłam zmianę mentalności. Tu jest inaczej, fajniej. Tamci ludzie są inni, okropni. Nie chcę tam wracać. Tamto miejsce jest okropne, bo to, bo tamto. Argumentów tysiące. Widziałam wszystko, co złe w tamtym miejscu ze zdwojoną siłą. Nie chciałam tam wracać przez długi czas. Dlaczego tak się działo? To akurat zrozumiałam dopiero dziś w nocy. A mianowicie to, że zabrałam ze sobą moją własną perspektywę. Bardzo wąską perspektywę. Zwyczajnie, oceniałam świat i ludzi dookoła. Patrzyłam w kategoriach dobra i zła. Kiedy przestawałam to robić, perspektywa się zmieniała, pogłębiała, poszerzała. Zaczęłam widzieć inny świat, choć przecież ten sam. Wystarczyło poszerzyć perspektywę, co samo z siebie skutkuje nie ocenianiem, wyjściem poza dobro i zło.

Strach – to największa dziś religia świata. Strach, który jest ogromną blokadą. Brak spokoju w ludzkich sercach, skutkuje brakiem spokoju na zewnątrz nas, czyli na świecie. Patrzenie na świat i ocenianie go wg własnej perspektywy, czasem bardzo wąskiej, to coś, co nam nie pomaga. To, że nie potrafimy wyjść poza schematy, poza kategorie dobra i zła, również nam wcale nie pomaga.

Oceniasz? Znaczy nie rozumiesz… Tak mówił zdaje się A. de Mello. I miał rację. Nie rozumiałam, bardzo nie rozumiałam…

Wyjedź kiedyś za miasto. Wejdź w szczere pole i posłuchaj…Usłyszysz ciszę, niezwykłą ciszę. Ona ci powie wiele, nie tylko o tobie, ale i o świecie. Tylko zechciej posłuchać. I zapamiętaj ją. Otwórz się na to, co ci powie. Co ci będzie mówić już zawsze, kiedy tylko poczujesz ją w sercu. Naucz się słyszeć ją w każdej chwili swojego życia. Ja tak zrobiłam, kiedy tu przyjechałam. I zobaczyłam całość; te różne światy, różne części razem.

Ta cisza mi wciąż mówi…

I to jest właśnie to coś… Dlatego tyle zawdzięczam temu miejscu.

Tu zrozumiałam czym jest życie. Stojąc z boku…

 

Reklamy

9 odpowiedzi na “Na pograniczu dwóch światów”

  1. Jejku, Anitka, to ja Cię swoim durnowatym zachowaniem obudziłam? Przepraszam bardzo, nigdy więcej się nie powtórzy. Czytałam uważnie, bo jako Podlasianka i sąsiadka powinnam rozumieć Cię najlepiej. Pewnie tak jest, ale jesteśmy inne i ja usycham bez ludzi, boję się pustki. Kiedy długie na tym terenie święta /katolickie, a po nich prawosławne/ pozbawiają mnie widoku ludzi, którzy świętują lub odpoczywają w swoich domach, to czuję że znikam. Nie oznacza jednak, że wśród ludzi też nie czuję się samotna, a często bardzo zagubiona. Dlatego Twoją równowagę spróbuję przenieść na siebie. Dziękuję za mądry tekst.

    1. Teresko, nie ma za co przepraszać. Cieszę się z tej pobudki, bo owocna była. Lubię takie chwile. Bardzo… To ja Ci jeszcze za to podziękuję. A swoje odespałam.

  2. Ludzie wszędzie są tacy sami, wszędzie jest dobro i zło, ale są miejsca w których odnajdujemy samych siebie, odnajdujemy ciszy…. Ja też mam takie miejsce na ziemi gdzie zawsze chętnie wracam, to Krasnobród, miasto położone może troszkę więcej niż 20km od mojego Szczebrzeszyna, mam tam jedno miejsce gdzie chodzę żeby pomyśleć, taka odskocznię od świata, zgiełku… Chyba każdy z nas potrzebuje takiego miejsca… A wsie dla ludzi mieszkających na stałe w miastach zawsze są taką odskocznią, bo na wsiach czas inaczej płynie, ludzie mają inne priorytety…

    1. I to właśnie mi się we wsi podoba, że tu czas inaczej płynie i priorytety są inne. Tylko, że nigdy nie chciałam tu wracać. Chciałam tu żyć, tym żyć. Na stałe.

      1. Ja gdybym miał wybór też pewnie wybrał bym wieś… Choć nie powiem żebym w wielkim mieście mieszkał, bo to raczej miasteczko jest…

  3. Ja wychodzę z założenia, że niczego nie wiem. Każda ludzka obserwacja i opinia jest bardzo subiektywna. Każdy jest inny i widzi świat inaczej. Gdy z kimś rozmawiam- staję się białą kartką papieru, na której ta osoba pisze swoje słowa, a ja je później czytam i dodaję do swojej księgi wiedzy, o ile mogę tak to nazwać.

    Moim marzeniem, a raczej planem B na życie, które prawdopodobnie się nie spełni, to podróżowanie po całym świecie, poznawanie wszystkich możliwych kultur, ludzi, religii, okoliczności. Z jednej strony rozumiem Twój spokój, a z drugiej nie wyobrażam sobie nawet ogromu swojego żalu, gdybym z jakichś powodów miała być przyklejona do jednego miejsca i nie była w stanie poznawać tego pięknego świata.

    Czy rozwojem duchowym i weganizmem zainteresowałaś się jeszcze przed przeprowadzką na Podlasie, czy dopiero tam?

    1. Na ile ta subiektywność jest właśnie tą wąską perspektywą, o której pisałam? Ktoś kto nie wie, nie ocenia, bo nie wie. Tak to rozumiem. Podchodzi do życia, jak ten facet z przypowieści, o której gdzieś pisałam, czyli „może tak, może nie”. Więc jego opinie nie będą subiektywne. Taka subiektywna ocena świata nie ma nic wspólnego z obiektywną rzeczywistością, bardziej z jednostronną. To są własne upodobania, uprzedzenia, schematy. To jest właśnie ta jedna część z tak wielu, o czym piszę w tym tekście. Czyli wąska perspektywa. I dlatego mam nadzieję, że nie wszystkie oceny są subiektywne. Że można spotkać także oceny obiektywne, jak i tych, którzy starają się nie oceniać w ogóle. Wiadomo, trudno stosować się do tego w 100%, ale jeśli już trzeba, starajmy się robić to jak najbardziej obiektywnie. Każdy widzi świat inaczej, no tak. Całe szczęście jednak perspektywa każdego z nas też się różni. Jeden widzi wąski pasek, a inny piękną panoramę.

      Od kiedy pytasz? Skupiona na własnym wnętrzu jestem chyba od zawsze. Tylko przez większość życia nie potrafiłam znaleźć właściwego kierunku. Udało mi się to dopiero wtedy, kiedy odkryłam buddyzm. Stało się to na krótko przed przeprowadzką. Weganizmem interesuję się od niedawna. Jest on taką naturalną koleją rzeczy.

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.