O drzwiach, zamkniętych i otwartych

Wielokrotnie odnosiłam się do niej w tekstach. Wszyscy znamy to słowo i jego definicję. Być może każdy z nas stworzy inną definicję tego słowa. Być może dla każdego z nas jest ono czym innym. Czym jest dla mnie?

Prawda. Bo o niej dziś chcę napisać. O tym, co się ostatnimi czasy systematycznie we mnie zmieniało. Jest w każdym z moich tekstów. I to jest moja prawda. Jest takie powiedzenie, że „z prawdą jest jak z dupą, każdy ma swoją”. Coś w tym jest. Ile bowiem ludzi, tyle rzeczywistości i tak samo dużo prawd. Nie ma tu miejsca na uogólnienia. Czasem jest ona takim cichym głosem w nas, który wciąż wraca i wraca. Zamykamy drzwi a ona wejdzie oknem czy inną szparą. Jeśli nie teraz, to później, ale zawsze trafi do nas. Wcześniej czy później. Czasami wcale nie przychodzi cicho, tylko dostajemy nią po głowie dość mocno i z ogromnym zaskoczeniem.

Bardzo trudno jest mówić o jakichś ogólnych prawdach. Nawet nie wiem czy istnieje w ogóle dla mnie coś takiego. Czy nauka zawsze ma rację? Różnie z tym bywa. Czy chemioterapia zawsze pomaga? Czy można ją określić, jako dobrą? Dla każdego? Tu też bywa różnie. Nie ma tu miejsca na ogólniki.

Bo jeśli chcemy znaleźć prawdę, musimy odejść od uogólniania.

I tu dochodzę do sedna sprawy…

Co wolisz, gorzką prawdę czy słodkie kłamstwo?

Kiedyś podchodziłam do tego właśnie w taki sposób. Wydawało mi się, że prawda, to jest prawda, czasem gorzka. I że z ludźmi nie trzeba się cackać, bo „life is brutal and full of zasadzkas”. Szczerość to podstawa. Tak, owszem, gama emocji jest szeroka. Smutek, złość czy poczucie odrzucenia są bardzo ludzkie. Tak, zaraz po szczęściu i zadowoleniu są to jedne z dominujących odczuć. Myślisz jednak, że to jest nie twoja sprawa, tylko tego, kto poczuł się urażony? Myślisz, że to jego praca do wykonania? Jego problem, że się tak poczuł? A ty masz być szczery do bólu?

Pisałam już o tym, że bardzo ważne jest to, co z nas wychodzi. Co chcesz zatrzymać, ucieka. Co chcesz z siebie usunąć, odepchnąć, to wraca. Więc zwracaj uwagę na to, co z siebie usuwasz, co z ciebie wychodzi. Bo to, co z siebie dajemy, do nas wróci kiedyś. Dałeś komuś szczerość, ale w takiej postaci, że odczuł smutek i cierpienie. Co w takim razie do ciebie wróci? Myślisz, że nie jest ważne wyważenie słów? Dobieranie ich w ten sposób, aby nikogo nie urazić? Myślisz, że nie da się tego zrobić? Że to nie ma sensu? Szkoda czasu? Bo to nie twój problem?

Owszem, kiedyś to było dla mnie trudne. I przyznam, że myślałam właśnie tak, jak to opisałam wcześniej. Teraz, kiedy piszę komentarze pod tekstami, z którymi nie do końca się zgadzam, zawsze długo układam słowa krytyki. W taki sposób, aby nie były odebrane jako krytyka. W taki sposób, aby kogoś to nie zabolało. W większości przypadków milczę, bo tak naprawdę niewiele mogę zmienić. Zasada jest dość trudna, wbrew pozorom. Wiele słów mogłabym napisać wprost, bo tak jest łatwiej. A przede wszystkim szybciej. A tak, długo myślę nad każdym słowem, na co potrzeba czasu. Ta zasada to:

MÓW O SWOICH UCZUCIACH.

To jednak nie wszystko. Jeśli nie potrafię przekuć tej goryczy na choć odrobinę słodyczy, to nie odzywam się w ogóle. Czasem to jest bardzo trudne. Łatwiej napisać, że się z czymś nie zgadzam, że widzę to inaczej. Łatwiej napisać coś wprost, zamiast szukać lepszych słów, które nie zranią, nie spowodują czyjegoś smutku lub nie wywołają agresji i chęci obrony. Łatwiej zwyczajnie wytoczyć wszystkie kontrargumenty i pokazać moją rację. Znacznie trudniej zrobić to inaczej. Czasami moje teksty są swoistymi komentarzami do czyichś słów, jak w tym wypadku.

Dbam o słowa dla siebie samej. Aby nie zaśmiecać samej siebie. Dbam o to, co jest w mojej duszy. Mnie osobiście żadne twoje słowa nie zaszkodzą, choćby i bolesna krytyka czy szczerość do bólu. Dla mnie to nie jest ważne, ale dla ciebie twoje słowa są ważne. Dla twojego umysłu twoje myśli są ważne. On się nimi karmi. Co mu dajesz, to masz. Zadbaj nie o mój stan duszy lecz o swój własny. Dla siebie się postaraj nie ranić innych. Zadbaj o tę szczerość, bo ona jest ważna, ale też i o sposób, w jaki ją przekazujesz. Nie dla innych, dla siebie. Twoje wnętrze to nie śmietnik. Zwracaj uwagę na słowa, które wychodzą z ciebie.

Moja prawda… Czasem mam tak dużo do powiedzenia. Mogłabym mówić, pisać więcej. Próbować na siłę pokazywać komuś tę moją prawdę, kiedy widzę, że błądzi, że nie rozumie. Przekonywać, kiedy widzę, że gubi się. No, mogłabym… Jednak tego nie robię. Kiedyś jednak próbowałam, przyznam. Teraz pokażę siebie, że jestem i czekam, podsunę pomysł, pokażę kierunek, w który ktoś mógłby spojrzeć i czekam na ruch tej osoby. Na to czy w ogóle tego chce. Nie narzucam się. Dalej jej ruch. Mogłabym inaczej, owszem. Bardziej wprost. Jednak nie mogę tego zrobić. Bo dalej każdy musi sam. Nie mogę mówić innym jak mają żyć i co robić, w moim mniemaniu. Czasem wiem tylko, co bym ja zrobiła. Ale w tej kwestii najpierw musi być to pytanie, żeby padła odpowiedzieć. Jeśli nikt mnie o to nie pyta, ja nie odpowiadam.

Nie ma pytań, nie ma odpowiedzi.

Nie mogę komuś na tacy położyć odpowiedzi i wskazać konkretnej drogi. Wiele ludzi uważa, że wiedzą i muszą natychmiast tą wiedzą się podzielić. Bo to jej/jemu pomoże. Niekoniecznie. Może tak, może nie. On musi sam… Ona musi sama… Przede wszystkim chcieć i otworzyć się na zmiany. Mogę pomóc jedynie w znalezieniu pytań. Nie mogę kogoś na siłę otworzyć i za niego przekręcić tego klucza w drzwiach, bo on tkwi po tamtej stronie drzwi. Mogę zrobić pierwszy krok, zapukać i potem czekać. I to właśnie robię. Pukam. Nie zawsze otwierają. Nie słyszą, nie widzą… Mogę pomóc w odszukaniu własnej prawdy. Tu jest moja, powtarzać to będę aż do znudzenia. I dlatego czasem z mojej strony jest taka cisza. Nie zawsze brak odpowiedzi oznacza, że nie mam nic do powiedzenia. Czasem mam i to bardzo wiele… Ale to jest moja prawda. Bardzo cenię sobie zarówno słowa, jak i ciszę. Szukam zawsze wśród nich równowagi. Czasem podejmuję decyzję, by nic nie mówić. I to też jest moja prawda. Czasem mogę tylko słuchać, dokładnie i wnikliwie. W tej ciszy…

A czasem jest tak, że coś wiem. Tak bardzo coś wiem, ale nie ma dla tej prawdy słów. Ona jest we mnie, ja ją znam i w żaden sposób nie mogę jej wyrazić. Jest tylko cisza… Mogę tylko uśmiechnąć się do siebie i cierpliwie poczekać. Zwykle słowa przychodzą, ale nie wtedy, kiedy ja tego chcę. One przychodzą we właściwym czasie. Także każdy tekst ma taki kształt a nie inny w jakimś celu. Mam w sobie znacznie więcej. Jednak nie wszystko mogę, chcę, powinnam czy umiem wyrazić. Resztę musicie już szukać samodzielnie.

I powtórzę jeszcze słowa z innego mojego tekstu:

„Z prawdą jest jak z nasionkiem. Jeśli trafi na odpowiedni dla siebie grunt, to wykiełkuje. Nie musimy stać i czekać nad doniczką czy rabatką. Wskazane jest, by zajmować się swoimi obowiązkami, żyć, funkcjonować normalnie, obserwować i być uważnym. Z człowiekiem jest jak z ziemią, nie każda jest taka sama. Każdy człowiek jest inny, jak i ziemia jest inna. Prawda trafia w podatny grunt, w odpowiednią dla niej ziemię. Co ma wzejść, to wzejdzie.”

Każdy z nas może odkryć prawdę, przyglądając się swojemu wnętrzu, samemu sobie, swoim emocjom, słuchając intuicji.

Ten blog jest tymi drzwiami właśnie. One są otwarte… Dla każdego. Drzwi bez klucza. Kiedyś je zamykałam i skrzętnie pilnowałam klucza. Wyrzuciłam go jakiś czas temu. Kiedy odkryłam czym jest prawda…

Pamiętaj tylko, mimo otwartych drzwi, wciąż obowiązuje kultura. Ona jest ważna także dla ciebie.


Słyszeliście kiedyś opowiadanie o czarnych nieznanych drzwiach? Wyjątkowo pasuje mi ono dziś. Warto się nad tym zastanowić. Jest to opowiadanie Nikodema Marszałka z książki „“52 skuteczne psychorady”. Taki darmowy e-book, który można sobie pobrać. Na str. 143 znajdziemy właśnie to opowiadanie:

Usłyszałem kiedyś pewne opowiadanie, które przedstawiało pewnego sędzięgo, który żył na Dzikim Zachodzie. Miał on dziwny zwyczaj, każdemu kryminaliście, którego skazywał na powieszenie, dawał wybór: szubienica albo czarne, nieznane drzwi. Kiedy nadchodził czas egzekucji, sędzia ów zawsze kierował do skazanego takie słowa: „Co wybierasz – szubienicę czy czarne, nieznane drzwi?” Prawie każdy, któremu to proponował wybierał sznur. Pewnego dnia szeryf zapytał: „Dlaczego wszyscy wybierają powieszenie, zamiast tych czarnych drzwi?”. Sędzia odpowiedział: „Oni zawsze wybierają coś znanego, wolą to od nieznanego. Ludzie boją się czegoś, czego nie znają. Ja dałem im wybór”. „Co takiego jest za tymi drzwiami?” – zapytał się szeryf. „Wolność” – odpowiedział sędzia – „ale bardzo mało ludzi jest dostatecznie odważna, aby wybrać drogę do nieznanego”.

Reklamy

6 myśli w temacie “O drzwiach, zamkniętych i otwartych

    1. Takie drzwi spotkamy w naszym życiu wiele razy. I musimy zdecydować, które otworzyć, które nie, a które zamknąć. Wiele razy sami je budujemy, wstawiamy zamek, zamykamy na klucz. Te drzwi są synonimem naszego życia, naszych decyzji. Czasem trzeba coś otwierać, a czasem też zamykać. Czasem to bardzo trudne decyzje. Tak, te drzwi to samo życie…

  1. Kiedy kończyłam czytać Twój tekst dostałam powiadomienie, że skomentowałaś mój o snach! Czytałyśmy się nawzajem w tym samym momencie 🙂 🙂

    Osoby z mojego najbliższego otoczenia zwracają się do mnie po ostateczną opinię w wielu sprawach. Nie to, żebym była jakimś mędrcem, ale wiedzą, że ja nie owijam w bawełnę. Nie wiem nawet, czy forma moich wypowiedzi jest dostosowana do wrażliwości odbiorcy? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Zawsze jednak również tłumaczę, dlaczego myślę w dany sposób i może to sprawia, że lubią moje rady.

    Niedawno moja mama miała mnie odwiedzić, ale złapał ją sobotni leń. Zadzwoniła do mnie i bardzo naokoło próbowała mi powiedzieć, że to chyba nie jest dobry dzień na wizytę jednak. Zapytała, co o tym sądzę? Mogłam pewnie powedzieć, żeby sobie została w łóżku i poleniuchowała, bo najwyraźniej tego potrzebuje. Zamiast tego odpowiedziałam jej, iż myślę, że jej pomysł „jest do dupy”. Mama się roześmiała i zaraz u mnie była haha 😛

    1. Może odwiedzają Twojego bloga i przez to wiedzą o Tobie więcej? 🙂 Nie wyrywam się zbytnio do wygłaszania opinii, z wyjątkiem tego miejsca. Ale tu chyba nikt z moich znajomych nie zagląda, więc nawet, jeśli mieliby chęć pogadać na tematy, które poruszam tuta (lub wszelkie inne)j, to większość być może nie wpadłaby na pomysł, żeby zrobić to ze mną. 😉

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.