O ślepocie…

Wiem czym jest lęk. Żyłam z nim większość mojego życia. Wiem czym jest nerwica, depresja. Znam z autopsji ludzki ostracyzm, agresję, nienawiść. Wiem, jak to jest być dzieckiem popychanym, wyśmiewanym. Znam smak odrzucenia. Wiem także, co robi z naszym ciałem i zdrowiem przewlekły strach, który przeradza się w przewlekły lęk. Znam ten ból. Żyję z jego konsekwencjami już ponad 40 lat. Bo wiem, że wszystkie moje dzisiejsze problemy ze zdrowiem, mają swoje źródło w tym, co przez lata w mojej duszy się działo. Aby wyjść z tego lęku, nie potrzeba wcale wiedzy książkowej, specjalistycznego wykształcenia. Jestem tego najlepszym przykładem. Nie mam wykształcenia psychologicznego. Nie posiadam wiedzy fachowej. Jedyne co posiadam, to doświadczenie i wiedzę, którą biorę z samego źródła.

Czasem czytam historie osób w depresji, z lękami, nerwicą. Wiele młodych osób zmaga się z tego typu problemami. Czują się odrzuceni przez społeczeństwo. Nie radzą sobie ze sobą, więc z życiem i światem wokół nich również nie. Spora część przenosi to do dorosłego życia, wciąż borykając się z tymi samymi nierozwiązanymi problemami. One nasilają się, zmieniają postać, ale ich źródło jest wciąż takie samo. Niewyjaśnione, niewypracowane, niezrozumiane.

Sporo nad tym ostatnio myślałam. Nad tym, jak te terapie wyglądają dziś. Jak wygląda pomoc. Obserwuję ludzi dotkniętych depresją, którzy czują się skazani na antydepresanty. Terapie, które coś tam niby dają… Niby… Bo jeszcze są na tym świecie i jakoś funkcjonują. Ostatnio byłam świadkiem tego, w jaki sposób  niektórzy funkcjonują… Trochę mnie to przeraziło, przyznam. Może i też trochę dlatego postanowiłam napisać. Czytam czasem o skutkach tychże leków, jak ludzie po nich się czują. I gubią się sami ze sobą. Nie wiedzą czy to oni fiksują, czy to działanie leków. Rozwalają sobie organizm i nie zdają sobie sprawy, że tak naprawdę, te leki nigdy nie rozwiążą ich problemu. Żadna pastylka nie sięgnie za nas do źródła problemów, do ich przyczyny. Tam musimy zajść sami. Te leki sprawiają jedynie, że efekty naszej depresji są mniej dokuczliwe, a w naszym organizmie wyrządzają ogromne szkody. A po długotrwałym braniu, odstawienie jest bardzo trudne i często równie mocno szkodliwe. Zamknięte koło…

Aby zrozumieć źródło naszych problemów, trzeba zajrzeć w głąb siebie. Wiedzieć czym jest nasz lęk, jak i skąd biorą się w nas takie emocje a nie inne. Nie każda terapia tym skutkuje. Nie każda trafia. Nie każdy człowiek w nas trafi, wszak sami ze sobą mamy problem, to czego oczekiwać od innych. Tak czy siak, to jest nasza własna praca, której żaden terapeuta za nas nie wykona. To nasz wysiłek. W wielu wypadkach te leki wcale nie są koniecznością. W wielu wypadkach można inaczej. Wszystko zależy od nastawienia. Podstawowe pytanie, to czego oczekuje się od terapii. Czy przypadkiem nie jest tak, że chcemy, aby inni wykonali za nas robotę, by powiedzieli jak żyć, co widzieć i którędy iść. Niech inni za nas pomyślą, a my na gotowe.

Zapamiętałam pewien komentarz na jakiejś ze stron. Osoba opisywała swoje doświadczenia z depresją. Zapamiętałam dlatego, ponieważ niezwykle zgadzał się z moimi doświadczeniami. Osoba ta brała leki krótko, ze względu na ich szkodliwość i skutki uboczne. Po odstawieniu, w momencie, kiedy było jej mega ciężko, doszła do takiego momentu, że się poddała. Stwierdziła, że może sobie umierać, bo ma już dość. I wtedy odkryła coś, co i ja dawno temu odkryłam. Poddanie się to był strzał w dziesiątkę. Lęk minął. Mózg odkrył, że nie ma już zagrożenia. Wszystko odeszło. Dziś poleca tę metodę wszystkim. Nie mogę się z tym nie zgodzić. Ona sięgnęła dna i od niego się odbiła. O tym też już kiedyś pisałam. Poddanie się jest kluczem otwierającym wiele drzwi, głównie w naszym umyśle. To tak, jakby odzyskać wzrok. Łał! Szok…

Bo czym jest tak naprawdę lęk? Dość trudno będzie mi to opisać, jednak spróbuję ująć swoje myśli najlepiej, jak tylko potrafię. Porównałabym go do osoby, która nic nie widzi. Lęk jest rodzajem ślepoty. To zaburzenie postrzegania. Choroba umysłu. Nie widzisz, nie dostrzegasz tego, co jest w tobie głęboko ukryte, własnych emocji. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, że to, co widzisz na zewnątrz, to masz też w środku. To nie świat jest taki, tylko ty. Nie zauważasz, że twoje emocje cię zatruwają. Gniew na wszystko wokół, bo świat jest okropny a ludzie złośliwi. Nikt cię nie rozumie i nikt nie kocha. W rezultacie to ty sam siebie nie kochasz najbardziej. Nie rozumiesz sam siebie. Jesteś ślepy, choć oczy masz sprawne. Twój umysł radzi sobie z tym, co ma, więc gniew rodzi gniew i trochę innych uczuć, które wcale ci nie pomogą, jeśli sobie tego nie uświadomisz. Powoduje on, że rusza machina negatywnych uczuć. Umysł karmi się zagrożeniem, bo taki pokarm dostaje. Ale można to zmienić. Można wypracować. Można z tego wyjść. Nazywanie własnych emocji i akceptacja jest ważnym krokiem do wyjścia z depresji. Jak i wspomniane już poddanie. To jest ciężka praca, każdego dnia, w każdej chwili, zmieniając swoje myślenie i to wszystko, co nam w umyśle siedzi. Przepracowywanie wszystkiego, krok po kroku. Nie walka, ale praca, z własnymi emocjami. Wymiana gniewu na miłość, zrozumienie, odrobinę życzliwości. Dla siebie na początek. Zbierać najpierw dla siebie, by potem mieć co dać dla innych. Każdego dnia, powoli, odkrywać to, co w nas siedzi. Zaakceptować się takim, jakim się jest w tej chwili. Tak, mam już dość.  Tak, opadłam z sił. Pozwolić sobie na te emocje, na to, że nie możesz, nie potrafisz. O samych emocjach pisałam już sporo. Można się cofnąć do tych tekstów, aby zobaczyć, jak sama pracowałam nad sobą.

A przede wszystkim powiedzieć życiu „TAK”. Jak to robi Eckhart Tolle:

Kiedy powiesz „tak” temu, co życie przynosi, kiedy zaakceptujesz tę chwilę taką, jaka jest, poczujesz w sobie rodzaj przestrzeni, gdzie panuje głęboki spokój. Na zewnątrz możesz nadal być szczęśliwy, kiedy świeci słońce i niezbyt szczęśliwy, kiedy pada. Możesz być szczęśliwy wygrywając milion dolarów i nieszczęśliwy, kiedy stracisz cały swój majątek. Jednak ani radość, ani smutek już nie sięgają zbyt głęboko. Są zmarszczkami na powierzchni twojej Istoty. Wewnętrzny spokój w tle pozostaje nieporuszony, niezależnie od tego, co się dzieje na zewnątrz. Owo „tak” dla tego, co jest odkrywa wymiar głębi, który nie zależy ani od warunków zewnętrznych, ani od warunków wewnątrz, gdzie stale oscylują myśli i emocje. Poddanie przychodzi o wiele łatwiej, kiedy pojmiesz ulotną naturę wszelkich doświadczeń oraz to, że świat nie może ci dać nic, co jest trwale. Będziesz nadal spotykał ludzi, żeby podejmować działania i mieć doświadczenia, ale bez żądz i lęków ego. To znaczy, że nie będziesz wymagał już od sytuacji, osoby, miejsca, czy zdarzenia, żeby cię zadowoliły albo uszczęśliwiły. Pozwolisz być ich przemijającej i niedoskonałej naturze. I wtedy zdarza się cud. Kiedy już nie stawiasz niemożliwych żądań, każda sytuacja, osoba, miejsce, czy wydarzenie stają się nie tylko zadowalające, ale także bardziej harmonijne, spokojniejsze. Kiedy całkowicie zaakceptujesz tę chwilę, kiedy już nie sprzeczasz się z tym, co jest, mimowolny potok myśli cichnie i zostaje zastąpiony czujnym spokojem. Jesteś w pełni przytomny, a jednak umysł w żaden sposób nie szufladkuje tej chwili. Taki stan wewnętrznego braku oporu otwiera cię na bezwarunkową świadomość, nieskończenie potężniejszą od ludzkiego umysłu. Ta bezkresna inteligencja może wtedy wyrażać siebie poprzez ciebie i pomagać ci zarówno od wewnątrz, jak i na zewnątrz. Dlatego właśnie zaniechanie wewnętrznego oporu powoduje, że sytuacja zmienia się na lepsze. Czy ja mówię, „Ciesz się tą chwilą. Bądź szczęśliwy”? Nie. Pozwól tej chwili być taką, jaką jest. To wystarczy.

Bo osoba w depresji mówi życiu „NIE” i najgorsze jest to, że sobie z tego kompletnie sprawy nie zdaje. Wszystko jest na „NIE”; ludzie, świat, ona sama, jej emocje. Boi się życia, boi się śmierci. Boi się ludzi. Jest zawieszona jakby gdzieś pomiędzy. Chce żyć, chce się cieszyć, ale ta ślepota przeszkadza jej znaleźć drogę do życia. Tymczasem trzeba brać przykład z osób prawdziwie niewidzących, bo większość z nich wie jak żyć, niejednokrotnie lepiej niż widzący. Ludzie ciężko chorzy też bardzo często wiedzą jak żyć. Ale można zacząć żyć wcześniej, nie czekać aż nas choroba nauczy. Ja tego nie byłam świadoma. Nikt mi tego nie powiedział. I może dlatego dziś wam to mówię. Może zdążycie zrozumieć to wcześniej. Można…

Na studiach jeździliśmy do ośrodka dla dzieci niewidomych w pobliskich Laskach. Była tam osoba, które nie widziała i nie słyszała. Nie wyobrażasz sobie tego, prawda? Widziałam uśmiech na jej twarzy, zgodę na życie. Takim, jakie jest. Nie pamiętam dziś czy to chłopak, czy dziewczyna, tylko ten uśmiech. Zapadło mi to głęboko w sercu i tak dziś to odkopałam, na potrzeby tego tekstu. Ten uśmiech na twarzy jest ze mną do dziś.

A życie wcale nie jest za krótkie. To my zaczynamy żyć zbyt późno.

Słyszysz, że masz nerwicę, depresję, zaburzenia lękowe? Zapomnij o tym, co jest z tobą NIE TAK. Nie bierz sobie tego w ogóle do głowy. Pomyśl o tym, co jest tobą TAK i pielęgnuj to. Szukaj swoich walorów. Czasem pomoc stoi tuż obok ciebie, masz ją na wyciągnięcie ręki. Ty jednak wolisz posługiwać się starymi schematami, tymi samymi od lat. Wolisz przebywać z takimi jak ty, bo oni ciebie rozumieją? Bo to samo przeżywają? Inni to jakaś tragedia, w ogóle nie rozumieją. Fajnie, tylko czy pomagają ci wyjść z takiego myślenia? Przecież tak samo jak ty tkwią w tym wszystkim, więc jak ci to ma niby pomóc? Nie trzymaj się tak kurczowo tego schematu, który towarzyszy ci od lat. Do tej pory nie pomógł, to i nie pomoże. Posłuchaj czasem tego, czego słuchać może nie chcesz. Przed czym się tak opierasz. Popatrz na to, czego oglądać nie chcesz. Przyglądaj się sobie, swoim reakcjom.  Pomyśl, dlaczego powstał w tobie opór. Dlaczego się bronisz przed czymś. Nie stwarzaj żadnych granic. Spojrzyj szerzej, głębiej. Zaakceptuj życie takim, jakie jest. Razem z tymi ograniczeniami, jakie masz, ale nie stwarzaj już nowych granic. Jak zaczniesz otwierać się na życie, zobaczysz jak te granice, które już postawiłeś, same się burzą.

Piszecie czasem, że wasz terapeuta wie co robi i trzeba mu zaufać. Zapewne wie co robi, tylko nie zawsze to jest dla nas dobre. Niestety. Wiele razy się o tym przekonałam i tylko intuicja uchroniła mnie przed błędem. Bo wiedza książkowa, to jeszcze nie wszystko. To zaledwie mały ułamek. Tego, co najważniejsze w książce nie znajdziesz. I pamiętaj, że najważniejszą księgą jest twoje serce. Poza tym, to nie on ma robić, tylko TY. To twoja praca. On tylko może podpowiedzieć ci, w którą stronę masz popatrzeć, ale dalej to już twój wysiłek, twoje oczy, twoja droga. Nikt ci nie powie co masz widzieć, a jeśli to robi, uciekaj. Tak samo jest z lekarzami. Gdybym zawsze ufała lekarzom i robiła, co każą, byłabym dziś pewnie wrakiem człowieka. Ostatnio nawet kolejny raz się o tym przekonałam i tylko dzięki własnej przytomności wracam powoli do siebie. Myśl samodzielnie.

Pomoc jest bliżej niż myślisz. Musisz tylko nauczyć się patrzeć, aby ją dostrzec. Widzieć to, co lubisz i czego nie lubisz oraz zaprzestać oceniania tego. Co chcesz i czego nie chcesz. Dostrzegać rzeczywistość taką, jaką ona jest, a nie taką, jaką chciałbyś, aby była. I akceptować to. Musisz zrozumieć, że szklanka nie jest do połowy pusta. Nawet nie jest do połowy pełna. Ona jest cała pełna. Jeśli pół szklanki to woda, co zawiera drugie pół? I tak staraj się patrzeć na życie. Życie, które jest różnorodne. Nie zastanawiaj się, dlaczego inni mają więcej; szczęścia, pieniędzy, spokoju, radości czy czego tam jeszcze. Myśl mniej nad innymi, a więcej nad sobą. Jeśli chcesz skupiać się na innych, to w formie pomocy innym. To też dobra terapia. Myśl nad tym, czego tak naprawdę pragniesz od życia. I jeśli przerabiasz jakiś ważny dla ciebie tekst, choćby moje własne, przeczytaj jeden i nie myśl o nim w tej chwili. Zostaw go i odejdź. Nie próbuj zapamiętać, wbijać czegokolwiek do głowy. To, co ma zostać i wykiełkować, to wykiełkuje.

Polecam również medytację. To skuteczna metoda, wypróbowana przeze mnie. Nie koncentrację, lecz medytację. Praktykę uważności i obserwację, zwaną „mindfulness”. Nie ma tam żadnej magii, ani czarów. Aby się nie powtarzać, wpisz w moją wyszukiwarkę słowa „medytacja” lub „mindfulness” i poczytaj, co przez to rozumiem.

Wieje ci wiatr w oczy. Rozumiem. Myślisz, że tej pani, co przeszła obok ciebie z wielkim uśmiechem na twarzy wieje mniej? Może jest ciężko chora i właśnie zrozumiała czym jest życie. Nie oceniaj niczego. Nie oczekuj. Przyjmuj…

I uśmiechnij się, pomimo tego wiatru, co zamyka ci oczy. Otwórz serce. Patrz sercem. Patrz wnętrzem. Wyostrz intuicję. Wyostrz zmysły. Bez oczu też można widzieć. I to jak głęboko czasem….

To jest właśnie świadomość…

 

Reklamy

6 odpowiedzi na “O ślepocie…”

  1. To wszystko prawda, co napisałaś i pięknie to wszystko ujęłaś w słowa i uporządkowałaś. Rady dawane prosto z serca i oparte na własnych doświadczeniach są najcenniejsze.

    Ja myślę tak samo, jak Ty i wiem, że otoczenie również odbiera mnie jako zawsze zadowoloną osobę, nie narzekającą na nic, nie oczekującą zbyt wiele. Nigdy nie cierpiałam na depresję i nie wiem, skąd u mnie takie podejście? Kiedy nastąpił ten moment, w którym to wszystko zrozumiałam? Ciekawe, w jakim stopniu zależy to od charakteru i osobowości.

    Pokażę Twój tekst paru osobom ze swojego otoczenia.

    1. Jeśli choćby do jednej osoby ten tekst trafi i komuś pomoże, to już jest sukces. Dziękuję za dobre słowa. Może te znikające komentarze to tylko chwilowe problemy. U mnie tylko jeden Twój komentarz zniknął. Więcej się chyba nie powtórzyło, a zaglądam do spamu.

      1. Problemem zajął się Akismet i wygląda na to, że wszystko jest już ok 🙂

        Będę pamiętała o Twoim tekście i, jeśli nie masz nic przeciwko, wstawię u siebie odnośnik do niego w ramach pisania na temat związany z tym, który Ty poruszyłaś 🙂

  2. Dokładnie, zgadzam się z każdym słowem. Również przechodziłam przez depresję w swoim życiu i w końcu odpuściłam- to było to… Swoje doświadczenia i wiedzę również czerpię ze Źródła, nie ma lepszej książki, ani nauczyciela. Pozdrawiam serdecznie ❤

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.