Nie kupuję tego!

O tym wszystkim, czego mój umysł przyswoić nie potrafi. A może nie chce… O tym, z czym się zwyczajnie zgodzić nie mogę. O wszechobecnych barierach. O granicach, które cieszą się tak ogromną popularnością. O wszystkich słowach, które gdzieś w tym tekście zawisły niewypowiedziane, pomiędzy jednym zdaniem a drugim. Bo wypowiedzieć ich na tę chwilę nie umiem. I może nie czuję potrzeby, by je wyrażać. Może właśnie tak jest dobrze.

Czasem, mimo najszczerszych chęci i robienia wszystkiego, co tylko możliwe, czyli mówienia o sobie i swoich uczuciach w poruszanej kwestii, nasza opinia jednak kogoś dotyka, komuś się nie podoba. Bywa, że wpisujesz komentarz z innym spojrzeniem na poruszaną kwestię pod czyimś postem i nie zostaje opublikowany. Aha, twoje uczucia nie zgadzały się z uczuciami autora tekstu. Ok. W zasadzie to nie mój problem, ponieważ jeśli zechce o czymś powiedzieć, to i tak powiem. Zdarza się, nie? Po dłuższej jednak chwili przychodzi refleksja. Jednak czegoś tu nie rozumiem…

Nie moderuję komentarzy, ponieważ uważam, że nie jest to kółko wzajemnej adoracji, chociaż czasem Akismet ma własne zdanie na ten temat i muszę zatwierdzić ręcznie. Nie wiem od czego to zależy. Każdy jednak może uważać inaczej. Za kulturę słowa odpowiada piszący, a za spam odpowiedni program, który dostajemy w WordPressie i który bezbłędnie wywiązuje się ze swojego zadania.

Nie mam nic przeciwko krytyce. Świat był, jest i będzie pełen ocen, sądów i opinii. Krytyka jest codziennością. Przez wiele lat miałam ogromny problem z jej odbiorem i przyjęciem. Odbijałam piłeczkę… Dziś jest mi dużo łatwiej, choć nadal nad tym pracuję. I bardzo doceniam wszystkie sytuacje, które poprzez krytykę powiedziały mi tak dużo o mnie samej. Dziękuję dziś tym wszystkim ludziom, za ich krytykę, która bardzo dużo mi pomogła. Zwłaszcza moim bliskim, za tę najtrudniejszą krytykę.

Nie zgadzać się z kimś można jednak w dwojaki sposób; agresywny lub nie.

  • Nie masz racji, bo z tym jest tak i tak…
  • Jesteś głupi

Tu przykładów można podać setki, ale każdy z nas zna je z autopsji zapewne i wie, o czym mówię. To jest nic innego, jak atak. Mówi się wtedy o kimś innym. „TY” nie masz racji. Rozumiem, że nie każdy umie sobie z tym poradzić. Niektórzy odpierają taki atak. I wtedy następuje zabawa w  przeciąganie racji, walka na argumenty. Sama kiedyś to robiłam. Dziś uważam, że to nie ma sensu. Staram się nie reagować na tak przedstawione opinie. Nie bawi mnie taki rodzaj zabawy. Muszę również przyznać, że tu na blogu, nie mam z taką krytyką, jak dotąd, większych problemów. Być może, dlatego że tematyka bloga jest kompletnie niepopularna. Nie reaguję, co nie znaczy, że nie przyglądam się własnym emocjom. Swoje zdanie, w kwestiach dla mnie ważnych, staram się przedstawiać w formie „Ja”. Ja czuję to tak, widzę to tak. Myślę, że tak postawione zdanie nie rani, ani nie obraża nikogo. Nie powinno przynajmniej. Zdaję sobie jednak sprawę, że niektórzy to też mogą odbierać jako krytykę, mimo wszystko. Czyżby jedyną rozsądną opinią była ich opinia? W jakim celu miałabym usuwać komentarze osób, które myślą inaczej? Nie robiłam tego i robić nie zamierzam.

A może moja opinia, inna niż twoja, zmieni coś na lepsze w twoim życiu? Jeśli będziesz w stanie ją przemyśleć, zanim odrzucisz. Może twoja opinia zmieni coś w moim życiu? Wszak nie raz tak bywało, jeśli o mnie chodzi. A pamiętasz słowa Edwarda Stachury, które już tu przytaczałam?

Jeżeli coś dotyka cię, znaczy: dotyczy cię. Jeżeliby nie dotyczyło cię – nie dotykałoby cię, nie zrażało, nie obrażało, nie drażniło, nie kłuło, nie raniło. Jeżeli bronisz się, znaczy: czujesz się atakowany. Jeżeli czujesz się atakowany, znaczy: jesteś celnie trafiony. Miej to na uwadze.

Pomyśl o tym, jeśli cokolwiek kiedykolwiek cię dotknie. Nie o tym, dlaczego ten ktoś to zrobił, ale dlaczego twoja reakcja była taka, a nie inna.

Z każdej krytyki, z którą się kiedykolwiek spotkałam, starałam się coś wyciągnąć dla siebie, przyjrzeć się sobie i własnym emocjom. Przecież wystarczy odpisać grzecznie: „Dziękuję za opinię i miłego dnia życzę.”. Z krytyką jest tak samo, jak z tym usuwaniem kamieni spod nóg małego brzdąca, o czym pisałam w poprzednim poście. Trzeba ją zaakceptować w naszym życiu, nauczyć się z nią obchodzić i pomagać tym, którzy mają z tym problem. Ona jest i będzie, bo każdy z nas jest inny. Po co udawać, że jej nie ma? Świat jest, jaki jest, bez względu na to czy w to wierzysz, czy nie. I chcę go widzieć takim, jaki jest, bez udawania, że jest inny.

Każdy chce przeżyć życie po swojemu, na własnych zasadach i nie lubi jak się go krytykuje czy wsadza nos w nie swoje sprawy. Rozumiem. Nie ma sensu dyskutować z czyjąś rzeczywistością, bo tych jest tyle, ile ludzi na świecie. Fakt. To też rozumiem i się z tym zgadzam. Jednak nie można zamykać się na inne opinie, ignorując i usuwając ze swojego otoczenia wszystko to, co jest inne od naszego, bez zapoznania się z tą opinią. Bez przetrawienia tego. Bez czasu, którego tu potrzeba. Bez dania szansy, sobie zwłaszcza. Trzeba znaleźć w tym równowagę. Być otwartym, ale nie pozwolić wejść sobie na głowę. Czasem cudza krytyka może wnieść coś nowego do naszego życia, jeśli nauczymy się przekuwać ją w coś dobrego. Bywa też tak, że wytyczamy innym ludziom granice, po to właśnie, aby żyć po swojemu, zgodnie z własnymi pragnieniami. I tu przykład z jakim się spotkałam. Jeśli ktoś nie chce, by babcia karmiła jego dziecka czekoladą, to w takiej sytuacji stawia jej granice? Babci? Masz mi nie karmić dzieciaka czekoladą, bo nie życzę sobie tego. Tak? A jak nie poskutkuje, bo często tak bywa z naszymi babciami, to co? Ograniczamy kontakty? Jeśli mamy w swoim otoczeniu osoby toksyczne, to tak samo? Stawiamy im granice i dziękujemy uprzejmie, jeśli nie posłuchają nas? To jak leczyć objawy, a nie sięgnąć do źródeł choroby.

Kimże ja jestem, żeby rozkazywać innym i ich ustawiać do moich własnych zasad?

Przyznam, że czasem jestem zwyczajnie przerażona tym, co widzę, co słyszę czy czytam. I nie kupuję tego. Czy naprawdę nie da się przeżyć tego życia po swojemu, bez wytyczania granic?

Jeśli chodzi o podany przykład, w moim przypadku najprostszym wyjściem była rozmowa z samymi dziećmi. Wytłumaczenie im zależności, pomiędzy alergią na dane pokarmy czy jelitem drażliwym, a bólami brzucha. Wytłumaczenie tego, dlaczego czegoś nie powinny, o skutkach. Nawet małym dzieciom można to odpowiednio przekazać, aby zrozumiały. Tak rozumiem uczenie dziecka odpowiedzialności i konsekwencji własnych czynów, od małego brzdąca.

Nie ma sensu chronić dzieciaków przed światem [czytaj; przed babcią dającą im czekoladki]. Trzeba im ten świat pokazać i wyposażyć w możliwości, które pozwolą im samym mierzyć się z przeciwnościami.

Właściwe relacje z drugim człowiekiem, jak dla mnie, możliwe są bez ustawiania jakichkolwiek granic. Bo granica, to bariera, coś co dzieli. W małżeństwie stawiać granice?! W dzisiejszych czasach podziałów jest i tak dużo, więc wolałabym, by ludzie mówili o łączeniu, nie o podziałach… Każda granica jest jakby naszym mechanizmem obronnym, tą barierą. Jeśli już jest, to tak, trzeba ją sobie uświadomić i przekroczyć, aby iść dalej. Musimy przecież zbudować dom, by mieć schronienie przed wiatrem i zimnem. Jednak potem dążyć już do tego, by nowych granic nie tworzyć. Zwłaszcza sobie samym czy innym ludziom. Zwłaszcza w relacjach. Skoro nie ustawiłam żadnych granic, to znaczy, że można mnie na przykład obrażać ile wlezie? Jasne. 🙂 Można. Niech ktoś próbuje. Proszę tylko pamiętać, że co z siebie wypuścimy, to do nas wróci. Aby coś nas nie dotykało, nie drażniło, a czyjaś krytyka nie bolała, trzeba poznać siebie i swoją wartość. W każdej krytyce szukać siebie i obserwować własne emocje.

Zamiast tłumaczyć innym, żeby mnie nie krzywdzili, sama zbieram siłę. Wzmacniam swoją tarczę, moje wnętrze. A jeśli ktoś wyprowadza mnie z równowagi, to oznacza, że najwyraźniej muszę nad kimś popracować. Nad sobą oczywiście. Intensywniej przyglądam się samej sobie. On tylko wykorzystał lukę.

Kiedyś widziałam wokół siebie mnóstwo toksycznych osób, które wyciągały ze mnie energię, krytykowały, obrażały, unikały itd. Nie umiałam sobie z tym poradzić na poziomie moich własnych emocji. Bolało, dotykało, drażniło. Nie wiedziałam skąd to się bierze i  nieświadomie na to pozwalałam. Im też miałam stawiać granice? A może usunąć z własnego życia czy ograniczyć kontakty? Poradziłam sobie z tym w zupełnie inny sposób. One nie usunęły się z mojego życia, są nadal. Nawet nie próbowałam ich zmieniać. Zmieniałam tylko siebie i nagle się okazało, że ich toksyczność gdzieś zniknęła. Już mi nie dokucza. Więc jak to jest, jak myślisz?

 

Piotr Gordon

 

I na tym właśnie polega różnica, że nie próbuję zmieniać innych. Mogę porozmawiać z tą babcią i tyle. Nie mogę stawiać jej granic w taki sposób, że jeśli zrobi coś nie tak, to my ją z naszego życia usuniemy. Nie mogę zrobić tego komukolwiek. ponieważ to nie jest żadne rozwiązanie, moim zdaniem. Byłam w sytuacji odwrotnej, kiedy pod różnymi groźbami, chciano mnie ustawić tak, abym pasowała do czyichś zasad. Mi postawiono takie granice. I stąd wiem, że sama nigdy tego nie zrobię. Nie uważam, aby to miało dobry wpływ na ten świat i na relacje międzyludzkie. Wręcz przeciwnie… Dlatego o tym piszę. Bo jest to dla mnie wyjątkowo ważne. Temat granic jest dla mnie ważny. Dla świata jest ważny.

Wszyscy dziś mówią o przekraczaniu granic i wychodzeniu ze strefy komfortu. Jak jeden mąż, każdy to samo. O stawianiu granic w relacjach, w małżeństwie, wszędzie. Przyznam, że nie rozumiem tego. Zadziwia mnie fakt, że nie znalazłam jeszcze nikogo, kto mówi o ich niestawianiu. Że wszyscy wolą dzielić, nie łączyć. Że wolą stawiać mury, by potem je móc pokonać i jeszcze być z tego dumnym. Bo się przekroczyło własne granice. Czy tu w ogóle jest jakaś logika?! Może to ze mną coś nie tak?

Czy możliwa jest komunikacja bez barier i granic? Czy da się sprawić, by słowa łączyły, zamiast dzielić?

Moja dusza mówi, że inaczej pojmuje wolność. Że nie pozwoli… Nie może. Nie kupuje tego.

This land is home to me…

Ta ziemia jest domem dla mnie. Nie wiem, czym jest wobec tego dla was, ale wiem, czym jest dla mnie.

Reklamy

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.