Między skrajnościami

Stan równowagi jest dla człowieka osiągnięciem dość trudnym, nie tylko do urzeczywistnienia, dokonania, ale i zrozumienia czym tak naprawdę jest. Znacznie łatwiej jest popaść w skrajności. Jednak dla mnie, odkąd pamiętam, był czymś, czego szukałam i do czego dążyłam. Czym dla mnie jest równowaga?

Na samym początku rozumiałam to jako spokój wewnętrzny, którego we mnie nie było. Spokój, którego tak pragnęłam, zamiast tego chaosu, który się panoszył. Po latach, kiedy odkryłam Zen, zaczęłam głębiej pojmować ten stan i wdrażać we wszystkie aspekty mojego życia. Zrozumiałam, że odnosi się on do wszystkiego w moim życiu. Oznacza dla mnie pewien styl życia, myślenia, funkcjonowania, sposób bycia a nawet ubierania się czy jedzenia. Do dziś odkrywam kolejne powiązania, które pokazują, jak ważna jest w moim życiu równowaga. Buddyzm nazywa to drogą środka. Drogą wiodącą między skrajnościami.

Wszystko wydaje się zrozumiałe, ale jak to przełożyć na codzienne życie, na te nasze małe i duże wybory? Życie nie raz pokazuje nam, jak to jest trudne. A ile ludzi w ogóle nie zastanawia się nad tym, tylko tak pozwala się prowadzić, popychać w skrajnie różne strony. Inni szukają, szukają i znaleźć nie mogą. Marudzą, że to trudne, że to bzdury, oraz że waga przydarzających się nam rzeczy wcale nie jest wyrównana, bo nie mamy tyle samo smutku, co radości lub tyle samo miłości, co cierpienia. A mi cóż, trudno w takich słowach w ogóle odnaleźć równowagę. Nie tak ją pojmuję. Ta równowaga, o której ja mówię, jest niczym innym jak zauważeniem smutku, zauważeniem radości. Odkrywaniem w sobie uczuć. Dostrzeżenie i zauważenie w sobie tych uczuć skutkuje tym, że nie utożsamiamy się z tym, łapiemy dystans. Widzimy, że w nas jest smutek, ale to nie my jesteśmy smutkiem.

Dziś dostrzegam, znajduję, po prostu łapię ten balans życiowy. Mam go w sobie. Wydobywam go z siebie. I dostrzegam, odkrywam go wciąż na nowo, każdego dnia, w tych zwykłych czynnościach, moich wyborach czy decyzjach. I nie ważne, w małych czy dużych. Życie mnie nauczyło, że wszystko jest ważne, wszystko ma znaczenie.

Człowiek, świadomie lub nie, zaburza równowagę, działając wbrew naturze i zaczyna odczuwać tego skutki. Natura bowiem cały czas dąży do równowagi, z nami czy bez nas. Aby dostrzec równowagę, potrzebna jest świadomość. Nie oczy, które nas zawodzą (bo czasem patrzymy a nie widzimy), ale świadomość, która jest czymś więcej niż widzeniem. Bo możesz być ślepy i widzieć więcej. O tę równowagę każdy musi zadbać we własnym zakresie, odkryć ją w sobie przede wszystkim, bo każda zmiana zaczyna się od nas samych. Czy z nami, czy bez nas, natura sobie poradzi, tylko my możemy na tym ucierpieć. Świat bowiem jest jak YIN i YANG. Czy tego chcemy, czy nie. Wiara też nie ma tu nic do rzeczy. Nie ważne czy wierzymy w to, czy nie. I kiedyś człowiek może się o tym boleśnie przekonać. Zresztą, już zaczął… Kiedyś myślałam w taki sposób: „A co ja jedna mogę zdziałać?”. Dziś każdą zmianę zaczynam od siebie i wiem, że taka zmiana ma niebagatelne znaczenie.

Rozejrzyj się wokół uważnie. Ćwicz uważność każdego dnia, a dostrzeżesz coś więcej niż to, co widzą Twoje oczy.

Każdy mój wpis; czyli każdy wysiłek włożony w poznanie siebie, jest tak naprawdę dostrzeganiem równowagi, podążaniem drogą środka, wybieraniem harmonii. Nawet wybierając olej, staram się zachować równowagę. Zastanawiałam się kiedyś nad kosmetykami, ekologią szeroko pojętą. Obserwowałam, jak niektórzy zachęcają do wytwarzania wszystkiego własnymi rękami. I w tym ciągle próbuję znaleźć własną równowagę, ten środek. Nie popadać ze skrajności w skrajność. Robić świadome zakupy, jak i świadomie się odżywiać. Z tym odżywianiem jakiś czas temu miałam spory problem. Obserwując innych ludzi, ich wybory w sklepach, czytając teorie o zdrowym żywieniu, miałam wrażenie, że zamiast mądrzeć, to głupieję. Zamiast wiedzieć co zrobić, gubiłam się jeszcze bardziej, z powodu mnóstwa sprzeczności, które mnie wręcz atakowały. Jak w filmie „Shrek”: „Ja, ja, wybierz mnie!”. Moja teoria jest najlepsza, mój sposób najwłaściwszy, mój produkt najlepszy. Idź tą drogą i inne podobne teksty, z którymi spotykam się na co dzień. Jedz mięso – nie jedz mięsa. Zbyt duża ilość białka szkodzi – nie szkodzi. Zachwalanie oleju rzepakowego, za chwilę informacja o sposobie uprawy rzepaku (czyli opryski Glifosatem, nawet w uprawach ekologicznych). Tysiące sprzecznych informacji, po których człowiek ma wrażenie, że nie powinien jeść niczego i odżywiać się energią słoneczną, bo wszystko nam szkodzi. Czy nie mówiłam już, że życie to choroba przewlekła, na którą musimy umrzeć?

Co bowiem znaczy dbać o własne ciało? Co znaczy zdrowo się odżywiać? Gdzie w tym wszystkim odnaleźć własną równowagę; ducha i ciała? Jak odnaleźć własną drogę? Czy wystarczyło mi wpisać hasło w Google i wybrać coś? Nie. Regularne ćwiczenia to dobra droga do zdrowia. Prawda to czy fałsz? I prawda, i fałsz. Czy regularne pakowanie na siłowni, tricepsy, bicepsy (tudzież inne cepsy) oraz spożywanie przy tym wysokobiałkowych posiłków i doprawianie przeróżnej maści suplementami dla sportowców, to droga do zdrowia? No nie wiem… Ćwiczy? No przecież ćwiczy… Ale czy ta masa i kamienne mięśnie wpływają dobrze na zdrowie kręgosłupa i stawów? Nie, ponieważ zachwiana jest ta równowaga właśnie, która polega na dbaniu o całość, rozciąganiu wszystkich mięśni oraz różnorodnych i zbilansowanych ćwiczeniach. Kamienne mięśnie nie są równoznaczne ze zdrowym kręgosłupem i zdrowymi stawami. Często wśród biegaczy występuje taki problem, że niby wysportowani, mięśnie nóg jak kamienie, ale jak przychodzi do rozciągania niektórych partii mięśni, to jest mega problem. Dowiedziałam się o tym z różnych filmów, w których szukałam ćwiczeń na rozciągnięcie mięśnia czworogłowego uda, z którym ponoć nawet sportowcy mają spory problem, jeśli nie wyważą wszystkich ćwiczeń. I zaskoczeniem dla mnie było stwierdzenie, że ten problem dotyka często właśnie biegaczy. No jak to? Mięśniakiem zostać nie zamierzam. Bieganie szkodzi na stawy. No, więc co mam zrobić? Tego właśnie nie wiedziałam, jak odnaleźć własną równowagę. Zaczęłam chodzić na siłownię, ale wciąż miałam wrażenie, że to nie jest do końca ta równowaga, o jaką mi chodzi, bo nie do końca dbam należycie o mój kręgosłup. Same mięśnie bowiem to nie wszystko. Wiedziałam, że trzeba czegoś więcej. Ale czego? Przecież nie chodzę tam z takich powodów, by zbudować masę czy schudnąć.

I na tej siłowni, w pewnym momencie trafiłam na informację, że zbierają chętnych na jogę dla początkujących. Raz kozie śmierć, stwierdziłam. Spróbuję, a nuż zaskoczy… Tam dostrzegłam nierozerwalny związek własnego ciała z moją duszą. Zauważyłam, jak moje ciało uczy mnie tej właśnie równowagi, zarówno w aspekcie fizycznym, jak i duchowym. Jedno wpływa na drugie i wzajemnie się uzupełniają. Joga pozwoliła mi przyjrzeć się własnemu ciału, uczyć się go. Zaczęłam zwracać uwagę na sposób chodzenia, stawiania stóp, reakcji mięśni na dany ruch. Uczy mnie tego, jak ważny jest każdy najmniejszy ruch, najmniejsze napięcie czy rozluźnienie choćby jednego mięśnia. Ćwiczy moją uważność. Poprawia znajomość samej siebie. Mam takie wrażenie, że dopiero tutaj, na jodze, odkryłam na nowo czym tak naprawdę jest dla mnie równowaga i droga środka, którą idę.

Zarówno budowanie masy, jak intensywne spalanie, czyli dieta niskokaloryczna, mająca za zadanie schudnięcie, są dla mnie właśnie tymi przeciwieństwami, sprzecznościami, które ze zdrowiem niewiele mają wspólnego. Nie jest bowiem dla mnie ważne ile kalorii, tylko ile energii dostanie organizm. Nie jest najważniejsze schudnięcie (to tylko skutek uboczny – fakt, że przyjemny), ale zmiana stylu życia, w tym na stałe wprowadzone zmiany żywieniowe, a także zmiana myślenia i odprogramowanie tych wszystkich schematów, jakie zbudowaliśmy latami. Zmiana sięgająca wszystkich aspektów w naszym życiu; począwszy od czubka głowy i tego, co w głowie i sercu, po czubki palców u nóg.

Największą krzywdę można zrobić, w niewłaściwy sposób mówiąc człowiekowi otyłemu o akceptacji własnego ciała. Kiedy niewłaściwie to pojmie, zrobi sobie tylko krzywdę. Usiądzie przed telewizorem i będzie uczył się na siedząco miłości do siebie, trzymając w ręku pilota. Bo lubię swoje ciało… Twoje ciało i dusza tworzycie jedno. Tak, kochaj siebie, akceptuj i właśnie dlatego zrób coś dla siebie. Nie nastawiaj się na schudnięcie, bo to zbyt płytkie jest. Miej głębszy cel. Chciej zmienić swoje życie, myślenie, nie tylko sposób żywienia. Potraktuj siebie całościowo, podejdź holistycznie do własnej osoby. Wejrzyj w siebie. Jedz, ciesz się tym jedzeniem, ale w mądry sposób. I nie daj się wciągnąć w żaden konkretny schemat, w żadną dietę cud. Nie wybieraj drogi już utworzonej. Obserwuj wszystko z dystansu i z pomocą doświadczenia stwórz własną drogę. Z tego wszystkiego wybierz coś własnego dla siebie. Patrz na wszystko uważnie, a twoja droga sama Ci się wskaże. Będziesz wiedział, że to ta i że jest tylko twoja, przez Ciebie stworzona. Wystarczy uważność we wszystkim, każdego dnia.

Na koniec piękna piosenka, która jak najbardziej związana jest z dzisiejszym tematem:

W tej piosence odnalazłam dziś moją równowagę. Bo dróg jest wiele i ważne jest, by iść własną drogą, świadomie wybraną, nie narzuconą przez nikogo i nie kopiowaną przez wielu.

Bo warto przecierać szlaki…

Reklamy

Jedna odpowiedź na “Między skrajnościami”

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.