Bo liczy się sama wędrówka…

Dzisiejszy tekst będzie poniekąd komentarzem do słów znalezionych w sieci. Słów, które zapadły gdzieś we mnie i zaczęły żyć własnym życiem. Dlaczego dzielę się z innymi tym, co piszę? Dlaczego to upubliczniam i czy coś z tego tytułu tracę?

Bardzo lubię czytać teksty Sylwii Kubryńskiej. Jej ostatni wpis „Wiem, że nic nie wiem” i wynikające z niego przemyślenia okazały się być mi bardzo znane. I owocne. Miałam w swoim blogowaniu taki okres, kiedy przyszły wątpliwości i nie wiedziałam czy wrócę i jaka wrócę. Oczywiście wróciłam, choć inna. Ten czas jednak był mi potrzebny, aby zrozumieć pewne kwestie.

„Blog to zajęcie dla Narcyza, który jest w stu procentach przekonany, że świat zapiera dech z ciekawości, co ów dziś ma do powiedzenia. A tymczasem chodzi sobie po świecie ktoś taki, kto – uwaga! – nie to, że nie ma talentu, nie to że nie umie pisać, wręcz przeciwnie, błyskotliwa fraza, tylko że nie chce, żeby inni to czytali. Nie chce, żeby inni wiedzieli, co u niego w głowie. Nie widzi potrzeby. Nie będzie się dzielił. Koniec” Sylwia Kubryńska.

O tym, dlaczego piszę, napisałam już we wpisie „Dlaczego, dla kogo i o czym”. Wiadomym jest, że nie piszę pod czytelnika. Nie piszę dla was, ale dla siebie. W taki sposób „przybliżam i oswajam świat za pomocą słów”. Tu pracuję nad sobą. To pisanie w tym mi pomaga, i to bardzo. Wpis ten nie wyjaśnia jednej kwestii, dlaczego to upubliczniam. Mogłabym przecież pisać „do poduszki” i zostawiać to w taki sposób moim córkom. Jednak dzielę się tym z wami. Teraz już nie mam wątpliwości, dlaczego to robię.

„Ten, kto mówi, traci energię. Oddaje ją innym. Dzieli się. Odrywa od siebie części swoich doświadczeń i wpycha komuś w głowę.Jeśli równocześnie nie potrafi słuchać – nie dostaje nic w zamian. Wychodzi z pustką. Wie tylko to, co sam powiedział. Nie usłyszał nic, oprócz swoich racji” -Sylwia Kubryńska.

Jeśli czym się dzielisz, tylko wydaje ci się, że coś tracisz. Nigdy nie czułam, że coś tracę, dzieląc się z wami moimi życiowymi lekcjami i przemyśleniami. Wprost przeciwnie, wychodzę bogatsza duchowo. Dużo więcej zyskuję, bo co z siebie usuwam, to do mnie wraca. I nie potrzebuję niczego w zamian. Nic nie tracę, ponieważ wypełniam swój garnek po brzegi. Mam z czego dać. Najpierw daję sobie. Dzielę się tym, co mam w sobie zupełnie naturalnie. Ktoś, kto emanuje radością, nie musi nam dawać swojej radości. Każdy może uszczknąć tej radości od tej osoby, z jej nadmiaru, który aż rozlewa się wokół niej. I ta osoba wcale na tym nie traci, wręcz zyskuje. To się udziela i odwzajemniamy jej swój uśmiech, oddajemy jej więc poniekąd radość. Zyskujemy podwójnie, zmieniliśmy kawałek świata swoją radością, choćby tym kawałkiem była tylko jedna osoba. Jeśli ktoś jest wściekły i mamy wrażenie, że rzuca jadem dookoła, od razu to widać, bo to też z niego emanuje dookoła. I wtedy jest ważne, aby nie odpowiedzieć tym samym. Bo, co wypuścimy… Wtedy jest ważne, by wciągać go w swój spokój.

Każdy dzieli się tym, co może, co dla niego najważniejsze. Niektórzy mają pieniądze i oddają je na cele charytatywne. Są tacy, co mają zmysł organizacyjny i tworzą specjalne akcje, koncerty na rzecz pomocy innym. Niektórzy przystaną, gdy zobaczą bezdomnego i kupią mu chleb. Podwiozą babcię z ciężką torbą. I są wreszcie tacy, co dzielą się słowami, bo dla nich to jest szalenie cenne. To jest to, co mają do tego podziału. Nie mają zmysłu organizatorskiego, kasy też nie. Oswajają ten świat słowami i przybliżają go. Może ktoś na tym skorzysta. Tym mogę się z wami dzielić i to mogę wam dać. Dlaczego miałabym to trzymać tylko dla siebie? Nie widzę powodu. To, co puszczam wolno, do mnie wróci. Uważam więc na to, co puszczam. Pracuję nad sobą. Daję wam to, co we mnie najcenniejsze. Jeśli ktokolwiek na tym skorzysta, to super. Jeśli komukolwiek pomogę tą bazgraniną, to warto.  Nikomu jednak nie wpycham swoich doświadczeń. Może komuś pomoże to w oswajaniu jego własnego świata i znalezieniu w sobie chęci, by zdobywać własne doświadczenie oraz by odrabiać własne lekcje.

Możesz w moich tekstach odnaleźć własne pytania. Chcesz, to korzystaj. Nie chcesz, to twoja sprawa. Wiem tylko, że nie mogę tej wiedzy zamknąć tylko dla siebie… Bo wtedy jest jak ogień bez dostępu powietrza.

„Wszystkie choroby i wojny na świecie zaczynają się od nie- wielkiej wewnętrznej choroby umysłowej, od małych wojen, które toczą się w naszych umysłach. Zmieniając to, co dzieje się w każdym z nas, uczynimy więcej dla pokoju na świecie, dla pokonania ubóstwa i strachu, niż próbując zmieniać problemy świata” – Colin Sisson.

To miejsce jest moim sposobem na poprawienie świata. Poprawiając własny poziom świadomości i nie próbując zmieniać innych.

Inni są naszym lustrem,  warto więc słuchać i obserwować, wszystko i wszystkich dookoła. Jednak są takie chwile, kiedy intensywnie słucham siebie samej, swojego wnętrza. To miejsce jest właśnie tym dla mnie. Słuchaniem siebie. Tutaj nie słucham was. To, co jest dookoła, na zewnątrz mnie, słucham i obserwuję wcześniej, poza tym miejscem. Pamiętając jednak, że:

„Kiedy słucham ciebie, jest dla mnie rzeczą nieskończenie ważniejszą wsłuchać się w siebie niż w ciebie. Oczywiście, słuchanie ciebie jest ważne, ale ważniejsze, bym ja słuchał siebie. W przeciwnym razie ciebie nie mógłbym usłyszeć. Albo przeinaczałbym wszystko, co powiesz. Podchodziłbym do ciebie z pozycji własnych uwarunkowań. Reagowałbym na ciebie przez pryzmat rozmaitych swych zagrożeń, mojej potrzeby manipulowania tobą, żądzy sukcesu, swej irytacji i uczuć, których mogę sobie nie uświadamiać. A  więc jest niesłychanie ważne, bym się wsłuchał w siebie słuchając ciebie. Tego nas uczono w związku z nabywaniem świadomości” – Anthony de Mello.

Potem tutaj przerabiam to wszystko, co zaobserwowałam, co usłyszałam. Czy wychodzę z pustką? Zrozumieć, pojąć i doświadczyć tę pustkę w buddyjskim zrozumieniu… Tak, te chwile tylko dla siebie, poświęcone słuchaniu siebie, pomagają mi tę pustkę zrozumieć i jej doświadczać. Odpuścić pewne rzeczy i zaczynać żyć, tak po prostu.  Będąc „na zewnątrz” nie zawsze mi się to udaje. Jestem tylko człowiekiem. Dlatego to miejsce jest mi potrzebne, jak tlen do życia.

Moje życie jest więc nieustannym słuchaniem. I to jest wielka wartość usłyszeć siebie, dotrzeć do swojego wnętrza. To nie jest takie „tylko”…. Usłyszeć swoje wnętrze, dotrzeć tam, to jest wartość sama w sobie.

Oglądałam wczoraj film pt. „Siła spokoju”. Bardzo mnie poruszył. Kiedy go oglądałam, miałam łzy w oczach. Mam wrażenie, że był o mnie. Dotknął tego, co najgłębiej we mnie jest. Ten tekst:

– Wynieś śmieci.

Gdy usłyszałam te słowa, to jakby we mnie coś strzeliło. Zrozumiałam, aż do bólu…To były pierwsze łzy.

Obecny czas jest dla mnie wyjątkowo trudny, tym bardziej mocno przeżyłam ten film. To miejsce jest dla mnie właśnie takim wynoszeniem śmieci… Jak i każda medytacja. I w trudnych chwilach, które mam, jak każdy człowiek, to miejsce mi pomaga. Kiedy już wyniosę te śmieci, powstaje coś specyficznego. Uczy mnie to nieprzywiązywania się, niezależności i tego, że to wszystko jest nietrwałe, zmienne. Tylko wtedy każde cierpienie może odpuścić i tylko wtedy można poczuć, że się naprawdę żyje.

„Ten, kto słucha, zyskuje energię. Przyswaja, wzbogaca swój wewnętrzny świat. Nawet, jeśli nie zgadza się ze słowami, które słyszy – wynosi wiedzę o mówcy. O relacji, jakie mówca buduje. O emocjach. O własnych reakcjach na emocje czyjeś. O tym kawałku kosmosu, jakim jest międzyludzka zależność” – Sylwia Kubryńska.

Nawet, jeśli słucha samego siebie…

Nie ma we mnie już żadnych wątpliwości, że powinnam robić dalej, to co robię. Wiem, że powinnam tutaj dalej oswajać ten mój świat. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia czy się to komuś podoba, czy nie. Ani ilu osobom się podoba. Nawet, gdyby statystyki były zerowe, robiłabym nadal to, co robię. W tym filmie, bohater zauważył ciekawą kwestię, która zapadła we mnie głęboko i także zaważyła na tym, co robię. Zrozumiał mianowicie, że liczy się wędrówka a nie sam jej cel”.

Tutaj jest moja podróż… I jest ona celem samym w sobie. Nie ma we mnie chęci podnoszenia statystyk, zdobywania czytelników, zachęcania, reklamowania. Dla mnie najbardziej liczy się właśnie sama podróż. Ludzie szukają celu w życiu, nie rozumiejąc, że jest ono celem samym w sobie. Ta wędrówka nasza…

Jestem, żyję…


„Ten, kto chce pisać, niechaj usiądzie prosto, myśli uspokoi i puści je wolno, nie formułując słów, nie zakłócając oddechu, niechaj osadzi ducha swego głęboko w sobie i wtedy, niewątpliwie, pismo wyjdzie mu znakomite” – Zai Yun.

Zapisz

Reklamy

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.