Najważniejsza księga

Kiedy wyraziłam w ostatnim wpisie swoją autentyczną gotowość, nie wiedziałam jaki będzie tego skutek. Bo prawdziwa gotowość, to brak oczekiwań. Nie wiedziałam więc, kiedy i jakie pojawią się pytania. Nie wiedziałam też, jakie znajdę odpowiedzi na pytania już zadane.

Czytam trochę buddyjskich tekstów, obserwuję rozmowy na forum buddyjskim. Czasem jestem w szoku, jakimi pojęciami operują. Jaką mają wiedzę o buddyzmie. Czytam o rytuałach, odmianach buddyzmu i wszelkich „koniecznościach”. Z tych tekstów i for dowiaduję się, że każdemu potrzebny jest nauczyciel, bo tylko on umie ocenić na jakim etapie jesteśmy i czy w dobrym kierunku idziemy. Nigdy nie umiałam wpisać się w żaden schemat i wybrać konkretnego odłamu, konkretnej społeczności. Nie umiałam, jak dotąd, dać się poprowadzić. Zawsze byłam jak kot, chodzący własnymi ścieżkami. Wyrażając jednak gotowość, byłam autentycznie gotowa. Na kolejny etap, kolejny krok… Cicha i cierpliwa obserwacja. To jest to, co kryje się pod słowem mindfulness. Uważność… Wiedziałam, że trzeba czekać. Z doświadczenia wiem, że czasem to czekanie bywa długie.

Zen jest dla mnie jak powietrze, konieczne do życia. Jest moim oddechem, bez którego przecież nie da się żyć. To jest coś, co jakby zawsze było we mnie i w czym się odnajduję całkowicie. I nie pierwszy raz piszę o tym, że idę własną ścieżką. Zawsze jednak rozważam słuszność własnych decyzji, stąd gotowość. Gotowość na wszystko. Bez niej każdy następny krok jest stawiany na ślepo. Zawsze zastanawiam się czy robię dobrze i czy rzeczywiście nie potrzebuję na przykład kogoś, kto mną pokieruje i naprowadzi na właściwą ścieżkę. Bo czasem i ja nie wiem którędy pójść. Nauczyłam się jednak nie walczyć z tym stanem i ze sobą, tylko akceptować ze względnym spokojem wszystko, co w mojej duszy się dzieje. Nawet te moje smutki, bolączki, wątpliwości. Wiem, że jeśli jestem autentycznie gotowa, to odpowiedzi znajdę, prędzej czy później, a wątpliwości znikną. Jeśli potrzebuję nauczyciela, to też go znajdę.  I co? I nic, długo nic…

I nie pomyślałam o tym, że brak odpowiedzi może być odpowiedzią.

Po wczorajszej porannej medytacji moje własne słowa, te z moich tekstów, zaczęły układać odpowiedź. One były we mnie od samego początku, tylko tej świadomości zabrakło. Wiele moich własnych słów, wróciło do mnie w jednej chwili. Odpowiedzi były we mnie i to już od dawna. Od zawsze szłam własnymi ścieżkami, sama radziłam sobie z życiowymi pytaniami, sama znajdowałam odpowiedzi. Pisałam o wychodzeniu poza pojęcia, poza etykiety, poza oceny rzeczywistości, poza słowa. I co? I musiałam te własne słowa pojąć na nowo. Sama przecież pisałam, poprawiając tekst, że jestem we właściwym miejscu i na właściwym etapie. I wtedy zrozumiałam, że ja nic nie muszę (to też skądś znam). Wielu ludzi dąży do oświecenia, przebudzenia, stanu wyższej świadomości. Wytyczają sobie cele (świadomie lub nie), czytają o etapach tego oświecenia. Teorię mają w jednym palcu. Szukają kierownictwa, kogoś, kto ich poprowadzi. Powie, kiedy popełniają błąd i naprowadzi na właściwą ścieżkę. Szukają swojej drogi, tej mądrości. W koanach, tekstach, słowach własnych autorytetów. Szukają kogoś, kto już to przeszedł. I może poprowadzi za rękę? A przecież do każdego to zrozumienie przychodzi inaczej. Nie ma jednej drogi… Czekają na to oświecenie. Dążą do niego. Czyli myślą jakby więcej o przyszłości, o tym jutrze, moim zdaniem. O tym, czego jeszcze nie ma, podczas gdy rzeczywistość dzieje się tu i teraz. Też chcą należeć do tych mądrzejszych, kiedyś być mistrzem, autorytetem. A ja chyba wolę skupić się na moim teraz. Czasem czytam, że im nie wychodzi, że coś nie tak, że nauczyciel zły lub wspólnota nieodpowiednia. Robią wszystko, co trzeba i nic… Efekty, jak dla nich, mierne i nie wiedzą dlaczego. Operują bogatym słownictwem i wiedzą, o jakiej ja nie mam czasem bladego pojęcia, przyznaję. Tylko, że ja wcale nie czuję, by to było mi do czegoś niezbędne. To, co wiedzieć powinnam, to się dowiem. I wcale nie muszę być drugim Buddą Siakjamuni. On żył w innych czasach, w innej rzeczywistości, ja w innej. Najważniejsze to być sobą. Banalne hasło, ale ile w tym treści! Wyjść poza wszelkie oceny, nazwy, pojęcia, etykiety. Nikt nie musi oceniać stopnia mojej świadomości czy poziomu oświecenia,  ani tego czy błądzę, czy może idę dobrą drogą. Wszystko dzieje się naturalnie, we właściwym czasie i kierunku. Nawet ja sama nie muszę tego robić. Nie muszę oceniać; ani poziomu świadomości innych, ani swojej świadomości. Nie powinnam. Ani to konieczne, ani potrzebne, ani wartościowe. Nie muszę znać tych wszystkich słów ani wszystkich koanów, tekstów. Tak ogromna wiedza i ta teoria czy rytuały nie są mi potrzebne. Nie muszę się dostosowywać, podporządkowywać. Nikt mną nie musi kierować. Ja jestem dla siebie najlepszym nauczycielem. Odpowiedzi są we mnie. Idę dobrą drogą i jedyne, co powinnam, to więcej słuchać siebie samej. Niech nie przychodzi mi więcej do głowy szukanie odpowiedzi gdzie indziej. Mogę spokojnie obyć się bez pomocy, bez chodzenia na skróty i czekania, aż ktoś mi coś palcem pokaże. Sama też sobie świetnie dam radę. Jak Budda pod drzewem Bodhi. Najlepiej wymazać z własnej tablicy wszelkie teorie, pojęcia, uwarunkowania i zapisać ją samemu. Zapomnieć o pojęciach „oświecenie” czy „nirwana”, które są tylko wytworami umysłu (nawet nie mojego) i zacząć z czystą kartą, czystą tablicą. Przepuszczać wszystkie pojęcia od nowa przez własne doświadczenie. Tak, jak powiedział Budda Siakjamuni:

Nie wierzcie w ani jedno moje słowo tylko dlatego, że wypowiedział je Budda. Sprawdzajcie, czy zgadza się z waszym doświadczeniem. Sami bądźcie sobie światłem przewodnim.

Jestem dla siebie światłem przewodnim.

Zrozumiałam, że nie muszę być jak Lama Ole Nadahl. Nie muszę mu dorównywać. Nie muszę iść tą samą drogą, którą przemierzył mistrz Thích Nhất Hạnh, pomimo że jest mi najbardziej bliski. Może być dla mnie inspiracją. Mogę go słuchać, jak i innych ludzi. Składam przed nimi głęboki pokłon, ale powinnam iść własną drogą, tworząc własne pytania, znajdując własne odpowiedzi i tworząc własne zasady, własne życie, wydeptując własną ścieżkę. Choćby i nikt nią nie szedł a ścieżka zarosła. Każdy Budda przecierał przecież samodzielnie swój szlak. Nie powinnam szukać odpowiedzi w słowach, zasadach, dogmatach, doktrynach, teoriach czy ideach innych ludzi. Jedynie w sobie… Mam tworzyć siebie, nie czyjąś kopię. I poziom świadomości kogoś innego jest dla mnie kompletnie bez znaczenia. Nie jest moim celem, by zajść tak samo wysoko lub by porównywać się do innych. Moim celem jest zrozumieć wszystko to, co zrozumieć powinnam. Zrozumieć wszystkie lekcje, jakie dostaję. I tak naprawdę nic więcej nie trzeba. Nie startuję w żadnym konkursie, kto pozna więcej pojęć. Jeśli jakiejś lekcji nie zrozumiem od razu, ona i tak wraca dotąd, aż pojmę. Obserwacja i uważność w każdej chwili są najbardziej pomocne. Zresztą, tylko ja sama mogę tak głęboko wniknąć w siebie. Nikt inny tego nie zrobi. Tylko ja ten klucz mam. Tylko ja mogę zrobić z niego właściwy użytek i pójść tam, gdzie nikt nie dojdzie.

Jest jakiś nakaz, bym szła utartą ścieżką? Nie. Nie potrzebuję kolejnej religii, kolejnych związków wyznaniowych. Nie muszę podporządkowywać się ścisłym regułom jakiejś tam wspólnoty, aby… No właśnie, aby co? Nie potrzebuję też gotowych schematów, podpowiedzi czy kierownictwa. Powinnam słuchać i obserwować wszystko. I nie ważne czy jest mistrzem buddyjskim czy szumem wiatru. Obserwować bez oceniania, przepuszczając to przez własne doświadczenie.

Prawdziwy Zen jest wolnością, zaczynam to coraz bardziej rozumieć. Nie trzeba komplikować czegoś, co jest tak proste….

Bo najważniejsza księga, którą powinnam studiować z największym zaangażowaniem i uwagą, jest tylko jedna… Moje serce.  I choć o tym też już pisałam, to dziś znów pojęłam na nowo.

Jednak gotowość, to też otwartość. Otwartość na zmiany i nie przywiązywanie się do żadnych słów, nawet swoich własnych. Kto wie, co może życie jeszcze przynieść.

A moje serce jest otwarte, jak księga…

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Najważniejsza księga

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.