Czym jest życie i co to znaczy naprawdę żyć?

Ciągle jeszcze tak wiele osób zaczyna to rozumieć w tym momencie, kiedy zdrowie szwankuje. Kiedy pojawia się choroba zagrażająca naszemu życiu.  Właśnie wtedy stare problemy wydają się być śmieszne i zaczyna człowiek rozumieć, że nic nie jest dane mu na zawsze. Przychodzi zrozumienie, świadomość. I to poczucie, że dopiero teraz zaczyna żyć naprawdę.

Czasem dopiero choroba zmienia życie człowieka.

Świadomość ulotności była ze mną chyba zawsze. Zawsze wiedziałam, że nic nie jest mi dane na zawsze. Już jako dziecko, świadoma byłam śmierci i tego, że jutra może nie być. Może dlatego moje życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Dlatego jestem teraz tu, gdzie jestem i taka, jaka jestem. Wiedziałam, że nigdy nie zrobię czegoś wbrew sobie, bo zwyczajnie nie ma w tym absolutnie żadnej wartości. Żyję tak, jak uważam za słuszne. Już jako dziecko wiedziałam, że powinnam żyć tak, jakby jutro miało nie nadejść i tak w zasadzie żyłam. Chodziłam własnymi drogami i zwykle to się innym nie podobało. Popełniałam masę błędów, ale najwyraźniej one były mi potrzebne. Potem zrozumiałam, że jutra nie ma i nie będzie, bo każde jutro staje się dziś.

Nie chcę przeoczyć w życiu tego, co najważniejsze. Niczego nie chcę przeoczyć. Pozwoliło mi to zrozumieć i ułożyć moje własne małżeństwo. Zrozumieć, czym jest miłość tak naprawdę. Po 19 latach bycia razem, mogę powiedzieć, że wiem… Dopiero teraz. A może wcale nie dopiero… Miłość, której żadne słowa tak naprawdę nie są potrzebne, ani zapewnienia. Wystarczy jedno spojrzenie i trzymanie za rękę… Choć pierwsze lata były burzliwe i niestabilne. Takie, jak ja sama. Lata pracy nad sobą, spokój w duszy, w sercu, odzwierciedlił się również w małżeństwie, które także stało się dojrzalsze i spokojniejsze. Wszystko się zmieniło w momencie, kiedy zrozumiałam, że to nie drugiego człowieka mam zmieniać, a siebie samą. I nie zmieniać tak naprawdę, tylko akceptować. To naturalnie skutkuje zmianą. Ucząc się samej siebie, zaczęłam lepiej rozumieć innych, w tym tych najbliższych. Myślenie najpierw o sobie dało chyba najlepsze rezultaty. Tak, jak systematyczne wyrzucanie do śmietnika wszystkich schematów, drukowanych we mnie latami, odkąd przyszłam na świat. Także tych dotyczących miłości i małżeństwa. Kiedy wzięłam gąbkę i zaczęłam ścierać z mojej tablicy wszystko to, co uwarunkowywało mnie latami, dopiero wtedy zaczęłam rozumieć. Moją pustą tablicę zaczęłam zapisywać samodzielnie i robię to do dziś.

Odpowiedź na pytanie czym jest życie, każdy dostaje w momencie gotowości, by tę wiedzę przyjąć. Miałam to szczęście, wyrazić ją w dość młodym wieku. Odpowiedzi dostawałam systematycznie. Te lekcje nieustannie się pojawiają, zwykle w bardzo nieoczekiwanym momencie.

Zawsze miałam dość bogate życie wewnętrzne. Ta wrażliwość i emocjonalność była u mnie ponadprzeciętna. Wprawdzie szukałam nie zawsze tam, gdzie trzeba i nie do końca znajdowałam to, czego oczekiwałam, jednak umiałam docenić to, co przyszło. Bo ta prawda, to sama znajduje do nas drogę, jeśli jesteśmy gotowi. Gotowi, nie na potwierdzenie własnych czy cudzych teorii, ale na jej przyjęcie. Prawdy, z którą nie zawsze nam po drodze…. I kiedy pojmujemy czym dla życia są nasze pobożne życzenia i plany, pojawia się lęk, ogromny strach i bezradność, niemoc. Okazuje się wtedy, że ta akceptacja, to bardzo trudna sprawa. Szczególnie, jeśli trzeba zaakceptować to nieakceptowalne.

Nigdy nie chciałam czekać na jutro, że zacznę żyć, jak dzieci odchowam, odpocznę na emeryturze, itd. Uczyłam się odpoczywać z dziećmi, podczas pracy, podczas różnych czynności, w każdej chwili. Te, czy inne prawdy były mi obce, bo czułam wewnętrznie, że to jest bzdura. Niby skąd mamy to wiedzieć? Jeśli nie wiemy jak żyć teraz, to skąd taka pewność, że jutro akurat wiedzieć będziemy? Może też nie…Nie chciałam czekać aż choroba mi to życie przewartościuje, wolałam wcześniej to zrobić samodzielnie. Dlatego szłam zawsze własnymi drogami. Bo życie jest teraz, nie jutro… Chciałam żyć teraz, po swojemu, jakby tego jutra miało nie być. I choć nie każdemu to się zawsze podobało, jednak połykałam łzy i mimo wszystko wolałam być sobą. Wolałam popełniać własne błędy i zdobywać własne doświadczenia.

Pisałam jakiś czas temu, że kiedy odkryłam buddyzm, miałam wrażenie, że to jest coś, co znam, co we mnie już było wcześniej. I to była prawda.

Ludzie żyją dziś w  pośpiechu, bez głębszych refleksji. Nad zadanym tu przeze mnie pytaniem, wciąż tak mało ludzi się zastanawia. A młodzi, to w ogóle myślą chyba tylko o tym jutrze. Ważna jest kasa i materialne potrzeby. To, co najważniejsze odkładają zawsze na potem, na to jutro, które dla wielu czasem nie nadchodzi wcale. Nie rozumieją, że życie nie zaczyna się kiedyś tam [tu wstaw, co chcesz], tylko trwa w tej chwili. I nie warto czekać. Trzeba korzystać z niego dziś, nie jutro. Łapać każdą chwilę. Wyciągać coś dla siebie nawet z tej trudnej… A przede wszystkim nie oceniać jej. Przyjmować taką, jaką jest.

Ostatnio miałam dużo ciężkich chwil, przepełnionych bólem. To te chwile, kiedy życie „dowala” ciału z każdej strony. To była bardzo trudna lekcja. Ciężko było nie oceniać i poddać się temu całkowicie. Zachować w sobie spokój, mimo płynących łez. Można powiedzieć, że zatrzymałam się bardzo mocno. Nawet nie medytowałam specjalnie, bo nie miałam sił, ale ten stan ducha był bardzo dziwny. Nie był ani smutkiem (choć czasem płynęły łzy, gdy ból był silny), ani radością (w lepszych chwilach). Ani załamaniem, ani szczęściem. Nie był emocją. Raczej to była jakby stabilizacja. Byłam bardzo mocno w sobie. Przeszłam wiele tak trudnych lekcji, ale ta była inna… Nie wiem jeszcze jak to nazwać. Nie umiem tego ująć w słowa. Jednak czy muszę? Wcale nie muszę w ogóle ujmować tego w pojęcia. Jestem tu, gdzie powinnam być i na właściwym etapie. To wystarczy.

I kiedy taką lekcję przejdziesz zwycięsko, spływa na ciebie oczyszczenie duszy. Ta chwila, kiedy mówisz „wiem, już wiem…” A  co wiesz? Coś, czego nie umiesz ubrać w słowa. Coś, czego, żadne słowa dokładnie nie wyrażą. Kapią ci łzy i nawet nie wiesz czemu, bo w swoich oczach widzisz blask szczęścia. Łzy szczęścia. Nagle rozumiesz… Jakby zalewała cię fala, nastąpił przypływ. Bardzo oczyszczający przypływ. Właśnie wtedy zaczynasz rozumieć czym jest życie. Czym jest miłość. Czym jest cisza i spokój w sercu. Kim jesteś ty sam. Czym jest szczęście. Mija strach i lęk. I już wiesz, że dasz radę… Wstajesz i idziesz, zaczynasz działać. W  sercu pojawia się gotowość, jeszcze większa gotowość. Bardzo świadoma gotowość.

Warto przeżyć, choć jedno takie oczyszczenie, żeby choć w części zrozumieć czym jest to życie i je sobie przewartościować. Warto nie czekać z tym, aż śmiertelna choroba nas dopadnie i siłą rzeczy nam wszystko przewartościuje, tylko zadbać o to wcześniej. Zrobić to świadomie i samodzielnie. Warto zwolnić trochę i wyrazić w sobie gotowość na lekcje, które z akceptacją odrobimy. Lekcje, które wywołają w nas właściwe pytania, a wraz z nimi przyjdą właściwe odpowiedzi. Warto tak iść przez całe życie, by potem odejść stąd w spokoju, wiedząc, że zrobiło się wszystko, co możliwe. Wiedząc, że zrozumiało się to, co zrozumieć się miało i ze wszystkim zdążyło. Że odrobiło się wszystkie lekcje. Że spotkało się ciszę i wewnętrzny spokój, z którymi szło się codziennie pod rękę.

Bo jeśli przyjdą w życiu większe trudności, nikt ich za nas nie przezwycięży, żadna teoria z książki nie da nam wystarczającej siły. Zaprocentuje praca nad sobą, zdobyte doświadczenie i przerobione lekcje. Na to potrzeba czasu. I ten czas trzeba dać sobie, aby być duchowo przygotowanym na różne scenariusze.

Wiedząc, czym jest życie, sama śmierć też już nie wydaje się taka straszna… Jeśli więc boisz się śmierci, to znaczy, że jeszcze nie doszedłeś do tego czym jest życie. Nie żyjesz, tylko wegetujesz. Ucieka ci przez palce… A czas leci nieubłaganie… Musisz się przebudzić i zacząć żyć.

Są pytania, na które nie można dać jednej i konkretnej odpowiedzi. Są pytania, na które odpowiedzi musimy poszukać sami. Im wcześniej zaczniemy żyć naprawdę, tym lepiej.


Jestem gotowa…

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Czym jest życie i co to znaczy naprawdę żyć?

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.