Są rzeczy, które nie mają ceny

Na tym blogu, już od kilku lat pokazuję zmiany, jakie we mnie zachodzą. Pokazuję drogę, którą idę, jak i to, w jaki sposób do niej docieram. Jest to droga wglądu, która daje człowiekowi wewnętrzną wolność. Uwalnia od schematów i schematycznego myślenia, od ludzkich ocen, zawiści, żalów czy pretensji, etykietkowania, czy też od spełniania ludzkich oczekiwań. Zauważyłam, że ludzie zarabiają na tym sporą kasę. Tworzą firmy coachingowe, dotyczące rozwoju, transformacji, świadomości i ciągną z tego niezły szmal. Czytam piękne słowa, jakby moje. Szok! A za chwilę dowiaduję się, co za tym stoi. Firma i warsztaty. Za darmo? A skąd. Dobra reklama dźwignią handlu. Tak, to było dobre posunięcie i dobra reklama… Sama zapisałabym się na taki warsztat jeszcze parę lat temu. Nawet z blogowania mają niektórzy niezłe utargi, jak się sprytnie do tego podejdzie. Zapewne mogłabym i ja… Dlaczego do tej pory tego nie zrobiłam? Przecież dziś wszyscy piszą książki lub w jakikolwiek inny sposób zarabiają na tym, do czego doszli.

Odpowiedź jest dla mnie prosta… Albo serce, albo kasa. Jeśli mam słuchać własnego wnętrza i intuicji, to kasa ma być z dala od tego. Jedno z drugim może się na mnie zemścić kiedyś. Uważam też, że nie można pobierać pieniędzy za coś, co daje się z czystego serca. Za coś, co jest bezcenne. To można tylko oddać, nie oczekując zapłaty w postaci wynagrodzenia. Wdzięczność można wyrażać przecież na setki innych sposobów. Kiedyś mogę potrzebować cudzej pomocy i to do mnie wróci. Ktoś mi pomoże, jak mu zapłacę. Jeśli to ma komuś pomóc, to ta energia powinna być czysta, nieskażona niczym innym z zewnątrz i wypływać z samego wnętrza. Nie chcę przez to powiedzieć, że pieniądze są złe czy brudne, absolutnie. Jedynie to, że pewnych rzeczy nie należy łączyć, jak dla mnie. Zapewne dziś niektórzy potrafią wszystko przeliczyć na pieniądz, jednak osobiście nie uważam go za najwyższą wartość. Nie jest dla mnie także złem. Jest czymś, co jest, po prostu, jednak w tej kwestii jezuicka zasada „o tyle, o ile” jest dla mnie bardzo cenna. Każdy sam ustala swoje priorytety i nic mi do tego. Gdyby tylko jeszcze z własnymi wyborami czuł się dobrze i był szczęśliwy….

Dzielę się z Wami tym, co dla mnie najcenniejsze i tym, do czego doszłam. Może dla niektórych to nic… Nie umiałabym z tym żyć, gdybym przerobiła to na pieniądze, ale w żaden sposób nie oceniam innych, którzy to robią. Piszę tu tylko o własnym podejściu. Zapewne mogłabym wykazać więcej sprytu, pokazywać swoją uśmiechniętą wiecznie buzię, jaka to ja jestem szczęśliwa i brać kasę za sposoby, jakimi do tego wszystkiego doszłam, jak to właśnie zauważyłam wczoraj. Coś w stylu, znam prawdę, ale dowiesz się więcej, jak zapłacisz. To nie jest moja droga. Obym nigdy nie wpadła na taki pomysł w swoim życiu. Tego sobie życzę. Poza tym, nie jestem wiecznie uśmiechnięta. Mam swoje smutki i radości, jak każdy człowiek. Jeśli jest mi smutno, to jest mi smutno i nie ukrywam tego, zwłaszcza przed sobą. Nie twierdzę też, że jutro będzie lepiej, bo tego nie wiem. Jest, jak jest. Nie oceniam tej chwili w żaden sposób. Jestem smutna, nie wiem czy to źle, czy to dobrze. Może tak, może nie. To jest taka chwila, z takimi emocjami i ją akceptuję. Także takie chwile, kiedy inni złoszczą się na mnie.

Powiadają, że jeśli ktoś bardzo czegoś chce, to przyciągnie to do siebie, w tym także bogactwo czy pieniądze. Z tego wnioskuję, że tak rozumiane bogactwo mi nie grozi?  😉 Nie polecę na Teneryfę, do Hiszpanii, Włoch czy gdziekolwiek indziej? Nie szkodzi… Będę przyciągać to, co dobre dla mnie. Zależy, co sama rozumiem przez słowo bogactwo. Pieniądz nie jest dla mnie najcenniejszy. Nie muszę lecieć w egzotyczne miejsca za oceanem, by znaleźć szczęście, relaks czy piękne widoki. Umiem to znaleźć i bez tego, w tym, co mam. Tu, w codziennych rytuałach, w zwykłej codzienności, która daje spokój i wytchnienie. Najwyższą wartość ma dla mnie moje wnętrze i to rozumiem przez bogactwo. Pieniądze nie były i jak dotąd nie są właściwym argumentem. Przyznaję to z całą świadomością konsekwencji. Nie zrobię wszystkiego, aby je mieć. Nie podejmę każdej pracy, by je zdobyć, a zwłaszcza kosztem własnego zdrowia. Nie mam zamiaru pracować zarobkowo od świtu do późnego popołudnia, często poświęcając także czas wolny do późnej nocy na nadrabianie zaległości. Nie będę pracownikiem 100% oddanym swojej pracy i dyspozycyjnym. To mogę obiecać. Nie, to nie ja i wcale nie jest mi przykro. Nie zrobię niczego, co byłoby działaniem kosztem własnej rodziny. Nie mam zamiaru mijać się wiecznie z bliskimi i tracić to, co dla mnie najcenniejsze. Nie byłam i nie jestem feministką. Odkąd założyłam rodzinę, zawsze wiedziałam, gdzie jest moje miejsce i całkowicie mi z tym dobrze. Nie jestem pasożytem. Nie ma posiłku bez zapracowania sobie na niego. Przy domu i w domu mam pracy aż nadto czasami. Fatalne CV właśnie napisałam, prawda? Jednak zapewne bardzo oryginalne, jak na dzisiejsze czasy.

Zrozumiałam, że nie muszę wybierać chwil dla siebie. One wszystkie są dla mnie. Kiedy zmywam, kiedy pielę i pracuję w pocie czoła, kiedy piszę. Nie tylko wtedy, gdy się relaksuję i nie robię nic (czy u mnie to w ogóle możliwe?). Każda chwila jest dla mnie, życie jest teraz, w tej chwili, nie za tydzień na urlopie czy za pół roku, nie na emeryturze. Teraz…. Nie mam zamiaru wiecznie się spieszyć i biec przez życie. Chcę iść wolno, uważnie rozglądając się dookoła, obserwując świat; ludzi i ich emocje, dostrzec polny kwiatek przy drodze i małego żuczka, który wiecznie przewraca się na plecy. Pomóc także jemu iść dalej. Dostrzec życie z każdymi jego detalami. Zrozumiałam to wczoraj, idąc spacerkiem do Dziedzinki, ukochanego miejsca Simony Kossak w Białowieży.

Dziedzinka

Spacerując sobie taką dróżką, w ciszy i spokoju, można wiele zrozumieć. Jest na to całkiem sporo czasu.

Wcześniej odwiedziłam Miejsce Mocy… Nie skupiałam się tam na robieniu zdjęć.

„Jeżeli przyszedłeś po mądrość i wiedzę, pytaj a będą ci odpowiadać”

Miejsce wyjątkowe, to prawda. Choć wchodząc tam można doznać rozczarowania, bo widać kamienie, zarośla, drzewa. Wydaje się, że nic takiego, a dojście zajmuje sporo czasu. Niektórzy bywają zawiedzeni. Nie każdy też jest w stanie cokolwiek wyczuć, z tego co słyszałam i zaobserwowałam. Jednak mnie to miejsce nie rozczarowało, wręcz przeciwnie. Miałam wprawdzie lekkie zawroty głowy, takie wirowanie wszystkiego wokół, ale jednocześnie taki spokój ogarnia, że to aż oszałamiające jest. Sama droga prowadząca do tego miejsca, ten klimat, ten zapach i ta  „dzikość” w tym miejscu jeszcze widoczna. Chcę tam wracać… Najlepiej w czasie, kiedy będzie mniej ludzi.

Ludzie płacą niemałe pieniądze za warsztaty dotyczące rozwoju, tymczasem do tego wszystkiego można dojść samemu, za darmo. Wolą zapłacić za podpowiedzi, jaką drogą powinni iść, gdy tymczasem to nic innego, jak pójście na skróty. Nie ma sensu, bym komukolwiek sprzedawała własne sposoby, bo one są moje, sama do nich doszłam. Bez warsztatów i bez wydanej złotówki. Nie dla wszystkich moje sposoby mogą być właściwe. Niektórzy mogą dojść do tego samego celu, jednak inną drogą, innym sposobem. Ten jest najlepszy dla mnie. Nie mogę dać gwarancji, że dla wszystkich. I każdy sam musi zrobić to samo, samemu dojść, nie skrótami. Nie poprzez podpowiedzi innych ludzi. Znaleźć własne drogowskazy, a nie korzystać z moich czy innych. Znaleźć własne pytania i własne odpowiedzi. Nie jest dobrze, jeśli wszyscy będą szli tą samą drogą, bo zwyczajnie będzie za tłoczno.

Tutaj układam i oswajam mój własny świat…

Reklamy

2 odpowiedzi na “Są rzeczy, które nie mają ceny”

  1. Też zadziwiają mnie najprostsze prawdy do których dochodzę …sama. i to jakby częściej ostatnio. Może to również zaleta dojrzałości 🙂

  2. Miejsce mocy odwiedzam dosyć często; w Dziedzince nigdy jeszcze nie byłam… może w niedalekiej przyszłości ?
    jak zawsze piękny post napisałaś… pozdrawiam 🙂

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.