Po co te emocje?

„Panowanie nad emocjami” jest dziś stwierdzeniem bardzo powszechnym, używanym nawet przez profesjonalistów. W internecie można wyczytać o technikach i całej masie wskazówek. Wśród tych technik, czasem znajduję również medytację, jako jedną z nich. Kiedy kolejny raz czytam o  tym, że nie można dać się ponieść emocjom (bo one nami nie rządzą, tylko my nimi), że trzeba panować nad sobą i inne podobne twierdzenia, to nie mogę zrobić nic innego, jak podejść do klawiatury i zacząć pisać. Czy słowo „panować” jest tu odpowiednie?

Skąd się bierze brak kontroli nad własnymi emocjami?

Jeśli zakładamy w ogóle stosowanie czegoś takiego, jak „kontrolowanie”, musimy wiedzieć, jakie są tego konsekwencje. Mianowicie, że tę kontrolę możemy stracić. Stracić panowanie nad sobą. Raz nam się uda, raz nie. Jak to w życiu. Wyjście z sytuacji jest bardzo proste.

 

Jeśli więc ktokolwiek, a zwłaszcza psycholog w poradni, będzie nas uczył jak coś kontrolować; siebie, własne emocje lub (o zgrozo!) innego człowieka, to zrobi nam większą krzywdę, zamiast pomóc. Taką krzywdę, jaką mi wyrządzono, zanim trafiłam na właściwego człowieka.

Ani uczucia nami nie rządzą, ani my nimi. Emocje nie są po to, by trzeba było przejmować nad nimi kontrolę. Trzeba to podkreślić jasno i wyraźnie. Emocje nie manipulują nami, to my manipulujemy nimi, a powinna być tu współpraca.

Medytacja tym bardziej nie ma związku z żadną kontrolą, manipulacją czy panowaniem nad emocjami. Medytacja pomaga nam je zrozumieć. W medytacji „ obserwujemy obiektywny bodziec, nasze reakcje i przyczyny, które te reakcje wywołują, bez utożsamienia się z czymkolwiek”, jak to trafnie ujęła Vimala Thakar.

Pozytywne lub negatywne emocje?

„Nie daj się wciągnąć w sidła rozróżniania między „dobrym” a „złym”, gdyż w ten sposób wywołujesz w sobie walkę. Jeśli pojawi się w tobie jakaś pozytywna myśl, zauważ ją: »Pozytywna myśl pojawiła się we mnie«. I gdy powstanie negatywna myśl, również ją uznaj: »Negatywna myśl pojawiła się we mnie«. Nie zajmuj się nią dłużej, ale też nie próbuj pozbyć się jej, bez względu na to, jak bardzo jej nie lubisz. Wystarczy uznać, że ona jest. Jeżeli oddalisz się, to musisz wiedzieć, że się oddaliłeś, a jeżeli zostałeś, to bądź świadom, że ciągle tu jesteś. Na tym poziomie świadomości niczego już nie będziesz musiał się bać” – Thich Nhat Hanh „Cud uważności”.

Emocje nie są ani dobre, ani złe. Nawet gniew nie jest czymś złym. To ludzie taki sens im nadają. Dobro czy zło jest tylko naszą perspektywą, naszą oceną rzeczywistości. A wiadomo, ile ludzi, tyle rzeczywistości. Emocje są reakcją na jakiś bodziec. Naszą rolą jest rozpoznanie, skąd taka, a nie inna reakcja w nas.  Są więc naszą drogą do poznania samego siebie. W taki sposób sama podchodzę do tego tematu. Mam prawo do smutku, do łez, do złości czy nawet do rozpaczy. Mam prawo mieć gorsze chwile i lepsze. Takie jest życie… I nie widzę w tym nic złego, że ktoś czuje to, co czuje. Nie odpycham od siebie emocji, nie kontroluję ich, nie manipuluję nimi. Działamy na zasadzie współpracy. Są moim sprzymierzeńcem, choć bywają trudne. Nigdy jednak nie są dla mnie złe czy negatywne.

Trwa to, czemu stawiam opór.

Kiedy ktoś próbuje nad emocjami dominować, panować,rządzić, usuwając te niechciane, a zostawiając te, które mu pasują, to według mojego doświadczenia, tylko je wzmacnia. Według zasady przemijalności, o której już pisałam. Mianowicie, że:

 

Jeśli więc powstał w nas gniew, przyjrzyjmy się mu. Zastanówmy się nad sobą, zajrzyjmy we własne wnętrze, poszukajmy tam naszych pytań, znajdźmy odpowiedzi. Znajdźmy źródło naszej emocji. Nie odganiajmy jej, zaakceptujmy. Nie ma nic złego w tym, że jesteśmy wściekli. Zaakceptujmy ten stan, w jakim jesteśmy i nie szukajmy innego, ponieważ w ten sposób stwarzamy w sobie opór. Powstaje konflikt. Akceptacja sprawia, że emocje nachodzą i przechodzą. Wszystko mija i przepływa, jak w rzece. Należy pamiętać o tym, by nie obarczać swoimi emocjami drugiego człowieka. To ja (nie inni) powinnam być świadoma swoich emocji. Inni nie muszą ich widzieć, a zwłaszcza siłą wyrzutu dostawać tymi emocjami po głowach. Choćby i byli przyczyną tych emocji.

Kolejne słowa, który szły ze mną od początku i były ze mną w trudnych chwilach. Słowa, których autorem jest E. Tolle:

„W tej chwili to jest to, co czujesz. Nic nie możesz z tym zrobić, bo to jest to, co odczuwasz właśnie w tym momencie. Czy teraz, zamiast pragnienia, by ta chwila była inna niż jest, co tylko przydaje więcej bólu niż już czujesz, mogłabyś całkowicie przyjąć to, czym wypełniony jest ten moment?”.

Gorzej już być nie może?

Bywają momenty, w których czujemy się jakbyśmy szli na samo dno. Sama przez to przechodziłam wiele razy w życiu. Tu znów panuje powszechna opinia, że należy zawalczyć o siebie, nie poddawać się, nie pozwolić sobie iść na dno. Spróbuj to właśnie robić, kiedy autentycznie wciąga cię wodny wir. Spróbuj wtedy walczyć i zobaczysz co się stanie…

Uświadomił mi to dawno temu jakiś alkoholik podczas spotkania AA, w którym gościnnie brałam udział, podczas tak zwanych „drzwi otwartych”. I miał rację. Zostało mi to w pamięci i zgodziło się później z moim doświadczeniem. Wiele razy w taki sposób odbijałam się od dna. Poddawałam się… I wiele lat wcześniej trwałam w złym stanie, ponieważ tego nie zrobiłam. Pisałam niedawno o momencie, w którym się topiłam, jako małe dziecko. Nie broniłam się, nie walczyłam. Szłam na dno, po czym odbijałam się w górę. Za którymś razem, ktoś złapał mnie za rękę i mi pomógł. A gdybym walczyła i próbowała się utrzymać? Nie byłabym w stanie się odbić i nikt nie zauważyłby moich rąk. Nikt by mi nie pomógł. Dlaczego dzieci czasem przeżywają upadki ze sporej wysokości, co nie udaje się dorosłym? Bo dzieci nie walczą… Naturalnie poddają się…

Samotność jest naszym wrogiem?

W tych najtrudniejszych momentach, kiedy idziemy na to przysłowiowe dno, często nie chcemy nikogo obok nas. Mamy ochotę nie robić nic, najlepiej nie wstawać z łóżka i założyć czapkę niewidkę. Udawać, że nas nie ma. W tym przypadku, często spotykam się z przekonaniem, że samotność jest w takiej chwili naszym wrogiem i koniecznie musimy wyjść do ludzi, poszukać dobrego towarzystwa, oby tylko nie być samemu. Moim zdaniem, samotność nie jest najgorszą rzeczą, jaka nas wtedy może spotkać. Samotność pozwala nam stanąć ze sobą twarzą w twarz i zrozumieć nasze emocje, nasze zachowanie i źródło tychże emocji. To jest konieczność. Nikt inny tego za nas nie zrobi. Musimy sami. To jest droga konieczna do przebycia, choć niełatwa, wiem. Dopóki człowiek tego nie zrozumie… Tu patrz jak wyżej. Owszem, możemy skorzystać z pomocy drugiego człowieka, ale tylko takiego, który jest tego wszystkiego świadomy i nie skieruje nas na manowce i nie każe nam walczyć. Człowieka, który pomoże nam stanąć z samym sobą (nie z nim) w prawdzie, twarzą w twarz. Skieruje nas w głąb nas samych, do samego źródła. Pomoże zrozumieć siebie i pokaże prawdziwe oblicze samotności, jak i to, że jest ona naszym sojusznikiem w tej kwestii, nigdy wrogiem. Dla człowieka największym wrogiem jest on sam. Sam dla siebie. Niestety…

Napisałam o odpychaniu i usuwaniu niewygodnych dla nas emocji, jak smutek, gniew czy rozpacz. Warto wspomnieć o innych, równie skrajnych emocjach, które bywają równie silne. Mowa o radości, nadmiernej ekscytacji i zatrzymywaniu tychże emocji, by trwały. Mowa o dolewaniu oliwy do ognia, by ten ogień w nas płonął. Mowa o emocjach tak silnych, jakby szybowały po najwyższych szczytach. Fajnie czuć taką radość i takie emocje, wiem. Jednak praca z emocjami polega na tym, by nie zatrzymywać ich, ani nie odpychać. Skutkuje to utrzymywaniem tak zbawiennej dla nas równowagi. Buddyjscy nauczyciele pisząc o równowadze, nazywają ją również drogą środka, na której unika się skrajności. Jest ona dla mnie najważniejszą z dróg.

Jeśli więc psycholog, terapeuta lub ktokolwiek inny, uczy cię kontrolować własne emocje, to słowa z filmu same cisną się na usta: „Run, Forest run!”.

Moja praca z emocjami zaczęła się wiele lat temu, na fotelu u psychologa. Potem poszłam swoją własną drogą. Wiele lat trwało, zanim zrozumiałam… Widać tu także ślady stóp nauczycieli czy mistrzów, którymi zainspirowałam się na samym początku, jednak cały czas idę własną drogą i odrabiam własne lekcje, jakie życie mi zadaje. Emocje nauczyły mnie chyba najwięcej. Były i są moimi najlepszymi nauczycielami. I dlatego ten temat jest dla mnie tak ważny.

Reklamy

6 Replies to “Po co te emocje?”

    1. Joasiu, dlaczego piszesz, że nic na to nie poradzisz? Uważasz, że w tym jest coś złego? Spróbuj „przerobić” ten tekst jeszcze raz…
      Pozdrawiam również.

  1. Uczę się tej akceptacji cały czas, dawania sobie prawa do odczuwania wszystkiego, co jest we mnie w danym momencie. Uczę się, żeby nie pchać na ścianę i nie kontrolować. Jestem z Tobą, działa, naprawdę działa 🙂

  2. Jest tak wiele dróg, którymi można dotrzeć do siebie, swojej istoty. Bardzo ciekawie napisałaś o roli emocji. Ja do niedawna miałam z tym kłopot, własnie z tego powodu, o którym piszesz – że jedni mówią, że trzeba panować, inni, że podążać za nimi. W końcu dochodzę do wniosku, że wszystko jest po coś – więc i emocje po coś są, więc raczej nie chodzi o to, by z nimi walczyć. U mnie najpierw była długa droga do ich zrozumienia. A potem uświadomienia sobie, jak niektóre z nich wpływają na moje samopoczucie, funkcjonowanie ciała. W moim przypadku wpływały bardzo, co przekładało się na przykład na bardzo prozaiczne problemy z jelitami, żołądkiem. Już samo to uświadomienie bardzo mi pomogło. A więc wszystko skłania mnie ku temu, bym jak najlepiej poznawała samą siebie, także te emocje.
    Dziś trafiłam na Twój blog, nie przeczytałam jeszcze zbyt dużo, ale po kilku wpisach widzę, że w wielu kwestiach mam podobne przemyślenia, szczególnie ostatnio (moje „ostatnio”;)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie
    aga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s