Bo tonie się w ciszy

Fot. Pixabay.com

Czasami w internecie można spotkać akcje informacyjne, jak w rzeczywistości wygląda człowiek tonący. Jesteśmy chyba przyzwyczajeni, że w filmach macha się rękami i krzyczy. Może dlatego nie zauważamy obok siebie tonącego, bo czekamy na ten krzyk, na szamotaninę. W prawdziwym życiu, taka sytuacja znacznie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiło nas kino. Wiem, bo przeżyłam. Byłam małym smrodem, nie pamiętam dokładnie ile wtedy miałam lat. Ze starszym bratem wypłynęłam pontonem na rzekę Bug. Kiedy przekroczyliśmy dozwoloną linię, przestraszyłam się oddalania od brzegu i wyskoczyłam z pontonu, chyba tuż za drugą czerwoną linią. Było już tam dla mnie zbyt głęboko. Ta chwila zostanie ze mną już do końca życia. Nigdy tego nie zapomnę.

Co czułam? Nic… Kompletnie nic. Nie było żadnego strachu. Nie było emocji, raczej takie dziwne otępienie. Nie krzyczałam, nie machałam rękami. Wznosiłam się i opadałam z rękami uniesionymi do góry. W ciszy… Tego dnia był tłum ludzi, mnóstwo dzieci i dorosłych. Kąpiących się również dużo. Raz widziałam to, co nad wodą, raz nogi pod wodą, ponieważ oczy miałam cały czas otwarte. Niektóre nogi były wręcz na wyciągnięcie ręki, mam wrażenie, ale nie mogłam ich sięgnąć. Widziałam je blisko. Byłam jakby sparaliżowana. Po prostu patrzyłam… Nie bałam się, bo w  ogóle nic nie czułam. Byłam spokojna. Pomimo ogólnie panującej wrzawy i hałasu chwilę wcześniej, słyszałam już tylko ciszę. Było tak cicho… Nigdy tej ciszy nie zapomnę i tej bezuczuciowości. Cisza zawsze jest tak kojąca…

Nie wiem jak długo to trwało. Mój film kręcił się w zwolnionym tempie, tak powoli. Mam wrażenie, że trwało to bardzo długo. W rzeczywistości mogła to być chwila, nie wiem.  Po jakim czasie, ktoś złapał mnie za te wyciągnięte ręce. Jakiś dorosły mężczyzna, wyniósł mnie na brzeg. Tego faktu już nie pamiętam, znam tylko z opowieści. Gdzieś w tym momencie mój film się urwał chyba na chwilę. Pamiętam, jak ocknęłam się na kocu już i krzyk ojca. Ojciec na mnie krzyczał, że tak nie wolno robić.

Czy mam uraz do wody? W zasadzie chyba nie. Nie wiem czy to urazem można nazwać. Raczej nazwałabym to „zasadą ograniczonego zaufania” i świadomością, jaką siłę ma natura. Jestem ostrożna, trochę obawiam się głębokiej wody, ale spędziłam wiele wakacji w wodzie czy na basenie. Nie określam tej sytuacji jako przeżycie straszne czy traumatyczne. Gdybym się wtedy utopiła, odeszłabym spokojnie, bez bólu, bez strachu. Bo tak zapewne umiera tonący, ale to tylko moje spostrzeżenie. Widzisz, ale nie czujesz nic. Powoli, spokojnie „odpływasz”… Owszem, zapamiętałam je i zostanie na zawsze w mojej pamięci, ale nie ze względu na strach, a wręcz coś przeciwnego. To był mój pierwszy kontakt ze świadomością śmierci. Pierwszy, dotyczący mnie samej, a nie śmierci kogoś innego. I świadomość, że mogłam umrzeć, nie była dla mnie taka straszna, ponieważ sama śmierć taka nie byłaby. Wszyscy umrzemy kiedyś, a umierania w takiej ciszy, z takim spokojem, bez fizycznego cierpienia, życzyłabym sobie na końcu mojej drogi.

Wszelkie akcje informujące nas, jak wypatrzyć tonącego są bardzo potrzebne. Świadczą o tym wszystkie sytuacje, kiedy nadal człowiek tonie obok nas, a my go mijamy, przepływamy obok i nie dostrzegamy. O takich sytuacjach nadal można przeczytać w internecie dość często podczas sezonu letniego. Nie wszyscy chyba wiedzą, na co zwrócić uwagę. Nie wszyscy chyba wiedzą, że tonący nie krzyczy. Nie szamoce się, jak w wielu filmach widziałam. W pierwszych chwilach może próbować utrzymać się rękami na powierzchni, wyciągając je intuicyjnie ku górze i wstrzymując oddech. Potem już tego nie ma. Jest tylko raz góra, raz dół i powolne, spokojne ruchy aż do całkowitego bezruchu. Można łatwo przeoczyć, myśląc, że to zamierzone, bo zwykle ktoś ma otwarte oczy. A wtedy, w tak zdawałoby się czasem niepozornej sytuacji, ktoś jest już na granicy życia i śmierci. Zapytanie czy wszystko w porządku, szturchnięcie czy jakakolwiek reakcja nie kosztuje nas nic. Lepiej zareagować i się pomylić, niż nie zareagować wcale i pozwolić komuś utonąć.

A walka w każdej sytuacji tylko pogarsza sprawę. Z wodą również nie ma sensu podejmować walki, bo jest bardzo nierówna.

Moje dziecko, zjeżdżając kiedyś z wodnej zjeżdżalni też zaczęło się topić. Ratownikiem był kolega i nie zauważył tego. Dostrzegł dopiero w tym momencie, jak zaczęłam biec, bo pilnowałam młodszej córki w wózku na brzegu. To była chwila, którą wypatrzyłam tylko ja, choć obok stało sporo ludzi, nawet bliżej niej, a wtedy był istny tłok. Ani razu nie krzyknęła, miała otwarte oczy i nie machała rączkami. Podbiegłam i wyciągnęłam córkę. Ale ani na chwilę nie spuściłam jej z oczu. A to była płytka woda… Choć była mała, też pamięta tę sytuację do dziś. Nikt by nie pomyślał, że w łyżce wody można utopić dziecko. A no można…

Nie spuszczajmy dzieci z oczu, kiedy są w wodzie! Zwracajmy uwagę na innych, dziwnie spokojnych, pływających to w gorę, to w dół, z  otwartymi czami. Często nie jest to żadną zabawą.

I pamiętaj, że każda walka czy szamotanina z siłami natury jest walką bardzo nierówną. Nie ma sensu walczyć z naturą, bo przegrasz. Trzeba się poddać i zachować spokój.  Tak, wiem jak to brzmi… Spotkałam gdzieś takiego mema, że trzeba wodę oszukać udając topielca, niech nas sama na górę wyniesie. Może zabrzmi głupio, ale jest w tym wiele prawdy. Wprawieni pływacy czy ratownicy są szkoleni jak postępować w sytuacji zagrożenia, jednak większość ludzi (w tym nasze dzieci), którzy lepiej lub gorzej pływają, jest uzależniona od pomocy innych. Wystarczy, że każdy z nas będzie zwracać uwagę na osoby pływające obok, znajdujące się najbliżej. Nie wchodź do wody, kiedy jesteś sam/a i nie ma ratownika, bo nie będzie komu Ci pomóc. Nawet, jeśli jesteś ratownikiem czy wyszkolonym pływakiem, bo pycha też często prowadzi do zguby. Nie pływaj po alkoholu. Ostrzeżeń jest pełno wszędzie w sezonie letnim, jednak wciąż znajdują się tacy, którzy są mądrzejsi.

Szanuj wodę.  Myśl!

Reklamy

2 Replies to “Bo tonie się w ciszy”

  1. Nie zawsze to tak wygląda… Będąc dzieckiem wybrałam się na basen z koleżankami. Miałyśmy wtedy może ze 12 lat. Jako jedyna nie umiałam pływać ale bardzo chciałam się nauczyć. Pamiętam jak jedna z koleżanek dla żartów wepchnęła mnie do wody. Znienacka. I wtedy zaczął się mój koszmar. Tak jak to opisałaś, góra – dół, obrazki znad wody i spod wody. Pamiętam wciąż ten gryzący w gardło smak chlorowanej wody i wodę zalewającą mi oczy i otwarte w krzyku usta. Szamotałam się, machałam rękami. Za wszelką cenę chciałam złapać się czegoś, co pozwoli mi utrzymać się na powierzchni. Wyciągnął mnie jakiś mężczyzna, być może ratownik. Nauczyłam się pływać ale lęk pozostał. Do dziś nie popłynę tam, gdzie nie będę czuła dna pod czubkami palców
    Tak więc tonący może wyglądać różnie.

    1. Zapomniałam coś dodać 🙂
      Czy tonie się w ciszy? Chyba tak. Mój krzyk był raczej niemy, bo woda zalewała mi usta i nie mogłam oddychać. Niczego nie słyszałam, bo woda zalewała mi uszy. Widziałam tylko jak moje niezbyt mądre koleżanki śmiały się do rozpuku widząc mnie tonącą i miałam nadzieję, że ktoś zobaczy mnie co na szczęście nastąpiło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s