Wiosenne porządki

Przyszła wiosna, wraz z nią skończył się czas wakacji dla ogrodnika. Zaczęła się praca i w związku tym, czasu dla siebie jest niewiele. To są te chwile, kiedy medytacja jest w ruchu, w ogrodzie, podczas pracy. Kiedy zastygam na moment z grabiami w ręku czy motyką, patrząc na otaczający mnie krajobraz, na tę chwilę, która jest piękna. Ten moment, kiedy w międzyczasie łapię głęboki i świadomy oddech, między wykonywanymi czynnościami i zamykam oczy, wyciągając twarz w stronę słońca. Ten moment, kiedy docenia się chwilę obecną, życie, słońce, krajobraz, nawet zbyt mokrą wiosnę. Kiedy docenia się wszystko, nawet złe wieści…

Moją głowę zaprząta teraz ogród. Sprzątanie wiosenne, nowe rabatki, nowy ziołownik, który powstaje. Przeszkadza tylko ciągle padający deszcz i woda wszędzie ponad normę. Rośnie w nim krwawnik, przyniesiony z łąk, nawłocie, wrotycz, dziurawiec, babka, tymianek, różeniec górski, wrotycz maruna (na migreny męża i na moje stawy), nie mówiąc o tych zupełnie podstawowych ziołach. W bardziej ocienionym miejscu rośnie czosnek niedźwiedzi. W innym rośnie szczodrak krokoszowaty. Na rabatach rosną jeżówki i miodunka, której listki używam na ziołowe napary, kiedy córkom dokucza kaszel. Od lat nie używam aptecznych syropów, które bardziej im szkodzą. Posiłkuję się majerankiem, tymiankiem, babką (z wąskimi liśćmi) i miodunką od niedawna. Nie wiem jaką mam, ale używam, taką, jaka jest. Kocham kurkumę i jej niezwykłe właściwości. Spożywam ją w każdej postaci; dodaję do dań, jak i piję z niej herbatki, z dodatkiem różnych innych ziół. Posadziłam również morwę białą, ze względu na jej liście. Między drzewami rosną poziomki, których suszone listki od stycznia dodaję do wszelkich naparów, przez całą wiosnę. Z uwagą pochylam się nad każdym chwastem i zamierzam robić z nich użytek. Do tej pory nie patrzyłam co pielę i nie zastanawiałam się nad chwastami. Po prostu wyrzucałam na kompost. Marnotrawstwo. Muszę to zmienić i nauczyć się chwastów, jak i tego, co można z nimi zrobić.  Ciągle myślę nad nowymi roślinami do mojego zielnika i nad tym, jak jeszcze mogę pomóc sobie czy moim najbliższym.

Zielarstwo jest moim sposobem na życie i nie chodzi mi tu w ogóle o kwestie zarobkowe. To coś więcej niż pasja. Zioła zmieniły moje życie. Przez lata obawiałam się ciężkiej choroby, jaką jest Reumatoidalne Zapalenie Stawów. Wczoraj otrzymałam wiadomość od lekarza, że jest wielce prawdopodobne, że właśnie tę chorobę mam. Wyniki nie są jednoznaczne i obserwujemy. Pomimo, iż od lat byłam przygotowana na taką diagnozę, wrażenie było ogromne. Kiedy tu przyjechałam, miałam już duże problemy zdrowotne. Czasem nie mogłam nawet utrzymać kubka, tak bolały mnie dłonie. W nowym miejscu zamieszkania wszystko powoli zaczęło się zmieniać; nawyki, myślenie, sposób życia. Zmianę myślenia zawdzięczam buddyzmowi Zen. Dzięki Zen wyszłam psychicznie na prostą. Jedne zmiany wpływały na powstanie drugich i reakcje, jak w domino, następują wciąż po sobie. Dostałam ogród, a więc ruch, który mi bardzo pomaga, wbrew pozorom. Zmieniłam nawyki żywieniowe, zrezygnowałam z mięsa, co było strzałem w dziesiątkę. Jakiś czas temu postawiłam na zioła, za co jestem niezmiernie wdzięczna osobie, która mnie nimi zaraziła. Ona też zmieniła moje życie. Utygan, dziękuję. To wszystko sprawiło, że dziś czuję się lepiej niż te kilka lat wstecz. Lepiej psychicznie i fizycznie. I choć słowa lekarza zasiały strach w sercu, jednak wiem, że dam radę, bo nie mam wyjścia. Najważniejsze jest to, że wiem z czym muszę sobie poradzić i o co się starać. Po latach szukania, jest to duży plus. Muszę oswoić ten strach, stawić mu czoło i iść tą drogą, którą idę do tej pory. Bo widzę, że jest dobra. Nie walczyć, tylko oswoić. Dostosować moje życie… Muszę zmienić strach w działanie, które opóźni postęp choroby. Nastawić się na konkretny cel, konkretne działania, które mi pomogą i dalej wdrażać w życie to wszystko, co do tej pory pomaga. A pomaga mi wegetarianizm, niejedzenie mięsa. Szkodzi mi cukier. Być może gluten i to muszę sprawdzić. Widzę, że sposób żywienia jest w chorobach stawów bardzo ważny i każde odejście, bodaj chwilowe, przypłacam bólem. Muszę więc być silna. Osiągnęłam już tak wiele, ale wiem, że muszę jeszcze więcej.

Powoli zmieniam mój świat i to nie dla własnego „widzimisię”. Mając za uszami tak ciężką chorobę, człowiek może zmienić to wszystko, czego dotąd nigdy zmienić nie umiał i z wielu rzeczy zrezygnować. Może na początku będzie żal, widząc ciasta na stołach świątecznych u rodziny, widząc pieczywo razowe na stole. Zapewne będzie duży problem ogólnie z jedzeniem, gdziekolwiek zajadę. Jednak pomaga mi fakt, że wiem dlaczego to wszystko robię. Myślałam, że nigdy nie zrezygnuje z białego chleba, a dziś już bez żalu na niego patrzę. Zmieniłam już tak wiele, dam radę i więcej.

Tu jednak chodzi o moje życie, najbardziej komfortowe i sprawne, jak to tylko możliwe.

I choć życie ostatnio jest mocno pod górkę i czasem polecą łzy, to nic… One są oznaką mojej siły.

A więc do dzieła…

Reklamy

6 Replies to “Wiosenne porządki”

  1. „W życiu piękne są tylko chwile…” i trzeba je cenić, i celebrować, żyć w zgodzie z naturą i ze sobą, to daje radość i siłę. Też ciągle nad sobą pracuję, na miarę własnych możliwości i sił. A do ziołownika dołożyłabym krzaczek hyzopu 🙂 Pozdrawiam.

    1. Asiu, sama bym chciała się od kogoś więcej nauczyć… Co ja wiem na ten temat? Kropla w morzu… Wiem tyle, ile mi potrzeba w danej chwili i co mi się przydaje, a robię bardzo proste rzeczy. Nic specjalnego, ale oczywiście zawsze służę pomocą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s