A gdyby tak… Czyli małe tęsknoty

Nie mogę się ostatnio oprzeć wrażeniu, że gdyby tak zabrać z wirtualnego świata wszystkie „emotki”, „buźki” czy inne znaki graficzne, to część ludzi byłaby mocno zdezorientowana. A gdyby tak zabrać komputery i łącza internetowe, zamiast tego wręczyć papeterię, długopis i bilet na autobus?

Przyznam, że niezbyt lubię wstawiać do tekstu modne dziś i trochę nadużywane emotki. Czasem jednak mam takie wrażenie, że jak nie poprowadzę kogoś za rękę, nie pokażę palcem, to ktoś sam do tego nie dojdzie. Bo bez nich porusza się jak we mgle. Nawet nie zada sobie trudu, by mnie zrozumieć. Jakby nie wiedział jak się do tego zabrać. Lenistwo? Ignorancja? Brak wrażliwości? Nie wiem.

Wyobrażacie sobie Gombrowicza, w zupełnie innym stylu, z buźkami, emotkami i innymi uproszczeniami? Może Prus? Sienkiewicz? Ciekawe czy ilość korzystających z biblioteki by wzrosła.

Wychowywałam się bez komputera przez całą młodość. Nie było też „buziek” ani „emotek”. Przez wiele lat nie było także komórek, a komunikacja międzyludzka miała się dobrze. Była tylko twarz pokazująca emocje. Trzeba było wykonać jakiś wysiłek, by wyczuć drugiego człowieka, by go zrozumieć. Przez krótki okres czasu byłam też osobą kompletnie głuchą, która uczyła się rozumieć człowieka bez słyszenia, bez ludzkiej mowy, jedynie patrząc w twarz, czytając emocje z mimiki, gestów i ust, ponieważ nie zawsze można było napisać coś na kartce czy telefonie. Musiałam nauczyć się rozumieć moje małe wtedy dzieci, które jeszcze pisać nie umiały, a z którymi sama przebywałam wiele godzin. Ten epizod bardzo mi pomógł w określeniu życiowych priorytetów. Człowiek uczył się mówić bez słów, rozumieć bez słów, patrząc jedynie na siebie. Dziś, by okazać komuś miłość, zaobserwowałam, że wysyła się przez sms serduszko. Czasem masę serduszek, na zasadzie „kopiuj – wklej”. By pokazać jakąś emocję, czasem wcale nie używa się słów, tylko same emotki, na takiej samej zasadzie, jak wyżej. Niedługo w ogóle zapomną słów i zaczną posługiwać się obrazkami (czy tego już nie było?). Mam wrażenie, że idzie się dziś po najmniejszej linii oporu. I takie nam pokolenie rośnie, które nie musi myśleć, nie musi wysilać się. W takim człowieku buduje się postawa roszczeniowa, bo jemu się należy, bo wszystko dostaje na tacy. Nawet emocji nie muszą czytać, nie muszą się starać. W rezultacie coraz trudniej im czytać, nie tylko to wszystko, co jest między wierszami, ale i zrozumieć sam tekst. Przyzwyczaili się do podawania im wszystkiego na tacy. Do krótkich zwięzłych informacji, opatrzonych ogromną ilością kolorowych zdjęć i oczywiście emotkami. Nie tylko ja zauważyłam, że najwięcej wejść mają strony ze zdjęciami, obrazkami. Te zawierające same treści, nie mają ani tylu wejść, ani komentarzy, ani polubień. Świecą pustkami. Nauczyciele narzekają, że młodzież mało książek czyta. Widać za dużo w nich treści i myśleć trzeba. Emotek nie ma. Po co się tak wysilać, jak można mieć podane? Lepiej wejść na Facebook czy Instagram, zobaczyć co u kogo słychać. Mieć świat w zasięgu jednego kliknięcia. Tylko czy prawdziwy? Tak wygląda dziś komunikacja międzyludzka; komputer, przy nim człowiek, a w nim czaty, konta społecznościowe, emotki pokazujące aktualny nastrój. Nie musisz wychodzić z domu. Nie musisz obserwować rzeczywistości. Nie musisz patrzeć w twarz drugiego człowieka. Przestajesz umieć mówić bez słów, miną, dotykiem, zmarszczką na twarzy, samymi oczami. Czy to jest dobry sposób na nauczenie młodego człowieka relacji międzyludzkich i trwałych związków? Siedząc za komputerem w grach czy na fejsie? To ja już wolę moje czasy dziecięce, kiedy relacji uczyła nas ulica. Zimą na łyżwach i sankach, z gilami do pasa, ale na sankach, z trudem przepychając się w tym natłoku dzieciaków. Dziś ulice są puste… I jak nie wyłożysz komuś „kawę na ławę”, że jesteś smutna lub szczęśliwa, to nikt tego wiedzieć nie będzie. Nikt nie domyśli się, że ta staruszka siedząca na ławce, patrząca dziwnym wzrokiem jest głodna, załamana lub zrezygnowana. Nikt na nią nie spojrzy, bo wszyscy będą patrzeć w telefon… Smutne… Życie dało mi popalić, ale to mnie dużo nauczyło. Nauczyłabym się tego siedząc za kompem lub w telefonie, budując swój wirtualny wizerunek? Nie, po prostu nie.

Nie rozumiem tego, co się dziś dzieje i dzisiejszej mentalności. To nie mój świat, kiedy idąc ulicą lub siedząc przy stole, będąc w czyimś towarzystwie, mnóstwo osób patrzy najwięcej w swój telefon, non stop sprawdzając coś w internecie. A jeśli już wytkną nos z telefonu, to czasem tylko po to, by skrytykować czyjś ubiór, urodę lub powolność kasjerki przy kasie. Lubię czasem wejść w tłum i obserwować, ale nie zawsze te obserwacje są przyjemne. Nikt nikogo nie widzi, wszyscy pędzą, spieszą się lub zerkają wkoło w telefon. Szczególnie w miastach. Kiedyś zaskoczyli mnie mega pozytywnie ludzie w Wiżajnach, którzy absolutnie do każdego, nawet obcego, mówili „Dzień dobry” i każdemu posyłali uśmiech.

Tęsknię za realnym byciem, za człowiekiem, nie jego avatarem w internecie. Za moim ciekawskim sąsiadem, który niedawno zmarł w sędziwym już wieku, a którego bardzo lubiłam i szanowałam. Bardziej za nim niż za kimś z rodziny, z kim nie utrzymuję żadnych kontaktów. Za kimś, kto był w moim życiu, zawsze obok, każdego dnia. Za kimś, kto wytknie nos z własnego telefonu i dostrzeże drugiego człowieka obok siebie. I nie po to, by go krytykować. Nie za człowiekiem, którego znam tylko z internetu, o którym wiedzieć mogę tylko tyle, ile jest napisane.

Bo przecież najważniejszym człowiekiem jest ten, który stoi obok mnie…

I nie ważne czy go znam. Ta babcia, co idzie za mną, dźwigając siatkę z zakupami i ten żebrzący o kasę przed supermarketem, któremu wrzucę choćby 2 zł, bez oceniania jego intencji. Ta kasjerka przy kasie, której podziękuję i nawet ten facet, który jej gdzieś z tyłu w kolejce złorzeczy, bo za wolno obsługuje.

I jeśli ma być tak, jak jest, to wolę już samotność. Dziś być człowiekiem wcale nie jest łatwo… Nie do końca odnajduję się w tym świecie wirtualnym. Nie potrafię wbić się w wirtualny tłum, w grupę ludzi na forum. Nie umiem wejść między wrony i krakać jak one. W tym świecie nie ma miejsca na to, co dla mnie jest najważniejsze. Na czytanie człowieka. Nie tekstu na jakimś forum, który z buźkami lub bez, czasem może wyglądać, jakby miał dwa różne przekazy. I niekoniecznie chcę do tej rzeczywistości pasować. Wolę sama szukać emocji w realnej twarzy, sama rozpoznawać, sama się uczyć. Nawet popełniać te błędy, upadać, wstawać. Nie chcę, by ktoś mi wmawiał, że czuje się świetnie, podczas gdy jest zupełnie inaczej. Nie chcę, by ktoś mi wmawiał cokolwiek. Nie chcę dać się głupio oszukać i zwieźć na manowce. Nie chcę zapomnieć języka ciała, języka gestów, języka zmarszczek na twarzy i tego wszystkiego, czego nie znajdę w żadnym tekście w internecie czy choćby najładniejszej emotce. Bo czasem oczy mówią więcej niż milion słów. Nie chcę, by ten język odszedł w zapomnienie. Nie chcę wreszcie zgubić swojej wrażliwości, którą świat wirtualny szybko zagłuszyłby i zniszczył. A przede wszystkim, nie chcę zgubić samego człowieka, realnego człowieka. Nie chcę, by wystarczyło mi słowo pisane w komputerze, zamiast realnego kontaktu. I to, że jestem samotnikiem niczego nie wyklucza. Jako introwertyk, jestem po prostu koneserem.

Mam też nadzieję, że realny świat w dalszym ciągu nim będzie…

Jeszcze za jedną rzeczą bardzo tęsknię. Za listami… Pisanymi ręką, nie klawiaturą. Prawdziwymi listami, wysyłanymi pocztą, nie mailem. Za emocjami ukrytymi w czyimś, choćby koślawym piśmie. Żadna buźka, emotek, serducho w telefonie czy e-mail mi tego nie zastąpi.

I zawsze cieszę się jak dziecko, kiedy do paczki ktoś dołączy krótką, odręcznie pisaną informację. Krótkie pozdrowienia, na małej karteczce… Te są szczególnie miłe.

Advertisements

8 Replies to “A gdyby tak… Czyli małe tęsknoty”

    1. też wychowałam się bez komputera a na czytaniu książek… jednak buźki malowałam może dlatego, że lubiłam rysować ?
      pozdrawiam
      ps. jak zawsze fajny tekst !

  1. Miło, że nie tylko mnie zastanawia i dziwi to, co się dzieje teraz z ludźmi. Ostatnio, jadąc tramwajem, przyjrzałam się ludziom na przystankach. Mogę dać sobie rękę uciąć że na każdym przystanku wszyscy, WSZYSCY, stali wgapieni w swoje telefony. Jedynym wyjątkiem był nadjeżdżający tramwaj na który czekają. To samo w centrach handlowych, knajpkach, kawiarniach – bardzo często ludzie siedzą i patrzą w telefony, raz po raz wymieniając słowa ze sobą. Na szczęście ja i moi znajomi mamy alergię na telefon a już w swoim towarzystwie jest to nie do pomyślenia żeby wyjmować telefon i ignorować otoczenie bo ktoś tam ‚pisze na fejsie’.. Co do listów, było w nich to coś, magicznego.. Można było czekać, aż przyjdzie, nie wiedziało się wszystkiego momentalnie od razu, to był jakiś trud, który ktoś sobie zadał, bo najpierw napisał, potem poszedł na pocztę go wysłać, więc starał się żeby ten list też jakoś wyglądał. I też nie było tam emotek co drugie słowo.. Słowa były (zazwyczaj) przemyślane. Teraz jedyne listy jakie dostaję, to od ZUS-u albo firm które się reklamują, przypomina to film z Kondratem, Dzień Świra: „Pisze do mnie Rossman, Biedronka..” smutne, lecz prawdziwe.. I nadal aktualne, a film przecież już nieco lat nabrał. Pozdrawiam.

  2. Jestem pod wrazeniem tekstu, jaki napisalas. Uwazam, ze zasluguje on na szersze ukazanie- tak, aby przeczytala go jak najwieksza liczba ludzi, poniewaz temat jest bardzo aktualny i Twoja wypowiedz jest wazna, dotyka czegos naprawde istotnego ( tego, co obecnie zaczyna sie tworzyc, rozprzestrzeniac i staje sie glownym ”problemem” naszych czasow) a wiec warto, by jak najwiecej ludzi uswiadamialo sobie co zaczyna sie wokol dziac.

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s