Zdrowie, ile cię trzeba cenić

Kiedy kilka lat temu zetknęłam się z Buddyzmem, nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo zmieni on moje życie. Zmiany te dotyczą całej mojej osoby; nie tylko ducha lecz i ciała.

To nie tak, że pewnego dnia obudziłam się z myślą, że zmieniam swoje życie, wytyczyłam konkretne punkty i od razu zaczęłam żyć inaczej. Każda zmiana we mnie następowała powoli, w swoim czasie. Nie jestem zwolennikiem zmian ot tak, w jednej chwili, jak za pstryknięciem palca; czyli decyzja i od razu czyn. Nie wywracałam życia do góry nogami. Do wszystkiego muszę dojrzeć. Decyzja zawsze musi być przemyślana.

Od jakiegoś czasu nie jem mięsa. Bardzo lubię zarówno wegetariańskie, jak i sporadycznie wegańskie potrawy. Moja decyzja często jest powodem sporego zdziwienia. Pojawiają się pytania, dlaczego na własne życzenie robię sobie krzywdę nie jedząc mięsa. Krzywdę? Bo mięso trzeba jeść. Doprawdy ciekawe. Uwierzcie mi, jeśli mój organizm zacznie odczuwać negatywne skutki wprowadzonych zmian, zmienię swoją decyzję. Nie jestem samobójcą. Póki co, jest zupełnie odwrotnie. Obserwując dzisiejszy świat, najnowsze badania i doświadczenia wielu wegetarian na świecie, nie sądzę bym musiała taką decyzję podejmować.

Pewnego wrześniowego dnia ubiegłego już roku, przygotowując wegetariański posiłek dla moich gości, nie spodziewałam się, że ten dzień zmieni także mój własny sposób żywienia. Świadoma tego, że praktykujący buddyzm  nie jedzą mięsa, chciałam przyjąć gości jak należy. Po ich wizycie odkryłam, że sama jestem gotowa, by zmiana sięgnęła także tej części mojego życia. Od tamtej pory, praktycznie nie jem już mięsa. Raz na jakiś czas kładłam tylko plasterek wędliny na chleb. Obecnie wędlinę zastępuję hummusem, pastami, warzywami, kiełkami. Nie dostrzegałam tych możliwości wcześniej. Ten dzień był punktem zapalnym. Dostrzegłam, że można jeść zdrowo i różnorodnie. Pokochałam nielubiane kasze. Zrozumiałam wreszcie, że nowy sposób żywienia łączy się z osiągnięciem pewnego poziomu świadomości. Nie chodzi tu wcale o smukłą figurę ani o odchudzanie. Nie do tego dążę. Na tym mi w ogóle nie zależy, choć ciała modelki nie mam. Moje zdrowie jest faktem oczywistym. Świadome żywienie to podstawa zdrowia. Empatia w stosunku do cierpiących zwierząt również. Tyle się dziś mówi o niezabijaniu zarodków i płodu, który do pewnego momentu nie czuje, nie myśli i nawet nie jest świadomy swojego istnienia, a bez żadnego problemu zabija się zwierzęta, które czują ból, potrafią cieszyć się, smucić. Mają pragnienia, jakiś tam stopień samoświadomości. Mniejszy wprawdzie od człowieka, ale to ich jeszcze nie przekreśla. Gdybym miała do wyboru uratować ludzkie embriony lub życie jakiegoś zwierzęcia, bez zastanowienia wybrałabym zwierzę. Już kiedyś o tym pisałam i zdania nie zmieniłam. Taka świnka, dla przykładu, jest inteligentnym stworzeniem. Potrafi się dość szybko uczyć. Wiele rozumie, jest świadoma tego, że idzie na śmierć, czuje ból. Potrafi być przyjacielska. Widzieliście kiedyś radość więzionego przez całe życie byka, którego wypuszczono na wolność? Zostało to we mnie gdzieś głęboko. Taniec wolności i wzruszające podziękowanie dla człowieka, który go uwolnił. Bo zwierzęta pięknie dziękują, wiele rozumieją i wiele czują. Potrafią się odwdzięczyć, czego czasem nawet człowiek nie potrafi.

Masowe produkcje odbywają się czasem w strasznych warunkach. Zwierzęta trzymane są w wąskich klitkach, na uwięzi, przywiązane krótszym łańcuchem niż pies przy budzie. Tylko po to, by utuczyć i zabić. Widzi się w nich jedynie przyszłe zyski, nic więcej. Te zwierzęta nigdy nie poznają wolności. Nie sposób nie zauważyć różnicy między upolowaniem zwierzęcia, by przeżyć i nie umrzeć z głodu, a masowymi produkcjami na szeroką skalę. W tym wszystkim ważne jest jednak jeszcze coś. Bardzo ważna jest sama świadomość, jaki wpływ na środowisko mają hodowle bydła przeznaczonego na ubój. Jaki wpływ na klimat ma metan wydzielany przez bydło. Jakie jest zapotrzebowanie produkcji mięsnej na zasoby wody i ziemi uprawnej oraz ile hektarów lasu corocznie ustępuje miejsca produkcji paszy. O tym już Greenpeace zbytnio nie mówi.

Nie chcę dostosowywać się do tego, co dla mnie jest chore i do tego, z czym się nie zgadzam.  Nie chcę krzywdzić żadnej istoty, która czuje, myśli, jest świadoma tego, że żyje i przede wszystkim żyć chce. Chyba tylko wobec kleszczy mam jednoznaczny stosunek, wiedząc jakim zagrożeniem jest dla innych gatunków. Bo wiem, że tu mam tylko taki wybór; on albo ja. Wobec gatunków będących zagrożeniem, stosuję zasadę obrony koniecznej, to wszystko. Być może komuś, kto wie, że popieram aborcję i eutanazję, trudno będzie pojąć, że ktoś taki może być za życiem, ale tak jest. Jednak to, co dziś kryje się pod hasłem „pro-life” jest dla mnie niezrozumiałe i kompletnie nie do przyjęcia. Najwyraźniej mam inne podejście zarówno do życia, jak i do śmierci. I tego również nie muszę dostosowywać do ogółu czy większości.

Do niejedzenia mięsa dojrzewałam od czasu wizyty w zakładach mięsnych w szkole średniej, jako przyszły technik hodowca (taki właśnie mam zawód wyuczony). Minęło już trochę tych lat… To, co zobaczyłam zostało we mnie do dziś. Fabryka śmierci… Wiszące na hakach tusze jeszcze się ruszały, jakby biło w nich serce. Jakby chciały jeszcze zeskoczyć z tych haków. To był świeży ubój, tłumaczono. Dopiero co obdarte ze skóry, dopiero co zabite. Przeżyłam to psychicznie bardzo mocno. Widok, który pamięta się do śmierci. Po tej wizycie już wiedziałam, że nie chcę przykładać ręki do żadnego cierpienia. Jednak przez wiele lat nie potrafiłam zmienić mojego menu. Nie wiedziałam jak się do tego zabrać, jak pokonać własne przyzwyczajenia. A przede wszystkim, jak stawić czoło społeczeństwu, rodzinie, znajomym i wszystkim ludziom, którzy zapraszają mnie na posiłek. Zwykle niestety głównie mięsny. Zmieniła to ta jedna wizyta. Chłopaki, wielkie dzięki. I choć nadal jest problem podczas wizyt, to potrafię już grzecznie podziękować za mięso w potrawach. Na zdrowie mi to wychodzi.  Podczas gdy inni pękają w szwach, ja spokojnie wcinam sobie sałatki. Nawet jak czasem wrócę głodna, to nic mi się nie stanie.

Mając świadomość tego wszystkiego, czego się dowiedziałam, nie mogłam postąpić inaczej. Małymi krokami zmieniam swoje życie, nie robiąc w nim jednak żadnej wielkiej rewolucji. Najważniejsza jest cierpliwość, systematyka i gotowość na postawienie kolejnego kroku.

Przygotowanie wegetariańskiego czy wegańskiego posiłku jest bardziej pracochłonne, to fakt. Szybciej jest zamarynować mięso, wrzucić do brytfanki, po czym dalej samo się robi. Szybciej można zrobić sobie chleb z serem i wędliną na śniadanie. Jeszcze szybciej jest zjeść sztukę mięsa kupioną właściwie tylko do podgrzania. Każde warzywo trzeba umyć, pokroić.  Krojenia jest więcej. Schodzi mi się z tym dłużej, na pewno. Tylko niech mi ktoś powie, że dzisiejszym śniadaniem, bez grama mięsa, zrobię sobie krzywdę.

photo0024
Jest kasza gryczana biała, jarmuż, brukselka, cebulka, czosnek, pomidory, fasolka, papryka. Świetnie rozgrzewa w zimowy poranek.

Syty i lekki posiłek, ale trzeba mu poświęcić czas. Krzywdę można zrobić sobie idąc przez życie na skróty… Niewłaściwie ustawiając sobie życiowe priorytety.  Jeśli wydaje ci się, że oszczędzasz czas, kupując gotowe produkty i żywiąc się wyłącznie kanapkami na śniadanie czy kolację, to się mylisz. Właśnie wtedy tracisz czas, cenny czas.

Pamiętać należy również o różnorodności, by zapewnić organizmowi odpowiednią ilość witamin i minerałów.  Poświęcić trochę czasu na wyszukiwanie nowych pomysłów. Otworzyć się na nowości, na zupełnie nowe smaki. Należy też wspomagać się suplementami z apteki, ponieważ nie wszystkie witaminy wegetarianie i weganie znajdą w pożywieniu. Jednak każdy taki wysiłek, połączony ze świadomością, ćwiczeniami, zmianą myślenia jest najlepszym krokiem, jaki możemy dla siebie wykonać. I nie tylko dla siebie… Powoli rezygnuję również z cukru, zastępując go ksylitolem czy miodem. Bardzo źle wpływa na moje stawy. Szukam wszelkich informacji dotyczących tego, co jeszcze mogę dla siebie zrobić, aby wyprowadzić mój organizm na prostą. Interesuję się zielarstwem. Ostatnio sama siebie łapię na tym, że tęsknię nie za drożdżówką do kawy, a za taką właśnie kaszą z warzywami, której kiedyś nie lubiłam. I uwierzcie mi, z wielkim trudem powstrzymuję się, żeby zostawić coś dla partnera, który również uwielbia taką kuchnię i będzie niepocieszony po powrocie z pracy.

Zmienił się w moim życiu nie tylko sposób odżywiania. Nigdy nie mogłam znaleźć najlepszego dla mnie zestawu ćwiczeń. Nie lubię biegać, jeździć na rowerze. Ogólnie nie przepadam za sportem. Mając jednak takie a nie inne problemy zdrowotne, wysiłek fizyczny jest konieczny. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, aby problemy z kręgosłupem się nie powiększały. Kiedy w sieci trafiłam na filmy z Tai Chi Qigong i Tao Yoga, wiedziałam, że to jest właśnie to, czego szukałam. Delikatne ćwiczenia, które wpływają na całe ciało, ale także na moją duszę. Są to ćwiczenia połączone z oddychaniem, relaksujące. Taka aktywna forma medytacji. Jestem kompletnym laikiem w tej kwestii, ale to nie szkodzi. Najważniejsze jest w tym wszystkim to, że lepiej czuję się w swoim ciele, sama ze sobą. Znalazłam swój własny sposób na osiągnięcie równowagi. Wciąż uczę się słuchać nie tylko tego, co mi w duszy gra, ale także sygnałów, jakie wysyła moje ciało. Żal mi tylko trochę, że tak późno do tego doszłam.  Może gdybym wcześniej zaczęła bardziej świadomie dbać o siebie, to do pewnych sytuacji w ogóle by nie doszło. Mój organizm byłby dziś o wiele zdrowszy. Cieszę się jednak, że w ogóle coś zrozumiałam.

Cofnąć coś, na co się pracowało całe życie też nie da się ot tak. Mam jednak nadzieję, że nie jest za późno.

Bo życie mamy jedno…

Reklamy

2 Replies to “Zdrowie, ile cię trzeba cenić”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s