List do Ciebie piszę…

źródło: zasoby własne
źródło: zasoby własne

Żegnaj babciu…   18 listopada wyruszyłaś w ostatnią drogę. Taką Cię zapamiętam.

Ciężko było mi znaleźć odpowiednie słowa wcześniej. Emocje były zbyt silne. Potrzebowałam czasu, by sobie wszystko poukładać, by odgrzebać wspomnienia, które gdzieś tam ślad czasu pozacierał. W dalszym ciągu powrót do wspomnień wiele mnie kosztuje, ale teraz jest ten czas… Teraz…

Chciałabym pokazać moim dzieciom Ciebie taką, jakiej nie znały, ponieważ po pierwszym udarze rozmowa z Tobą była już niemożliwa. Jednak wiem, że mi się to nie uda. A ja pamiętam Ciebie jeszcze w lepszym zdrowiu i ten lepszy czas chciałabym uwiecznić ku pamięci. Dla Twoich prawnuczek. Już dziś nie wszystko jestem w stanie sobie przypomnieć. Z czasem nie będzie lepiej. Tak, teraz jest ten czas.

Poznałam Ciebie, w tym samym czasie, co Twojego wnuka. Znamy się raptem jakieś 18 lat chyba, tak? Jednak bez wątpienia, zawsze byłaś dla mnie babcią. Miałyśmy okazję poznać się bliżej, kiedy użyczyłaś nam schronienia. Naszej trzyosobowej wtedy rodzinie. Mieszkaliśmy wtedy z Tobą 2-3 miesiące. Byłam wtedy w ciąży z drugim dzieckiem. Reszta dzieci nie ma więc prawa pamiętać tego okresu, chcę jednak by wiedziały, że tak było, że kiedyś można było z Tobą rozmawiać, śmiać się. One Ciebie takiej nie pamiętają, ponieważ pierwszy udar mocno utrudnił nam kontakt z Tobą. Dziewczynki były zbyt małe. Bardzo miło wspominam ten czas, biorąc pod uwagę chwilowy czas bezdomności. Miałyśmy okazję rozmawiać na różne tematy, wspominać Twoje młode lata. Trudne czasy… Szczególnie czas, kiedy podczas wojny, z płonącej Warszawy, na piechotę zdaje się, uciekałaś w zaawansowanej ciąży. Jakieś 80 km. Była wtedy chyba zima, tak? To nie były takie zimy jak dziś, prawda? Opowiadałaś, jak sobie radziłaś w tamtych czasach z dziećmi, z rodziną. Byłaś mądrą kobietą, nigdy nie osądzałaś, nie oceniałaś. Rozmowy z Tobą należały do przyjemności, a ja lubiłam Ciebie słuchać, jednak gadułą raczej nie byłaś, wprost przeciwnie. Trzeba było Cię ciągnąć za język. Pamiętam Ciebie raczej jako spokojną, zrównoważoną, ciepłą, ale i milczącą osobę. Nie używałaś języka bez potrzeby, a wypowiedzi były zawsze przemyślane.

Ile lat miała Twoja pralka, w której robiłam pranie? 20 czy 40? Pamiętam, że zrobiłam wielkie oczy. Automat w tamtych czasach i działający do dziś. Takich pralek już chyba nie robią.

Po śmierci męża spędziłaś wiele lat sama i widziałam, że lubisz swoją samotność. Bardzo się starałam, by to uszanować. Nie chciałam burzyć Twojego spokoju i nawyków. Nie chciałam przez te 3 miesiące wywracać Twojego życia do góry nogami i starałam się nie męczyć Cię swoją obecnością i pytaniami, a Ty sama nie garnęłaś się do wspomnień. Nie chciałaś chyba wracać do przeszłości. Odpowiadałaś na pytania, po prostu. Twoja prawnuczka bardzo lubiła siedzieć z Tobą w Twoim pokoju i często miałam wyrzuty sumienia, że męczy Cię swoimi dziecięcymi pytaniami i dziecięcą energią. Niestety, niewiele z tego czasu pamięta, była zbyt mała. A szkoda… Bardzo Ci dziękuję za ten czas i za to, że nas przygarnęłaś.

Potem, kiedy podupadłaś na zdrowiu i byłaś zależna od innych, widziałam ile kosztuje Cię pokazywanie swoich słabości. Sama zdecydowałaś, że chcesz przenieść się do Domu Opieki, w którym tyle lat pracowałaś. Całe życie byłaś niezwykle dumną kobietą i nie chciałaś, by Cię oglądano tak słabą i w takim stanie. Męczyłaś się, gdy nie mogłaś wytłumaczyć i powiedzieć tego, co chcesz. Widziałam, jak trudne dla Ciebie były te wszystkie wizyty, kiedy dumę musiałaś chować do kieszeni. Pomimo całej miłości do nas wszystkich. Kiedy nie mogłaś powiedzieć, że chcesz już zostać sama, to brałaś pilota i włączałaś telewizor. To był dla nas sygnał. Świetnie to rozumiałam. Przyszło tyle luda i siedzieli jak na boskim skazaniu. Pogadać? O czym? Jak, skoro nie mówisz? Gorączkowo szukałaś wzrokiem po półkach czegoś słodkiego, co możesz wnuczkom ofiarować. Wystarczyło Ci kilka chwil, by zobaczyć znane buzie, a potem zaczynałaś się męczyć, nie mogąc nic wyrazić, w żaden sposób porozmawiać. Denerwowało Cię to, drażniło, a nikt nie wiedział tak naprawdę jak się zachować i co robić. Zdaję sobie sprawę, że musiałaś czuć się z tym strasznie. Wybacz naszą nieporadność. Wszyscy Cię mocno kochaliśmy.

Byłaś ostatnią mieszkanką Sarepty.

http://www.fotografika-kurc.prosta.pl/
http://www.fotografika-kurc.prosta.pl/

To jest  (a może już było?) bardzo ciepłe miejsce.  I szkoda tylko, że wraz z Twoim odejściem coś się na zawsze skończyło… Dla Twojego wnuka, to miejsce, Ty i siostra A., jest czymś, co istniało całe jego życie. Siostra była zawsze… Jest wielki smutek, kiedy jakiś etap życia się zamyka i nic już nigdy nie będzie takie samo. To wspomnienia, które będą już tylko wspomnieniami. Nie wpadniemy do Ciebie, być może nie zastaniemy tam nawet siostry. Już od dawna nie ma innych mieszkańców, uśmiechniętych staruszków, którzy od razu wołali, że babcia jest u siebie i bardzo się ucieszy. Jakie będą koleje losu tego miejsca? Nie wiem. Wiem tylko, że bez siostry to miejsce nie będzie takie samo. Bez Ciebie, bez niej, będzie już takie… obce. To siostra przez te wszystkie lata trzymała to miejsce silnymi, ale jakże drobnymi rękami i wyjątkową osobowością. Jeśli odejdzie, to tak, jakby to miejsce straciło bezpowrotnie swoją duszę. Zmieniali się domownicy, ale ona zawsze była ta sama. I przez te wszystkie lata, co ją znam osobiście, praktycznie nic się nie zmieniła. Rozumiem jednak, że ze względu na wiek i lata (bo te lecą czy się chce, czy nie), jej również należy się odpoczynek.

Miałaś dobrą opiekunkę, która jak nikt rozumiała Twoje potrzeby. W końcu znałyście się tyle lat… W ostatnich chwilach Twojego życia była cała tylko dla Ciebie. Babciu, byłaś pogodzona z życiem i tym, co nieuniknione. Przeżyłaś prawie 97 lat. Byłaś niezwykle silną kobietą. Miałaś dobre życie, spokojną starość. Były przy Tobie osoby, które trzymały Cię za rękę kiedy odchodziłaś, które Ci pomagały. Nie byłaś sama. To dobrze… Wielu ludzi nie może liczyć na taki komfort, umierają samotnie i często zbyt szybko, żeby mieć czas z czymkolwiek się pogodzić. Nie myślą, że każdego z nas w każdej chwili może to spotkać.

Babciu, niedługo zobaczymy się po raz ostatni. I wtedy, kolejny i ostatni raz powiem „żegnaj”.

Tam na dnie został Twój ślad…

http://ising.pl/embed/43e1pnmf9g

Kiedyś tę piosenkę zaśpiewałam dla ludzi, którzy zostawili ślad w moim sercu. Dziś jest dla Ciebie, w moim wykonaniu.

Advertisements

4 Replies to “List do Ciebie piszę…”

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s