Zew natury. Moja ucieczka na Alaskę

Źródło: empik.com
Źródło: empik.com

Pod tym tytułem kryje się książka, która wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Zapadła gdzieś głęboko w sercu. Jest jedną z tych, w których odnajduję samą siebie.

Zarówno autorem, jak i bohaterem jest Guy Grieve, mieszkaniec Szkocji, który rzuca swoje dotychczasowe życie, aby spędzić zimę w alaskańskim interiorze. Z dala od ludzi, w samym sercu pięknej, dzikiej i zdradzieckiej natury. Guy jest typowym mieszczuchem, który w pewnym momencie obudził się i stwierdził, że nie chce żyć tak, jak dotychczas. Chce wydostać się z biurowego piekła. Postanawia zmienić swoje życie i odnaleźć coś, co dawno temu zgubił. Zostawia rodzinę i wyrusza w niebezpieczną podróż swojego życia.

Muszę przyznać, że z początku książka mnie odrobinę zniechęciła. Opisy życia w korporacji, brak sensu życia i czas przed wyjazdem nie porwały mnie, wręcz odrobinę znudziły. Odłożyłam ją na bok i zrobiłam drugie podejście po kilku dniach, zachęcona przez męża. Nie żałuję tego powrotu. Książka była dla mnie wielkim zaskoczeniem. Nie spodziewałam się tego, co mogę w niej znaleźć. Nie spodziewałam się, że uruchomi we mnie aż takie pokłady emocji.

Inny świat, inny styl życia. Inne podejście do życia, do śmierci i przede wszystkim ogromny szacunek do Matki Natury. Samotność, która na początku autora przeraża, później wchodzi w nią głęboko i tęskni do niej, kiedy przebywa poza swoją chatką w celu uzupełnienia zapasów. Bardzo proste i zarazem trudne życie w kompletnie niecywilizowanym i pięknym miejscu. W miejscu, gdzie o wszystko musi się zadbać samemu. Bez sklepu, w którym można kupić żywność i wszystko inne,co potrzebne jest do życia. W miejscu, gdzie sens i cel życia diametralnie nabiera innego znaczenia. Tam nie pracujesz, żeby mieć więcej kasy. Tam pracujesz, aby przeżyć. Wszystko co robisz, robisz aby przeżyć. Zbierasz i nosisz opał, aby nie zamarznąć w skrajnie niskich temperaturach. Zabezpieczasz żywność, żeby nie umrzeć z głodu, a nie po to, by na tym zarobić, tworząc wielkie korporacje i produkcje na ogromną skalę, które mają negatywny wpływ na nasze środowisko. Nie bierzesz od Matki Natury więcej niż to konieczne. Uczysz się pokory. Musisz zmierzyć się z samym sobą, ze swoimi lękami, z samotnością, z własnymi granicami, które każdego dnia przekraczasz. Nie masz wyjścia, jak stanąć w prawdzie przed sobą. Zaczynasz rozumieć co jest w życiu ważne.

To najlepszy, choć wcale nie najłatwiejszy sposób, by zrozumieć czym tak naprawdę jest życie i jak szanować ziemię. Gdyby tylko każdy z nas przeszedł taką życiową lekcję, świat byłby lepszy.

W tej książce odnalazłam samą siebie, swoją dziką i samotniczą naturę. Moje własne priorytety, moje własne lekcje i moje własne marzenia.

„Być może czasem ścieżka prowadząca do szczęścia nie może brać początku w poukładanym umyśle ani w pozornie rozsądnym świecie, który nas otacza, ani też nie może być rezultatem podporządkowywania się naszym wyobrażeniom o nas samych. Wskazówki leżą ukryte głęboko w podświadomości, jakby chowały się przed ostrym i natarczywym ujadaniem rozsądku.  Nikomu nie polecałbym, by podążył tą samą, co ja ścieżką, lecz zapytałbym, czy większa część ciebie jest szczęśliwa. A jeśli nie, co możesz zrobić, by to zmienić?” – Guy Grieve.

Reklamy

Jedna odpowiedź na “Zew natury. Moja ucieczka na Alaskę”

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s