Wybór jedynie słuszny

Medycyna niekonwencjonalna ma dziś zarówno zwolenników, jak i wrogów, którzy wolą zawierzyć nauce i naukowym badaniom. Aborcja ma swoich zwolenników i przeciwników. Jak ze wszystkim w życiu; eutanazja, informacje, twierdzenia. Popieramy lub nie. Od jakiegoś czasu prześladuje mnie dochodzący do głosu wybór jedynie słuszny. To jest dobre, a tamto jest złe. Od wielu miesięcy nie cichną również dyskusje na temat aborcji. Jak jest z tym wyborem? Mam go jeszcze czy już nie?

Niekonwencjonalne leczenie zajmuje się całym człowiekiem, jego ciałem, psychiką, duszą. Jest to holistyczne podejście do człowieka. Podejście całościowe, które uwzględnia sposób życia, klimat, środowisko, stan duszy, psychikę, żywienie. Wprowadza go w stan równowagi i głównie polega na zapobieganiu chorobie. Powinniśmy korzystać z niego, kiedy jesteśmy jeszcze zdrowi. Pisałam już kiedyś, że po zioła sięgać należy kiedy jesteśmy jeszcze zdrowi. Bardzo żałuję, że tak późno zrozumiałam pewne rzeczy. Tymczasem medycyna konwencjonalna, akademicka czy jeszcze inaczej zwana tradycyjną zajmuje się już człowiekiem chorym. Wchodzi do gry wtedy, gdy człowiekowi coś dolega i nie zajmuje się nim całościowo. Gdy boli nas wątroba, zajmuje się tym narządem. Dostajemy leki, jakieś badania, czyli leczenie symptomów choroby. Nie spotkałam jeszcze takiego lekarza, który by zadbał wtedy o mnie jako o całości; czyli psychika, umysł, ciało, dusza, dieta, środowisko w jakim żyję. Nikt nie zastanawiał się nad tym, w jakim momencie ta choroba się zaczęła i co na nią wpłynęło oraz co by zmienić w moim życiu. Nie ma czasu na to, ani wiedzy, bo z psychiką odeśle nas do psychologa, z dietą do dietetyka. Czy chodzenie od lekarza jednej specjalności do innego lekarza można nazwać holistycznym? Jak ktoś się uprze, to wszystko można, prawda? Chyba jednak nie o to chodzi. To nic innego jak niezrozumienie podejścia holistycznego, błędne jego pojęcie. Osobiście, dla mnie jest to wielką pomyłką. Najbardziej przemawiają do mnie w tym kontekście słowa C. Sisson w książce „Podróż w głąb siebie”. Tekst znalazłam na blogu Zenforest:

„ODEJŚCIE HOLISTYCZNE A ISTNIEJĄCY MODEL MEDYCZNY

Rozważania te są uogólnieniami mającymi na celu uświadomienie czytelnikowi, na czym polega odpowiedzialne leczenie. Ich zamiarem nie jest krytyka istniejącego modelu medycyny.
Metody, których używa medycyna konwencjonalna, a które polegają na stosowaniu środków farmakologicznych i zabiegów chirurgicznych, na dłuższą metę nie działają. Metody te nie uwzględniają na ogół prawdziwych przyczyn i nie dotykają rzeczywistego problemu. Świadomi lekarze dokonują odważnych zmian w swoim podejściu do procesu leczenia. Nie zajmują się jedynie profilaktyką, czyli zmianami dokonywanymi na poziomie środowiska (zażywanie witamin, odpoczynek, ćwiczenia, szczepienia ochronne, zmiana diety, unikanie szkodliwych leków i środków chemicznych), ale idą głębiej. Nowe podejście holistyczne postrzega profilaktykę jako Integrację osoby na wszystkich poziomach, a więc ciała, umysłu i ducha, z wszystkimi aspektami życia.
Niektórzy traktują ciało chorego jak maszynę, której poszczególne części uległy zepsuciu, więc celem leczenia jest ich naprawa. W podejściu holistycznym postrzega się ciało jako energię połączoną z innymi formami życia. Celem leczenia jest dostrzeżenie wzorców choroby oraz usunięcie przyczyny i okoliczności ich występowania.
Medycyna tradycyjna opiera się na przekonaniu, że zdrowie jest dobre, a ból i choroba są złe. Dlatego dąży do wyeliminowania symptomów choroby. Podejście holistyczne nie osądza, a symptomy choroby traktuje jak cenne sygnały wewnętrznego konfliktu.
W modelu medycyny konwencjonalnej lekarz jest jedynym autorytetem i przejmuje całkowitą kontrolę nad pacjentem i procesem leczenia. Jego emocjonalne zaangażowanie jest neutralne, a kontakt z pacjentem można porównać do relacji nauczyciel – uczeń. Natomiast praktyk medycyny holistycznej jest dla klienta partnerem, który zachęca go do wzięcia odpowiedzialności za swój proces zdrowienia, a troskę i współodczuwanie traktuje jako główny komponent leczenia.
Medycyna tradycyjna zwraca uwagę na skuteczność i dane statystyczne, takie jak tabele czy testy, podczas gdy medycyna holistyczna kładzie nacisk na głębokie ludzkie wartości i umiejętne korzystanie z intuicji.
Wprawdzie medycyna konwencjonalna twierdzi, że jej celem jest dotarcie do przyczyny choroby, ale na ogół poprzestaje na leczeniu symptomów. W podejściu holistycznym chodzi o znalezienie wzorców wywołujących chorobę i minimalne wspomaganie ze strony medycyny komplementarnej przez stosowanie diety, ćwiczeń, technik radzenia sobie ze stresem, oddechu, esencji kwiatowych, masażu czy pozytywnego myślenia.
Według medycyny konwencjonalnej umysł jest mało istotnym czynnikiem w chorobie ciała, a umysł i ciało są traktowane oddzielnie. Medycyna holistyczna traktuje umysł jako podstawowy czynnik w chorobie. Nawet choroby dziedziczne przekazywane są z pokolenia na pokolenie tylko dlatego, że w nie wierzymy.

ODPOWIEDZIALNE UZDRAWIANIE

Nauki medyczne określają podejście holistyczne jako idealistyczne i nie traktują go zbyt poważnie. Twierdzą, że nie można mu zaufać, jeżeli nie jest poparte logiką i dowodami naukowymi. Istotnie, holizm opiera się w dużej mierze na twórczym podejściu i intuicji.
Rozumiemy jednak i uważamy za zasadny niepokój świata medycznego związany ze wzrostem popularności „domorosłych” psychologów i sposobów uzdrawiania w duchu New Agę. Niewiele można zrobić wobec kogoś, kto, zetknąwszy się z nowym sposobem uzdrawiania, pełen entuzjazmu, ale z niewielkim doświadczeniem, otwiera gabinet i uznaje się za uzdrowiciela. Nic dziwnego, że lekarz – po wielu latach studiów, mający zawodowe doświadczenie – sceptycznie i z niepokojem kręci głową, obserwując takie sytuacje. Uzasadniony jest niepokój o ludzi, którzy spieszą do takich „uzdrawiaczy” z nadzieją na nowe cudowne lekarstwo. Takie podejście niczego nie zmienia. Pacjent ciągle szuka uzdrowienia na zewnątrz.
Doktor Albert Schweitzer powiedział: „Najlepszy lekarz to ten, który pozwala leczyć wewnętrznemu lekarzowi”.

W uzdrawianiu metafizycznym chodzi o leczenie całej osoby, a nie choroby. Nie chodzi też o efekt. Dlatego Arystoteles nauczał, że metafizyka to ciągły i pełen mocy proces uzdrawiania, wychodzący poza fizyczne ciało. Świat fizyczny jest tylko przedłużeniem świata metafizyki i w obu rządzą te same prawa.

TERAPIE PSYCHOLOGICZNE A MOC WEWNĘTRZNA

Jeżeli terapia w gabinecie psychologicznym nie jest pomyślana tak, aby upomnieć klienta o jego wewnętrznej mocy, może stać się procesem uzależniającym klienta od terapeuty. Może utwierdzać go w jego roli ofiary i oddalać od wolności osobistej. Bardzo często terapeuta zakłada, że z klientem jest coś nie w porządku l że on może to naprawić. Takie podejście oddala klienta od jego wewnętrznej mocy. Po roku okazuje się, że jest niewiele silniejszy niż na początku terapii.
W większości specjalności potrzeba przeciętnie pięciu lat, aby wyszkolić terapeutę. Tyle czasu potrzeba, jeżeli trening nastawiony jest na nauczenie terapeuty rozumienia zaburzeń psychicznych l metod ich leczenia. Jeżeli celem szkolenia terapeuty jest coś innego, a mianowicie nauczenie go, jak pomóc pacjentowi odzyskać wewnętrzną moc i wziąć odpowiedzialność za swoje leczenie, szkolenie trwa znacznie krócej. Więcej czasu może zabrać nauczenie terapeuty, jak pomóc wziąć odpowiedzialność za własne życie.
Rola skutecznego terapeuty polega na uświadomieniu klientowi jego wewnętrznej mocy i prowadzeniu go w kierunku samouleczenia. Aby tak się stało, terapeuta musi wyraźnie dać do zrozumienia, że jego rola polega wyłącznie na dotarciu do wewnętrznych zdolności klienta.
Podczas szkolenia praktyk integracji oddechem uczy się właśnie takiego prowadzenia klienta oraz przekazywania mu prostych technik oddechowych i neutralnej samoobserwacji, co zmierza do uświadomienia sobie przez klienta jego wewnętrznej mocy.
Odpowiedzialne leczenie oznacza naszą zdolność do odpowiadania na potrzeby sfery mentalnej, emocjonalnej i fizycznej. Kiedy przyjrzymy się sobie na tych trzech poziomach, a także na poziomie duchowym, odkryjemy, że rzeczywiście nikt nie jest zdolny nikogo uleczyć. Prawdziwe uzdrowienie to proces wewnętrzny. Dlatego właśnie odpowiedzialne leczenie polega na uświadomieniu sobie swojej mocy, co prowadzi do zdrowia, miłości, szczęścia i wolności.”C. Sisson, Podróż w głąb siebie

Polecam również zajrzeć do artykułu „Siła medycyny holistycznej”>.

Nie rozumiem dlaczego jedna z nich jest tak gloryfikowana przez środowisko naukowe, na drugą zaś spada masa krytyki, podczas gdy obydwie pięknie się uzupełniają. To dwa róże podejścia, jednak nie wykluczające się wzajemnie. W obu środowiskach może być mnóstwo błędów i pomyłek. Wszędzie znajdą się szarlatani, naciągacze. Czy w medycynie akademickiej zawsze znajdę prawdę? Nie. Nie można dzielić świata na dwa kolory. Nic nie jest albo czarne, albo białe, dobre lub złe. Czym jest bowiem dobro czy zło wobec miliardów rzeczywistości?

Jedni wierzą w to, co widzą, dla mnie jednak nie jest to obiektywne. To, co widzimy, to tylko nasze postrzeganie, ponieważ podświadomość nie rozpoznaje tego, czego nie zna, czego w sobie nie posiada. To, co widzimy, to czysty subiektywizm, to odbicie nas samych. Inni wierzą w naukę i badania. Jednak czy nauka nigdy się nie myliła? Czy jedne badania nie były po kilkudziesięciu latach obalane drugimi badaniami? Kiedyś nauka twierdziła, że ziemia jest płaska. Czy nauka ma 100% pewności, by móc krytykować metody pseudonaukowe, do których zalicza się również medycynę niekonwencjonalną? Wątpliwości są we wszystkim, zawsze i wszędzie. Nie ma czegoś takiego, jak 100% pewności, poza tym, że kiedyś umrzemy, ale może kiedyś i w tym kierunku medycyna posunie się do przodu. Póki co, jesteśmy śmiertelni. Nic nie jest na pewno. Są też tacy, co z reguły nie wierzą.

Każdy ma prawo do swojej prawdy pod warunkiem, że nie wciska jej innym.

Nie ma jednej prawdy uniwersalnej. Nie można powiedzieć, że ktoś ma monopol na prawdę. Jeśli ktoś tak twierdzi, u mnie jest na straconej pozycji. Nie wiem – to jest moja prawda. To jedyne, co wiem. I ta prawda zawsze mnie przekonuje.

Nie mam nic przeciwko medycynie wschodu czy innym alternatywnym sposobom. Chętnie udałabym się do szamana, gdybym miała taką możliwość. Chętnie nauczyłabym się jogi czy tai chi, gdybym znalazła odpowiedniego trenera. Dieta antyrakowa jest bardzo ciekawa, chętnie się z nią z mężem zapoznajemy. Na pewno warto przynajmniej spróbować zastosować się do choć częściowych informacji. Stosuję zioła i sama je wszystkim polecam. Nic dziwnego, że ani dieta czy zioła nie działają tak, jak oczekujemy, skoro sięgamy po nie, jak już chorujemy (nie znaczy to, że wtedy już nie działają). Nie mam nic przeciwko jodze, reiki czy czakramom. Jestem otwarta na wszystko, co stanie na mojej drodze, jeśli nie zakłóci mojego spokoju, jeśli wprowadza harmonię w moje ciało i duszę. Nie działa? A czy leczenie akademickie zawsze działa? Na jednych zadziała, na innych nie. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo złożona w swojej prostocie. To zależy od wielu czynników. Każda osoba jest inna, każda osoba to odmienny przypadek. Chodzę do lekarza, ale nie zawsze pokornie wypełniam polecenia. Często recepty wyrzucam do śmietnika, ale nad stanem dzisiejszej służby zdrowia rozwodzić się nie ma sensu. Jest, jak jest. Faktem jest, że korzystam z medycyny jednej i drugiej. Daleko mi od jakichkolwiek skrajności. Wszelkie skrajne opinie nie przemawiają do mnie w żaden sposób. Nie muszę również przy tym w nic wierzyć. Mogę wybrać dwie opcje i w tym przypadku tak właśnie jest. Całe szczęście, że jeszcze nikt mi tego wyboru nie zabronił.

Jeśli dowiem się od lekarza, że powinnam zrobić tak i tak, bo według jego wiedzy, to jedyne wyjście, nie znaczy to, że automatycznie muszę go posłuchać, bo za nim stoi wiedza, nauka i badania (bo jeśli czegoś w życiu muszę się trzymać, to lepiej wiedzy popartej większymi dowodami). Otóż niekoniecznie… Wiedząc o przerzutach i zaawansowaniu choroby, mogę przecież nie zgodzić się na stopniowe wyniszczanie mnie „jedynym, choć czasem bardzo wątpliwym ratunkiem”, czyli chemią. Mogę pogodzić się ze śmiercią znacznie wcześniej i zadbać o to, bym nie umierała w cierpieniach. Mogę skorzystać z medycyny alternatywnej czy innych sposobów, które w jakikolwiek sposób pomogą, choćby mojej duszy w uporaniu się z tym, co nieuniknione. Mogę próbować odblokowywać i usprawniać działanie moich czakr. Czemu nie? Mogę robić to wszystko, co powoduje, że lżej mi będzie na sercu, co spowoduje pogodzenie się z tym wszystkim, co da mi spokój. I to będzie moja prawda. Nawet, jeśli lekarze będą sugerować mi trzymanie się w ich mniemaniu jedynego ratunku, bo już nic więcej zrobić nie mogą. Oni może nie mogą, ale ja mogę. Mogę spędzić ostatnie chwile inaczej, mając gdzieś marną nadzieję, jaką dają lekarze, często dając ją wtedy, kiedy teoretycznie jej nie ma.

Nie ma jednej odpowiedzi, jednej drogi i jednej prawdy. Nie ma standardowego zachowania. Prawo do wyboru jest dla mnie prawem naczelnym. Nie ma jednego, słusznego wyboru (bo to już nie jest wybór) i byłoby fajnie, gdyby społeczeństwo nareszcie to zrozumiało. Wybór zakłada istnienie dwóch lub więcej możliwości. Nie wiem wobec tego, do czego zmierza dziś nasz kraj. Nie wiem do czego zmierza polskie społeczeństwo wraz z rządzącymi naszym krajem. Nie rozumiem, dlaczego na każdym kroku próbuje się nam wciskać wybór jedynie słuszny. Czasem idzie się dalej i ustawowo próbuje zakazać nam wyboru.

Nawet ustawa nie zabroni mi wyboru. Nie mam zamiaru wpływać na czyjkolwiek wybór. Od samego początku broniłam prawa do niego. Nie krytykuję wyboru innych osób, nie komentuję cudzej rzeczywistości, nie krytykuję innych blogerów w komentarzach, jeśli ich zdanie jest inne niż moje. Nie dyskutuję z cudzą rzeczywistością, jedynie snuję refleksje nad swoją. Czasem kliknę „lubię to”, jeśli coś jest mi bliskie. Nikomu nie bronię prawa do własnego zdania. Tu mam prawo do własnego zdania, ktoś inny u siebie ma to samo prawo. Nic mi do tego, jeśli nie zmusza mnie do jego przyjęcia. Chcę tylko, by każdy mógł wybrać to, co dla niego najlepsze. Nie wyobrażam sobie faktu, by moja córka nie mogła zadecydować o swoim ciele. Nie wyobrażam sobie żadnej kobiety czy dziecka, zmuszonych do aktu seksualnego, nadal zmuszanych później do innych rzeczy i ponoszenia konsekwencji za nie swoje winy. W żaden sposób nie zaakceptuję faktu, że moje córki mają być inkubatorami, których życie może być zagrożone. Nie wyobrażam sobie, by ktoś wciskał mi swoją prawdę, jako jedynie słuszną, podczas gdy mam inne zdanie na dany temat. Nikt nie może decydować o tym, co jest dla mnie najlepsze. Nikt nie jest w stanie mi wmówić, że życie zaczyna się w tym momencie a nie w innym. Życie zaczęło się wieki temu i trwa nieprzerwanie. Sama mogę dokonać świadomego wyboru wśród istniejących opcji i istniejącej wiedzy. Nikt nie wmówi mi, że medycyna alternatywna nie działa, że nauka ma zawsze rację. Nikt mi nie wmówi, że ten to ma rację, a tamten to gada głupoty. Sama wybiorę swoją opcję.

Nikt mi niczego nie wmówi. Ok, ale czegoś musimy się trzymać? Musimy w jakiś sposób rozeznać te prawdę? W jakiś sposób musimy dojść do tego poznania, prawda? Skoro koniecznie musimy coś przyjąć, to znaczy, że jej szukamy. Szukamy wiec prawdy. Osobiście bazuję na doświadczeniu i wglądzie. Nie szukam żadnej prawdy, bo nie ma takiej potrzeby. Sama mnie znajduje. Wszystko, co przechodzi przeze mnie, przez tę moją bramę, o której już pisałam, to moje doświadczenie, moje przeżycie. Jest ono dla mnie znacznie ważniejsze niż kryterium sprawdzalności czy falsyfikowalności. Właśnie dlatego wmawianie mi swoich prawd nie ma racji bytu, bo nie każda prawda przejdzie. Nie przyjmuję niczego tylko dlatego, że tak mi każe rząd, Kościół, profesor czy lekarz. To nie przejdzie…

Nikt mi nie zabroni wyboru, żadne prawo.

Przy okazji ostatnich debat dotyczących aborcji… Znalazłam ciekawe video, które doskonale dziś obrazuje obecną sytuację w naszym kraju:

Dlaczego szukamy prawdy w dogmatach i teoriach nam serwowanych jak na tacy? Jest nam wygodniej mieć gotowe recepty, gotowe prawdy, by na nich się opierać. Tak jest bezpieczniej, bo nie musimy być czujni. Nie musimy utrzymywać się w ciągłej świadomości. Gotowe prawdy dają nam złudne poczucie bezpieczeństwa. Ktoś nas poprowadzi i czujemy się z tym bezpieczniej. Ktoś nam wyznaczy zasady jak żyć i tak nam z tym wygodniej. Chcemy pewności, podczas gdy jej nie ma. Czy to jest wolność?

Wybór dla mnie jest oznaką wolności. Wolność natomiast to otwarte możliwości i brak jakichkolwiek pewników. To ciągła czujność i ciągła świadomość. Nie oglądanie się na innych i nie szukanie gotowych rozwiązań, bo czasem one czekają na nas nie tam, gdzie się ich spodziewamy.

Reklamy

2 Replies to “Wybór jedynie słuszny”

  1. demokracja… słowo paradoks… nadużywane w naszym kraju…
    nie może być demokracji tam gdzie coś nakazują odgórnie… na dodatek zasłaniają się kościołem… brzydko, niemoralnie postępują z nami…
    tak sobie czasami myślę… że kiedyś to wszystko pierdutnie z wielkim hukiem zwłaszcza instytucja kościoła
    pozdrawiam

  2. Bardzo podoba mi się to zdanie „Każdy ma prawo do swojej prawdy pod warunkiem, że nie wciska jej innym” i tak należy żyć 🙂 Ja mam swoją prawdę, ty masz, oni mają….

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s