W drobny mak…

Jak długo można znosić czyjeś uszczypliwości, ciągłą krytykę, czepianie się? Czy w ogóle musimy? Rozumiem, że są tacy ludzie, którzy podnoszą sobie własną wartość cudzym kosztem. Typowi malkontenci, którym zawsze za mało pieniędzy, wiecznie marudzący i narzekający jak im ciężko, podczas gdy obok siedzą ci, którzy mają połowę mniej i nie potrafią zrozumieć tego narzekania i  jeszcze umieją się cieszyć z tego co mają. Zawsze skoncentrowani na tym, czego im brak i wymagający od innych pochwał.  Jeśli ich brak, uszczypliwie to komentujący i użalający się nad sobą, że nikt ich nie docenia. Na początku podejmowałam próby walki z cudzą rzeczywistością i odbijałam piłeczkę, broniłam się, wyrażałam dobitnie swoje zdanie, co podsycało tylko ogień, w tym mój własny również. Dziś wiem, że to nie ma żadnego sensu. Po co przekonywać kogoś do swojej racji? W jakim celu? Od tylu już lat podejmuję próby wypracowania w sobie własnych reakcji na osoby toksyczne. Wydawało mi się, że temat jest zamknięty, jednak życie cierpliwie mi pokazuje, że tu nie ma zamkniętych tematów. Czasem relacje rozbijają się w drobny mak i nie jesteśmy pewni czy chcemy ją kolejny raz składać.

Toksyczna osobowość. Bardzo ciężko utrzymać przy takich osobach własną energię. Jakby ktoś ją ze mnie wysysał. Nie pierwsza już w moim życiu i pewnie nie ostatnia. Znajomych możemy unikać, zrezygnować z takich znajomości, nie kontaktować się. Jak jednak uwolnić się od wpływu toksycznej osoby, jeśli nie możemy odciąć się od tej relacji całkowicie, jeśli spotkania nasze są nieuniknione? Nie odbieram tych ataków osobiście. Mam wrażenie, że niewiele tak naprawdę dotyczy mnie samej, dlatego też nie odbijam tej piłeczki. Mam wrażenie, że te osoby nie zdają sobie sprawy ze swojego cierpienia. Ludzie mają prawo mnie nie lubić. Nie zależy mi wcale na ludzkiej akceptacji, jednak sposób prowadzenia rozmowy i stosowana często manipulacja, jak i krytyka innych (czasem nieobecnych osób) bardzo wyprowadza mnie z równowagi. Bywa, że najpierw ktoś mówi, potem myśli. Nie muszę jednak zbawiać świata. Mogę pracować tylko nad sobą, ponieważ jestem odpowiedzialna jedynie za swoje decyzje i za swoje zachowanie. Nastrój i uczucia mojego rozmówcy są poza moją kontrolą. Puszczam mimo uszu krytykę mojej osoby. Nieważne kim dla niej jestem i jak mnie odbiera. Czasem jednak miarka się przebiera i puszczanie mimo uszu nie pomaga. Dyskusje z taką osobą  również nie mają większego sensu. Zwykle próbuję zwracać uwagę na swoje uczucia, zauważać je, nazwać i najważniejsze, to nie uciekać od nich, nie walczyć z nimi, ponieważ „trwa to, czemu stawiasz opór”. Pozwalać być swojej złości, nie tłumić gniewu, ale jednocześnie nie obarczać nimi nikogo innego. Zauważyć swój gniew, ale nie obnosić się z nim. To ja mam być świadoma moich uczuć, inni nie muszą widzieć mojego gniewu. Nie wdawać się w nieproduktywne dyskusje, a czasem nawet wyjść z domu, zostawiając rozmówców samych. Wyjść, zanim wybuchniemy i siła wyrzutu uderzy w inne osoby, choćby i były przyczyną stanu naszych emocji. Tworząc naszą rzeczywistość, musimy pamiętać, że w niej są także inni ludzie. Nie odpłacam tym samym, bo to uderzy we mnie, sama siebie skrzywdzę. Obserwuję swoje emocje i staram się nie zatrzymywać ich. Wychodzę, zostaję sama i puszczam je… Pozwalam się ponieść rzece, ale sama, nie ciągnę nikogo. Gdy nie do końca coś mi się uda i moja reakcja nie jest taka, jaką podjęłabym mając czas na przemyślenie, wtedy staram się zaakceptować własne uczucia, biorę głęboki oddech, próbując zostać chwilę w samotności i pytam się siebie czego ta sytuacja może mnie nauczyć. Długo uczyłam się moich emocji i pracy nad nimi. Potrzebowałam wielu lat, zanim zrozumiałam, że emocje nie są złe, nawet złość czy gniew. One uczą mnie siebie, mówią mi wiele o sobie samej. Jeszcze więcej zajęła mi zmiana dotychczasowego schematu, wypracowanie reakcji innych niż te, które schematycznie powielałam całe życie. Reakcji bardziej świadomych, drobnych spostrzeżeń, które uczą mnie samej siebie. Czy opanowałam je do perfekcji? Człowiek uczy się całe życie. Nie ma tematów zamkniętych…

Powodem niższej ostatnio odporności psychicznej jest zmęczenie; psychiczne i fizyczne, brak wakacji od wielu już lat. Dom i ogród, który praktycznie jest na mojej głowie i który opuszczam zaledwie na kilka godzin, zawsze wracając na noc. Dom, który ostatnio pełen jest ludzi, non stop, co na dłuższą metę jest dla mnie bardzo męczące. Najwyraźniej potrzebuję odpoczynku, bo moje baterie zbliżają się do zera. Potrzebuję odpocząć od codziennych obowiązków, choć raz na kilka lat. Wyjechać na krótko z domu. Nierealne raczej, z tego co widzę. Nie ma nikogo, kto mógłby mnie zastąpić choćby w podlewaniu ogrodu, doglądaniu szklarni, tunelu i karmieniu zwierzaków. O ile inni domownicy wyjeżdżają czasem, ja zawsze jestem na posterunku. Przede wszystkim potrzebuję pobyć sama. Muszę więc naładować w jakiś sposób swoje baterie i odporność psychiczna wzrośnie, a moje reakcje będą szybsze, bardziej świadome. W tej chwili potrzebuję na odrobienie lekcji dość sporo czasu. To oznacza niski poziom baterii. W takich chwilach jestem bardziej narażona na ataki, a utrzymanie równowagi czasem wymaga więcej cierpliwości i wysiłku niż zwykle.

Muszę pomyśleć teraz tylko o sobie, zadbać o siebie tak, jak tylko pozwala mi na to rzeczywistość.

Wybierajmy swój świat świadomie.

Advertisements

4 Replies to “W drobny mak…”

  1. Już raz myślałam nad Twoim tekstem….
    to moje drugie podejście-
    spotykamy się w życiu z takimi sytuacjami, te docinki są szczególnie uciążliwe. I co trudno mi przyznać sama raz zastosowałam nieświadomie do drugiej babki… po czasie zastanowiło mnie moje zachowanie i przestałam się czepiać. Chociaż długo nad tym myślałam, co mnie sprowokowało do takiego docinania… nie udało mi się sprecyzować podstaw mojego zachowania. Ale od tamtego czasu staram się być zawsze sympatyczna i pomóc w drobnych sprawach jeśli mogę…..

    dzięki za tekst….
    A.

  2. Trafiłam tu dwa tygodnie temu, zupełnie przypadkiem. Byłam w kiepskim stanie, urlop w moim wiejskim królestwie zaczęłam chorobą, zrozpaczona, że nie ogarnę wszystkiego co zaplanowałam i nie skorzystam w pełni ze swojego sielankowego świata, miotałam się. Twój tekst mnie uleczył, zatrzymał. Dziękuję.
    Powoli zagłębiam się w lekturze Twojego bloga. Bardzo bliski jest mi Twój świat.

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s