Prawda sama Cię odnajdzie

O stawianiu kroków, poszukiwaniach i uważności.

2016-03-01-1456799824-2781712-mindfulnes
źródło: http://www.huffingtonpost.com/

Przez pierwsze 21 lat mojego życia nieustannie czegoś szukałam; a to miłości, ciepła, spokoju ducha, czyjejś uwagi, zainteresowania czy nawet Boga. Im bardziej szukałam, tym bardziej nie udawało mi się tego znaleźć lub próby okazywały się kompletną pomyłką. Kiedy doszłam do punktu krytycznego, poddałam się i zaprzestałam. Najpierw wyraziłam gotowość na bycie samej. Musiałam zaakceptować samotność i swoje własne towarzystwo, zamknąć się w sobie samej, stawić czoła sobie i swoim lękom.

Pamiętam do dziś, jakie to uczucie, kiedy mi się po raz pierwszy udało choć trochę oswoić siebie. Pamiętam ulgę, jaką poczułam, kiedy uświadomiłam sobie, że cokolwiek będzie, to dam radę. Nawet, jeśli całe życie będę sama. Stwierdziłam, że nie będę już szukała, poczekam cierpliwie aż będę gotowa. Pamiętam jaki spokój wtedy nastąpił we mnie, pierwszy w moim 21-letnim życiu. Przestałam szukać, skupiłam się na sobie samej, stwierdziłam, że potrzebuję chwili samotności i że muszę ją oswoić, oswoić siebie. Wyraziłam gotowość jej przyjęcia w momencie, kiedy samotność nie stanowiła już problemu. Napisałam list do miłości. Obiecałam zaprzestać poszukiwań oraz czekać na właściwy moment w samotności, która okazała się całkiem wartościowa i przyjemna. Nie taki diabeł straszny… To było najlepsze co mogłam zrobić. Pół roku później spotkałam człowieka, z którym do dziś idę przez życie. Wiedziałam od razu, że to „ten”. Właściwy człowiek, we właściwym czasie. Nie trzeba szukać, trzeba być gotowym. Tamto doświadczenie wiele mnie nauczyło. To była moja pierwsza ważna lekcja, zaczątek przyszłych zmian, które pojawiały się powoli.

Idąc przez życie, skupiałam się nie na tym, co trzeba. Za bardzo chciałam, nie wykazując się cierpliwością. Rozglądając się zbytnio na boki i goniąc za czymś bezsensownie, traciłam drogę, którą powinnam iść. Zamknęłam się tym samym na wewnętrzne komunikaty, na prawdę, która we mnie jest. Wszystko zmieniło się w momencie, kiedy z uwagą zaczęłam stawiać każdy krok, bez oczekiwań, bez poszukiwań, bez wizualizacji, czekając co przyniesie życie, wreszcie akceptując samotność. Po prostu uważniej stawiając kroki. Najlepsze efekty były, kiedy przestawałam się rzucać i walczyć ze sobą.

Kiedy szukasz, nie jesteś gotowy. Nie jesteś gotowy, by usłyszeć odpowiedni komunikat. Słyszysz go wtedy, kiedy zaprzestajesz poszukiwań i rozglądania się na boki, kiedy zatrzymujesz się. Niczego nie usłyszysz, kiedy będziesz w najgorszym z możliwych zgiełków, w zgiełku twojego umysłu. Zgiełku, który jest w tobie. Musisz zatrzymać siebie i nie wystarczy po prostu stanąć. Trzeba jeszcze zatrzymać nasz umysł, nasze rozbiegane myśli, odnaleźć w sobie ciszę. Ta cisza da ci odpowiedzi, których szukasz. Często jednak bywa tak, że szukasz konkretnych odpowiedzi, potwierdzeń własnych racji. Nie czekajmy aż życie potwierdzi nasze racje i odpowiedzi, które sobie w głowie stworzyliśmy. To nie jest gotowość…

Nie szukaj, bo nie znajdziesz. Znajdziesz dopiero wtedy, jak przestaniesz szukać – takiej porady udzieliłam jakiś czas temu bliskiemu znajomemu, który jak ja, kiedyś uskarżał się na samotność i wieloletnie nieudane próby znalezienia miłości. Nie minął rok, jak zadzwonił, by powiedzieć, że zastosował się do moich rad, popracował nad sobą i miłość sama przyszła. Później poznałam Anię.

Wydaje się nam, że umiemy już chodzić. Jesteśmy dorośli i stawianie pierwszych kroków dawno mamy za sobą i nie sprawia nam już trudności. Do tego stopnia, że nawet nie zwracamy uwagi, w jaki sposób to robimy. Podobnie jak z oddychaniem. Samo się dzieje, bez naszej uwagi. Stawiamy krok za krokiem, bez zastanowienia, machinalnie. Oddychamy bez zastanowienia. I to jest nasz błąd. Skupianie się na oddechu skutecznie oczyszcza nasz umysł z rozbieganych myśli, z wewnętrznego hałasu. Idźmy uważnie przez życie, nie oczekujmy niczego. Obserwujmy, nie analizujmy, nie oceniajmy. Przyjmujmy życie takim, jakim jest w danej chwili. Wystarczy, że wyrazimy gotowość i dostroimy się do odpowiedniej częstotliwości, w której usłyszymy nasz głos wewnętrzny. Sama gotowość wystarczy, by prawda nas odnalazła. Ale na nią trzeba poczekać cierpliwie, zapracować, wyciszyć się, wsłuchać w siebie i zatrzymać na chwilę. Nie pojawi się za pstryknięciem palca, ot tak. Bez gotowości nic się w naszym życiu nie wydarzy, ona jest konieczna. Prawda nas sama znajdzie, jeśli się na nią otworzymy. Wyraź gotowość, zamilknij, wsłuchaj się a usłyszysz… Wystarczy cierpliwie poczekać na ten klucz, by otworzyć drzwi. Nic na siłę. Jest to nauka cierpliwości i słuchania samego siebie.

Wszystko ma swój czas i przyspieszanie go nic nie da.

Poznaję buddyzm od kilku lat. Dzięki niemu zrozumiałam, że wystarczy wyrazić gotowość, otworzyć się na prawdę, na odpowiedź, która jest w nas. Gotowość na postawienie kolejnego kroku, gotowość na przyjęcie czegoś, na przyjęcie kogoś do swojego serca. Nie stawiam tych kroków pochopnie, idę cierpliwie, powoli, z uwagą przyglądając się sobie, swojemu wnętrzu i towarzyszącym mi emocjom. Każdy kolejny krok stawiam wyłącznie wtedy, kiedy jestem wewnętrznie gotowa i pewna, że mam go postawić tu, a nie gdzie indziej. Kiedy nie posłucham siebie, zwykle nie kończy się to dla mnie dobrze. To jak pójście po omacku, bez latarki. Często się zatrzymuję i zwyczajnie stoję w miejscu. Nawet moje teksty czekają zawsze na właściwy moment, na poczucie tej gotowości, na znak, że to już. Na znak, że powiedziałam nie mniej i nie więcej niż chciałam powiedzieć. One zawsze powstają we właściwej chwili. W momencie tej ciszy, w momencie zatrzymania, uważności. Nigdy nie napisałam niczego „na siłę”, na zlecenie, w momencie, kiedy nie byłam gotowa lub tylko dlatego, że od ostatniego wpisu minęło dużo czasu.

Jak dotąd, dobrze mi było tak, jak jest. Nie czułam potrzeby, by medytować z innymi, by spotykać się z innymi w ośrodkach buddyjskich, by szukać kogoś, kto zada mi odpowiednie pytania. To nie był właściwy moment na kolejny krok w tym kierunku, więc cierpliwie robiłam to, co robiłam. Nie ponaglałam siebie. Otóż, jakiś czas temu coś się we mnie zmieniło. Poczułam się gotowa na zrobienie kolejnego kroku. Kroku, który być może wydobędzie ze mnie więcej, niż sama jestem w stanie. Kiedy nie wiem jeszcze gdzie go dokładnie postawić, nie robię nic. Zatrzymuję się. Zawsze czekam na właściwy moment, nie zmieniam kierunku od razu. Wiem, że wszystko przyjdzie, kiedy nadejdzie właściwy czas. Wyraziłam swoją gotowość i teraz spokojnie czekam.

W naszym życiu zawsze pojawiają się znaki drogowe, które mówią nam, że to ten moment, że to ten zakręt, ten człowiek, ta chwila, ten adres… Należy być uważnym, by ich nie przeoczyć. Zatrzymać się na chwilę… Wiele takich znaków na pewno sama przeoczyłam, zanim nauczyłam się siebie słuchać, zanim zaczęłam praktykować wgląd w siebie. Ba, być może nadal mi się to zdarza. Ale od tego jest to miejsce, by wracać do siebie, do własnych słów. By przypomnieć sobie słowa, które pokrył być może już kurz.

Co do adresu zameldowania, ten też wybrałam w taki sposób. Ten moment, kiedy po prostu wiesz… Nie wiesz skąd, ale wiesz… A zaczęło się od partnera życiowego…

Czekam zawsze na wewnętrzny znak, na ten sygnał, na tą lampkę, która mi się zaświeci. Aby to zauważyć, potrzebujemy wspomnianej już uważności, określanej jako „mindfulness”. Wystarczy się w siebie wsłuchać, w tę ciszę w sobie, którą zawsze znajdziemy pomiędzy myślami, pomiędzy jednym słowem a drugim. Trzeba obserwować siebie, pojawiające się emocje i uczyć się akceptacji danej chwili, bez względu na to czy jest przyjemna, czy też nie. Tak samo akceptować płynące łzy, jak i szeroki uśmiech oraz wszechogarniające szczęście. Wyrazić gotowość i otworzyć się na doświadczenie. Wtedy nie musimy szukać, po prostu to wiemy.

Buddyści mawiają, że jeśli uczeń jest gotów, to i nauczyciel się znajdzie.  Wiele razy już ta prawda w moim życiu się sprawdziła. Jeśli jesteśmy na coś gotowi, to samo nas odnajdzie.

Zatrzymaj się…

„Tam jest samotna nasza wyspa, tak czysta potajemna przystań, by odkryć ją nie trzeba mówić nic” – Michał Bajor.

Advertisements

3 Replies to “Prawda sama Cię odnajdzie”

  1. właśnie jestem w takim momencie, że muszę uważnie wyszukiwać te znaki drogowskazy— chociaż chyba ukryły się w zaroślach….. bo nie mogę ich wypatrzeć….

    usmiechnięte pozdrowienia zostawiam A.

  2. cześć Anitko 🙂
    pięknie to napisałaś…
    zawsze lubiłam samotnię i chyba dla tego moje związki padły… a może dlatego, że jednak nie trafiłam na swoją połówkę taką jaką chciałabym by była… no cóż… nigdy niczego nie szukałam… tak jakoś samo wychodziło… niekoniecznie za dobrze…
    pozdrawiam serdecznie
    ps. Twój komentarz wszedł na bloga…

    1. „[…]taką, jaką chciałabym by była” – pomyśl Asiu nad tym. 😉

      Tak, wszedł, ale nie z tego konta co chciałam. Inaczej się nie dało. Buziaki, sąsiadko. 😀

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s