Wybrałam to miejsce…

Czasami zdarzają się w życiu takie chwile, kiedy coś uporczywie do ciebie wraca. Kiedy w sercu czujesz jakieś nieokreślone ponaglenia, by nie zamykać ust, by o czymś powiedzieć. A z drugiej strony wiesz, że nie możesz, bo każdy ma prawo do swojej racji, do swojej choćby maksymalnie skrzywionej rzeczywistości. Bo wiesz, że z racją jest jak z tyłkiem, każdy ma swój.

301262_477840385583634_823148447_n
źródło: zasoby własne

Kiedy przeprowadziłam się tu kilka lat temu, moja wieś i okolica zauroczyło mnie swoim klimatem. Pokochałam je od pierwszego wejrzenia, jak i całe Podlasie. Wieś malutka, ledwie się zaczyna, już i kończy. Pobliskie miasteczko – również małe, klimatyczne, gdzie wszyscy się znają. Jedno z najmniejszych miast w kraju, bodajże. Są wsie, gdzie mieszkańców jest więcej. Nie idealizuję tego miejsca, ma swoje problemy, jakżeby nie. Ma plusy i minusy. Lubię jednak to miejsce. Jest, jakie jest. Lubię tych ludzi, tak po prostu. Są, jacy są; czasem tacy, a czasem inni. Czasem do rany przyłóż, innym razem wprost odwrotnie. Tu każdy wszystko widzi, ale ma to swoje plusy, głównie jeśli chodzi o bezpieczeństwo; wejście obcych osób czy kradzieże. Nie potrzebujemy tabliczek „security”, każdy z nas jest tym dla sąsiada. Nigdy nic mi nie zginęło z podwórka, jak dotąd, a przecież nic nie jest trzymane pod kluczem. Nie zależy mi specjalnie na opinii innych ludzi. Nie są mi potrzebne do szczęścia ich pochlebstwa, krytyka również mnie zbytnio nie dotyka, toteż i sama staram się nie oceniać. Bo co mi przyjdzie z tego oceniania, narzekania czy idealizowania?

Przyjęto nas w nowym miejscu wyjątkowo, również dzieci w pobliskiej szkole, czego się nie spodziewałam i co jest powodem mojego zdziwienia do dziś. Nawet te dzieciaczki, wtedy jeszcze małe, zachowywały się tak… przyjaźnie, otwarcie. Kompletnie inaczej niż wynika to ze statystyk czy dotychczasowych doświadczeń. W molochu, nowy uczeń często jest zostawiony sam sobie, odizolowany. Często widoczne są podziały na część miejską i wiejską; lepsi i gorsi. Tu zaopiekowano się dziewczynkami od razu, pierwszego dnia. Znacznie łatwiej im było oswoić się z nowym miejscem niż w poprzedniej szkole. Miejsce jest wielokulturowe i nikt nie patrzył nieprzyjaźnie na dzieci, które nie chodzą na żadną religię, choć nie ukrywały tego, że ich rodzice są niewierzący. W sumie nie było takiej potrzeby, tu wszyscy wszystko wiedzą, zanim człowiek zdąży cokolwiek wyjaśnić. 😉 Dzieci zdawały się akceptować inność i nowość. Nigdy dotąd nie odczułam negatywnych emocji, nie usłyszałam złego słowa z tego powodu, że nie chodzimy do cerkwi czy kościoła, że jesteśmy niewierzący. Przeprowadziłam się tutaj z miejsca kompletnie innego, jeśli chodzi o mentalność. Miałam wrażenie, że tutaj jest inny świat. A może to ja przyszłam z innego świata? Zdarza się, że jego mieszkańcy tego nie dostrzegają. Nie umieją tego docenić. Najwidoczniej trzeba zobaczyć ten inny świat, by docenić to, co się ma i gdzie się jest. Gdyby tak pomieszkali gdzie indziej, jak ja i zetknęli się z tym, co ja, zapewne ich myślenie by się zmieniło. Dostrzegliby plusy tego miejsca, ten klimat i ich mieszkańców, którzy ten (wyjątkowy – dla mnie oczywiście) klimat tworzą. Jest też wiele minusów, a jakże. One jednak nie zmieniają mojego postrzegania. Mogłam trafić znacznie gorzej (i już kiedyś trafiłam). Umiem już więc docenić to miejsce, w którym przyszło mi żyć.

„Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz” – Arthur Asie.

Nie ma idealnych ludzi ani miejsc. Czasem widzę, jak niektórzy szarpią się ze sobą, narzekają, marudzą, oczerniają to miejsce lub jego mieszkańców. Mamy tu swoje problemy, ale one są wszędzie. Czasem znacznie większe. Moje dzieci lubią tę szkołę, lubią to miejsce. Cieszą się, że są wśród tych ludzi, a nie innych. Nie ma tu takiego ostracyzmu, o jakim można poczytać, posłuchać lub odczuć w innych szkołach, większych miast Polski. Nie ma młodych agresorów trzęsących młodocianą częścią szkoły. Dzieci czują się bezpieczne (i niechby tak zostało). Moje własne pociechy doceniają to miejsce, bo w poprzednim czuły się znacznie gorzej i znacznie mniej bezpiecznie. Była tam agresja, ostracyzm, wyśmiewanie. Było wszystko, łącznie z pojawiającymi się pogłoskami o narkotykach. Tam był duży moloch, gdzie dziecko ginie w tłumie, jakby niewidoczne. Tutaj to mała szkoła. Sama się kiedyś zdziwiłam jak mała, ale moje dzieci znalazły w tym mnóstwo plusów. Na tyle mała, że żadne dziecko się nie ukryje, nie zginie. Tu się odnalazły. Panie ze świetlicy są wprost uwielbiane, za zajmowanie się dzieciakami, spędzanie z nimi czasu w sposób kreatywny, co nigdy nie miało miejsca w poprzedniej szkole, gdzie panie głównie zajmowały się sobą i kazały być cicho. Lubią swoją klasę i panie bibliotekarki, które umieją swoim ciepłem zachęcić do sięgnięcia po książkę. Chętnie chodzą do szkoły. Klasy ogólnie są dość zżyte, nie ma zbytnio dzieci odrzuconych, samotnie stojących po kątach. Dzieciaki starają się przygarnąć odludka i wdrożyć go do grupy. Nie zawsze to się udaje, ale próbują. Jeśli ktoś stoi, to nie ze strachu, nie odrzucone, lecz świadomie szukające spokoju (jak moje czasem). To chyba dobrze, prawda? A że są problemy, czasem zgrzyty? Gdzie ich nie ma?! Mamy dobrą i wartościową, myślącą młodzież, fajne i mądre dzieciaki. To tylko dzieciaki, ale czasem umieją się lepiej zachować od nas, dorosłych. Absolutnie nie mogę powiedzieć, że to zła szkoła, że złe dzieciaki, że głupie miasteczko. Wybrałam to miejsce, wybrałam tych ludzi.
Ale co ja tam wiem… Przecież ja nawołocz…

Negatywny osąd nie poprawi niczyjej sytuacji, wręcz może zaszkodzić. W szczególności, jeśli robi się to jawnie, na dość popularnym portalu…

Być może nie raz napotkam tutaj na problemy, ze strony jakiegoś człowieka, ale mam nadzieję, że w dalszym ciągu nie zmieni to mojego zdania na temat tego miejsca. Miejsca, które dla mnie jest wyjątkowe, ze względu na to, że jest takie a nie inne. Staram się nie zapominać o ludzkiej percepcji, indywidualnym sposobie postrzegania. Nie zapominać, że to jest tylko nasza prawda. Ktoś inny może widzieć to inaczej. Czy oby wszyscy zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że nasza perspektywa może być nieco zaburzona? Nie każdy działa świadomie.

Staram się nie oceniać mojej rzeczywistości jako dobrej czy złej. Akceptuję ją i lubię być tu, gdzie jestem. Akceptuję to miejsce takim, jakim jest i tych ludzi wokół.

Zdaję sobie sprawę, że na naszą percepcję wpływają nasze mechanizmy obronne, uczucia, oczekiwania, przeszłość i liczne zranienia. Wiem, że  można patrzeć jak przez krzywe zwierciadło i nie być tego świadomym oraz że czasem chore, rodzicielskie ambicje mogą przesłonić widok na rzeczywistość, przez co cierpi dziecko. Rozumiem schematy i wiele z nich przerobiłam sama. Ten ból, samotność i wszelkie próby zwrócenia uwagi na siebie. Rozumiem grę na emocjach i żale wylewane na portalach społecznościowych. Rozumiem szukanie aprobaty wśród znajomych na Facebooku i podejmowanie wszelkich prób dowartościowania samego siebie i poprawienia sobie humoru. Wiele rzeczy rozumiem, co nie znaczy, że się z tym zgadzam czy identyfikuję. Widzę tę drogę, rozumiem, ale nie chcę nią iść. To nie jest właściwa droga, sama to sprawdziłam. Każdy jednak musi wszystkiego sam doświadczyć, sam się przejechać na własnych błędach, sam zrozumieć. Nie ma wiekszego sensu dyskutować z czyjąś rzeczywistością. Kim jestem, by to robić? Każdy musi sam do pewnych rzeczy dość. Niektórym jednak nigdy to się nie udaje. I ta bezradność wtedy jest dojmująca.

„Rozumienie jest trudne, dlatego większość ludzi ocenia” – Carl G. Jung.

Żyją do końca swych dni, szukając u innych akceptacji, toną w żalu, jeśli jej nie dostaną, uskarżają się na samotność. Patrzą na wszystko przez pryzmat swych mechanizmów obronnych, przez pryzmat uczuć i barier, które sami tworzą. Nie szukają prawdy, bo są przekonani, że już są w jej posiadaniu. Nie zakładają, że mogą się mylić i nie chcą wiedzieć dlaczego. Szukają tylko potwierdzenia swoich teorii czy racji. A Facebook jest idealnym miejscem ku temu. Zbierasz „lajki”, ładujesz złudną i fałszywą moc, dostajesz to, czego chcesz. I nie zadasz sobie nawet trudu, by pomyśleć czy to, co chcesz jest dla Ciebie dobre.

„Nic nas tak bardzo nie okłamuje, jak nasz własny osąd” – Leonardo Da Vinci.

I teraz najważniejsze… Dlaczego o tym piszę?  Ten tekst jest moją odpowiedzią na kwestię, której z racji moich zasad i reguł tego bloga, poruszyć publicznie nie mogę. Z racji na politykę cudzej prywatności, do której każdy ma prawo. Na sytuację, która mnie bezpośrednio nie dotyczyła, ale głęboko poruszyła. Mogę pisać jedynie o sobie i swoich odczuciach. To jest jedyny i najwłaściwszy dla mnie sposób.

Reklamy

4 Replies to “Wybrałam to miejsce…”

  1. Bardzo miło mi odkryć, żeś ziomalka! Królowy Most się kłania. Z tymi małymi szkołami to masz rację. Małe toto (u moich cór było max 17 osób w klasie), wszyscy wiedzą wszystko, diler się nie uchowa. Moja rodzona matka robiła awanturę wicedyrektorce o 8.05 na ulicy „A o której to się do roboty idzie?” „Już lecę, pani Zosiu, już nie będę!” I tak to :). Dzieci przeróżne, wierzące i różne. Wszystkie śpiewają z uczuciem kolędy w różnych językach. Zdobywają nagrody ogólnopolskie i europejskie. Średnia z egzaminów wyższa od krajowej. Podłogi i łazienki w kafelkach. Dzieci zaczynają od „Cześć, jak się nazywasz? Bo ja Lucynka i lubię koniki”. Ech, długo bym mogła ciągnąć laudację. A, to jeszcze się nie oprę. Córa zrezygnowała z religii i napotkany pop pyta ją ze zgrozą „Ula, i jak ty teraz żyjesz?”. A moje córczę czochrając się z namysłem po łbie rzekło flegmatycznie i pogodnie „Pomalutku…”

    1. Basiu, można więc powiedzieć, że mieszkamy prawie po sąsiedzku. 🙂 Nie mamy do siebie specjalnie daleko, bo godzina drogi, może ciut więcej. Witam więc sąsiadkę. 😀
      Tak to, mniej więcej, wygląda w małych miasteczkach i wsiach. Dla jednych to minus, dla mnie, w tej chwili, to już ogromny plus. Nie wyobrażam sobie dziś życia w wielkim mieście. Zważywszy, że czasy są, jakie są.

  2. no to dołączam do Was dziewczyny 🙂 znaczy się i ja ziomalka 😉
    Królowy Most bardzo lubię i jeżdżę tam na grzyby …
    fajnie, że jest nas troszkę
    pozdrawiam 🙂

    1. Witam Cię Joasiu. 🙂 Ciebie i Twoją Ostoję. Bardzo się cieszę i zapraszam w swoje progi, na kawkę. Przypadkiem gdybyś była w okolicy, albo zupełnie nie przypadkiem. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s