O ziołach słów kilka…

Szczodrak Krokoszowaty
Szczodrak Krokoszowaty

Jakieś 2 lata temu, na moje dość częste problemy zdrowotne, dostałam mieszankę ziół do picia. To był początek mojej przygody z zielarstwem. Od tamtej pory zgłębiam temat. Poznaję nowe zioła, staram się nabywać sadzonki do własnego ogrodu, ale wiele ziół kupuję również w sklepie zielarskim. Nie wszystkie zdołałabym wyhodować sama. Nie mam takich możliwości. Na półkach ledwo mieszczą się szklane pojemniki z ziołami najczęściej używanymi. Tworzę z nich później mieszanki, zależnie od problemu zdrowotnego. Te mniej używane schowane są w szafce, na półce, która również pękać zaczyna w szwach. Dziś już wiem, które są mi potrzebne, a których praktycznie nie używam. Początki były dość nieporadne. Dziś mam już swoje wybrane, które stosuję na co dzień i które mi służą.

Słowo  „na co dzień” jest tu słowem dość ważnym, o czym za chwilę.

Podczas wirtualnych poszukiwań wiele razy trafiałam na informację, że adaptogeny mają działanie antynowotworowe i szereg innych, bardzo wartościowych właściowości. Pojawiają się głosy, że mogą wyleczyć z raka. Być może nie powinnam się mądrzyć, bo ani ze mnie prawdziwa zielarka, ani lekarz medycyny. Jednak jeśli ktoś myśli, że zachoruje na raka i zawierzy jedynie ziołom, może być niemile zaskoczony. To wielki błąd zaczynać przyjmować zioła, kiedy już zachorujemy. Powinniśmy pić je na co dzień, każdego dnia przez określony czas, z określonymi przerwami. Na niewiele się to zda, jeśli ktoś sięgnie po nie, kiedy złamie go grypa. To nie są cudowne czy magiczne środki. Najlepiej zadziałają, kiedy zaczniemy je pić przed sezonem grypowym. Immunostymulacja trochę musi potrwać. Zioła mają działanie „anty” – przeciwdziałają. Jest wiele ziół, które działają immunostymulująco. Mogą złagodzić pewne dolegliwości, ale najlepiej zacząć je brać, kiedy jest się zdrowym. Nie czekajmy, aż będzie za późno. Starajmy się do tego nie dopuścić. Wiedza na temat ich właściwości jest ogólno dostępna, przy czym warto podchodzić do tego zdroworozsądkowo. Wystarczy jedynie widzieć nie to, co chcemy zobaczyć, a to, co jest w rzeczywistości. Zioła mają mnóstwo zalet, ale nie są pozbawione skutków ubocznych. Z tego też trzeba zdawać sobie sprawę.

Najdziwniejsze dla mnie jest to, że tak wiele można wyczytać słów krytyki o niektórych ziołach, samym zielarstwie czy medycynie niekonwencjonalnej. Ostatnio nabywałam zioło o nazwie Lapacho – kora  drzewa Tabebuia impetiginosa. Poszukując dokładniejszych informacji, był moment, że się nawet przestraszyłam tych informacji. To była jednak tylko chwila. Nigdy jednak nie biorę tego, co czytam za prawdę. Szukam swojej i przesiewam wszystko przez mój filtr. Wiele razy czytałam, że wrotycz czy glistnik jest trujący i nie poleca się go spożywać, a stosować raczej zewnętrznie, do okładów i płukanek. Tymczasem piję je od dwóch lat i żyję. Wszystko jest kwestią dawki i organizmu. Moja wątroba i żołądek mają się znacznie lepiej, od tego czasu. A kiedy pierwszy raz dostałam susz z tych roślin i poczytałam informacje przed zażyciem, miałam wiele obaw. Czytając natomiast o Groprinosinie, znanym leku przeciwiwrusowym (skutecznym, to prawda), żadnych negatywnych informacji nie znalazłam. Jest szeroko reklamowany i medycy go polecają. Wystarczyły natomiast dwie pastylki Groprinosinu, aby mój żołądek i wątroba zastrajkowały. Dlaczego tak łatwo można znaleźć skutki uboczne tych silniej działających ziół i ich krytykę, natomiast jest jakaś dziwna zmowa milczenia w przypadku dostępnych czasem bez recepty preparatów? Czyżby one miały same zalety i żadnych wad? Warto mieć dystans do wszystkiego, co się czyta i co reklamują oraz nie brać czegoś za prawdę objawioną tylko dlatego, że przeszło jakieś testy lub jest polecane przez lekarzy i farmaceutów. Reklama dźwignią handlu, wiadomo. Warto tę zasadę stosować także, jeśli chodzi o ziołolecznictwo. Prawdy trzeba szukać zawsze na własną rekę. Czasem warto, zamiast pakować w siebie chemię, pozwolić wyregulować swój organizm za pomocą ziół, które dała nam sama natura. Mają swoje skutki uboczne, ale czy antybiotyki ich nie mają? Czy te wszystkie preparaty na receptę i bez ich nie mają? Czasem mają znacznie większe…  I co? I nic. Ludziska dalej nie szukają żadnych alternatyw, a jak już, to popadają ze skrajności w skrajność. Wolą wziąć antybiotyk czy inny lek z apteki,taki choćby Gripex na grypę, co tylko szybciej złagodzi objawy, choć masakrycznie działa na inne części naszego organizmu, niż dać czas naturalnym kuracjom ziołowym. Pomijam oczywiście ten oczywisty fakt, że są sytuacje, kiedy ten antybiotyk musimy przyjąć, jednak tylko w tej sytuacji, kiedy wszystkie dostępne i naturalne metody nie zadziałały.

Nawłoć
Nawłoć

Tamte zioła, które wtedy dostałam, wprost zmieniły moje życie. Mogę w miarę normalnie funkcjonować. Muszę tu podziękować osobie, od której je dostałam. Zaraziła mnie swoją pasją. Wtedy bardzo szybko i często zapadałam na choroby i przyjmowałam antybiotyk kilka razy w ciągu roku. Czasem 5, czasem więcej. Często bez powodu i bez prawidłowej diagnozy, do czego doszłam po latach. Teraz, jak mnie ktoś zapyta o ostatni antybiotyk, to szczerze mówiąc, nie pamiętam. Pomogły mi zioła i to nie jest kwestia wiary. One jej nie potrzebują. Potrzebna jest za to wiedza, zdrowy rozsądek i własne doświadczenie. Mój system immunologiczny w końcu zaczął pracować. Nie ukrywam, że dziś coraz częściej podaję zioła dzieciom. Zdarzało się, że któraś dostała receptę z antybiotykiem, zamiast którego podałam przeróżne własne mieszanki ziół i inne naturalne specyfiki. Począwszy od tych znanych; jak miód, kurkuma, imbir, majeranek, tymianek, i anginka (którą kiedyś hodowały nasze babcie i wkładały nam do ucha, gdy bolało), skończywszy na mniej znanych ziołach, jak Lapacho właśnie. Nie pomogło, jak ręką odjął, ale antybiotyk ostatnio przepisany dwójce z dzieci nie przydał się. Swoją drogą, lekarze za szybko dziś wypisują antybiotyki. Niestety, nie spotkałam jeszcze lekarza, który miałby wiedzę zielarską. Czasem pytam o zioła, próbuję rozmawiać, ale zwykle kompletnie nic na ten temat nie wiedzą. Zakasałam więc rękawy sama i zaczęłam się uczyć, próbować, sprawdzać działanie i weryfikować, najpierw na sobie. Mam ogromny szacunek do zielarstwa, ale staram się nie przeceniać, nie dopisywać do tej metody leczenia moich pobożnych życzeń, przyjmować ją taką, jaką jest i nie doszukiwać się w niej niczego cudownego czy magicznego.

Ostatnio wyczytałam gdzieś zdanie, że najlepiej zaufać lekarzowi, bo jest odpowiednio wykształcony i wie, jak nam najlepiej pomóc. A już na pewno nie ufać jakiejś zielarce czy szamanowi. I tu padały przykłady, że Jacek Kaczmarski to już się na medycynie niekonwencjonalnej przejechał. Siedzą mi w głowie te zdania  do dziś. Tłuką się też i inne opinie zwolenników medycyny konwencjonalnej. Hmmm… Kiedyś też tak myślałam i przyjęłam w swoim życiu mnóstwo niepotrzebnych lekarstw, które rozłożyły na łopatki mój system immunologiczny. Wiele razy zaufałam lekarzowi (bo myślałam, że nie mam innego wyjścia) i wyszłam na tym „jak Zabłocki na mydle”. Moim zdaniem, to najlepiej nie ufać nikomu… Ot, co. Wszędzie zdarzają się „konowały” i oszuści lub ludzie fanatycznie wierzący w coś. Najlepiej wybierać Drogę Środka. Nie popadać ze skrajności w skrajność, w każdym aspekcie życia. Nie słuchać nikogo, kto wyraża skrajne opinie i obiecuje gruszki na wierzbie, bo tylko on ma monopol na prawdę i wie na pewno.

I tak oto zaczęłam o zielarstwie a skończyłam na buddyzmie. Wszak to jest mój styl życia, sposób myślenia, życiowa filozofia. Buddyzm nauczył mnie kwestionowania wszystkiego i szukania mojej własnej prawdy, bez ślepiej wiary w kogokolwiek lub cokolwiek.

Używajmy ziół, sięgajmy po nie każdego dnia, nie od święta, nie tylko w czasie choroby. Zaczynajmy od małych dawek, jeśli chodzi o te silniej działające zioła. Zdobywajmy wiedzę na ich temat, to naprawdę nie jest trudne, a pożytek dla naszego organizmu jest naprawdę wart tego wysiłku.

Reklamy

14 Replies to “O ziołach słów kilka…”

  1. Kurczę, ciekawe to. Co do antybiotyków zgadzam się całkowicie, nie dawałam ich dzieciom. I kiedy córka zachorowała na ciężkie zapalenie płuc, antybiotyk zadziałał natychmiast. Pewnie dlatego, że to był pierwszy (i jak na razie ostatni) w jej 17-letnim życiu. Ja sobie tylko popijam napar z czystka, ale muszę się zmobilizować, kopnąć lenia i dowiedzieć się więcej. Dzięki, znów mi dałaś coś fajnego do przemyślenia.
    I jeszcze jedno: bardzo porządnie, fachowo piszesz. Tekst ma jasną formę, wszystko na swoim miejscu, żadnego miotania się. No i bez błędów 🙂 Dobrze się czyta takie przemyślane wpisy. Jeśli nie zarabiasz pisaniem, to zacznij koniecznie. Pozdrawiam serdecznie

    1. Basiu, to miałaś szczęście, że byłaś (i jesteś) osobą świadomą w tej kwestii. W sumie, to córka miała szczęście. 🙂 W moim przypadku jest to raczej mądrość „po szkodzie”, niestety. Lepiej jednak późno niż wcale. Młoda byłam i głupia.
      Dziękuję za komplementy. Myślałam o takiej formie zarabiania już jakiś czas temu. Fajnie byłoby robić, co się lubi. Pisanie zarobkowe, pod publikę, wiąże się jednak z pisaniem tego, co ludzie chcą słuchać i czytać. Trzeba umieć wyczuć, co się sprzeda. Natomiast mnie nikt nie zmusi do pisania czegoś, co nie myślę i w formie takiej, jaka komuś pasuje. Byłabym bardzo krnąbrnym pracownikiem, pisarką, dziennikarką. Nie umiem pisać na zlecenia. Piszę, kiedy nadchodzi właściwy moment. Nie wiem czy jest zapotrzebowanie na takie osoby, a jeśli tak, to gdzie. Jednak przez myśl mi to kiedyś przeszło. Pozdrawiam również. 🙂

      1. To nie komplementy, to moje zdanie. Jeśli mam skrytykować, to liczę do miliona, gryzę się w klawiaturę i nic nie piszę. Jeśli mam pochwalić, to robię to natychmiast. Łatwo się zapomina i o jednym, i o drugim. A z tym pisaniem zawodowym to rzeczywiście zgryz. Ale zobacz, jaki masz rozrzut, o ilu rzeczach masz pojęcie ( jeśli nie masz, to się dowiadujesz, odgadłam?). Do tego jeszcze dyscyplina, rzadka mieszanka. Szkoda, żeby się marnowała. I idę o zakład, że masz o wiele więcej czytelników niż komentatorów. Wiem to z własnego doświadczenia, jako wieloletnia cicha podczytywaczka.
        No to rewanżyk, może teraz ja Ci dam materiał do przemyśleń 😉

        1. Tak Basiu, dałaś do myślenia. Uzmysłowiłam sobie ile lat straciłam, jak późno doszłam do pewnych wniosków, do siebie. Nie, nie obwiniam siebie. Dziś już nikogo… Nie nadrobię już straconych lat i zastanawiam się, czy jest w ogóle we mnie taka potrzeba. Jestem dziś kim jestem i dobrze mi ze sobą. Gdyby moje życie potoczyło się inaczej, byłabym pewnie inną osobą. Czy lepszą, czy gorszą? Inteligentniejszą czy mądrzejszą? Może byłoby mi łatwiej? Może nie szłabym tak ślepo przed siebie? Nie, nie ma sensu myśleć w ten sposób. Wszak, „gdyby babcia miała wąsy, byłaby dziadkiem”. A doświadczenie jest najlepszą lekcją, najbardziej zapadającą w pamięć. Dzięki bolesnym doświadczeniom jestem tym, kim jestem.
          Jeśli chodzi o pisanie i dzisiejsze standardy, to dużo mi jednak brakuje. Pytanie czy chcę do tych standardów dążyć. Czy w ogóle jest do czego…
          Tak, cichych podczytywaczy jest trochę więcej, ale tematyka rekordów popularności nie bije, co w sumie jest zrozumiałe.

  2. Bardzo ciekawe rzeczy piszesz (jak zwykle zresztą :)) Też jestem za ziołami, oczywiście nie interesuję się tak wnikliwie, i używam tych sklepowych gotowych już, albo bardzo podstawowych z ogródka. Niestety z systematycznością u mnie kiepsko i piję jak coś dolega , a jak się polepszy to zapominam. Ale kilka razy w życiu (w tej chwili również) korzystałam z mieszanek i syropów ziołowych Ojców Bonifratrów. Mają u siebie (w Warszawie niestety) poradnie ziołolecznictwa i własną ziołową aptekę. Byłam u nich niedawno, świetnie mi się z lekarką rozmawiało, choć to lekarz med. miała takie fajne holistyczne podejście do pacjenta. I na ziołach się znała 🙂 Dostałam całą pakę mieszanki i dwa syropy (na spirytusie 😉 ) zaparzam i piję. Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie.

    1. Elu, bardzo Ci zazdroszczę tej wizyty. Chętnie odwiedziłabym taką poradnię. Syropów ziołowych jeszcze sama nie próbowałam robić i chyba również nie piłam. Zwykle stosuję napary, bez spirytusu. Ciekawa jestem bardzo tej wizyty i samego podejścia. Szkoda, że to tak daleko. Buziaki. 🙂 A nad systematycznością bez problemu można popracować. 🙂

  3. Mieszkałam kiedyś w Wielkiej Brytanii, gdzie raczej nie przepisują antybiotyków. Rozchorowałam się i nie chciało mi przejść, tylko się pogarszało. Trafiłam na lekarza, który zapytał skąd jestem. Kiedy się dowiedział, że z Polski, powiedział, że przepisze mi najmocniejszy dostępny antybiotyk, który i tak nie będzie tak mocny, jak te, które bierzemy w Polsce. W Polsce bierzemy dużo i najmocniejsze i organizm się do tego przyzwyczaja niestety. Świetnie, że Tobie udało się przeprogramować i wzmocnić swój organizm. A jakiś czas temu (już w Polsce) pozytywnie zaskoczyła mnie moja lekarka. Miałam grypę, a ona powiedziała mi co jeść i pić, a czego nie, w czasie choroby. Przepisała coś ziołowego, a typowych leków w ogóle.

    1. Chętnie dowiedziałabym się o szczegółach tej rozmowy z lekarką, oczywiście wyłącznie dotyczących diety i preparatów ziołowych. Jeśli pamiętasz, to napisz coś więcej; u siebie, tutaj (w komentarzu) lub w prywatnej wiadomości do mnie. Sama chętnie skorzystam z tej wiedzy i może dowiem się czegoś nowego. Sezon grypowy zbliża się wielkimi krokami. Pozdrawiam. 🙂

      1. Miałam nie jeść tego, co zakwasza organizm, czyli mięsa, nabiału i słodyczy. Do picia zaleciła herbatkę lub sok z czarnego bzu. Nie pamiętam, jaki preparat ziołowy miałam niestety. Pozdrawiam również 🙂

    2. O rany, załamałam się. Wiedziałam, że my zawsze w awangardzie, ale żeby tak??? Co my robimy naszym dzieciom i wnukom, poumieramy w końcu na anginę!

  4. Nic dodać nic ująć – profilaktyka najważniejsza 😉 Zdrowy rozsądek również.
    Swoją drogą ja też siedzę w ziołach, nawet chodzę na kurs 🙂
    Pozdrawiam 🙂

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s