Droga, Prawda i Życie

budda1Od kilku lat interesuję się Buddyzmem. Od samego początku Zen zajął naczelne miejsce w moim sercu. Pomógł mi odnaleźć siebie. Konsekwentnie jednak wyłamuję się z każdej formy instytucjonalnej.

Zen nie był i nie jest dla mnie religią. Nie mam zamiaru składać pokłonów, płacić składek i zapisywać się do jakiejkolwiek organizacji. Żadnych formalności! Żadnej religii! Niektóre oczekiwania, w szczególności finansowe, są dla mnie nie do przyjęcia. Praktykuję nieformalny Zen, żyję nim. Jest on dla mnie jedynym, dla mnie najwłaściwszym wyborem na tę chwilę. Nie jest religią, jest sposobem życia i myślenia. Jest stanem umysłu, który nie potrzebuje instytucji z jej formą, zasadami, rytuałami i ceremoniałami. Szkoda tylko, że właśnie takich nieformalnych miejsc w Polsce brakuje, albo są mi nieznane. Szkoda również, że w mojej okolicy nie ma absolutnie żadnego ośrodka, gdzie mogłabym nieodpłatnie przychodzić na medytacje czy wykłady, spotkać inne osoby. Brakuje mi tego troszeczkę. Dalekie dojazdy nie wchodzą jednak w grę. Jestem więc zdana tylko na siebie, ale wiem, że dam radę. 🙂 Zapraszam w swoje skromne progi myślących podobnie i tych, którym brakuje nieformalnych spotkań, rozmów czy przebywania w ciszy. Bez opłat i składek.

Sama jestem więc swoim nauczycielem, sama ustalam sobie swoje wskazania. Sama jestem dla siebie najlepszym Mistrzem. Korzystam z przewodników, tekstów innych nauczycieli, ale nie przyjmuje wszystkiego ślepo. A doświadczenie mi w tym pomaga. Temat przynależności do instytucji religijnej już kiedyś przerabiałam i na dzień dzisiejszy nie mam zamiaru do tego wracać. Kiedy poznawałam pierwsze teksty o Zen, był on właśnie taki, był wolny. Potem zagłębiając się w tradycje i szkoły dostępne w Polsce, szczególnie te najbliżej mnie położone, zobaczyłam trochę inny Buddyzm Zen od tego, który poznawałam na początku. Zobaczyłam kolejną instytucję i bajońskie, jak dla mnie, ceny za każdy miesiąc uczestnictwa. Rozumiem, że każda instytucja czy ośrodek, musi się jakoś utrzymać, ale to nie był mój Zen… To nie był stan umysłu, to była kolejna religia. Zawiodłam się, ale nie zeszłam z obranej drogi. Pozostałam przy mojej wolności, przy moim własnym wyborze i moim Zen. Takim Zen, jakiego poznałam w pierwszych chwilach i jaki pokochałam całym sercem. Jest częścią mnie. Był jeszcze zanim dowiedziałam się o jego istnieniu. Niewykluczone, że kiedyś dojdę do momentu, że dotychczasowa droga okaże się niewystarczająca. Czas pokaże… Nigdy nie mów nigdy. Jedno jest pewne, na dzień dzisiejszy nie stać mnie na bycie prawdziwym buddystą, ale jeśli kiedyś miałabym przyjąć jakąś religię, to tylko Buddyzm. Może kiedyś znajdę kogoś, kto pomoże mi znaleźć więcej pytań i odpowiedzi na nie. Na pewno nie potrzebuję nikogo, kto będzie mną kierował.

Być może ktoś mi powie, że żaden ze mnie buddysta, ale to nie jest dla mnie ważne. Kompletnie mi na tym nie zależy, jaką etykietkę mi ktoś przypisze. Tym żyję i tym chcę żyć. Nie mogę spędzać wielu godzin na medytacji z powodów zdrowotnych, ale codzienne życie zamieniłam na medytację. Staram się robić to pieląc rabatki w ogrodzie czy spacerując po leśnych dróżkach, siedząc na tarasie czy nawet rozmawiając z drugim człowiekiem. Nie mogę pozwolić sobie na stagnację, ze względu na chory kręgosłup i zwyrodnienie stawów, ale medytuję w ruchu, podczas różnych czynności. Wyryte w sercu mam słowa Vimala Thakar:

„Medytacja jest działaniem ciszy. W medytacji cały umysł pogrążony jest w ciszy. Koncentracja wymaga wycofania całej energii i skupienia jej na pewnym punkcie, lecz obiekt uwagi jest z góry ustalony i na nim skupiona zostaje cała energia. Nazywa się to mylnie medytacją. Jest to koncentracja, lecz nie ma to zupełnie nic wspólnego z medytacją. Medytacja jest możliwa bez oderwania. Medytacja jest możliwa w ruchu, w działaniu, medytacja to wszechogarniająca uwaga. Medytacja jest działaniem ciszy, lecz nie ciszy statycznej. Nie ciszy w znaczeniu negatywnym, będącej brakiem aktywności. To wcale nie jest ciszą. Nie wystarczy zamilknąć, aby była cisza. Cisza jest siłą twórczą o ogromnym potencjale, jest siłą niezwykle dynamiczną. Tak wiec medytacja oznacza nowe podejście do życia, kiedy to równocześnie obserwujemy obiektywny bodziec, nasze reakcje i przyczyny, które te reakcje wywołują, bez utożsamienia się z czymkolwiek. Obserwowanie psychiki i umysłu będzie początkiem medytacji. Poznanie subtelnego i bliskiego związku, jaki istnieje między ciałem a umysłem, jest medytacją. Nie wiedzy o sobie, nie gromadzenie teorii, nie zbieranie doświadczeń innych ludzi, lecz obserwowanie siebie w każdej chwili”.

Nieformalna praktyka polega na przyjmowaniu wszystkiego co się pojawia w stanie wewnętrznej ciszy, na obserwacji siebie, czujności, na niezatrzymywaniu swoich myśli, na pozwalaniu im płynąć i mijać. Na dostrzeganiu ciszy pomiędzy mijającymi myślami, która z czasem staje się coraz dłuższa. Na obserwacji oddechu. Nie odpycham, nie przyciągam… Akceptuję…

BSweaaQCcAAhSQNChoćby spadła w tej chwili na mnie masa krytyki, mam ją w nosie. Odnalazłam siebie i tylko to się dla mnie liczy. Idę swoją drogą i tak niech zostanie.

Zen jest moją Drogą, moją Prawdą i moim Życiem.

Advertisements

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s