Podróż do źródła

Co czujesz, kiedy podczas dyskusji z drugim człowiekiem zostałeś niezrozumiany? Co czujesz, gdy twoje zdanie zostało pominięte, niezauważone?

Co czuje wyrzutek, tak zwana czarna owca, przez każdego odpychany? Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu poznał te uczucia na własnej skórze i być może każdego dnia tego doświadcza. Czy zdajemy sobie sprawę dlaczego tak się dzieje? Dlaczego to wywołuje w nas takie emocje? Czy ktokolwiek zastanowił się jak to zmienić ? Czy nie jest przypadkiem tak, że to inni są winni i do nich mamy pretensje? Czy to nie innych oskarżamy, że za słabo się wczuli w naszą pozycję?

Nie piszę nigdy o czymś, czego nie doświadczyłam. Po przeprowadzeniu się do miasta i tamtejszej podstawówki, dość brutalnie zdarzyłam się z rzeczywistością, w tym również szkolną. Przeszłam piekło. Życie nauczyło mnie więcej, niż jakakolwiek szkoła i książki. Stałam się właśnie tym wyrzutkiem; poniżanym, wyśmiewanym i popychanym. Uwierzcie mi, że świetnie wiem co czuje niezrozumiany człowiek. Tylko jak ktoś mógł mnie zrozumieć, skoro sama siebie nie potrafiłam. Byłam wtedy bardzo młoda i nie spotkałam nikogo, kto by mi wytłumaczył dlaczego tak jest i jak to zmienić. Kogo obwiniałam? Tak, jak wszyscy – innych. To oni byli źli, a ja nie potrafiłam wtedy jeszcze wyjść poza dobro i zło. Nie było przy mnie nikogo, by mi powiedzieć, że to we mnie samej jest problem. A inni? Zwykle w szkołach panuje znieczulica. Wtedy wszyscy udawali, że tego nie widzą. Nikt z tym nic nie robił. Nie było pomocy psychologa. Mało tego, molestowano na oczach wszystkich nauczycielkę. Gnębiono ją i poniżano. W mojej klasie, nawet podczas lekcji. Patrzyłam na to. Bardzo chciałam jej pomóc, ale nawet sobie nie potrafiłam. Wiedzieli o tym wszyscy, łącznie z nauczycielami i Dyrektorem. Nikt jej nie pomógł. Winna była ona, bo zbyt słaba psychicznie. Jak w świecie zwierząt… Przetrwa najsilniejszy. Nie było i nie ma żadnych skutecznych form pomocy takim osobom. Kłopoty w szkole miała moja córka. Zmiana miejsca zamieszkania i podjęte przeze mnie rozmowy na temat własnej wartości, różnych typów osobowości i charakterów, w nowej szkole w zasadzie rozwiązało sprawę. Dziewczyny radzą sobie dużo lepiej i chętnie idą do szkoły. Są bardziej świadome siebie. Tłumaczyłam im, że ktoś, kto lubi być sam i stroni od grupy czy hałasu, nie jest automatycznie kimś gorszym. Być może zwyczajnie jest introwertykiem, jak jego rodzice i odosobnienie jest jego wyborem. Jeśli lubisz być sama, to nic złego, to jest normalne. Dziewczynki czytały o introwertykach, ekstrawertykach z ogromnym zainteresowaniem, przekrzykując się wzajemnie: „To ja! To ja!”. Ale są też inne dzieci, które mają kłopoty w kontaktach międzyludzkich i sami ze sobą. Z nimi być może nikt o tym nie rozmawia, nikt nie pomaga im odnaleźć utraconej gdzieś wartości. Nikt nie tłumaczy, że nie jest ważna czyjaś akceptacja. Najważniejsze jest, by akceptować siebie. Dlaczego tak mało się o tym mówi?

Zdarza się też tak, że aby nie być odrzuconym i aby nas akceptowano, próbujemy się innym przypodobać, schlebiamy innym. Czasem przynosi to jakieś tam rezultaty. O ile jednak innych łatwo oszukać, to oszukiwanie samego siebie zwyczajnie nie popłaca. Inni może cię polubią. Tylko czy na pewno ciebie? Czy może tego kim chciałbyś być? Czy to na pewno będziesz TY? Czy w ten sposób polubisz siebie, czy może raczej swoje wyobrażenia? Czasem bywa tak, że boimy się odezwać w obawie, że źle nas ktoś odbierze, że źle zrozumie. Równie dobrze mogłabym przestać pisać, w obawie, że ktoś może źle zrozumieć moje słowa. Nie mam wpływu na to, jak ktoś mnie zrozumie ani na czyjeś uwarunkowane reakcje. Być może ktoś utożsami się z moimi słowami i poczuje się urażony. Być może zostanę osądzona, ale to nie mój problem. Problem z osądzaniem ma jedynie ten, kto osądza, nie osoba osądzana. Kogoś nie lubisz? To TY cierpisz, nie on. Pamiętaj też o słowach Edwarda Stachury:

„Jeżeli coś dotyka cię, znaczy: dotyczy cię. Jeżeliby nie dotyczyło cię – nie dotykałoby cię, nie zrażało, nie obrażało, nie drażniło, nie kuło, nie raniło. Jeżeli bronisz się, znaczy: czujesz się atakowany. Jeżeli czujesz się atakowany, znaczy: jesteś celnie trafiony. Miej to na uwadze”.

Wszystkie nasze smutki, smuteczki, żale, kiedy kiedy zostajemy pominięci czy niezrozumiani lub gdy nas ktoś nie polubi, biorą się z naszego ego*, które usilnie pracuje, by nie odejść w niebyt, by się utrzymać przy władzy. Wtedy zwykle zachowujemy się jak osiołek w Shreku: „Niech mnie ktoś przytuli”. Jestem smutna, halo, kto mi pomoże? Gdzie są moi przyjaciele? To nic innego jak nasze ego. Czasem widzę wtedy las rąk do pomocy, czasem nic nie widzę. Potem są pretensje, że zostaliśmy niezauważeni, że nie wczuliśmy się wystarczająco w sytuację tej osoby. Rzadko widzę tę właściwą rękę, która powinna się podnieść. Mało kto wpadnie na ten pomysł, że to on sam sobie najlepiej pomoże. Nikt za niego tego nie zrobi tak dobrze, jak on sam. Nikt nie jest w stanie wczuć się w cudzą skórę, skoro czasem nawet siebie samego pojąć i zgłębić jest nie lada wyczynem. Dlaczego wymagania mamy czasem tylko w stosunku do innych zamiast do siebie? Zawsze staram się zrozumieć każdego, zawsze. Nie jestem jednak tą osobą. Nie oznacza to też automatycznie, że ten ktoś usłyszy ode mnie to, co by sobie życzył i czego oczekuje. Nie ma pomiłuj. Nie schlebiam nikomu, nawet mój partner dobrze o tym wie. 😉 Bo wtedy łechta się jedynie jego własne ego. Wiem, że z tego powodu jestem czasem negatywnie odbierana, czasem trzymana na dystans, ale oczywiście nie jest to powodem, by przestać być sobą.

Czasem i ja miewam smutki. Jestem tylko człowiekiem. Różnica polega na tym, że jestem ich świadoma. Wiem skąd się biorą i dlaczego się pojawiają. Obserwuję siebie i swoje emocje. W tym wszystkim chodzi o to, by rozbudzić tę świadomość w ludziach, szczególnie tych młodych. By wytłumaczyć im, że najważniejsza jest w życiu akceptacja siebie. Nie jest ważne czy mnie ktoś akceptuje. Lubisz mnie? Dobrze. Nie lubisz? Też dobrze. Dla mnie to bez różnicy. Ktoś, kto nie polubi siebie, nie nauczy się akceptować innych. Zawsze będzie ich oceniał w taki sposób, jak ocenia samego siebie. Przecież patrzymy na świat z własnej perspektywy.

Podłożem tego wszystkiego jest strach, wyrażany przez złość, smutek czy jakąkolwiek reakcję emocjonalną. On sprawia, że stajemy się ofiarami. Inni zyskują nad nami przewagę. Wpływają na nasze emocje, mogą nami manipulować. Sprawiają, że czujemy się szczęśliwi lub nie. Świat podzielony na dobro i zło, to nic innego jak promocja strachu. Ze strachu przed karą potrafimy zmanipulować wszystko, łącznie ze sobą. Czasem wydaje się być on najwyższą wartością w dzisiejszych czasach, bo wokół niego jakby się wszystko kręciło. Niektórzy uważają, że jest nową religią. Stąd też uważam, że dzieci wychowywane poza religią mają lepszy start w życiu. Wszak motyw dobra i zła jest kamieniem węgielnym religii. Lepszy start, ponieważ nikt nie straszy ich gniewem boskim, piekłem i innymi atrakcjami.

„Lepiej nie przyklejać życiu żadnych etykietek, lepiej nie nadawać mu żadnych struktur i kategorii, lepiej pozostawić je w całej jego otwartości”  Osho

Czyż nie lepiej byłoby oduczyć ludzi oceniania wszystkiego w kategoriach dobra lub zła? Przestać pokazywać młodym ludziom tylko kolor czarny albo biały i pokazać im całą paletę barw? Bez oceniania, bez sądów, kary, nagrody czy grzechu? Tak po prostu, pokazać życie jakim jest.

Kiedyś patrzyłam na świat tak, jak mi wpajano i jak mnie uczono. Powielałam stereotypy. Na ludzi też tak patrzyłam, w tych samych kategoriach jak wszyscy. Nie znałam innej klasyfikacji niż dobro i zło. Neutralność nie istniała. Rzeczywisty stan rzeczy, bez mojej własnej percepcji również nie istniał. Oceniałam ludzi poprzez pojęcia; dobry lub zły, fajny-niefajny, miły-niemiły itd. Czy przez to byłam szczęśliwsza, spokojniejsza? Nie, wprost przeciwnie. Dziś każdy człowiek to dla mnie TABULA RASA. Po raz pierwszy zauważyłam to na osobie mojego ojca. To nie on sprawiał, że czułam co czułam. To nie jego wina, a tylko moja. Kiedy wytarłam kartkę do czysta i spojrzałam na niego, jakbym pierwszy raz go spotkała, relacje zaczęły się zmieniać. Patrzymy na człowieka i choć jest taki sam jak wczoraj, może tak samo zrzędliwy, nieprzyjemny czy z innymi cechami, których nie byliśmy w stanie znieść, a jakby wszystko się zmieniło. Zmieniają się relacje, bo my się zmieniamy. Dziś staram się czyścić wszystkie kartki z mojej własnej perspektywy, z moich schematów i ocen

Życie jest dla mnie jedyną religią.

Zajrzyjmy czasem do źródeł naszych emocji, wgłąb nas samych. Tam znajdziemy wiele odpowiedzi.

P.S
W celu unikcięcia nieścisłości: buddyjskie ego to nie jest ego freudowskie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s