Poza dobrem i złem, czyli moje widzenie świata

„Trzeba byś doszedł do takiego punktu, w którym już nawet samo myślenie o tym co dobre, a co złe, wydaje się niepotrzebne” – Osho.

Dziś obudził mnie bardzo niespokojny sen. Noc miałam pełną wrażeń. Rosyjskie bombardowania, wojna i śmierć. Wstałam i zobaczyłam, że P. rozpala już w piecu. Uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam. Ucieszyłam się, że jest, cały i zdrowy. Kompletnie nieidealny, czasem wkurzający do szpiku kości, ale jest. Takie chwile przypominają mi o zaprzestaniu oceniania wszystkiego w kategoriach dobra czy zła i patrzeniu na życie ze świadomością. Sen pozwolił mi spojrzeć na wstający dzień refleksyjnie i świadomie. Doceniać każdy dzień takim, jaki jest. Kiedy jest ładnie pójść do ogrodu, pogrzebać sobie w ziemi. Jak pogoda nie dopisuje, przesadzać w domu kwiatki, wysiewać nasionka, podumać nad rozplanowaniem warzywniaka, poczytać, pośpiewać, popisać. Wysłuchać dzieci, które po powrocie ze szkoły jedno drugie przekrzykuje, opowiadając ciekawostki ze szkoły. Mieć w sobie spokój, choć zdrowie nie dopisuje. Zobaczyć jak ptaszki na jabłonce radośnie dokazują. Nie ma złej pogody i dobrej pogody. Nie ma dobrego małżeństwa i złego. Każdy dzień jest dobry, raz na to, innym razem na coś innego. A czasem jest dobry tylko na spanie, bo jesteśmy chorzy i brak nam sił, jak mi ostatnio. Choroba też nie jest ani dobra, ani zła. Po prostu jest i tyle. Pojęcie dobra i zła jest sądem, zgodnie z którym postrzegamy świat. Jest złudzeniem, które może bardzo szybko minąć i się zmienić. Bo świat nie jest ani dobry, ani zły. My go tak widzimy. To tylko nasza percepcja. Chodzi o to, by umieć wyjść poza swoje osądy, poza pojęcia, poza dobro i zło.

Dziś jesteśmy, a jutro może nas nie być. Ciągle słyszymy, że ktoś umarł. I jeszcze zaakceptujmy fakt, że to jest naturalne.  Nie jest to łatwe. Ostatni strach o zdrowie mojej mamy również mnie wiele nauczył. Życie jest zbyt krótkie, by je tracić. Odkąd pamiętam miałam w sobie tę świadomość ulotności i śmierci. Już jako mała dziewczynka. Kiedyś, było to przyczyną strachu. Dziś jest przyczyną świadomości, którą każdego ranka budzę wraz z otwarciem oczu. Nie szukam ani radości, ani szczęścia. Staram się akceptować to, co mi los przynosi. To z kolei powoduje, że uśmiecham się sama do siebie z zupełnie błahych powodów. Pamiętam, jaką radość sprawił mi dźwięk hałasujących ptaszków, które usłyszałam po raz pierwszy, kiedy zaczęłam odzyskiwać słuch. Pamiętam tę niepewność czy to na pewno one, bo dźwięk był niewyraźny i nie wiedziałam skąd dochodzi. Moja radość była ogromna. Łzy mi popłynęły po twarzy. Stałam przy tych krzakach i patrzyłam na nie, wsłuchując się w ten nieczysty dźwięk, ale jakże ważny wtedy dla mnie. To był marzec, pierwsze oznaki wiosny, jak dziś, krzewy jeszcze bez liści. Popatrzyłam dziś na wróble dokazujące na mojej jabłoni i przypomniała mi się tamta chwila. Pamiętam, również w tym czasie, pierwszy odebrany telefon i radość, że słyszę. Nie rozumiem zbytnio, ale słyszę. Chłonęłam każdy najmniejszy dźwięk. Nauczyłam się uważności. Tak mi to zostało do dziś. Cieszę się, gdy ptaszki ćwierkają albo gdy mieszkające przy domu mazurki drą się na mnie wniebogłosy, kiedy pielę obok ich budki lęgowej. Gdy moja kotka zechce ze mną porozmawiać akurat wtedy, gdy śpiewam, paradując przed monitorem w tę i z powrotem, miaucząc przy tym, jakby chciała mnie przekrzyczeć. Widać mam muzykalną kotkę. 🙂 Taka radość z prostych rzeczy. Czasem tak prostych, że niezauważalnych. Być może zostanę uznana za dziwaka, ale milion złotych nie wywoła w mojej duszy takiej radości, jak ta prostota właśnie.

Kiedyś byłam pedantką, wkoło sprzątałam i to był dla mnie priorytet. Dzieci zwracały mi uwagę, ale ja tego nie widziałam i nie chciałam zmieniać. Poświęcałam czasem pół dnia na sprzątanie, nie znajdując ani chwili na samą siebie, swoje pasje. Nie umiałam sobie wybaczyć, że ktoś zobaczył bałagan, zanim zdążyłam go sprzątnąć. Żyłam dla innych, nie dla siebie. Mieszkając w szufladzie mogłam sobie pozwolić na taką pedanterię. Oduczyłam się tego, kiedy kupiłam dom. Pracy przybyło i obowiązków. Próbowałam na początku dawać radę ze wszystkim, ale robiło się to nierealne, szczególnie, że pedantką byłam tylko ja. Reszta domowników bałaganu nie dostrzegała (i nie dostrzega nadal), więc praca była syzyfowa. Zawsze cierpiałam na tym ja sama. Bywało, że sprzątałam do późna w nocy, po ciężkiej pracy w ogrodzie i padałam ze zmęczenia. Po co? Wtedy zrozumiałam, że to nie jest w życiu najważniejsze. To wcale nie jest ważne. Ład we własnym domu wcale nie oznaczał ładu w moim sercu. Dawał mi jakieś złudne poczucie, że tak jest. Czy mój dom musi wyglądać jak z żurnala? Co, jeśli nie? Czy być dobrą żoną oznacza idealną czystość i zawsze wszystko perfect na czas zrobione? Czemu media wciskają taki kit ludziom? Perfekcyjna Pani Domu powinna iść się leczyć; z oczekiwań innych ludzi i ciągłych prób uporania się z nimi, czy wreszcie z własnego niedowartościowania, próbując wciąż przekonywać siebie, bardziej niż innych, jaka to jestem idealna. Porządek wcale nie jest dobry. Nie jest też zły. Po prostu, czasem zamiast sprzątania ważniejsze są inne rzeczy. Trzeba umieć znaleźć gdzieś ten złoty środek. Czasem trzeba przymknąć oko na bałagan i wysłuchać problemu dziecka (każdego po kolei), pomóc mu w lekcji, a nawet choćby wypielić ogródek, bo akurat tego w tym momencie potrzebuję. Czasem zostawić bałagan i pójść spać, bo jestem chora. Czasem coś napisać, bo słowa tkwią niewypowiedziane i proszą się o wydostanie. Czasem rzucam wszystko i biorę mikrofon. Co z tego, że ktoś zobaczy stertę naczyń w zlewie i nie zamieciony salon? Mój dom nie jest idealny i obym nigdy do tego nie zaczęła dążyć. Sama też nie jestem idealna i być taką nie muszę. Ustawiłam sobie życiowe priorytety. Szkoda mi marnować czas. Każda chwila jest zbyt cenna, by żyć według schematu „ Co inni powiedzą”. Lubię porządek, ale nie jestem już przesadna w tej kwestii. Kiedy są sprawy ważniejsze, mogę w ogóle nie zwracać uwagi na bałagan. Mniejsza o to, czy ktoś mnie nazwie bałaganiarą. Teraz też piszę ten tekst, podczas gdy, bałagan czeka na swoją kolej. Kiedy wszyscy wychodzą z domu, do czasu powrotu mam czas dla siebie, który mogę dowolnie rozplanować. To jest czas dla mnie. Kiedy domownicy wracają, już go dla siebie nie znajdę. Ranek to czas na pracę przy komputerze. Później ruszam do sprzątania domu, który czasem wygląda, jakby to tornado przeszło, a nie czworo domowników. Reszta zajęć w dalszej kolejności. A co robię? Zawsze to, co lubię. Lubię lubić co robię i robić, co lubię. 🙂 Ot, co… Choć nie pracuję zawodowo, to nigdy się nie nudzę. Nawet wtedy, gdy z pozoru wydaje się, że nic nie robię. I choć nie mam swoich pieniędzy, jestem szczęśliwa. Szkoda mi życia, by robić coś tylko dla kasy. Życie jest tylko jedno i warto je przeżyć świadomie.

Dobro i zło jest tworem naszego umysłu. Nie ma dobrej i złej żony, tak jak nie ma dobrego i złego człowieka. Złe są tylko jego czyny, ale to też jest tylko nasze postrzeganie tego. Nikt przecież z Al Kaidy, Boko Haram czy innej organizacji, nie uważa, że źle postępuje. To jest uwarunkowane religią, kulturą i innymi czynnikami.

„Trzeba przede wszystkim zrozumieć, że we wszechświecie żaden stan nie jest dobry czy zły. Po prostu jest. Wiec przestań wydawać wartościujące sądy. Po drugie, wszelkie stany są tymczasowe. Nic nie jest wiecznie takie samo, nic nie pozostaje w bezruchu. To, na co się zmieni, zależy od ciebie.” – „Rozmowy z Bogiem” cz. 1.

Staram się żyć uważniej i świadomiej, wtedy czyjeś wady i nawet zalety przestają istnieć. Przytulasz się do tego człowieka i on po prostu jest. Uważniej i świadomiej – wtedy lepiej widać to, co jest ważne, ważniejsze lub całkowicie nieważne. Porozrzucane skarpetki męża czy zlew pełen niepozmywanych rzeczy, nabierają innego znaczenia. Już się nie denerwuję i nie próbuję nikogo zmieniać.

Zmieniam siebie. To jest jedyna możliwa transformacja.

Reklamy

3 Replies to “Poza dobrem i złem, czyli moje widzenie świata”

  1. Taka prawda… Jutro może nas już nie być, ale dziś jesteśmy i cieszymy się każdą chwilą, jakby była ostatnia. 🙂 Dziękuję, że jesteś, Alis.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s