W przeciwnym kierunku

Ostatnio mam takie wrażenie, że świat idzie do przodu a ja się cofam. Postęp technologiczny zdaje się być nie dla mnie. Nie dla mnie Facebook, Instagram czy inne portale społecznościowe. Nie dla mnie najnowsze telefony dotykowe czy inne gadżety. I nie dla mnie „bycie trendy”, cokolwiek to znaczy. 

Nie da się nie zauważyć, że na czasie jest dziś sprzedawanie własnej prywatności; na portalach, na blogach, wszędzie. Rezygnacja z Facebooka, jak i innych portali była moim świadomym wyborem. Przeszkadzał mi wszechobecny lans. Nie widzę żadnego sensu upubliczniania tam swojej prywatności. W jakim niby celu? Dla „lajków”? Żeby poczuć się dowartościowana każdym polubieniem? W nosie to mam. Kierunek, jaki świat obiera, mi osobiście nie odpowiada. Nie umiem dorównać mu kroku. Nie chcę tego nawet. Pójdę sobie własnym tempem i we własnym kierunku, choćby sama.

„Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach” – Zbigniew Herbert.

To jedna z najważniejszych myśli przewodnich, którymi kieruję się w życiu. Wyryłam ją w moim sercu, by nie zapomnieć. Długo zastanawiałam się nad tym tematem, nad ochroną własnej prywatności i nad kierunkiem, w jakim idzie większość. I wreszcie nad swoją odmiennością w tej kwestii. Te słowa Z. Herberta pomogły mi i w tym przypadku odnaleźć swój złoty środek. Odbijają się szerokim echem na każdym poziomie mojego życia, sięgają każdego jego aspektu. Bez obawy wstanę, kiedy wszyscy klęczą. Bez obawy pójdę w innym kierunku niż wszyscy, kiedy tak właśnie czuję, że powinnam zrobić.

Ostatnio mój małżonek, po przeczytaniu mojego bloga, proroczo zawyrokował, że nie będę miała wielkiego ruchu, ponieważ nie robię nic pod czytelnika. Wiem to już od pierwszej chwili jego powstania. Od pierwszego tekstu. Zamierzenie bowiem od samego początku było inne. Mój blog nie jest ukierunkowany na czytelnika. Nie ma charakteru komercyjnego. Nie jest stworzony ani pod publikę, ani by zyskać czyjąś przychylność. Cel jest jasny, ma mi pomóc układać i oswajać mój własny świat. Zobaczyć rzeczywistość taką, jaką jest w tej chwili. Ma pomóc zdystansować się do świata zewnętrznego. Wyrażenie swoich myśli pomaga mi w ich zrozumieniu. Przykro mi, jeśli kogoś zawiodę, ale nie piszę dla Was. Najpierw dla samej siebie, potem dla moich dzieci. Jeśli ktoś na tym skorzysta, to dobrze, jak nie, to nie.

Wielu internautów, blogerów upublicznia dziś dosłownie wszystko, zdjęcia, łącznie z danymi osobowymi. Pokazują swoje dzieci, współmałżonków, swoje życie, opisując je czasem dokładnie. Matki pokazują na blogach swoje maluchy, umieszczają ich zdjęcia. Teraz podobno modne stają się blogi o dzieciach, gdzie mamusie opisują w nim dosłownie wszystko. Takie dzieci praktycznie rosną pod okiem internautów. Mamusie opowiadają, kiedy zrobiło pierwszą kupę i inne szczegóły z jego życia. Dzieci kiedyś dorosną i tyle ludzi będzie o nich wiedzieć stanowczo za dużo. Czasem dowiemy się, kto kupił dom na kredyt lub za gotówkę, kto i gdzie był na wakacjach. Dowiemy się kogo na co stać, jaka jest sytuacja finansowa. Rozumiem, że taki jest ich wybór, że wiedzą co robią. Może dobrze na tym wychodzą. Może nie przeszkadza im życie po okiem „Wielkiego Brata”. Takie strony mają mnóstwo wejść, najwięcej komentarzy. Ruch sieciowy jest bardzo duży. Fajnie tak zapomnieć o swojej własnej rzeczywistości i przez chwilę żyć innym życiem. Nie jestem gotowa na ponoszenie takich kosztów, by zyskać czytelników. Nie czuję potrzeby, by w ogóle to robić. Od samego początku mój blog miał być jedynie platformą myśli i poglądów, nie opisem życia prywatnego. Ani mojego, ani tym bardziej cudzego. Staram się konsekwentnie tej zasady trzymać. Świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że tematyka ta nie przyciągnie wielu czytelników. Poza tym, nie jest lekka, łatwa i przyjemna. Bez mydlenia, bez słodzenia, bez wazeliny. Nie przyciągam ani kolorowymi zdjęciami, ani piękną i bogatą estetyką bloga. Podnosić mi własnej wartości również nie musicie. Staram się znaleźć jakiś kompromis, między tym, co konieczne, a tym, co dla mnie dobre. Nie pokażę Wam moich dzieci, nie pokażę męża, nie udostępnię żadnych informacji o nich, nie podpiszę się nazwiskiem. Chronię swoją prywatność jak tylko mogę i nie czuję się zwolniona z odpowiedzialności poprzez pisanie pod pseudonimem.

Sprzedawanie prywatności dziś jest w modzie. Być „trendy” to robić sobie „selfie”, pokazywać się na portalach, by świat o tobie nie zapomniał. Gwiazdy robią to za niemałe pieniądze, a większości pozostaje robić to za darmo. W jakim celu, to już nie wiem i chyba wcale nie chcę tego wiedzieć. Ta wiedza nie jest mi do życia potrzebna. Będę niemodna. Nie będę trendy. Nie dostosuję mojego bloga do istniejących formatów czy wizerunków, które przyciągają i mamią czytelnika. Wielu portali w ogóle nie znam i tak niech zostanie. Upubliczniając jakiekolwiek informacje w internecie zdaję sobie sprawę z tego, że rezygnuję z części swojej prywatności. Staram się jednak, by ta część była jak najmniejsza. Kocham pisać i zamierzam to robić, ale świadomie i na własnych zasadach. Odsłaniam Wam kawał mojej duszy, ale na tym zamierzam poprzestać. Co jeśli świat o mnie zapomni? Nic. Będę żyła jak dotąd. Zdaję sobie również sprawę z tego, że poddaję się w ten sposób pod osąd internautom. To jednak w żaden sposób nie motywuje mnie do tego, by przestać być sobą, a już na pewno, by dopasowywać się do utartych schematów czy pod to, co czytać wolą internauci.

Piszę z myślą o moich dzieciach. Z myślą o nich również posługuję się pseudonimem. Także z myślą o nich piszę o sobie i staram się nie poruszać drażliwych kwestii, które nie tylko mnie dotyczą. Jeśli kiedyś będą chciały przyznać się do mamy blogerki, to zrobią to i uzyskają moje pozwolenie. Póki co, nie chcę naruszać zwłaszcza ich prywatności. Nie wyobrażam sobie bowiem takiej sytuacji, że napiszę o sytuacjach z ich życia, których będą się wstydzić, gdy dorosną. Jak zareagują na to ich znajomi? Młodzi ludzie potrafią być okrutni. Może kiedyś będą pełnić ważne stanowisko, a wielu ludzi, będzie pamiętać, proces żegnania się z pieluchą.

Pamiętajmy, to co umieścimy w necie, na zawsze w nim zostanie.

Reklamy

One Reply to “W przeciwnym kierunku”

  1. „Bez obawy wstanę, kiedy wszyscy klęczą. Bez obawy pójdę w innym kierunku niż wszyscy, kiedy tak właśnie czuję, że powinnam zrobić” – i jak Cie nie kochać, Nitko? Ja też się dobiorę do Twoich tekstów bo ten dzisiejszy zarezonował. Tak trzymaj – my! Najlepszego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s