Święta bez Kevina

Od dawna już czas przedświąteczny zaczyna się w listopadzie. W sklepach pojawiają się upominki i asortyment typowo świąteczny. Ozdobione ulice, szał zakupów, reklamy świąteczne, wszechobecna komercja i hollywoodzkie produkcje świąteczne puszczane w telewizji. Magia świąt?

Nie wszyscy są zachwyceni takim stanem rzeczy. Niektórzy już pod koniec listopada mają dość świąt, które notabene jeszcze się nie zaczęły. Nie każdy chce oglądać co roku Kevina lub inne produkcje stricte świąteczne. Niektórych cała ta magia zwyczajnie przytłacza. Nie dołączę do tych, którzy zachwycają się ozdobami dla domu czy na choinkę. Nie czekam niecierpliwie na ten czas. Pozwalam ubierać choinkę dzieciom, jeśli bardzo proszą. Nie ukrywam jednak przed nimi, że nie podzielam z nimi tego zachwytu, jak i całej sztuczności w świętach. Poza tym, żal mi tych ścinanych bezsensownie drzewek, a z drugiej strony sztucznych nienawidzę. Tak samo jak nie lubię ozdabiania ciała; pierścionków, wisiorków, malowania oczu itp., tak nie lubię również ozdabiania domu. Chyba, że te są kwiatami w doniczce. Życzliwość wolę propagować na co dzień, nie tylko od święta. Ze sprzątaniem jest podobnie, robię to, kiedy jest brudno. O życzeniach już pisałam w innym świątecznym poście. Jestem zdania, by okazywać sobie miłość, szacunek i pamięć w drobiazgach życia codziennego. Święta nie są mi wcale potrzebne do tego, by odezwać się do kogoś i zapewnić o mojej pamięci. Może nie robię tego często i codziennie, ale staram się robić to regularnie. Wiem kto mi dobrze życzy, nie musi mnie zapewniać o tym akurat w ten dzień. Może zrobić to innego dnia, popijając poranną kawę w letni poranek choćby. I te słowa od serca będą mi droższe niż wierszyk gdzieś znaleziony. Cisza w telefonie nie będzie dla mnie bolesna.

W tym roku moje dzieci poprosiły, by nie kupować im prezentów. Wybrały pieniądze, by móc kupić sobie to, czego naprawdę potrzebują i co sami wybrali. Dzieci poinformowały nas, czego potrzebują i chcą sobie na to uzbierać samodzielnie. Rezygnują z niespodzianek. Cieszę się, że dziś już patrzą inaczej na kwestię prezentów, jak również biorą pod uwagę możliwości finansowe. Przemyślały sprawę i same dokonały wyboru. Jeśli chodzi o prezenty dla nas, nie mamy z mężem jakiegoś ciśnienia w tej kwestii. Jeżeli dysponujemy wolną gotówką to myślimy co nam jest potrzebne i kupujemy sobie jakąś wspólną, ustaloną rzecz. Szkoda pieniędzy na nietrafione prezenty. Czasem jednak nie kupujemy sobie nic, bo finanse na to nie pozwalają. Odrabiamy zaległości, kiedy się znajdują, proste. W tym roku chcielibyśmy sprawić sobie wreszcie fotel do biurka. Siedzenie przy komputerze na zwykłym krześle przypłacamy bólem pleców. Kiedyś lubiłam biegać po sklepach i szukać prezentów, dziś jednak w ogóle mnie to nie bawi, a w szczególności tłok, jaki temu towarzyszy. Nastrój świąt również mnie nie pociąga, ale dzielę się z rodziną opłatkiem czy jajkiem na Wielkanoc tylko dlatego, by uszanować najbliższych i nie urazić nikogo, choć dla nas ten rytuał jest kompletnie bez znaczenia. Nie wymaga jednak żadnego wysiłku, więc czemu mam się uchylać od zrobienia komuś przyjemności. Jajka lubię, a opłatek cóż, smakiem nie powala i kompletnie obojętny jest dla mego podniebienia.

To, co w świętach lubię, to czas wolny. Często Wigilię spędzamy we własnym gronie w domu, rodzinkę odwiedzając w jakiś inny dzień, ponieważ dla męża to normalny dzień pracy. Staram się ani nie przejeździć tego czasu od rodzinki do rodzinki, ani nie przesiedzieć za stołem. Odwiedziny jednego dnia, a reszta czasu w domu, z książką choćby. Menu ustala nam nasz żołądek (i fundusze w portfelu), gotujemy to, na co mamy ochotę, nie zważając na obowiązujący innych post. Przesada również w kuchni nie jest mile widziana. Nie ma żadnych Wigilijnych 12 potraw, których w większości nikt by nie zjadł. Sama nie przepadam za tymi potrawami, z wyjątkiem pierogów jedynie. Nie lubię zupy grzybowej, nie lubię karpia, kapusty z grochem i wielu innych wigilijnych potraw. Najstarsza córa lubi gotować, więc ten wolny czas jest dla niej, a ja bardzo lubię jej kuchnię. W naszej wsi ten czas nie różni się niczym od innych zwykłych dni, ponieważ u nas święta przypadają znacznie później, tak samo jak Nowy Rok. Nigdzie nie widać i nie czuć tej sztucznej atmosfery, żadnej komercji. Ot, cisza i spokój zwykłego zimowego dnia. Bez widocznego w innych miejscach kraju przepychu światła; bez bogato ozdobionych domów na zewnątrz, bez licznych światełek zawieszanych wszędzie, gdzie się da na podwórku. Dni, jak co dzień… W prawosławne święta, również nie widać u nas zbędnego przepychu. Krajobraz zbytnio się nie zmienia. Zmienia się tylko ilość aut na podwórkach i odświętne stroje naszych sąsiadów.

To właśnie lubię w tym miejscu, tę ciszę i spokój, brak wszędzie zauważalnego nadmiaru wszystkiego, tej sztuczności. Zamiast choinki wystarczyłaby mi świeczka zapachowa, zapalana wieczorami. Ten nastrój, jaki stwarza jest wyjątkowy, niepowtarzalny i delikatny. Bez przesady, bez przepychu, którego tak nie znoszę. Bez magii, z całą realnością życia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s