Ciemna jak noc

Walka
„Nie daj się wciągnąć w sidła rozróżniania między „dobrym” a „złym”, gdyż w ten sposób wywołujesz w sobie walkę. Jeśli pojawi się w tobie jakaś pozytywna myśl, zauważ ją: »Pozytywna myśl pojawiła się we mnie«. I gdy powstanie negatywna myśl, również ją uznaj: »Negatywna myśl pojawiła się we mnie«. Nie zajmuj się nią dłużej, ale też nie próbuj pozbyć się jej, bez względu na to, jak bardzo jej nie lubisz. Wystarczy uznać, że ona jest. Jeżeli oddalisz się, to musisz wiedzieć, że się oddaliłeś, a jeżeli zostałeś, to bądź świadom, że ciągle tu jesteś. Na tym poziomie świadomości niczego już nie będziesz musiał się bać” – Thich Nhat Hanh „Cud uważności”.
Słowa te stanowią moją jakby swoistą bazę wyjściową, podstawę funkcjonowania. Z pozoru wydają się tak proste, jednak życie nauczyło mnie, że to najprostsze może być czasem najtrudniejsze.


Przychodzi bowiem lekcja tak trudna, że jest nie do zniesienia, a życie jakby dodatkowo wciąż dokłada nowych problemów, nie czekając aż poprzednie się skończą. Wszystkie lekcje, które dotąd były wydają się być niczym, w porównaniu do tej. Ból, który się czuje jest niewyobrażalny. Czujesz, że toniesz, jakby coś Cię w dół ciągnęło. Masz wrażenie, że nigdy się nie skończy. Walczysz ze sobą.

W tym momencie w mojej głowie pojawia się obraz z dzieciństwa, mianowicie sytuacja, kiedy autentycznie zaczęłam się topić. Byłam małą dziewczynką. Dokładnie pamiętam ten obraz, jak nie mogłam nabrać powietrza, jak coś mnie ciągnęło w dół. Stoi mi to przed oczami, jakby wydarzyło się przed chwilą. Czasem mam wrażenie, że wciąż tam jestem. Nie mogłam uzmysłowić sobie, skąd we mnie, od tak młodych lat, ta świadomość śmierci. Małe dzieci zwykle o tym nie myślą, a ja zawsze byłam boleśnie jej świadoma. Zawsze zazdrościłam innym tej beztroski, poczucia bezczasu. Zepchnęłam ten epizod gdzieś głęboko w podświadomość, jako mało znaczącą sytuację. Tymczasem mogło być zupełnie inaczej. Najbardziej utkwiła mi w pamięci reakcja mojego ojca. Zamiast ucieszyć się, że ktoś mnie odratował, on na mnie nakrzyczał. Dziś ta sytuacja do mnie wróciła i próbuje mi coś powiedzieć o mnie samej. Myślałam, że przeszłość już jest definitywnie za mną, że jest przepracowana. Myliłam się. Tym razem jednak przepracowuję ją sama, co jest już sporym wyzwaniem i dużym utrudnieniem. Ciężko jest samemu przez to przechodzić i jeśli tylko mamy możliwość uzyskania wsparcia, skorzystajmy z niej, w szczególności, gdy brak nam doświadczenia.

„W tej chwili to jest to, co czujesz. Nic nie możesz z tym zrobić, bo to jest to, co odczuwasz właśnie w tym momencie. Czy teraz, zamiast pragnienia, by ta chwila była inna niż jest, co tylko przydaje więcej bólu niż już czujesz, mogłabyś całkowicie przyjąć to, czym wypełniony jest ten moment”? – E. Tolle.

Potrafisz?

Czy ja potrafię?

Kiedy ból jest już nie do wytrzymania, kiedy przekroczymy nasze własne ograniczenia, wtedy coś w nas pęka. Każdy różnie  to przeżywa i na różne sposoby próbuje wykrzyczeć z siebie ten ból. Fantastycznie jest mieć wtedy obok siebie człowieka, który wie, że rozpadasz się na kawałki, pękasz i musisz to przeżyć. Kogoś, kto rozumie twój gniew, złość, rzucanie talerzami czy inne niecodzienne zachowania.

Kiedy leżysz taki rozpęknięty na miliony kawałków, w poczuciu beznadziejności i bezradności, mając wrażenie, że świat się dla ciebie właśnie kończy, właśnie wtedy on się naprawdę kończy. To jest koniec. Wtedy odpadają nasze skorupy czy warstwy jak z cebuli. Zaczynamy odradzać się na nowo.

To są te najtrudniejsze w życiu lekcje. Przeszłam ich już kilka i wiem, że są początkiem i końcem zarazem. W miarę zaawansowania ucznia lekcje są jednak trudniejsze i mam wrażenie czasem, że nie dam rady. Jednak po każdej takiej lekcji, po znalezieniu się na samym dnie, pojawia się poddanie. Opadamy zmęczeni, wyczerpani. Dajemy się ponieść tej sile, która nas ciągnie w dół, bo własnej nam już brakuje. To jest właśnie początek… Rodzimy się na nowo i wciąż na nowo, bardziej świadomi, dojrzalsi.

Nie miejmy sobie za złe, że nie potrafiliśmy od razu poradzić sobie z sytuacją. Jaki jest sens dawania Prawa Jazdy, bez chodzenia na kursy i nauki jeżdżenia? To jest niemożliwe. Taka jest kolej rzeczy i to też musimy zaakceptować. Każdy mistrz czy nauczyciel kiedyś przechodził przez to samo. Nie myślmy o sobie źle. Nie jesteśmy neurotykami, ludźmi z zaburzeniami (co czasem jest ludziom wmawiane), lecz uczniami, którzy muszą odrobić swoje lekcje. Niektóre lekcje są po prostu bardzo trudne. Im trudniej natomiast nam coś przychodzi, tym więcej pojmiemy z tej lekcji.

„Nie stajemy się oświeceni wyobrażając sobie światło, lecz czyniąc ciemność świadomą” – C. G. Jung.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s