W głębię duszy z sobą ruszyć

Każdy z nas czasem potrzebuje wyciszenia i uporządkowania w sobie pewnych rzeczy. Niektórzy sięgają dalej i mają potrzebę życia tą ciszą i nieustanną medytacją.

Chęć ta, by w głębię ruszyć pojawiała się u mnie coraz częściej. Nie była to wprawdzie żadna jesienna depresja, nawet nie wiem czy w ogóle nazwałabym to smutkiem. Ot, taki dziwny nastrój, który tyle samo miał wspólnego z radością, co i ze smutkiem. W tej chwili nie odstępuje mnie na krok. Chcę tym żyć. Tą ciszą, jaka się pojawia. Kiedy choć raz poczujesz ten stan, nie chcesz go utracić.  Robiłam więc wszystko co w mojej mocy, by wracał jak najczęściej. To jest lek na moją duszę.

„Medytacja jest działaniem ciszy. W medytacji cały umysł pogrążony jest w ciszy. Koncentracja wymaga wycofania całej energii i skupienia jej na pewnym punkcie, lecz obiekt uwagi jest z góry ustalony i na nim skupiona zostaje cała energia. Nazywa się to mylnie medytacją. Jest to koncentracja, lecz nie ma to zupełnie nic wspólnego z medytacją. Medytacja jest możliwa bez oderwania. Medytacja jest możliwa w ruchu, w działaniu, medytacja to wszechogarniająca uwaga. Medytacja jest działaniem ciszy, lecz nie ciszy statycznej. Nie ciszy w znaczeniu negatywnym, będącej brakiem aktywności. To wcale nie jest ciszą. Nie wystarczy zamilknąć, aby była cisza. Cisza jest siłą twórczą o ogromnym potencjale, jest siłą niezwykle dynamiczną. Tak wiec medytacja oznacza nowe podejście do życia, kiedy to równocześnie obserwujemy obiektywny bodziec, nasze reakcje i przyczyny, które te reakcje wywołują, bez utożsamienia się z czymkolwiek. Obserwowanie psychiki i umysłu będzie początkiem medytacji. Poznanie subtelnego i bliskiego związku, jaki istnieje między ciałem a umysłem, jest medytacją. Nie wiedzy o sobie, nie gromadzenie teorii, nie zbieranie doświadczeń innych ludzi, lecz obserwowanie siebie w każdej chwili” – Vimala Thakar.

Ograniczyłam moje kontakty z wirtualnym światem. Żyję najprościej jak tylko mogę i nieustannie obserwuję siebie w każdej chwili. Podczas pracy  w domu i w ogrodzie. W ruchu i bezruchu. Najbardziej lubię rozmawiać ze sobą właśnie tu. Unikam wszelkich zewnętrznych bodźców, jakie mogą mi w tym przeszkadzać. Staram się wchodzić w rzeczywistość, ale moją własną, nie innych.

Ajahn Chah– leśny mnich i bardzo mądry człowiek, zapytany kiedyś o polecane książki na temat buddyzmu odpowiedział ponoć, że jest „tylko jedna” wskazując swoje serce. I ja tę księgę studiuję. Zgadzam się z nim całkowicie. Wbrew pozorom nie jest to jednak łatwa nauka, a i czytać w tej księdze też wcale nie łatwo dla kogoś, kto nie jest dostatecznie wprawiony. Trzeba być niezwykle uważnym, by odczytać wszystko jak należy. Z tego powodu ograniczam wszelkie bodźce napływające z zewnątrz. Moim marzeniem jest, by jak najmniej korzystać z internetu, bo życie bez telewizora mam opanowane. Tylko w pilnych sprawach; napisać tekst, wyszukać ważne informacje. By pozbyć się tego uzależnienia. Nie czytać, co złego znów Putin nawyprawiał i kiedy zacznie się wojna światowa, kogo zabili, gdzie umarło dziecko, kto zachorował. By nie żyć życiem innych a tylko wyłącznie własnym. Tak jest zdrowiej dla nas samych.

Smutki, które każdego z nas czasami dopadają nie są ani czymś złym, ani dobrym. Mnie także dopadają. Najważniejsze to jednak nie dorzucać drew do ogniska i wyciszyć umysł. Czasem jest to bardzo trudne. Czasem wydaje się niemożliwe wręcz. Wtedy z pomocą przychodzą mi nauki Eckharta Tolle’a o akceptacji każdej sytuacji i poddaniu. To wszystko na początku jest sporym wysiłkiem. Z czasem staje się coraz łatwiejsze. Dla niektórych jest tak proste i nawykowe jak oddychanie, ale to już wyższa szkoła jazdy. Dla mnie najlepsza metoda to ta, o której tu dziś piszę. Bo wgląd w siebie nie oznacza czegoś negatywnego. Jest to zgodne z moją naturą introwertyka. Stawić czoło lękom własnej duszy to jest najtrudniejsza praca i dla mnie najlepsza metoda, ale każdy ma swoją. Najważniejsze przecież, by działała.

Niektórzy być może odbierają mnie jako niezbyt przyjacielską, bo nie udzielam się towarzysko. Nie obawiam się tego, co sobie inni o mnie pomyślą. Może będę dla innych nieciekawą osobą, mrukowatym gburem. To nie jest ważne. Nie Waszym zadaniem jest mnie lubić a moim. Poza tym, karty w najważniejszej dla mnie księdze mówią, że to jest moja droga. Lubię siebie, jakkolwiek mnie ktoś nazwie. Dobrze mi ze sobą. Z uwagi na to, że jedyną rzeczą nad którą mogę panować jest aktualna myśl, staram się więc, by nie była moim najgorszym wrogiem. A to jest czasem bardzo trudna praca.

Patrzeć i słuchać, nic więcej. Tak proste i trudne zarazem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s