Lekcje, nie trudności…

„Najlepszym wyznacznikiem poziomu świadomości jest to, jak sobie radzisz z życiowymi trudnościami. Kogoś, kto i tak był już nieświadomy, wpędzają one w tym głębszą nieświadomość, natomiast osobie i bez tego świadomej pomagają świadomość wyostrzyć. Dzięki przeszkodzie możesz się przebudzić, ale możesz też pozwolić, żeby cię jeszcze głębiej uśpiła” – E. Tolle

Odkąd zetknęłam się z Buddyzmem, staram się zamieniać słowo „trudności” na lekcje. Znacznie łatwiej mi je wtedy pokonywać, wiedząc, że są one okazją do rozwoju.

Moją ostatnią lekcją, jaką niedawno przerabiałam, były zawirowania na pewnym forum ogrodniczym, gdzie miałam swój wątek. Ktoś może powie, że to błahostki, ale i z nich czasem można wyciągnąć dobre wnioski. Nie będę wdawać się w szczegóły i powody tych zawirowań, ale wątek swój zamknęłam. Ostatnie rozmyślania nad nim w poprzednich wpisach doczekały się rozwiązania i to praktycznie z moim niewielkim, praktycznie zerowym udziałem. Można powiedzieć, że sytuacja rozwiązała się sama, a pomogły mi w tym inne osoby. Decyzja była prosta. Intuicyjnie poszłam za tamtymi osobami i w innym forum otworzyłam swój wątek.

Najważniejsza jednak dla mnie w tym wszystkim była atmosfera, jaka towarzyszyła zamknięciu licznych wątków i całej tej aferze. Otwarcie ich w innym miejscu, było jak przejście za linię wroga. Nawet mi się oberwało. Zostałam posądzona o to, że przeszłam na inny portal, zapewne z powodu popularności, której nie udało mi się zrealizować w poprzednim miejscu. Znów dostałam po uszach od osoby, którą zdążyłam polubić. Dowiedziałam się, że aby wątek był popularny, to musi żyć. Trzeba też wklejać często zdjęcia. Jak nic się nie dzieje, to i nikt nie zagląda. Stwierdziła fakt niezaprzeczalny. Nie mam aparatu, więc wklejam zdjęcia kiedy mogę. Nie mam zamiaru poświęcać całego dnia na wirtualne życie, to kolejny fakt. Żyć mam ja, nie mój wątek. Realnie a nie wirtualnie. Świat wirtualny jest jedynie małym dodatkiem, nie najważniejszym w życiu. Najciekawsze dla mnie było to, co przeczytałam potem. Dowiedziałam się między innymi, że kluczem do sukcesu na tym forum jest „pielęgnowanie znajomości”, polegające ni mniej, ni więcej jak na wpisie za wpis, komentarzu za komentarz. Odwiedzasz? To będziesz odwiedzony. Jak nie zaprosisz, to rezygnujemy ze znajomości z Tobą. Rozumiem, że odwiedzając kogoś w realu wypada zaprosić do siebie i całą tą kurtuazję. Nie zerwę jednak z nikim znajomości tylko dlatego, że mnie nie zaprasza do siebie. Różne są sytuacje życiowe. Wchodzę tam, gdzie interesuje mnie tematyka i gdzie mogę wynieść coś dla siebie. Nie oczekuję od kogoś, że po moich odwiedzinach i on mnie odwiedzi. Nie oczekuję zaproszeń. Komentarz za komentarz? Spotkanie za spotkanie? To jest nie fair dla mnie. Nie oczekuję niczego od nikogo. Nie potrafię tego ani zrozumieć, ani się do tego dostosować. Mam też czasem wrażenie, że dla niektórych świat wirtualny jest bardziej realny od samego realu i czasem się gubią w tym wszystkim.

Obserwowałam to wszystko już od samych początków bycia na tym forum i bardzo mi się to nie podobało. Nie rozumiem także wszelkich pretensji podczas zamykania wątków. Nie przypominam sobie, abym przy zakładaniu konta podpisywała umowę lojalnościową. Czy trzeba się tłumaczyć przy zamykaniu wątku, po co, z jakich powodów ktoś to czyni? Skąd te pretensje, jeśli ktoś tego nie zrobił? Czy ja muszę wiedzieć dlaczego ta lub owa zamknęła swój watek? Nie muszę i myślę, że jakoś przeżyje bez tej wiedzy, nie umrę z ciekawości. Nie trzeba się tłumaczyć. Wielu jeszcze innych konwenansów nie potrafię zrozumieć. Może jestem niedzisiejsza. Byłam w szoku na początku, owszem, trochę rozbita. Nie wiedziałam co się dzieje i co to za afera, że ludzie, których lubiłam czytać po kolei opuszczali swoje wątki. Nie musiałam się długo namyślać, bo nie miałam nic do stracenia. Na popularności nigdy mi nie zależało. Byłam tam dla roślin, dla ogrodu, dla inspiracji, a tego nie straciłam. Dalej czytam o ogrodach, nadal szukam inspiracji. Nadal czytam wątki, które lubię i wpisuję się bez względu na to czy ktoś zagląda do mnie, czy nie. Mów tylko wtedy, kiedy masz coś do powiedzenia – i tyle w temacie.

Pojawiają się także takie dylematy typu: „Jak dam radę teraz bywać na dwóch czy trzech forach, wpisywać się tu i tam i znaleźć czas na wszystko?”. Otóż, to są dylematy każdego z nas. Każdy z nas stoi przed  niekończącymi się wyborami. Każdy wybiera według własnych ustalonych priorytetów.  Dla mnie dom i rodzina jest najważniejsza, dlatego wybrałam swoje życie. Nie mam zamiaru ciągnąć dziesięciu srok za ogon, ryzykować, że wszystkie mi się wymkną i narzekać, że nie wyrabiam, bo mam za dużo na głowie.  Cieszę się, że przeskoczenie z jednego forum na drugie nie zmusza mnie do pokonywania kilometrów, a mogę robić to nie wychodząc z fotela. Jeśli będę miała czas, napiszę tu czy tam. Jeśli nie, to nic się nie stanie. Nie ma przymusu. Piszę, kiedy chcę i kiedy mam o czym. Czytam, kiedy mam czas. Komentuję, kiedy również mam na to czas i przede wszystkim, kiedy mam coś do powiedzenia.  Jak czasu brak, to nie robię na forum nic i świat się nie wali. Ludzie nie muszą mnie lubić – to jest dla mnie bez znaczenia. Ludzie, którzy dąsają się za nie pisanie, nie odwiedzanie, nie zapraszanie czy brak komentarzy i z tego powodu w odwecie nie zaglądają na nasze wątki, nie powinni wpływać na stan naszych emocji. Nie znoszę takich sytuacji, kiedy ktoś wywiera na mnie presję i informuje o czymś, co i tak wiem, jeśli nie dostosuję się do istniejących, choć nie pisanych zasad. Popularność mnie nie interesuje. Cenie sobie wolność i nie dam się wpisać w żadne schematy, reguły czy zasady. Konformizm jest mi obcy, dlatego postąpiłam tak, a nie inaczej. Według niektórych ujęć odejście od konformizmu oznacza społeczną dewiację. Niech będzie, że jestem dewiantką. 😉

Czego mnie nauczyły ostatnie lekcje? Dowiedziałam się wiele o sobie, a to najcenniejsza lekcja. Przede wszystkim, poszłam o krok dalej, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie; jak zintegrować swoją introwertyczną naturę z innymi ludźmi, z których każdy jest inny, nie tracąc przy tym siebie samej. Jak wierzyć w siebie, ufać sobie i nie tracić zdrowego dystansu, zarówno w stosunku do siebie, jak i innych. Podczas emocjonalnych rozgrywek, obserwowałam czy sama przypadkiem ich nie stosowałam. Uczyłam się, jak nie wydawać sądów, ocen, tylko obserwować siebie i swoje emocje. Ujrzałam, ile pracy jeszcze przede mną i jak niedoskonałą istotą jestem. Co najważniejsze, zobaczyłam, że w pełni akceptuję swoją niedoskonałość. Obserwowałam siebie, nie innych. Patrzyłam jaka ja jestem, nie inni. Po pierwszym szoku przyszło opamiętanie i powrót na właściwą ścieżkę. To już sukces.

Najważniejszą jednak życiową nauką dla mnie jest nie dać się ani zagłaskać, ani zdołować. Nie pozwalać, by ktoś wciskając guzik „w górę” lub „w dół” zabierał mnie ze sobą. Nie pozwolić, by zabrał mnie ktoś do złotej klatki pochwał czy tej ciemnej, krytycznej, bo wtedy zgadzam się na więzienie i poddanie kontroli.

Nie żyję po to, by spełniać ludzkie oczekiwania. Nie muszę pasować do ogólnie panujących kanonów; mody, urody, zachowania, zasad czy panujących nastrojów.

Anthony de Mello wciąż uczy mnie, że to ja sama mam się zmieniać, nie ktoś inny. Staram się pamiętać o tym, podczas każdej życiowej lekcji.

Advertisements

3 Replies to “Lekcje, nie trudności…”

  1. Podpisuję się pod tekstem obiema rękami.Mieć odwagę bycia sobą wśród ludzi odmiennych od nas to często wielkie wyzwanie… Jako „osoba z innej planety” wiem o tym najlepiej ;)Z perspektywy czasu stwierdzam, że chęć przypodobania się innym zawsze prowadzi na manowce. Prawdziwym szczęściem jest podążanie swoją drogą a nie oglądanie się na innych i szukanie uznania i poklasku. Komu i do czego to właściwie jest potrzebne ?

  2. Oj, Niteczko bardzo ciekawie i mądrze piszesz. Zazdroszczę Ci takiego zdecydowania i dążenia w obranym kierunku. Bo ja czasami jak zaczynam słuchać siebie to się zastanawiam czy czasem nie jestem ze zbyt odległej planety 😉 Pozdrawiam serdecznie.

  3. Widzisz, nasze odczucia są więc bardzo podobne. Ostatnio coraz bardziej mam takie wrażenie, że jestem z innej planety, innego świata lub co najmniej innego wieku. Pomimo to, słucham siebie i wiem, że to właściwe postępowanie. Troszkę nie pasuję do dzisiejszych czasów, ale to nic nie szkodzi. 🙂

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s