O tym, że słowo słowu być może nierówne

„Niebiańską przepowiednię” James’a Radfield’a przeczytałam jednym tchem. Wcześniej wpadła mi w ręce „Opowieść o drodze do siebie” – Aliny Zagulskiej. Tej już nie dokończyłam.

O ile w pierwszej wymienionej książce potrafiłam się odnaleźć, ze względu na wiele psychologicznych i bardzo prostych schematów, o których wiem. Potrzeba było jedynie uświadomić sobie to wszystko i poskładać w całość. O tyle druga książka była tak przesiąknięta magią, że odrzuciłam te treści już po przeczytaniu połowy. Coś, co sieje zamęt nie może być dobrą treścią. To nie jest moje „tu  teraz”. To nie jest moja droga. Wiedziałam to już po pierwszych kilku wersach. Zawsze z dystansem podchodzę do wszystkiego w życiu i to mi pomaga w wyborach. Kilka chwil medytacji, w stanie „bezumysłu” wystarczy, by się w pełni odnaleźć.

Chciałam dowiedzieć się więcej o tej energii, którą wyczuwam, ale wiedza Aliny Zagulskiej w niczym mi nie pomogła. Za to James Radfield poprowadził mnie w świat psychologii i mechanizmów, o których mówi także ta nauka.

Energia – jedno słowo a rozumieć ją można najwyraźniej na różne sposoby. Na pewno moja energia nie jest tożsama z tą, o której przeczytałam w tych książkach. Już mistrzowie buddyzmu Zen mówili o energii oraz Echart Tolle również pisał o energii, ale wielu treści wymienionych w książce p. Aliny nie jestem w stanie zaakceptować, choć i z niej wyniosę zawsze coś dobrego. Nie będę się wdawać w szczegóły, niech każdy sam spróbuje. Z Zen czerpię najwięcej i w nim czuję się najlepiej. Wprawdzie nie należę do żadnej buddyjskiej społeczności i raczej nie zamierzam. Nie odprawiam także żadnych ceremoniałów. Praktykuję po prostu siebie, mój własny Zen, jak czasem mawiam i z tym mi jest najlepiej. Bez względu na krytykę, jaką zapewne usłyszę, że to żaden Zen. Słuszną w sumie. Podobnie jak Eckhart Tolle staram się czerpać ze wszystkiego co mnie otacza, również z innych religii, ale osobiście religijna nie jestem i niech tak zostanie. Staram się po prostu pamiętać o pierwszej zasadzie mojego dekalogu:

„Nie przywiązuj się bałwochwalczo do żadnej doktryny, teorii czy ideologii. Wszystkie systemy teoretyczne są jedynie drogowskazami; żaden nie objawia prawdy absolutnej. Unikaj ciasnego myślenia. Ucz się nie przywiązywać do aktualnie wyznawanych poglądów, abyś mógł zachować otwartość wobec cudzego punktu widzenia. Prawda tkwi w życiu, nie w doktrynach. Bądź gotów uczyć się przez cale życie, stale obserwując rzeczywistość w sobie i otaczającym cię świecie.”

Wracając jednak do energii. Każdy z nas ją ma, to wiem i czuję. Tak nazywam to, co wyczuwam, ale być może nazwa ta nie jest właściwa, stąd moje zainteresowanie. Nie ma w tym żadnej magii, żadnej aury, ani niczego niewyjaśnionego. Jest bardzo wielka wrażliwość, intuicja, świadomość, obecność w „tu i teraz”, psychologia i troszkę obce mi – czego trochę mi wstyd – prawa fizyki. Wszystko pojmuję na poziomie innym niż słowa czy teorie naukowe, dlatego może nie wchodziły mi nigdy do głowy.

„Niebiańska przepowiednia” to bardzo mądra książka, jeśli z pełną świadomością się do niej podejdzie. Może jednak nieświadomą osobę wciągnąć w świat ezoteryki. To chyba nie jest książka dla wszystkich… Może zdziałać tyle dobrego, co i złego. Na pewno ją zapamiętam i wyniosę z niej wiele dobrych treści. Nie raz przytulę się do drzewa i będę ładować swoją energię. Nic tak nie wyostrza świadomości jak piękno otaczającej nas natury. Zagarnianie cudzej energii i nieświadome czasem manipulacje jakimi się posługujemy, to prawda, od wieków wpajana na psychologii. Wspomniane tam gry kontroli również znajdziemy w psychologii. Wiedza o nich jest bardzo przydatna. Wszystko zaczyna się jeszcze w dzieciństwie, na pewne schematy mają wpływ nasi rodzice. To też prawda. Dobrze jest być tego świadomym. Książka mówi nam o tym, że światu potrzebna jest zmiana myślenia i zgadzam się z tym całkowicie. Świat potrzebuje zmian, a ludziom brakuje świadomości. Nie zapomniałam jednak, iż jest to książka przygodowa i tak właśnie traktuję widzenie aur i inne elementy właściwe dla świata ezoteryki, a dla mnie jednakowoż obce.

Po przeczytaniu tej książki wiem również czym dla mnie jest muzyka. To też rodzaj piękna, który przenosi mnie w stan świadomości, stan „bezumysłu”. Z niej mogę również czerpać potrzebną energię, czego kiedyś nie doceniłam.

Podsumowując mój poprzedni wpis, wiem, że akceptacja jest zaledwie początkiem. Nad dalszą częścią również pracuję, tylko umysł czasem potrafi zafałszować i jak każdy, gubię się. Jestem tylko człowiekiem. Wiem jednak jak wrócić. 😉

Reklamy

2 Replies to “O tym, że słowo słowu być może nierówne”

  1. Po nitce do kłębka … i znalazłam Cię Nitko :)Jesteś mistrzynią znikania i pojawiania się w nowych wirtualnych miejscach.Cieszę się, że nie zniknęłaś zupełnie, bo akurat lubię czytać Twoje introwertyczne rozważania. Dobrze mieć świadomość, że tacy ludzie jak Ty istnieją, chociaż wiem, że nie jest łatwo się odnaleźć w świecie rządzonym głównie przez przebojowych ekstrawertyków…Jakoś damy sobie radę … Cicha woda brzegi rwie, jak wiadomo :)Buddyzm także sobie bardzo cenię, także za to, że nie uszczęśliwia nikogo na siłę swoją filozofią…

  2. Cieszę się więc , że mnie odnalazłaś Eleno. Jeśli dobrze się orientuję, Ty chyba również lubisz znikać na jakiś czas, więc pewnie mnie rozumiesz. 🙂 Cały czas jednak pamiętam o Tobie i zaglądam do Ciebie, choć nic nie piszę.Buddyzm cenię za to samo między innymi. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s