Lekcja akceptacji

Ponoć, jeśli coś przytrafia Ci się nadzwyczaj często, należy się temu przyjrzeć, bo jest to lekcja, której jeszcze się nie odrobiło.

Mały ptaszek umierający na moich rękach czy inne małe stworzonka, wobec których nigdy nie przechodzę obojętnie. Samochód rozrywający na kawałki innego ptaszka, który nie zdążył uciec, a jego części upadły tuż przed moim samochodem. Ciężka choroba, o której ciągle gdzieś słyszę. Bez różnicy czy w mojej rodzinie czy choroba osoby, której nie znam. Żabka, której nie zdążyłam zabrać z ulicy. Moje zdrowie, też niezwykle delikatne oraz lata błędów i zaniedbań, które zrobiły z moim organizmem swoje. Gdzie się nie rozejrzeć, wszędzie widać nieszczęścia, smutki, tragedie mniejsze lub większe.

Jaką to dla mnie oznacza lekcję?

Mam silnie rozwiniętą empatię. Bardzo łatwo jest mi postawić się na czyimś miejscu. Jestem osobą bardzo wrażliwą; pod każdym względem. Czy to fizycznym, czy duchowym. Moja wrażliwość pozwala mi dostrzegać rzeczy, na które wiele osób uwagi nie zwraca, takie malutkie szczegóły dla innych nie warte uwagi. Pomaga mi w tym intuicja, dzięki której czasem widzę właśnie to, czego nie dostrzegą oczy i nie usłyszą uszy. Odbieram czasem nawet bardzo delikatne sygnały, jakie płyną. Nie zawsze ułatwia to funkcjonowanie. Nie zawsze mam ochotę na to i wyłączam się. Zwyczajnie mnie męczy to, co do mnie dociera; nadmiar wyczuwanych emocji, brak równowagi, czyjeś rozbuchane Ego… Mam o wiele słabszą tolerancję na bodźce. Trzeba ogromnego wkładu pracy, by siebie utrzymać w równowadze, mając taką naturę. Czasem to bardzo wielki wysiłek. Jeszcze dużo pracy przede mną w tym zakresie.

Mieć taką osobowość, to czasem dar, a czasem zmora…

Czasem mam wrażenie jakbym była naznaczona. Tutaj kłania mi się moja buddyjska lekcja akceptacji, nawet tego, co nieakceptowalne. Tylko, o ile łatwiej mi się pogodzić ze swoją śmiercią, to czyjaś śmierć nie jest już taka łatwa. Nieważne czy chodzi o kota, ptaszka czy człowieka. Lekcje życiowej pokory wciąż wracają, a są to bardzo trudne lekcje. Coś, co żyje musi też umrzeć. Wszyscy to wiedzą, jednak nie zawsze potrafią zaakceptować ten fakt. To jedna z najtrudniejszych lekcji.

Praca z każdym problemem zaczyna się u mnie od akceptacji. Akceptacji tego nawet, co jest zbyt trudne. Zaakceptować  chwilę obecną taką, jaką jest oraz siebie taką, jaką jestem w chwili obecnej. Nawet, kiedy dopadają mnie smutki. Kiedy jestem wściekła, pozwalam sobie na bycie taką. Nie odbieram życia ani ludzkich emocji w kategoriach dobra i zła, bo są one tylko pojęciami; względnymi i zmiennymi. Jestem smutna, wściekła czy szczęśliwa i mam do tego prawo. Nie uważam tego za coś złego.

Uczucia i emocje nie są dobre ani złe. Po prostu są… Złe może być to, co my z nimi robimy.

Poddanie i akceptacja, to najefektywniejsze sposoby, które pozwalają mi uporać się z problemami, które mam, jak każdy człowiek. Każda próba wyparcia, walki z tym co jest, powoduje odwrotne skutki niż zamierzone i nasilanie się tego, czego chcemy się pozbyć. Nie warto udawać kogoś, kim się nie jest. Nie warto mówić sobie, że jest dobrze, kiedy jest źle i wmawiać sobie pozytywne uczucia, kiedy są nam obce. Nie warto przekonywać siebie do nieprawdy, ale zaakceptować rzeczywistość, czyli nawet te złe emocje. Zaakceptować, czyli poddać się, popłynąć z nurtem rzeki, zamiast walczyć. Uświadomić sobie swoje uczucia i zaakceptować je. To pierwszy krok do wyjścia. Walka i opór niczego nie zmienią, utrwalą tylko to, co jest.

Kiedy mam gorsze chwile, odrabiam swoje lekcje, które zawsze mi pomagają.

Puśćmy wolno to, czego się trzymamy. Nasze lęki, przekonania, uczucia i emocje. Nie zatrzymujmy niczego, niech płynie.

Reklamy

4 Replies to “Lekcja akceptacji”

  1. Krysiu, ujęłaś to w pigułce, a ja bym chętnie poczytała trochę więcej na ten temat. 😉 Jak coś masz to podsuń mi.Wiem, że jest to początek, bo ja jestem na początku tej drogi. Wiem też, że to właściwa droga i jestem pewna, że chcę nią iść dalej.

  2. Niteczko, akceptacja to dobry początek, ale tylko początek. Można pracować nad swoją empatią, a nawet zdolnościami telepatycznymi ( bo wydaje mi się, że je masz), najważniejsza jest jednak praca nad energiami. Żeby nieświadomie nie karmić potworów, różnych myślobytów, które nas osłabiają i żywią się naszą energią. Wiem, co mówię, bo jestem do Ciebie bardzo podobna. I widzę rezultaty, jakie daje mi świadoma praca nad swoimi zdolnościami i nad energią. Teraz już jej nie tracę niepotrzebnie, zachowuję empatię, ale umiem ją zablokować. A jeśli odblokuję, to ona mnie nie osłabia, nie męczy. Po co masz tracić Twoją piękną energię ?

  3. My mamy swoje namiary już od grudnia zeszłego roku 🙂 Blog zmienił nazwę, domenę oraz wygląd i widać mnie nie poznałaś, ale już się przypominam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s