Kosztowna prostota

sztuka-prostoty--dominique-loreau_okladkaKsiążka „Sztuka prostoty” Dominique Loreau jest konsekwencją poszukiwań idealnego stylu życia, zadawania sobie pytań przez wiele lat i  poszukiwań, które zakończyły się w Japonii.

Kiedy czytałam liczne recenzje tej książki byłam pod wielkim wrażeniem i pełna ogromnego apetytu na jej przeczytanie. Autorka we wstępie pisze o tym, iż fascynuje ją Zen. Tym bardziej rozbudziła moje nadzieje. Prostotę również staram się wcielać w życie. Wstęp więc obiecująco zapowiadał resztę książki.

Im dalej w tekst, tym bardziej byłam rozczarowana. Najwyraźniej inaczej niż autorka pojmuję prostotę i minimalizm.

W skrócie, książka jest o wprowadzaniu w codzienne życie sztuki prostoty. Minimalizm jeśli chodzi o ciało, umysł i otoczenie. Wszystko brzmi pięknie, znajomo i mądrze. Jednakże, zagłębiając się w szczegóły, gdybym miała zastosować się do rad autorki musiałabym w życiu postawić na pieniądz, czego absolutnie nie chcę. Autorka radzi ludziom, co każdy powinien mieć. Jakie najpotrzebniejsze rzeczy, powinnam mieć ja, jako kobieta. Byłam w lekkim szoku, ponieważ na taką prostotę niewiele osób będzie stać. Poza tym, poświęcanie większości swego czasu na zdobywanie, jakby nie było materialnych rzeczy mija się z celem, moim skromnym zdaniem. Przecież „nie szata zdobi człowieka”. Jej minimalizm to dla mnie szczyt wyrafinowania, w większości zbyteczność i nadmiar.  Ponoć „minimalizm drogo kosztuje”. Stroje? Wyłącznie najlepsze, bo „bycie dobrze ubraną daje spokój wewnętrzny i zapewnia szacunek”. Czyj szacunek? Czy on mi jest do szczęścia niezbędny? Spokój wewnętrzny natomiast nie ma nic wspólnego z ubraniem i tym czy masz coś na sobie, czy nie. Pieniądz? Ten „jest siłą, która kształtuje naszym życiem”. Każda kobieta musi mieć torebkę, koniecznie wysokiej jakości (a jakość to cena), z licznymi, oddzielnymi przegródkami na wiele różnych rzeczy. Obecność puderniczki bardzo mnie zaniepokoiła, ponieważ nigdy jej nie miałam i nawet nie używałam.

Osoba w makijażu wysyła fale pozytywnej energii. Nie bądź bierna.

Oczyszczanie skóry, makijaże, manikiur i inne zabiegi kosmetyczne to jest konieczność. Cóż za prostak ze mnie? – pomyślałam. W trakcie czytania wielokrotnie nasunęła mi się myśl, że może to ona żyje prostotą, a ja pomyliłam ją z prostactwem. Czy jeśli nie żyję według wskazań autorki, bo nie wydaje odpowiedniej ilości pieniędzy na siebie, to znaczy że moje życie nie jest proste? Jakie więc?
Powinnam zamienić moją łazienkę w  „mały instytut urody”. I co jeszcze?! Oj, ten minimalizm puści męża z torbami. To jednak zaledwie początek. Szczotka do ciała, koniecznie z sierści dzika, to absolutny must have. Gdybym codziennie poświęcała tyle czasu sobie samej, tym wszystkim zabiegom tam wymienionym, musiałabym nie mieć dzieci, męża i chyba żadnych obowiązków. Czysty surrealizm. Cisną mi się na język słowa piosenki Maryli Rodowicz: „Damą być, ach damą być”. O nie, nie zamierzam. Przyznam, że dawno się tak nie ubawiłam.

W książce znajdziemy także wiele dobrych treści, z którymi owszem, nawet się zgodzę, aczkolwiek dla mnie mało odkrywczych. Nie znalazłam w niej niczego, o czym bym nie wiedziała. Wiele typowych ogólników, o których możemy wszędzie przeczytać. Podkreśliłam jednak pewne zdanie, które zatrzymało moją uwagę na dłużej: Najważniejsze jest powstrzymanie przepływu myśli aż do momentu, gdy nowa energia zastąpi starą. To właśnie buddyzm nauczył mnie, że nie należy powstrzymywać myśli. Trzeba pozwolić im płynąć. Stać się obserwatorem. Pozwolić by myśl zaistniała, ponieważ tylko wtedy zniknie. Z myślami jest jak z rzeką, powstrzymywanie jej biegu niesie ze sobą zgubne skutki. Skąd więc u autorki taka rada, doprawdy nie wiem. Thich Nhat Hanh w książce „Cud uważności” uczy nas, że nie należy odpędzać myśli, a „po prostu przyjąć ich obecność”. Obserwacja (bez oceniania w kategoriach dobra lub zła), skupianie się na oddechu oraz nazwanie danej myśli czy uczucia sprawiają, że myśli przechodzą i odchodzą.

Osobiście nie widzę w tej książce żadnego związku z prostotą i minimalizmem. Pomimo, iż książka nie przypadła mi do gustu, wręcz bardzo zawiodła i nie mogę wystawić jej pozytywnej recenzji, polecę ją wszystkim, którzy jeszcze jej nie przeczytali. Nawet z takiej lektury można wynieść coś dla siebie. Warto również wyrobić swoje własne i może odmienne zdanie.

Reklamy

2 Replies to “Kosztowna prostota”

  1. Nitko, mimo że nieśmiało zachęcasz do przeczytania „Sztuki prostoty” to jednak się wstrzymam … Wystarczą mi zacytowane przez Ciebie wypowiedzi autorki, by stwierdzić, że książka nie jest jednak dla mnie.Nie ukrywam, że kilka miesięcy temu miałam w planach zakup książki i zamówiłam ją w miejskiej księgarni. Z nieznanych powodów zamówienie nie zostało zrealizowane. Teraz domyślam się dlaczego 🙂 Dziękuję Ci za recenzję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s