Co słychać?

Jakiś czas temu dostałam sms typu: „Co słychać?” Nie trzeba błyszczeć inteligencją, by zauważyć, że pytanie to stanowiło jedynie mało ważne tło. Najważniejszą część stanowił opis sytuacji co słychać po drugiej stronie. Czy można jednym sms-em odpisać na tak postawione pytanie? Najistotniejsze jest pytanie czy w ogóle druga strona jest zainteresowana odpowiedzią. Gdyby autentycznie była, zadzwoniłaby lub jeszcze lepiej, wysłałaby e-maila, co dla mnie jest najbardziej komfortowe ze względu na niedosłuch. W moim życiu wówczas również bardzo wiele się działo i nie sposób ująć tego w jednym zdaniu, a nawet w dwóch. Wtedy właśnie pojęłam, że wcale nie chodzi o mnie, a o zawirowania w życiu tejże osoby. Nie pierwszy już raz…


Kiedy ktoś w taki sposób pyta co słychać, w rzeczywistości jest najmniej zainteresowany odpowiedzią. Znacznie bardziej cenię ludzi, którzy bez zbędnych konwenansów przechodzą do sedna sprawy. Przyjęte normy stosuję jedynie wtedy, kiedy nie zmusza mnie to do działania wbrew sobie. W innych wypadkach zwyczajnie je odrzucam. Nie wypada? Nie powinieneś? Co ludzie pomyślą? Żyjemy w świecie zasad, przekonań narzucanych nam przez społeczeństwo. Większość poddaje się im, być może ze strachu przed odrzuceniem. Przecież w rozmowie nie należy zaczynać od siebie. W dobrym smaku jest zainteresowanie się najpierw współrozmówcą i stwarzanie pozorów, że interesuje nas co słychać po drugiej stronie. Wtedy tylko czekamy, ze zniecierpliwieniem, aż ta osoba skończy, co bardzo łatwo wyczuć.

Pytajmy o coś, kiedy nas to naprawdę interesuje. Nie udawajmy zainteresowania. Nie obawiajmy się zmieniać stereotypy i robić coś po swojemu, choćby trzeba było iść samemu pod prąd.

Przez lat kilkanaście ta osoba miała nade mną władzę. Byłam na każde skinienie, zawsze gotowa do pomocy. Słuchałam, wspierałam. Nie jestem jednak ślepą osobą i szybko zauważyłam, że to ja jestem jej przyjacielem. Nie mogłam nigdy tej sytuacji odwrócić. Tej osoby nigdy nie było w ważnych dla mnie momentach, ale zawsze odzywała się wtedy, gdy to ona czegoś potrzebowała. Całkowicie bezinteresowne sytuacje nie miały miejsca. Potrzebowałam jednak czasu, by uwolnić się od pewnego rodzaju uzależnienia i przestać dać się wykorzystywać. Może kiedyś ta osoba zrozumie, co straciła.

Bardzo często moi znajomi dzwonią i pytają co słychać. Niestety, przede mną nie da się ukryć tego oczekiwania, kiedy ja skończę, by móc zacząć mówić o sobie. Kiedyś było to dla mnie bardzo przykre. Przeżywałam to jako porażkę. Oczekiwałam, że będą zainteresowani tym, co u mnie się dzieje. Oni chcieli jednak być jedynie wysłuchani. Wysłuchać, poprzeć i najlepiej powiedzieć to, co wiem, że bardzo chcą usłyszeć. Ja natomiast również czasem tego wsparcia potrzebowałam, a nikogo wtedy nie było. Bardzo mnie to kiedyś denerwowało, dziś jednak wiele się zmieniło. Nie czuję potrzeby zwierzania się komuś. Nie karmię się złudzeniami co do drugiego człowieka, ponieważ niczego od nikogo nie oczekuję. Nie mam pretensji czy żalów. Nie szukam przyjaźni czy stałych, regularnych relacji. Wystarcza mi to, co mam. Życie samotnicze to dla mnie same korzyści. Uczę się sama pokonywać poszczególne stopnie trudności, nie mając pretensji do nikogo, że mi nie pomógł. Sama się wysłucham, sama się wesprę i poklepię po ramieniu. Nikt za mnie życia nie przeżyje i nikt za mnie nie umrze. Świadomość tej zależności od cudzego wsparcia jest pierwszym krokiem, by z tego uzależnienia wyjść. Kiedy uświadamiamy sobie nasz problem, on znika. Czasem szybciej, czasem wolniej, ale znika. Wtedy zauważamy, że nie potrzebujemy już potrzebować.

Wszędzie można przeczytać o tym, jak to piękną cechą jest umiejętność słuchania. Nawet się z tym zgadzam. Nie dajmy się jednak zwariować, jeśli z różnych przyczyn nie chcemy tego uczynić. To nic złego. Mamy do tego prawo. Nie powinniśmy czuć się z tym źle.

Kiedyś bardzo zabiegałam o drugiego człowieka, o wysłuchanie, wsparcie, itd. Dużo z siebie dawałam, zgodnie z zasadą, że dobro dane wraca. Otóż myliłam się. Byłam naiwna. Widziałam ludzi takimi, jakimi chciałam widzieć, nie jakimi byli. Postrzegałam ich z mojego punktu widzenia, nie jako obserwator. Dawałam wsparcie, by je otrzymać. Słuchałam, by być wysłuchana. Rzeczywistość niestety była inna. Brakowało mi tej pewności siebie i w oczach innych szukałam potwierdzenia własnej wartości. Kiedy źle się ze sobą czujemy, to tak, jakbyśmy próbowali nalać komuś z pustego garnka. Jak mogłam oczekiwać, że ktoś inny będzie cieszył się moim towarzystwem, jeśli ja sama nim się nie cieszyłam. Kiedy pokochamy i zaakceptujemy siebie, zaczniemy sami siebie słuchać. Spojrzymy w siebie i nie będziemy już potrzebować wsparcia, bo największe wsparcie możemy dać jedynie sami sobie. Wtedy każde inne będzie jedynie dodatkiem, za który podziękujemy, pozbywając się wszelkich żalów, jeśli go nie otrzymamy.

Często dajesz innym szansę tworzenia Twojego szczęścia i wielokrotnie się zdarza, że nie spełniają oni Twoich oczekiwań. Dlaczego? Dlatego że tylko jedna osoba jest odpowiedzialna za Twoją radość, Twoje szczęście – Ty sam. Zatem nawet Twój rodzic, Twoje dziecko, Twój współmałżonek – nie mają możliwości tworzenia Twojego szczęścia. Mają po prostu okazję udziału w Twoim szczęściu. Twoja radość jest w Tobie i zależy od Ciebie. 

LISA NICHOLS

Nie oczekujmy od innych niczego. Szanujmy siebie, kochajmy, akceptujmy. W pierwszej kolejności myślmy o sobie. Zadbajmy o to, by najpierw napełnić swój garnek, inaczej nie będziemy mieli się czym podzielić.

Advertisements

One Reply to “Co słychać?”

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s