Into the Wild

tumblr_lgmvcflYBx1qajbx2o1_500„Wszystko za życie” – film, który skłania do głębokiej refleksji. Po wnikliwym spojrzeniu w kadry, możemy odnaleźć tam niejedną własną historię. Przemierzane przez bohatera kilometry mogą być naszymi krokami w celu odnalezienia własnej życiowej drogi. Z tym filmem jest jak z książkami, których przeczytanie jeden raz jest niewystarczające. Wracamy do nich często i za każdym razem wynosimy z nich coś innego.

Jest to tragiczna historia oparta na faktach. Patrzymy na rzeczywistość oczami bardzo osobliwego człowieka – Chrisa McCandlessa, który zostawia świat pełen hipokryzji, zostawia Cywilizację, wyzwala się z objęć konformizmu mając tylko jeden cel w życiu. Alaska staje się, jak sądzi, jego drogą do wolności. Film jest psychologicznym obrazem człowieka, któremu nie wystarczy przeczytać czy usłyszeć, lecz musi wszystkiego doświadczyć, poczuć na własnej skórze. Zostawia rodziców, siostrę, całe swoje dotychczasowe życie i postanawia szukać szczęścia na Alasce, bez pieniędzy, bez ludzi, w samotności. Radykalne odcięcie się od świata, radykalne skupienie wyłącznie na sobie i swoich przeżyciach, radykalny idealizm. Idealistyczne marzenia zamiast drogą do wolności stają się drogą do samozagłady. Muzyka Eddie Veddera znakomicie dopełnia całości. Zakończenie nie jest bajką, nie będzie „żyli długo i szczęśliwie”.

Ta historia pozostawia po sobie wiele pytań, przynajmniej dla mnie. Jestem osobą, dla której doświadczenie odgrywa kluczową rolę w życiu. Daleka jednak jestem od podejmowania tak skrajnych i bezkompromisowych wyborów. Już dawno zrozumiałam także, że opór przeciwko czemukolwiek jest bez sensu. W jakimś tam jednak sensie odnajduję w niektórych epizodach siebie samą. Egzystencjalne pytania, które pojawiają się u każdego, kto szuka tej „głębi”, są ponadczasowe. Podobnie jak Chris, dostajemy od życia niejedną szansę zmiany naszych wyborów, a przynajmniej zastanowienia się nad nimi. Spotykamy na naszej drodze znaki, które mogą nam otworzyć oczy. Musimy być tylko czujni, by je dostrzec. Niewątpliwie film pomoże nam spojrzeć na nasze życie jeszcze raz, z innej strony. Chris za swoją wolność zapłacił bardzo wysoką cenę. Czy w chwili śmierci przeklinał swój wybór, czy może umarł szczęśliwy, tego już się nie dowiemy. Osobiście postąpiłabym inaczej, jednak rozumiem bohatera, jego tok myślenia.

Każdy wybór niesie jakieś konsekwencje ze sobą, może nie tak tragiczne, ale niesie. Konsekwencją moich wyborów jest narażanie się na samotność. Samo odejście od Kościoła nie spowodowało jeszcze większych konsekwencji, nie od razu. Następowało to powoli, etapami. Wyjawianie światu swoich poglądów również ma swoje negatywne skutki. Nie każdemu one odpowiadają. Poza tym, wielu moich znajomych nigdy zbytnio nie interesowało i chyba nadal nie interesuje to, co ja mam do powiedzenia. Jednak bardzo szybko relacje się poprawiały, kiedy lubiłam to, co oni lubią, poświęcałam czas na słuchanie tego, co oni mają do powiedzenia lub uczestniczyłam w rozmowach na wybrane przez nich tematy. Bardzo szybko wtedy można znaleźć dobrych znajomych czy przyjaciół. Nie o takie jednak relacje mi chodzi. Stopniowo zaczynało brakować tematów do rozmowy. W pewnym momencie przestałam ścigać się w ich wymyślaniu. Żaden temat nie był odpowiedni. Zrozumiałam, że pewnych rzeczy nie naprawię samymi chęciami czy „staraniem się”.  Trzeba umieć odpuścić i uwolnić jakby pewne relacje, niech idą własną drogą. Puścić je wolno, nie zatrzymywać na siłę kogokolwiek i czegokolwiek. Zachować w sercu wdzięczność za te lata znajomości, kiedy mieliśmy jakiś kontakt ze sobą i przestać udawać, że nadal coś nas łączy. Staram się mieć w pamięci te wszystkie osoby, z którymi kiedyś miałam lepszy kontakt. Pamiętam ich takimi, jacy wtedy byli. Tak jest lepiej. Nie silę się już na rozmowę. Mówię wtedy, gdy mam coś do powiedzenia.

Nie chodzę na imprezy, nie piję alkoholu, więc poniekąd sama się wykluczam z towarzystwa. Nie znam nikogo, kto byłby abstynentem, jak ja. Nikogo, kto preferuje inne rozrywki. Zdaję sobie z tego sprawę, że kontakty mogą się urwać, ale czy jest to dobry powód, by przestać być sobą? Czy jest choć jeden powód, wart tego, by nie być sobą? Moje podejście do życia i sposób myślenia raczej nie działają jak lep na muchy, wprost przeciwnie. Z wieloma osobami miałam dość dobry okazjonalny kontakt, póki bardzo starałam się nie odstawać, nie różnić, wiele razy zapominając o sobie. „Jak się wejdzie między wrony, trzeba krakać jak i one” – bardzo trafne przysłowie. Decydując się mieć własne zdanie, pokazując swoją inność, jeśli nie narażamy się na ostracyzm, to bez wątpienia na samotność. Nie będę na siłę nikogo przekonywać do mojej osoby. Nie będę na siłę udawała kogoś, kim nie jestem. Są wartości, zasady, z których nie zrezygnuję dla drugiego człowieka. Wartość dla mnie mają jedynie Ci ludzie, którzy nie będą tego ode mnie wymagać i mimo wszystko nie opuszczą mnie.

W życiu stosuję jezuicką zasadę: „O tyle, o ile”, nawet jeśli chodzi o ludzi. Buddyzm także mówi o tym, że nie chodzi o to, by na swojej drodze spotkać towarzysza, który będzie ledwie znośny, ale o to, by wybierać ludzi świadomie. Takich, od których nauczymy się czegoś, którzy nie będą bać się krytykować nas i pokazywać nasze wady. Chris takich ludzi właśnie spotkał i chyba nie docenił ich obecności. Oni byli dla niego tym znakiem. Słuchali go i akceptowali każdą „inność”, byli wsparciem. Przemierzył wiele kilometrów, zanim ich spotkał. Każdy z tych ludzi chciał ofiarować mu jakąś cząstkę siebie. Gdyby nie był tak zaślepiony swoimi utopijnymi marzeniami, miałby szansę na przyjaźń, miłość, wolność i to wszystko czego szukał. Zostawił to wszystko daleko za sobą.

„Prawdziwe szczęście jest wtedy, kiedy dzieli się je z innymi” – to jest ostatnie zdanie napisane w pamiętniku Chrisa. I prawda, i fałsz. Prawda o tyle, że łatwiej iść przez życie, kiedy jest ktoś obok Ciebie, kto wysłucha, wesprze. Fałsz, ponieważ szczęście nie zależy od drugiego człowieka, tylko od nas. Jeśli nie umiesz być szczęśliwy sam ze sobą, nie będziesz także z innymi ludźmi. Właśnie dlatego, wbrew obiegowym opiniom, to nie relacje z innymi ludźmi są odzwierciedleniem naszych relacji ze sobą, tylko odwrotnie. Gdyby tak zamienić dwóch ludzi rolami: buddyjskiego mnicha, który z wyboru żyje w samotności i tzw. duszę towarzystwa; człowieka, który jest szczęśliwy między ludźmi, ma dużo przyjaciół, z którymi jest w znakomitych relacjach. Co się stanie, gdy mnich znajdzie się pomiędzy ludźmi? Nic w duszy mnicha się nie zmieni. Jest wyćwiczony, by nie uzależniać swego stanu ducha od innego człowieka. Jednak, kiedy odizolujemy od świata tę drugą osobę, mam poważne wątpliwości, czy tak bezproblemowo sobie poradzi. Czasem lepiej jest iść samemu niż z ludźmi, z którymi niekoniecznie nam po drodze. Samotność jest czymś, co powinniśmy nauczyć się akceptować, bo prędzej czy później będziemy spotykać ją na swojej drodze. Drugi człowiek może jedynie na chwilę odwrócić naszą uwagę, jednak w końcu i tak będziemy musieli się zmierzyć sami ze sobą.

Nie dążę do samotności, a jedynie akceptuję jej obecność w moim życiu. Akceptacja pomaga mi zrobić krok naprzód. Dobra samotność jest wtedy, kiedy inni ludzie nie mają już nade mną władzy, która pozwala im uszczęśliwiać, bądź unieszczęśliwiać mnie. Nie uda mi się tego dokonać bez akceptacji. Dopiero wtedy można zacząć budować właściwe relacje międzyludzkie. Wiele jeszcze muszę się nauczyć.

„Podróż duchowa wymaga wyjścia poza nadzieję i lęk, wymaga wkroczenia na niebezpieczne, nieznane terytorium i nieustannego podążania naprzód. Być może jest to najważniejszy aspekt rozwoju duchowego, bo zazwyczaj, dochodząc do granic swoich możliwości, czujemy się zagrożeni” – Pema Cziedryn.

Reklamy

7 Replies to “Into the Wild”

  1. Pozwole sobie zadac Pani osobiste pytanie, bo strona  jest dostepna publicznie i  umozliwia taka mozliwosc. W jaki sposob przeklada sie Pani bogate doswiadczenie duchowe na kontakty z corkami? Tj. co by Pani chciala im przekazac ze swojego doswiadczenia najbardziej a przed czym uchronic? Pytam nie z czystej ciekawosci ale bardziej ze wzgledow praktycznych jako ateista i tata 2 synow  interesujacy sie duchowoscia.

  2. To pytanie zadaję sobie już od wielu lat. Strona ta powstała właśnie z myślą o moich dzieciach. One stały się takim pierwszym impulsem, by zacząć pisać. Najważniejsze rzeczy z tej strony zamierzam kiedyś zamienić na papier w postaci jednego egzemplarza i zostawić moim córkom. To jest jedyne bogactwo, jakie mogę im ofiarować. Uważam, że zadaniem rodzica nie jest chronić dzieci. One muszą umieć postawić każdy kolejny krok samodzielnie. My musimy im w tym pomóc i pokazać im ich wewnętrzną siłę, by wiedziały, że ją mają, kiedy przyjdzie im zmierzyć się z trudnościami. Nie uchronimy ich przed upadkiem. Kiedy uczą się chodzić, muszą uderzyć pupą o ziemię, aby się nauczyć jak wstać. Z wiekiem sytuacja wbrew pozorom wcale się nie zmienia. Ta nauka aż do śmierci będzie aktualna.Razem z mężem jesteśmy introwertykami, a podobno tę cechę przekazuje się w genach. Nasze córki w szkole zauważyły, że różnią się od innych dzieci. Trzymają się troszkę na uboczu, nie wchodzą w jakieś głębsze relacje. Kiedy przychodziły smutne do domu, zastanawiając się co jest z nimi nie tak, ja uśmiechałam się, widząc siebie samą sprzed wielu lat. Pytały dlaczego są dziwne i dlaczego inne dzieci ich nie lubią. Tłumaczyłam im wtedy tę „inność” tak, by zrozumiały, na przykładzie łąki pełnej czerwonych róż, na której jest jedna herbaciana. Zrobiłam tylko to, czego kiedyś mi nikt nie wytłumaczył. Pokazuję im, że to jest wartość a nie wada czy jakiś defekt. Dziś są już starsze i mogę mówić im o introwertykach, by wiedziały, że nie są dziwne, że wszystko z nimi w najlepszym porządku. Dzięki tej stronie i doświadczeniom duchowym, jak to Pan nazwał, łatwiej mi zrozumieć nie tylko siebie, ale i moje dzieci, mojego męża. Gdyby nie one, być może do dziś nie wiedzielibyśmy, że jesteśmy introwertykami, a także wielu innych rzeczy. Relacje owszem się zmieniają, myślę jednak, że nie na gorsze, a bardziej świadome. Z racji, że nie wszystko są w stanie pojąć teraz, spisuję moje doświadczenia z myślą, że kiedyś im się przydadzą. W tej chwili niewątpliwie pomaga to mnie samej, choćby w zrozumieniu najbliższych mi osób. Pytanie jest dość ogólne. Nie bardzo wiem, jakie informacje konkretnie Pana interesują. Jednak ogólnie odpowiem, jak już napisałam w tym wpisie, że relacje z samym sobą wpływają na relacje z innymi, dziećmi również. Nie rozumiejąc nas samych, nigdy nie zrozumiemy innych.

  3. Pytanie bylo sformulowane ogolne , bo nie chcialem sie „pchac z butami” w Pani badz co badz bardzo osobiste zwierzenia. Nie czytam zasadniczo blogow , a ten tez wpadlem przypadkiem przez inna strone. Zaskoczony bylem podobienstwem doswiadczen: DDA, rozstanie z KK, fascynacja buddyzmem,swiadomy ateizm, introwertyzm, doswiadczenie pustki, umilowanie  prowincji na wschodzie kraju.  Nie upowaznia mnie to oczywiscie do niczego ale moze jakos  usprawiedliwia dalsza wymiane spostrzezen. Przekazuje Pani  z tego co zrozumialem corkom akceptacje wlasnej innosci, nonkonformizm, potrzebe szukania wlasnej drogi, nawet za cene bolesnych doswiadczen. Doprawione jest to niechecia do katolicyzmu, uzywek i zycia swiatowego.Blog ma byc rodzajem introspekcji terapeutycznej i pamietnika na inne czasy. Pozwole soie dalej drazyc, ateizm zabiera gotowe odpowiedzi na stare pytanie dajac niewiele „gotowcow”  w zamian, tak bylo przynajmniej w moim przypadku. Czym zastapila Pani ta luke po chrzescijanstwie?

  4. Choć rozumiem co ma Pan na myśli, nie ujęłabym tego tak, że mój światopogląd coś mi zabiera. On mi daje możliwość znalezienia własnych odpowiedzi. Nie zabiera lecz daje. Pięknie wypełnił wszystkie puste miejsca, które przez wiele lat narastały. Rozumiem, że „luka po chrześcijaństwie” odnosi się w dalszym ciągu do dzieci. Świecki styl życia w religijnym świecie i wychowanie w nim dodatkowo dzieci nie należy do łatwych wyborów. Społecznie jest to być może najtrudniejszy wybór, ale możliwy do zrealizowania. Idąc bez kompasu, opieramy się na rozmowach i wartościowych książkach, które pobudzają do pytań i szukania odpowiedzi. Staramy się również przewidywać z jakimi problemami mogą borykać się nasze dzieci lub jakie pytania mogą mieć do nas i inicjujemy z nimi rozmowy na dany temat. Zamiast chronić ich przed wpływem religii najlepiej dostarczyć dziecku informacji na temat, jaki zaspokoi ich naturalną ciekawość. Nie na lekcji religii, ale w domu. Nie robimy nic specjalnego. Rozmawiamy z nimi o wartościach, jakie my wyznajemy, o naszym światopoglądzie. Pokazujemy im świat, dzielimy się opiniami, podsuwamy książki i usuwamy się na bok, pozwalając na samodzielne stawianie kroków. To wszystko. Nie uczymy ich jak wyzwolić świat od religii, lecz jak z nią współistnieć.Na tym właśnie polega cały urok tego światopoglądu, że nie ma żadnych gotowców. Trzeba samemu odnaleźć odpowiedzi. To uczy myślenia i samodzielności. Przy okazji polecę Panu bardzo dobrą lekturę traktującą o tym, o czym właśnie rozmawiamy: „Poza wiarą. Jak wychować etyczne i wrażliwe dzieci w świeckiej rodzinie” – pod red. Dale'a McGowana.

  5. „Poza wiara…” posiadam i czytalem, niektore fragmenty dwukrotnie. Przydalaby sie jego adaptacja do polskich realiow. Mieszkam poza „polskim piekielkiem ” w otoczeniu wysoce laickim, gdzie wybor etyki w szkole i brak uczesnictwa w obrzedach religijnych nie jest  problemem nawet na wsi. Wiele energii pochlanialy mi swego czasu spory religijne z zona . Oboje mielismy generalnie zle zdanie o katolikach,  kompletnie zas odmienne poglady panowaly  na kwestie np. istnienia Istoty Wyzszej.Teraz panuje w tym temacie chwiejna rownowaga. ” Luka po chrzescijanstwie” powyzej nie dotyczyla zasadniczo stosunkow z dziecmi lecz jest to , mowie o sobie, utrata myslenia magicznego, czyli np. doszukiwania sie nadnaturalnego sensu w przypadkowych zdarzeniach , prob wplywania na swiat poprzez „magiczne czynnosci”, utrata poczucia ladu i celu wszechswiata, brak przynaleznosci do grupy, wraz ze wszystkimi daleko idacymi konsekwencjami, odciecie sie od tradycji rodzicow i innych krewnych. Pomimo wielu lat w ateizmie nie udalo mi sie tego wypelnic nowymi tresciami na tyle,  by zyc w harmonii. O ile izolacje spoleczna dosc latwo jest przelamac, to egzystencjalne poczucie pustki potrafi byc zniewalajace. Doswiadczenia wlasne z „oswajaniem pustki sa moim wiodacym motywem w zainteresowniem Pani blogiem.

  6. Prosze mi wybaczyc bledy gramatyczne w tekscie. Poprawne pisanie po polsku nie bylo nigdy moja mocna strona,a od lat coraz rzadziej mam okazje pisac w jezyku ojczystym.

  7. Odpowiadając na Pana pytanie, zapewne dlatego poszłam w tym kierunku, ponieważ nigdy nie odczułam żadnej luki. Nowo odkryty światopogląd wypełniał mnie po brzegi. Pustka, którą czułam od dziecka zniknęła. Dopiero wtedy moje życie nabrało wartości, ładu i harmonii. Mam kocią naturę i niespecjalnie przeszkadza mi również brak przynależności do grupy. Lubię chadzać własnymi drogami. Czuję się z tym zupełnie dobrze. Na początku zaliczałam się do bardzo licznej przecież grupy ateistów, dlatego nie odczułam tego braku. Dziś unikam wszelkiego szufladkowania czy przyczepiania etykietek. Lepiej się czuję w roli wolnego strzelca. Jeśli chodzi o tradycję, nigdy nie próbowałam odciąć się od niej całkowicie, zwyczajnie nie przykładam do niej większej wagi. Jak moje dzieci chcą ubierać choinkę, to ją ubierają. My tej tradycji nie odrzucamy, a jedynie modyfikujemy do własnych potrzeb. Podczas świąt spotykamy się jak dawniej. Odległość sprawia, że bardziej cieszymy się tą obecnością. Bardzo trudno mi jest odnieść się do Pana pytania, kompletnie nie czując tej luki. Niczym nie musiałam jej zastępować, ponieważ niczego takiego nie było. Na dzień dzisiejszy tematy religijne nie zajmują mi już tyle czasu, co kiedyś. Religia absorbowała mnie, kiedy jeszcze w mój status życiowy mogłam wpisać: „poszukująca”. Siłą rzeczy głęboko wchodziłam w ten temat, szukając odpowiedzi. Dziś już nie szukam, wobec czego, emocje mną nie targają. Pisze Pan, że ateizm zabrał Panu gotowe odpowiedzi i niewiele dał w zamian. Czasem wiele dostajemy, tylko przyjąć tego nie umiemy, a być może nie widzimy tego wcale. Oczekiwał pan kolejnych gotowców? Ja wolę uczciwe „nie wiem” i samodzielne poszukiwania, niż gotowe podanie na tacy. W „gotowcach” nie znajdzie się odpowiedzi. Być może tutaj również nie znajdzie Pan tego, czego szuka…. Jest Pan pewien, że szuka we właściwym miejscu? Oczekiwania sprawiają, że możemy przeoczyć coś naprawdę ważnego. Znajdziemy odpowiedzi tylko wtedy, kiedy będziemy gotowi. Bez żadnych „gotowców”, sami.Owocnej lektury. Postaram się w miarę możliwości odpowiadać na pytania. Proszę pamiętać, że istnieje również druga forma kontaktu; formularz kontaktowy, jeśli publiczne wypowiadanie się jest dla kogoś krępujące.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s