Przedświąteczny czas

Za oknem piękne słoneczko, mnóstwo śniegu i ptaszki w karmnikach, które co rano czekają na śniadanko. Wczoraj wieczorem najniższą zarejestrowaną temperaturą było -23 stopnie. Piękna zima; mroźno, słonecznie z dużą ilością śniegu.

Popsuty samochód pokrzyżował nam konkretnie plany wyjazdowe. Raczej nie odwiedzimy rodziny w te wolne dni. Czas ten spędzimy w domu, bez świątecznej bieganiny, pośpiechu. Zakupy udało nam się wczoraj częściowo zrobić na piechotkę – 5km do miasta. Pogoda nam sprzyjała i kupiliśmy tyle, ile daliśmy radę unieść. Jeśli chodzi o przygotowania do świąt, to specjalnie się nie przepracowujemy. Owszem, kucharzymy sobie, ale bardziej dla przyjemności smakowych. Jest już nawet pierwszy zakalec. W te wolne dni, każdy musi coś jeść, a skoro jest okazja i czas, by sobie dogodzić, to czemu nie. Sprzątamy, kiedy jest brudno, nie więcej niż zwykle. Ogólnie staramy się znaleźć czas na to wszystko, na co zwykle nam go nie wystarcza, nie zmuszać się do niczego.

Jeszcze rok temu myślałam, że bez samochodu tutaj nie da się żyć, tak samo jak bez internetu i paru innych rzeczy. Myliłam się. Wprawdzie wyjście do sklepu to jest wielka wyprawa, trwająca ok 4 godzin, ale za to ile satysfakcji daje, nie mówiąc już o kondycji. Uczę się jak sobie radzić w sytuacjach, gdy czegoś zabraknie, upiec chleb, bułki czy zrobić makaron. Z różnym skutkiem. Jajka kupuję od sąsiadów. Staram się robić zapasy w spiżarni. Czas, kiedy chwilowo jesteśmy odcięci od internetu nigdy nie jest stracony. Rzekłabym, że jest on bardziej wartościowo spędzony. Mamy z mężem w końcu czas, by pobyć we dwoje, porozmawiać, poczytać książkę, położyć się wcześniej spać.

Co do książki, ostatnio czytam, a w zasadzie męczę „Sto lat samotności” G.G Marqueza. Stanowczo nie jest to mój ulubiony styl pisania. Pomimo wielu rekomendacji, moja opinia nie będzie pozytywna. Zapewne jest to arcydzieło, skoro doczytałam do połowy książkę bazującą głównie na narracji, z niewielką ilością dialogów, przeplatających się wątkach, w których można łatwo się zgubić i takich samych imionach nadawanych dzieciom z pokolenia na pokolenie. Wątki kazirodcze również nie są dla mnie interesujące. Z całą pewnością nie sięgnę więcej po żadną książkę tego autora. W międzyczasie, z braku cierpliwości, sięgnęłam po kolejną książkę, która czekała w kolejce; „Dziewiętnaście minut” Jodi Picoult.  Bardzo lubię tę pisarkę.  Kupię w ciemno wszystkie jej książki. W związku z tym, doprawdy nie wiem, czy uda mi się dokończyć książkę Marqueza. Szczerze w to wątpię.

Advertisements

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s